Najlepsze i najgorsze filmy Rexa Reeda 2023 roku

Śledzenie startów

W 2023 roku Rex Reed zrecenzował dla Startracker ponad 60 filmów. Niezależnie od oceny, w chwili, gdy jego recenzje trafią do naszej skrzynki odbiorczej (nawet jeśli są spóźnione), dzień staje się lepszy. Nikt nie pisze tak jak Rex, a praca z nim jest po prostu zaszczytem. Od najlepszych do najgorszych – łącznie z tymi tak złymi, że nie zasługiwały na recenzję – oto, co nasz ukochany krytyk filmowy miał do powiedzenia na temat roku filmowego.


Nie lubię wszelkiego rodzaju rankingów, ale filmy są tak samo konkurencyjne jak drużyny baseballowe, więc myślę, że konieczny jest pewien format redakcyjny. W przeciwnym razie, podobnie jak w przypadku spisu, wszystko zmieszałoby się w jeden niewyraźny bałagan. Procedura rankingowa oddziela prawie zwycięzców i zwycięzców także od pamiętnych triumfów, które moim zdaniem przetrwają dziesięciolecia. lalka Barbie za kilka lat nie wywoła gromkiego aplauzu w ten sam sposób Włosy z kontrowersyjnego faworyta w 1979 r. stał się czystą kartką w 2023 r., ale Śpiewam w deszczu jest na szczycie swojej kariery od 70 lat i wciąż zachwyca nowe pokolenia każdego dnia.

Pomimo ogólnej krytyki, że nie nadążam za duchem czasu, uważam, że wspaniałe filmy z przeszłości były często znacznie bardziej trzymające w napięciu, lepiej napisane i zabawniejsze niż filmy współczesne. Niewielu jest dziś artystów tej samej klasy, co Elia Kazan, John Ford, Vincente Minnelli, George Cukor, John Frankenheimer, William Wyler i Billy Wilder, żeby wymienić tylko kilku. Jeśli ładunek treści pornograficznych, takich jak Biedne rzeczy idzie z duchem czasu, to wywieź mnie w lata czterdzieste i tam zostaw. (A Emma Stone nie jest Audrey Hepburn.)

Filmy 4-gwiazdkowe

Wszystkie te filmy podobały mi się, ponieważ robią dokładnie to, co zamierzały, kładą duży nacisk na rodzaj narracji, który lubię najbardziej, i wydają się bezbłędne w kontekście ich skupienia, celu i artyzmu.

„Maestro”: arcydzieło Bradleya Coopera

Nauczyciel to film roku. Poprawka: nie lekceważyć tego, co niesamowite Oppenheimera , uczyń to jednym z dwa najlepsze filmy roku. Ale wciągająca biografia Bradleya Coopera o niestabilnym dyrygencie-kompozytorze Leonarda Bernsteina ma więcej pasji, czułości i rozdzierającego serce rezonansu – i daje o wiele więcej zabawy… Nauczyciel to rzecz najbliższa perfekcji, jaką widziałem na ekranie od bardzo długiego czasu… Film nie pozostawia kamienia bez kamienia i żadnego zakrętu, badając każdy burzliwy rozdział w karierze Bernsteina… Kiedy elementy się łączą, film jest mile widziany i rzadkie jak idealny świąteczny poranek. Nauczyciel jest arcydziełem.

„Sól”: Szczęka Barry'ego Keoghana oszałamiająca Wydajność nie może być przereklamowana

Nie pozwól, aby rok 2023 zakończył się bez zbadania klejnotu zwanego Saltburn. To jeden z moich nieoczekiwanych, niedocenianych i niewidzianych ulubionych filmów w okresie świątecznym, dlatego zachęcam do natychmiastowego obejrzenia filmu… Przepięknie sfotografowany przez Linusa Sandgrena, zarówno pięknie wyreżyserowany, jak i sprytnie napisany przez brytyjskiego zdobywcę Oscara Emeralda Fennella, który podąża za nią bardzo szanowaną Obiecująca młoda kobieta z filmem o jeszcze bardziej oszałamiającym wpływie.

„Wszystko poszło dobrze”: potwierdzające życie badanie śmierci

W szczególnie ponurym momencie w historii kina, kiedy dobre 90 procent wszystkiego, co widzę na ekranie, jest żałośnie głupie, bezcelowe i godne zapomnienia, zostaw Francuzom, aby wynieśli kino na wyższy poziom czymś pięknym, wzruszającym i zapadającym w pamięć. Napisany i wyreżyserowany przez płodnego François Ozona, Wszystko poszło dobrze to wzorcowe dzieło, które w inteligentny sposób bada zalety i wady eutanazji z miłością, prawdomównością i mocą, które rzadko są uchwycone na filmie. Jeśli należysz do kurczącej się kategorii kinomanów, którzy wymagają od filmów więcej niż bezmyślnych śmieci, przywróci ci to wiarę w ludzkość… Panie. Skrupulatny scenariusz i pełna współczucia reżyseria Ozona nie pozostawiają kamienia na kamieniu w opowiadaniu tej prawdziwej historii, opartej na książce Emmanuele Bernheim opublikowanej po śmierci ojca, wzmocnionej ogromnie przez doskonałą obsadę, w skład której wchodzą porywająca Sophie Marceau jako Emmanuele, Geraldine Pailhas jako Pascale, weteranka aktorka Hanna Schygulla w roli kobiety, która kieruje szwajcarską organizacją dostarczającą rozwiązania dla nieuleczalnie chorych pacjentów… Filmy o eleganckim starzeniu się i bohaterskim umieraniu są często omijane jak wirus przez widzów poszukujących szczęśliwszych i zabawniejszych tematów poprawiających samopoczucie. Mam nadzieję, że tak nie jest Wszystko poszło dobrze. Podtrzymuje życie i uczy nas czegoś ważnego na temat nieoczekiwanych, ale nieuniknionych wyzwań życia, unikając wszelkich pokus ulegania sentymentalizmowi. To naprawdę bardzo fajny film.

„Strefa zainteresowań”: nawet nie myśl o przegapieniu tego filmu

Świeży, oryginalny i głęboko niepokojący, Strefa Zainteresowań to tegoroczny kandydat do Oscara z Wielkiej Brytanii. To jeden z najlepszych filmów tego roku gdziekolwiek. Widziałem to we wrześniu na ul Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Toronto i od tego czasu nie daje mi to spokoju… Zdjęcia kręcono w plenerze, Strefa Zainteresowań obnaża zarówno banalność, jak i zło nazizmu, oświetlone napiętymi, pełnymi napięcia kreacjami Sandry Hüller jako najbardziej niezwykłej, często nieświadomej żony i Christiana Friedela jako najbardziej zwodniczo bezsilnego maniaka kontroli, jaki kiedykolwiek stworzyła Trzecia Rzesza. Istota tego przytłaczającego filmu – że zdeprawowane szaleństwo czasami pozostaje niezauważone ze względu na nieoczekiwaną przeciętność – ma przerażający wpływ, który w przerażającej polityce władzy naszego dzisiejszego świata wydaje się bardziej istotny niż kiedykolwiek.

„Blisko” i „Cicha dziewczyna”: perełki nominowane do Oscara

Przy tak dużej liczbie złych amerykańskich filmów zaśmiecających rynek, uważam, że bardziej interesujące i satysfakcjonujące jest przyjrzenie się niektórym filmom zagranicznym, które będą konkurować w nadchodzących Oscarach. Dwa z najlepszych, które polecam z czterema gwiazdkami i bez zastrzeżeń, należą do tego samego gatunku dotyczącego dojrzewania i zapewniają równie doskonałe wyniki… Z Belgii, Zamknąć to świeża, poruszająca i niezapomniana kronika męskiego zaufania i oddania pomiędzy dwoma 13-letnimi chłopcami z sąsiednich gospodarstw, którzy przeżywają rumieniec pierwszej miłości, której nie rozumieją, bo dzieje się to nie z obcymi, ale między sobą… Belgijski scenarzysta i reżyser Lukas Dhont utrzymuje równowagę nastroju i piękna fizycznego dzięki porywającej elokwencji, a Eden Dambrine jako Leo i Gustav DeWaele jako Remi to oszałamiające młode odkrycia, których nie da się łatwo zapomnieć… Tymczasem z Irlandii Cicha dziewczyna, nakręcony z wrażliwością i starannością przez debiutującego scenarzystę i reżysera Colma Baireada, łączy w sobie spokojny montaż, ciche rezerwy siły i stonowane występy, które pozwalają myśleć i czuć, a nie tylko oglądać. Na szczęście używa oszczędnie słów, bez wybrednej bezsensowności, jaką wprowadza większość amerykańskich filmowców napędzanych komercją, aby dać widzom więcej czasu na marnowanie większej ilości pieniędzy na stoisku z koncesjami. Filmy rzadko próbują pokazać siłę tego, co dyskretne i powściągliwe; ten tak naprawdę opowiada o tym, co dzieje się między liniami, aby wypełnić przestrzenie.

„Loren i Rose”: Jacqueline Bisset zachwyca jako aktorka konfrontująca się ze swoją przeszłością

Pięknie zagrany, inteligentnie napisany i wyreżyserowany z wrażliwością, Loren i Róża ukazuje niedoceniane i nie zawsze odpowiednio eksponowane talenty Jacqueline Bisset. To wspaniały film, zapadający w pamięć i starannie wykonany, który odniósł sukces na wielu płaszczyznach, ale przede wszystkim jako powitalny pojazd dla wspaniałej, wspaniałej gwiazdy. Jest jedną z największych radości branży filmowej. Mimo 79 lat nadal jest po prostu wspaniała.

„Passages”: trzy sensacyjne kreacje w tym 4-gwiazdkowym filmie

Miłość ma wiele postaci, ale jest tak cenna, dlaczego nie spróbować ich wszystkich? napisał Oscar Wilde i tyle Intymny stosunek dwojga ludzi, opowiada odważny, urzekający i wzorowy film znanego scenarzysty i reżysera Iry Sachsa. Głupio obarczony rzadką oceną NC-17, co oznacza, że ​​nie może być pokazywany szerokiej publiczności, pan Sachs planuje wypuścić go bez żadnej oceny, co oznacza, że ​​zostanie niesprawiedliwie odrzucony przez większe kina i pokazywany tylko w małych, niezależnych kina. To zbrodnia, bo to wyjątkowy film pełen wrażliwości i inteligencji, mający wiele do powiedzenia na temat niewierności, miłości, seksu, biseksualności i monogamii w niespokojnym chaosie dzisiejszego, cętkowanego krajobrazu emocjonalnego. Moja rada jest taka: szukaj jej wszędzie tam, gdzie możesz ją znaleźć i naucz się czegoś.

„NYAD”: Jeśli istnieje jakakolwiek sprawiedliwość, zostanie ona zapamiętana, gdy nadejdzie sezon nagród

Świeże z różnych zwycięstwa na festiwalach filmowych i wciąż bije brawami, NYAD wreszcie pojawia się na platformach streamingowych i na ekranach komercyjnych, równie wspaniały i urzekający jak zawsze. To zwycięskie zestawienie wytrwałości, przyjaźni, hartu ducha i zapału, dzięki któremu pływaczka maratońska Diana Nyad zyskała sławę jako pierwsza osoba, która bez rekina odbyła 180-kilometrową, 62-godzinną podróż bez międzylądowania z Kuby na Florydę po wodach rojących się od rekinów zbiornik. Pod egidą zwykłych filmowców może to być niezwykła saga sportowa o niezwykłej kobiecie pokonującej przeważające przeciwności losu, ale starannie i skrupulatnie spisana w ich fabularnym debiucie przez wspaniałą, wielokrotnie nagradzaną dokumentalistkę Elizabeth Chai Vasarhelyi i jej męża Jimmy’ego Chin ( Bezpłatne solo, ratunek) i bezbłędnie napisany przez Julię Cox , łączy materiały archiwalne z potężną pasją i pulsującą obsesją kobiety, która nie znała definicji słowa porażka – historia, która rozbrzmiewa długo po ostatnim kadrze, ożywiona i oparta na dwóch druzgocących występach Annette w środku pola Bening jako Nyad i Jodie Foster jako jej trenerka, najlepsza przyjaciółka i dawna kochanka, Bonnie Stoll. Rezultatem tak wielkiego poświęcenia i wierności tematowi jest film pełen niezwykłej radości.

Filmy 3,5-gwiazdkowe

Granica między dobrem a złem jest cienka, tak jak w życiu miłość i nienawiść oddziela tylko cienka błona. Tak więc, chociaż uważałem, że Oppenheimer jest cennym dokumentem historycznym, zawierał zbyt wiele pretensjonalnych, rozpraszających wyborów redakcyjnych, aby zdobyć jedną z moich czterech gwiazdek. Podobnie zdecydowanie nie zgadzam się z pochlebcami Martina Scorsese, którzy klękają, gdy jego nazwisko pojawia się na ekranie. Wie, gdzie umieścić kamerę, ale Flowers of the Killer Moon nie dostał ode mnie 4 gwiazdek, ponieważ był rozdęty, powtarzalny i rozpaczliwie wymagał przycięcia. Można stracić co najmniej godzinę filmu i nic by nie umknęło.

„Zabójcy Kwiecistego Księżyca”: Mocne strony Martina Scorsese wydają się zmarnowane

Melduję się po prawie czterech godzinach, Zabójcy Kwiatowego Księżyca, Epicki film Martina Scorsese o okrutnej masakrze Indian Osagów dokonanej przez chciwych białych, rasistowskich kapitalistów w latach dwudziestych XX wieku jest niewątpliwie i imponująco dobrze zrobiony, ale wyczerpująco i niepotrzebnie za długi dla każdego, kto ma problemy z plecami lub krótki czas skupienia uwagi. Choć bardzo podziwiam reżyserię i scenariusz pana Scorsese, napisany wspólnie z Erikiem Rothem ( Forresta Gumpa), Od czasu do czasu zerkałem na zegarek i dość często zasypiałem.

„Oppenheimer”: niezapomniana rzadkość na bagnie filmowej przeciętności

W miarę upływu czasu letniego kina, scenarzysta i reżyser Christopher Nolan Oppenheimera jest klasą samą w sobie. Amerykańscy widzowie szukający krótkiej ucieczki od upału w połączeniu z bezmyślną akcją lub niezapomnianą zabawą mogą zmarnować pieniądze na najnowszy film Indiany Jonesa I Misja Niemożliwa klony, ludzie, którzy będą się śmiać z publicznego powieszenia Miasto Asteroid I Obóz Teatralny, a każdy, kto nie jest uczulony na róż, ma coś obraźliwego, wstrętnego i idiotycznego Lalka Barbie. Jeśli jednak chcesz przeżyć jedno kinowe przeżycie, o którym warto pamiętać po nadejściu lata 2023 r., Oppenheimera jest ten.

„Rock Hudson: Wszystko, na co pozwoliło niebo”: podwójne życie w fascynujący sposób zbadane

W Rock Hudson: Wszystko, na co pozwoliło niebo (trafny tytuł nawiązujący do drugiego filmu Rocka z Jane Wyman) elementy tego niezwykłego życia łączą się w fascynujący sposób, przechodząc pomiędzy pełnym oszustwa życiem Rocka jako ukrytej gwiazdy filmowej a tragicznymi konsekwencjami życia w każdy szafie – w jego przypadku śmierć na AIDS w 1985 roku. Miał zaledwie 59 lat. Materiały archiwalne i wywiady z przyjaciółmi, którzy byli przy nim podczas jego śmierci, dodają nagłówkom informacji o jego śmierci włosa na głowie, a mnie wzruszyli ludzie, którzy teraz uznają pozytywne skutki tego żałobnego wydarzenia, któremu odważnie stawił czoła, wymazując piętno AIDS i dawanie nadziei milionom. „Jaki sposób na zakończenie życia” – brzmiały jego ostatnie słowa. Pod wieloma względami było to wspaniałe życie, ale w większości przeżył je w sposób godny podziwu i opuścił je z honorem. Rzeczywiście wartościowy i przyzwoity film.

„Sharper”: jeden z najpopularniejszych thrillerów wszech czasów

Totalny (ale zabawny) pomysł od początku do końca, thriller noir Oszust to pomnik pozorów bez pretensjonalności, łamigłówka bez wzoru, równanie bez znaku równości. To sprawia, że ​​logika jest niemożliwa, a poszukiwanie rozwiązań stratą czasu. W słowniku Random House słowo ostrzejszy jest rzadko używanym rzeczownikiem określanym jako sprytny oszust. To właściwie opisuje każdą postać w filmie, która knuje, by oszukać, zdradzić i zrujnować się nawzajem dzięki napiętym, seksownym występom w jednakowo wspaniałej obsadzie, w tym Julianne Moore, Sebastian Stan i John Lithgow, tnących powietrze jak świeżo naostrzone noże do steków pod usprawnionym kierownictwem Benjamina Carona. Niespodzianki uwydatniają każdą scenę i nic nie jest tym, czym się wydaje, łącznie z miażdżącym rozwiązaniem. Jeden z najwybitniejszych intelektualnych thrillerów ostatnich lat.

„Juniper”: Charlotte Rampling wypala dziurę w ekranie

Spowiedź: Kocham Charlotte Rampling. Zawsze ją kochałem, odkąd po raz pierwszy oczarowałem się, oglądając jej wczesne występy na ekranie jako zrzędliwej współlokatorki Lynn Redgrave w Georgie, dziewczyna (1966), a zwłaszcza we wrażliwym dramacie Jamesa Saltera z 1969 roku Trzy, w którym zagrała ponętną dziewczynę, która zrywa związek pomiędzy dwoma najlepszymi przyjaciółmi amerykańskich studentów podczas letnich wakacji na południu Francji. Trzy to genialny, pełen niuansów film, tak mało znany, że niewiele osób go widziało. Nigdy nie został wydany na kasetach wideo, ale można go znaleźć na YouTube. Rozpoczął wyjątkową karierę filmową, która otworzyła nowe możliwości w twórczości wymagających reżyserów ceniących wartość i gust, od Luchino Viscontiego po Woody'ego Allena. Teraz, w wieku 77 lat, przy tej rzadkiej okazji, kiedy Charlotte Rampling rzeczywiście wychodzi z domu w Paryżu, aby zagrać w filmie, jest to chwila, której powinny towarzyszyć fajerwerki. Taka okazja jest Jałowiec, nowe dzieło z Nowej Zelandii, w którym wypala dziurę w ekranie w kolejnym ze swoich urzekających pretensji do skądinąd niewyjątkowej roli, pożerając każdy kadr jak surowa polędwica.

„Człowiek w piwnicy”: prowokacyjny, inteligentny i trzymający w napięciu francuski film

Porywający scenariusz reżysera Philippe'a de Guaya (przy wsparciu scenarzystów Gillesa Tauranda i Marca Weitzmana) analizuje różnorodne problemy, które nękają i dzielą świat, w którym żyjemy, a jego mądra, wyważona reżyseria da ci uzasadnione powody do kwestionowania własnego dynamika polityczna. Odkrycia postaci uwypuklają kwestie ideologiczne kłębiące się pod powierzchnią filmu, tak istotne dla niepokojących i niepokojących czasów, w których budzimy się każdego dnia. Profesjonalny poziom gry aktorskiej tworzy porywający zespół. Jeremie Renier i Berenice Bejo doskonale sprawdzają się w roli pary, której spokojne życie zostaje naruszone i wystawione na próbę przez wpływ radykalnego myślenia. Jedyne zastrzeżenie mam do nierozwiązanego zakończenia. Wyczerpana niekończącymi się bataliami sądowymi, negatywnym rozgłosem, snafusami prawnymi i osobistymi porażkami, piwnica jest pusta i opuszczona, a prawowity właściciel wciąż niepewny. To rodzaj wniosków, które pogrążają cię w otchłani. Ale w miarę jak się to rozwija, Człowiek w piwnicy jest tak prowokacyjny, inteligentny i trzymający w napięciu, jak wszystko, co prawdopodobnie zobaczysz w tym roku.

„L’immensità”: niezwykły i niezapomniany dramat o dojrzewaniu

Bolesny i rozdzierający serce dramat dojrzewania, Bezmiar, co oznacza ogrom, to wrażliwy, bolesny zdobywca nagrody na Festiwalu Filmowym w Wenecji, który odzwierciedla etos i intensywność doświadczeń udręczonej rodziny w czasach zmian… Ten niezwykły film wyreżyserował ceniony Emanuele Crialese, który sam jest trans. Opiera się na jego własnym dzieciństwie, co sprawia, że ​​ponure szczegóły zapadają w pamięć podwójnie. Crialese wie, jak opowiedzieć historię, a cała obsada gra fenomenalnie, szczególnie Penélope Cruz, której zapadająca w pamięć uroda pozostaje w pamięci po zakończeniu filmu, oraz Luana Giulani, która powiększa ekran pochłaniającymi oczami, imponującą rozpiętością dramaturgiczną, i atrakcyjny głos, gdy wokalnie eksploruje szeroką ścieżkę dźwiękową piosenek, w tym Where Do I Begin, banalny motyw Francisa Lai z filmu Romans . Trzeba przyznać, że jest to film trudny do obejrzenia i raczej nie każdemu przypadnie do gustu – ale jeśli masz ochotę na coś innego, delikatnego i niezapomnianego, gorąco zachęcam do obejrzenia Bezmiar.

„Dreamin’ Wild”: nastoletnie marzenia splatają się z rzeczywistością dorosłych w przejmującym filmie

Oparta na faktach film o zmieniającym życie bólu związanym z porażką, dreszczyku emocji wywołanym spóźnionym sukcesem i wyzwaniach nieodłącznie związanych z jednym i drugim. Dzikie sny to świadectwo muzycznej rodziny, która uosabia stare powiedzenie: Nieważne, jak długo to zajmie, jeśli poczekasz wystarczająco długo, Twoje marzenie się spełni.… Dzikie sny to powolna narracja, ale nie przeszkadzało mi to. Podziwiam sposób, w jaki potrzeba czasu, aby rozwinąć charakter i nastrój. Nie mam też nic przeciwko przyznaniu, że to nie mój rodzaj muzyki, ale wciąga cię to. Jest tego dużo, większość ma głębię i duszę, a Casey Affleck jest tak dobrze wyreżyserowany i tak naturalny, że naprawdę wygląda, jakby sam śpiewał… Wielu utalentowanych ludzi daje z siebie wszystko w filmie, który jest zarówno przemyślane, jak i satysfakcjonujące. Bardzo mi się to podobało.

Filmy 3-gwiazdkowe

„Aby złapać zabójcę”: Shailene Woodley wykonuje kolejny hitowy cios

Shailene Woodley, wszechstronna, oddana i przesiąknięta realizmem aktorka, która nigdy nie wykonuje złego ruchu (wciąż prześladują mnie jej porywające kreacje jako energicznej młodej pacjentki chorej na raka w Błąd naszych gwiazd i bohaterski ocalały z katastrofalnego huraganu na morzu Dryfujący) dostarcza kolejnego hitu w ponadprzeciętnym thrillerze akcji Aby złapać zabójcę. Współpracuje z równie wspaniałym australijskim aktorem Benem Mendelsohnem, a chemia między nimi sprawi, że Twój umysł będzie czujny, a skronie będą pulsować. Ten film nie traci czasu na znalezienie szybkiego tempa, które tylko od czasu do czasu zatrzymuje się, aby złapać oddech… Pani. Woodley rozgrywa tę grę na granicy psychicznego i fizycznego wyczerpania, przecierając ból oka i radząc sobie ze stresem w pracy w taki sam sposób, w jaki aspiryna działa na bóle pleców, dodając każdej scenie czegoś ekstra. Ciemne, przenikliwe zimno Baltimore zimą (w tej roli Montreal) zostało w pełni uchwycone w bolesnych zdjęciach Javiera Julii. Zatem w większości Aby złapać zabójcę to thriller, który emocjonuje bardziej niż inne podobne filmy, a Shailene Woodley dodaje kolejny laur do swojego i tak już imponującego życiorysu.

„The Miracle Club”: Laura Linney, Kathy Bates i Maggie Smith podnoszą mdłą słodycz

Słodki i pełen dobrych intencji, ale mdły i rozczarowujący, Klub Cudów to jeden z tych powolnych, krętych irlandzkich dramatów, które budzą więcej szacunku niż ekscytacji. Akcja rozgrywa się w nadmorskim miasteczku niedaleko Dublina w 1967 roku. Fabuła koncentruje się na zróżnicowanej grupie kobiet, które podróżują do Lourdes, aby oddać cześć przyjacielowi, oraz na różnych sposobach, w jakie duchowy wpływ tej podróży zmienia je na zawsze… Bardzo potrzebnego uroku, którego brakuje w scenariuszu tego filmu beznadziejny film przypadł w udziale mieszkającym w nim kobietom, które ciężko pracują, aby wypadł dobrze. Zarządzanie ich różnorodnymi irlandzkimi akcentami jest trudne, a próba ich zrozumienia to jeszcze bardziej żmudna praca. Uroczysty kierunek i brak tempa nieprzyjemnie zbliżają się do lamentu żałobnego. Klub Cudów to szczery i zasłużony wysiłek, wzmocniony urzekającymi zdjęciami Johna Conroya, które żywo oddaje cichy stoicyzm wiejskiej Irlandii, ale pozostawia cię pustym, niedożywionym i pragnącym więcej.

„Moving On”: Jane Fonda i Lily Tomlin urzekają w czarnej komedii z sercem

Trzeci pełnometrażowy rozdział serii Jane Fonda i Lily Tomlin (z wyłączeniem serialu komediowego Netflix Grace i Frankie) , nazywa się Ruszamy dalej. Ponieważ reżyseruje i pisze Paul Weitz, artysta bardziej zorganizowany i humanitarny niż wybierani przez nich głupcy, zapada w pamięć bardziej niż zwykłe farsy, które wymyślali w przeszłości – może nie tak świeże i atrakcyjne jak 9 do 5, ale mniej zbankrutowany wyobraźnią niż beznadziejny 80 dla Brady'ego. Po prostu leży pośrodku kanapki, jak jednodniowy tuńczyk. Ale chemia między dwiema ikonami jest nie do odparcia.

„Klub książki: Następny rozdział”: ten film z Jane Fondą to kinowa radość

Jako kontynuacja popularnej komedii z 2018 roku, opowiadającej o czterech kobietach w średnim wieku z Los Angeles, które podtrzymują swoją przyjaźń, spotykając się raz w miesiącu, aby wypić galony wina i porozmawiać o właśnie przeczytanej książce. Klub Książki: Następny rozdział podąża za obecnym trendem dołączania do Jane Fondy z trójką blaknących gwiazd ekranu, które wciąż są w ruchu, i wysyłania ich wszystkich w plener, mając nadzieję, że będą zabawni. Bezdenne 80 Dla Brady'ego zaciągnął Jane, Lily Tomlin, Sally Field i Ritę Moreno na Super Bowl z fatalnym skutkiem. Klub Książki: Następny rozdział ponownie łączy Jane, Candice Bergen, Diane Keaton i Mary Steenburgen w roli wyskubanych, wypielęgnowanych i gotowych do kamery siedmiolatków, które grały w oryginale. Jest nieco (ale niezbyt) lepszy od swoich ostatnich, gwiazdorskich poprzedników, w których występują olśniewające seniorki, ale nawet gdy się potknie, gwiazdy nigdy nie były bardziej mile widziane.

„Pain Hustlers”: oszałamiające spojrzenie na kapitalizm w opiece zdrowotnej

Brytyjski cudotwórca David Yates, który wyrobił sobie sławę dzięki reżyserowaniu czterech przynoszących pieniądze filmów o Harrym Potterze, zdecydował, że nadszedł czas, aby porzucić magię Hogwartu i zmienić tempo, rzucając bardziej szorstkie spojrzenie na prawdziwy świat. Mile widzianym rezultatem jest Pogromcy bólu, oparta na faktach opowieść o kapitalizmie, poruszająca kwestie społeczne, zabawna i zabawna, a jednocześnie zmuszająca do myślenia, ale nie będąca zbyt szczerą i poważną… Na podstawie książki non-fiction Trudna sprzedaż autorstwa dziennikarza Evana Hughesa to kronika przepychu, podekscytowania i zdeprawowanej obojętności wobec idealizmu w bezwzględnym społeczeństwie, skupiająca się na etycznie skompromitowanej samotnej matce imieniem Liza Drake (Emily Blunt, która za każdym razem staje się lepsza).

„Dog Gone”: Wyciskacz łez z dojrzałymi intencjami

Oparta na prawdziwej historii o zaginięciu ukochanego, adoptowanego psiaka i zrozpaczonej rodzinie, która wywraca życie do góry nogami, próbując go odnaleźć. Pies zniknął został starannie zaprojektowany, aby rozgrzać najtwardsze serca. Tytuł odnosi się do dwóch rzeczy: (1) kryzysu wokół zaginionego zwierzaka, który pogrąża zrozpaczoną rodzinę w poszukiwaniach oraz (2) alternatywnego wykrzyknika z oceną G, który jest grzeczniejszy niż cholera, który w tym czy innym momencie każdy w filmie chciałby to powiedzieć… Pełne ujawnienie w scenariuszu Nicka Santory i wrażliwej, niedocenianej reżyserii Stephena Hereka pokazuje, że miłość miłośników psów do psów jest w praktyce równa się ogólnoświatowej religii. Osoby odpowiedzialne za Pies zniknął (w tym gwiazdor Rob Lowe, który jest także producentem wykonawczym) oczywiście mają nadzieję, że ta obsesja obejmie także miłośników kina. Film, wierny książce Paulsa Toutonhiego, uczy rodzinę Marshallów dumy ze swojego charakteru i odwagi, by zdążyć na szczęśliwe zakończenie. To ciekawe, bo pomimo cynizmu, jaki przenika każdy film o wartościach rodzinnych, Pies zniknął bardzo stara się unikać sentymentalizmu. To wyciskacz łez z dojrzałymi intencjami… Szanuję to, bo mam słabość do filmów o psach. To jedyny temat, który sprawia, że ​​uśmiecham się jednoznacznie i jednocześnie sięgam po chusteczkę higieniczną. Ten ma cechy prawdziwej inteligencji. Aktorzy są oddani i dyskretni. Żółte laboratorium, w którym gra się w Gongera, też jest całkiem wspaniałe.

„Ostatnia podróż Demeter”: film o Drakuli, który przyprawi cię o koszmary

Wszystko to jest niezwykle szczegółowe i przyprawiające o mdłości, wzmocnione niezwykłymi, generowanymi komputerowo efektami specjalnymi. Obsada jest nieznana (przynajmniej mi), ale pod okiem André Øvredala, norweskiego reżysera kultowych filmów Łowca trolli I Autopsja Jane Doe, wszyscy doskonale radzą sobie w złożonych i wymagających fizycznie rolach, w tym Corey Hawkins jako Clemens, Aisling Franciosi jako Anna i Liam Cunningham jako kapitan. Efekty specjalne są doskonałe, a lepkie zdjęcia Toma Sterna przyprawiają o koszmary. Film kręcono na Malcie, w rzadkiej lokalizacji filmowej, w której chciałbym zobaczyć więcej.

„Stara droga”: Nicolas Cage wyrusza na Zachód

Horror, science fiction, romans, dramat rodzinny, komedia – Nicolas Cage próbował swoich sił we wszystkim. Jedyną rzeczą, której nigdy nie zrobił, jest western. Miejski, nieprzewidywalny, bardzo nowoczesny i czasami kontrowersyjny, nie wydaje się typem człowieka. Szczerze mówiąc, dziwnie wygląda w siodle ze stetsonem. Ale uznając faceta za nieustraszoną różnorodność, zmienia to wszystko w styczniowe dni, grając w swojej pierwszej sadze o szałwii. To się nazywa Stara Droga, i nie jest źle.

„Fair Play”: zostawiłem nieprzyjemny posmak w ustach

Dramat o miłości i zemście, którego akcja rozgrywa się w bezwzględnym świecie wielkich finansów. Uczciwa gra to mocny i niepokojący debiut fabularny scenarzystki i reżyserki Chloe Domont, nazywany filmem „A Wall Street dla ery #MeToo. W filmie występuje Phoebe Dynevor z telewizji Bridgertona serii i Aidena Ehrenreicha (S olo: Historia Gwiezdnych Wojen), dwie atrakcyjne dynama, które po tym mają zagwarantowany czas ekranowy pod względem przyszłej sławy… Obsada jest przykuwająca uwagę, a wgląd w toksyczne priorytety ludzi, którzy znają cenę wszystkiego i nie mają żadnej wartości, malują obraz współczesności zdrada korporacyjna. Ale choć bardzo podziwiałem całość, ten film pozostawił w moich ustach nieprzyjemny posmak. Dramatyczne stawki są dobrze zaserwowane, ale Uczciwa gra nie jest wcale sprawiedliwa i kończy się najokrutniejszą feministyczną przemocą, jaką można sobie wyobrazić. Przemyślane, ale trudno to nazwać rozrywką.

„Samolot”: pierwszorzędny thriller akcji

Zawsze jest miejsce na kolejny pierwszorzędny thriller akcji i Samolot bez tchu pakuje swoje ciosy w piki. Z niedocenianym dwupięściowym przystojniakiem Gerardem Butlerem i ściśle wyreżyserowany przez Jean-Francois Richeta, jest to satysfakcjonujący przypływ trzymającego w napięciu emocji, który o kilka stopni przewyższa konkurencję z tego samego gatunku… Nie ma tu nic nowego dla każdego, kto widział Nicolasa Cage’a w Z powietrzem, Stephena Segala w Pod oblężeniem, lub Liama ​​Neesona w niemal wszystkim, ale Samolot jest tak dobrze wykonany i zapewnia mnóstwo rozrywki, że nawet nie pomyślisz o spojrzeniu na zegarek.

„Powódź”: policjanci, przestępcy i mięsożercy w cholernie dobrej bitwie

Pod jednym względem krytycy filmowi nie różnią się od nikogo innego. Wszyscy mamy indywidualne kompleksy, osobiste preferencje i poczucie winy. Niektórzy nienawidzą westernów, inni kochają musicale, ale wszyscy mamy swoje słabości. Mam dwa: naziści i krokodyle. Daj mi dramat o Holokauście, w którym możesz odróżnić dobrych ludzi od złych, ponieważ dobrzy ludzie są ofiarami, którym kibicujesz, a źli faceci noszą swastyki. Jeszcze bardziej podoba mi się, gdy nie widać różnicy. Jego fani tego nie znosili, ale nawet podobało mi się, gdy głównego nazistę grał Tom Cruise w tzw Walkiria . Jeśli chodzi o krokodyle, gadzie wersje nazistów, moja fascynacja nigdy nie słabnie, gdy wślizgują się do wody w niekończącym się poszukiwaniu lunchu, zwłaszcza gdy w menu znajduje się Tarzan. W thrillerze pt Powódź. Nie ma też prawdziwych krokodyli, ale aligatory, ich źli kuzyni z krótszymi pyskami, są w pełnej okazałości.

„Chevalier”: bogaty przypis do historii Czarnych

Kawaler to bogaty przypis do czarnej historii o Josephie Bolonii, urodzonym na Gwadelupie jako nieślubny syn arystokratycznego francuskiego właściciela plantacji i afrykańskiego niewolnika, który zszokował i zwiódł społeczeństwo swoim zdumiewającym geniuszem kompozytora, skrzypka i szermierza, przyciągając uwagę i podziw dla Marii Antoniny i jej dworu z niezwykłym wdziękiem, talentem i seksapilem. Typowa dla jego śmiałości jest wczesna scena, w której przerywa on paryski koncert pod dyrekcją Wolfganga Amadeusza Mozarta w środku V Symfonii mistrza i prosi, aby z nim zagrać. Następnie film, wyreżyserowany przez Stephena Williamsa i szczegółowo napisany przez Stefani Robinson, stanowi kronikę triumfów i tragedii, przed którymi stanął genialny muzyk (Kelvin Harrison Jr. w olśniewającym występie w roli głównej), który osiągnął szczyt popularności walcząc z rasizmem uprzedzeń przez całe jego życie… Film składa się z jednej cholernej rzeczy za drugą, często zmieniając naprawdę oryginalną historię życia w rabellaisowską telenowelię pełną pudrowanych peruk i koncertów skrzypcowych. Tak naprawdę Napoleon Bonaparte zakazał później popularnych utworów bolońskich, z których wielu do dziś nie odnaleziono ani nie usłyszano. Część tego dziedzictwa powstaje z popiołów zapomnienia Kawaler, i nawet z jego wadami warto posłuchać go jeszcze raz.

„Dom zimowy”: temu filmowi warto przyjrzeć się bliżej

Lili Taylor to kolejna osoba na długiej liście pierwszorzędnych aktorów, którzy w niewytłumaczalny sposób uniknęli sławy na rzecz dobrej pracy w solidnych, ale pomijanych filmach i sztukach, które zasługiwały na więcej uwagi, niż im się to należało. Teraz nadchodzi kolejny, w którym prezentuje swój najbardziej wrażliwy i pełen niuansów występ. Jak dotąd ignorowali to zarówno widzowie, jak i krytycy, ale Dom Zimowy zasługuje na bliższe spojrzenie... Tempo filmu może być zbyt wolne, aby zachwycić każdego fana filmu, ale scenarzysta i reżyser Keith Boynton dodaje subtelne zrozumienie scenom, które mogą wydawać się wymuszone w ramach bardziej demonstracyjnego przewodnika, i wyodrębnia dwa przedstawienia od swojego współautora gwiazdy, które ciepło łączą się ze wzajemną charyzmą. Lili Taylor nakręciła tak wiele niezapomnianych filmów i zagrała tak wiele nic nie znaczących ról, że miło jest widzieć ją grającą prawdziwą postać, pełną wrażliwości i inteligencji. Niełatwo dotrzymać kroku aktorce o takim zasięgu i doświadczeniu, ale przystojny i zdolny francusko-kanadyjski aktor François Arnaud radzi sobie świetnie w roli Jessego. Przyjemnie jest patrzeć, jak sprawiają, że nieprawdopodobna historia miłosna staje się wiarygodna. Razem definiują pocieszenie, które możemy znaleźć w sobie nawzajem, wbrew przeważającym przeciwnościom losu, jeśli będziemy na tyle odważni, aby spróbować.

„U bram”: szlachetny film, który zmusza do myślenia

U Bram nie może być bardziej istotne. Oferuje wstrząsające spojrzenie na wyzwania i koszmary, przed którymi stoją zarówno nielegalni imigranci, ciężko pracujący, aby zarobić na życie, jak i odpowiedzialnie zasymilować się z nową kulturą I współczujących obywateli amerykańskich, którzy ryzykują własne bezpieczeństwo, aby im pomóc, zatrudniając ich nielegalnie. Wydało mi się to niedoskonałe, ale przykuwające uwagę.

„Lekcje perskie”: pięknie zagrana bajka, której akcja rozgrywa się w obozie koncentracyjnym

Pojawiające się bez większego rozgłosu wśród większych, bardziej błyskotliwych i bardziej idiotycznych letnich wpisów, Lekcje perskiego to mała koprodukcja niemiecko-rosyjska, która według mnie jest lepsza od reszty tego, przez co ostatnio cierpiałem. Profesjonalnie zmontowany, pięknie zagrany i skrupulatnie szczegółowy, to kolejny wstrząsający dramat o Holokauście w szeregu niekończących się filmów o II wojnie światowej, wyróżniający się przede wszystkim rzadką pozycją w filmografii Vadima Perelmana, wysoko cenionego reżysera Dom z piasku i mgły… Najważniejszy z błędów w Lekcje perskiego jest tendencja reżysera do spowalniania narracji poprzez spędzanie nadmiernej ilości czasu na pokazywaniu ludzi odgarniających śnieg, krojących chleb i oddalających się od głównego wątku, aby zilustrować konflikty wśród współwięźniów Rezy, zazdrość i urazę wśród niemieckich oficerów oraz brutalność w koszarach. Zbyt wiele postaci o niejasnych motywach wymaga doprecyzowania… Nie jest to świetny film, ale pod wieloma względami niezwykły, nieprzewidywalny i zapadający w pamięć.

„Cassandro”: Nie można oderwać wzroku od Gaela Garcíi Bernala

Z Meksyku, Kasandro to świeży, niezwykły i bardzo zabawny film o rzadkim świecie egzotycznych meksykańskich zapaśników zwanych egzotami, ekstrawaganckich facetów, którzy zabawiają rzesze fanów, dodając dodatkowy wymiar swojej pracy na ringu – sukienka, szminka, peruki – inspirując obelgi i budując sieć zwolenników, którzy entuzjastycznie krzyczą z trybun. To film, który wznosi się ponad wszystkie oczywiste stereotypy ze względu na kolorowy naturalizm łamliwego serca Gaela Garcii Bernala. Nawet ze swoimi czarnymi włosami, mocno ufarbowanymi na blond, nadaje filmowi tak solidny środek, że nie można oderwać od niego wzroku. Na szczęście nie mógłbyś, nawet gdybyś chciał. Jest mile widzianym centralnym elementem niemal każdej sceny.

Filmy dwugwiazdkowe

„Napoleon”: Joaquin Phoenix graniczy z katatonią

Kolejny z długiej listy wadliwych i nudnych filmów o cesarzu Francji, z trudem mogłem przebrnąć przez film Ridleya Scotta. Napoleon z otwartymi oczami. Wolę zarówno klasyczny niemy film Abela Gance’a z 1927 r., jak i klapę z 1954 r Desiree z Marlonem Brando w roli źle obsadzonego, ale zapadającego w pamięć Bonaparte i entuzjastycznym Jeanem Simmonsem w roli Desiree Clary, narzeczonej, którą powinien był poślubić, która została królową Szwecji zamiast tandetnej, cudzołożnej Józefiny, która złamała mu serce i rzekomo zmarła w wyniku paskudnego połączenia błonica i kiła. Nic z tego, ani nic innego, co mogłoby grozić zabraniem Napoleon poza polem bitwy na tyle długo, aby opowiedzieć poruszającą lub ludzką historię, jest na tyle szczegółowy, że zaniepokoił producenta i reżysera Ridleya Scotta, którego bardziej interesują przepełnione i przeludnione sceny wojenne niż pouczanie historii. Rezultatem jest kolosalna nuda, która nigdy nie jest namiętna, ekscytująca, seksowna ani zabawna, z niefortunnym, tytułowym występem Joaquina Phoenixa graniczącym z katatonią… Przez to wszystko gra aktorska pozostaje wyciszona i zapadająca w pamięć, z wyjątkiem przewracania oczami – emocje Vanessy Kirby, Josephine, która zawsze jest na skraju histerii. Scenariusz Davida Scarpy jest ponury i napuszony, przeskakuje od czasu do czasu bez rozwoju postaci i przywołuje jedynie szkicowy obraz historycznego wzlotu i upadku Napoleona oraz jego paskudnego, pełnego przemocy małżeństwa z Józefiną. Nie ma tu nic, co mogłoby poruszyć serce, nic, co wyjaśniałoby lub demonstrowało cechy, które uczyniły go na tyle charyzmatycznym, że urzekł Francję. A Napoleon bez ważnego Napoleona to 4 lipca bez petardy.

„Priscilla”: nastolatka Sofii Coppoli, tryskająca energią i pusta głowa, film Sugarcoats Elvis

Córka Francisa Forda Coppoli Sofia Jest zręczny scenarzysta-reżyser, który specjalizuje się w bogato zdobionych , puste głowy biografie o bogato udekorowanych, pustych głowach ludzi, czyli Marii Antoninie, a teraz Priscilli Presley. Ponieważ mieliśmy już zaskakująco wypełniony faktami epos Baza Luhrmanna Elvisa w zeszłym roku nie ma już nic więcej do powiedzenia na temat liżącego kurczaki wieśniaka z drżącą miednicą, więc nie powiedziano już o tym trafnie nazwany Coppoli Priscilla udowadnia to, czyniąc Elvisa postacią drugoplanową i zamiast tego koncentrując się na jego dziecięcej narzeczonej. ..Jeśli wierzyć Elvisowi wymyślonemu przez Sofię Coppolę, chciał zostać członkiem Actors Studio i aktorem metodycznym, takim jak Marlon Brando, Montgomery Clift i James Dean. Nigdy się nie wydarzyło. Szczególnie niepokojące jest widzieć Elordi na tak wielu przypadkowych zdjęciach ze zdjęciami prawdziwego Elvisa. W godny podziwu sposób unika karykatur ucieleśnianych przez rzesze naśladowców Elvisa, ale jednocześnie nie oddaje nic z autentyczności ani magnetyzmu, z jakim potwornie przereklamowany Presley urzekał swoich fanów. Dla Spaeny rola nieświadomej dziewczyny – zahipnotyzowanej toksycznie, wykorzystywanej seksualnie, a w końcu porzuconej psychicznie i fizycznie – jest alarmująco zbyt odległa od jej zasięgu, by oznaczać coś więcej niż tylko kolejną ładną twarz.

„Człowiek imieniem Otto”: żmudna i przewidywalna strata Toma Hanksa

Człowiek o imieniu Otto to dynamiczna i przewidywalna wersja szwedzkiego filmu z 2015 roku Mężczyzna imieniem Ove, odkurzony, aby zadowolić widzów desperacko poszukujących odrobiny dobrego samopoczucia w obecnej kinowej atmosferze depresji, przemocy i podłości, przeniesiony ze Skandynawii do Pittsburgha i dostosowany tak, aby pasował do niewdzięcznej osobowości Toma Hanksa. To nie jest jego najlepsza godzina w filmie, ale myślę, że musiał to zrobić. Został wyprodukowany przez Ritę Wilson, znaną również jako pani Tom Hanks. W rezultacie, napisany przez Davida Magee i wyreżyserowany przez Marca Fostera, powstał trzymający w napięciu film z kilkoma momentami wdzięku, który ma na celu sprawić radość publiczności, ale brakuje mu świeżości i wnikliwości, aby uczynić go czymś wyjątkowym… Moim największym problemem z tą melasą nie jest marnowanie Toma Hanksa, który rzadko jest tak wadliwy i nadęty złymi radami, że nieodwracalnie zniechęca swoich fanów (chociaż jako głupi pułkownik Parker w Elvisa zbliżył się niebezpiecznie blisko). Chodzi o to, że poważne i wymagające tematy (na przykład wielokulturowość, kryzys mieszkaniowy, dyskryminacja ze względu na płeć, eutanazja, uprzedzenia wobec imigrantów) są wprowadzane i odrzucane szybciej niż lista przekąsek w samochodzie. Film jest tak przeładowany słodyczą, że potrzeba zastrzyku insuliny, żeby przez niego przebrnąć.

„Golda”: Helen Mirren w eksperymencie aktorskim

Najbardziej wzruszający moment w Golda pojawia się w końcowych ujęciach – czarno-białe obrazy na ekranie telewizora przedstawiające prawdziwe brodawki Goldy Meir i tak dalej, obok jej głównego przeciwnika, egipskiego Anwara Sadata. Oto wreszcie przebłysk babcinego uroku, który wskazuje na ukryte poczucie humoru. Film potrzebuje więcej tej charyzmy i mniej niedopałków, aby Golda stała się kobietą równie zapadającą w pamięć na ekranie, jak w prawdziwym życiu.

„Hotel królewski”: po co w ogóle robić ten film?

Napisany i wyreżyserowany z siłą i zaangażowaniem przez Kitty Green, Hotel Królewski jest pełen ponurej atmosfery, a nawet napięcia, głównie w czasie, gdy widz czeka, aż coś się wydarzy. Poza różnymi złoczyńcami i jadowitym wężem, który atakuje bar, nic się nie dzieje, co prowadzi do większego problemu: po co w ogóle robić ten film? Zmieniające życie napięcie między australijskimi wulgarystami a cywilizowanymi obcymi, które zwykle prowadzi do przemocy i gwałtów, nie jest oryginalnym tematem australijskich filmów. Mimo to jest to temat eksplorowany z większą głębią i szczegółami w znacznie lepszych filmach, takich jak „Dewastujący”. Outback (ponownie wydany z wielkim uznaniem jako Obudzić się ze strachu). Obsada jest przekonująca, a dwie główne role są godne podziwu – zwłaszcza Hannah Julii Garner, która pokazuje wiele barw i uczuć, próbując negocjować ślepe zaułki życia w piekle bez możliwości zwolnienia warunkowego. Odludzie to po raz kolejny najaktualniejsza i najważniejsza postać filmu – miejsce niekończącej się fascynacji, ale nie chciałbym tam mieszkać.

„Może tak”: doświadczeni profesjonaliści nie mogą uratować tej rzekomej komedii romantycznej

Talky, zapracowany i zagubiony w przeciętności, Może tak to kolejny smutny przykład tego, co dzieje się z doświadczonymi profesjonalistami, którzy pozostają w firmie wystarczająco długo, by trafić do materiału, który niestety jest dla nich gorszy. Chcą pracować, aby utrzymać przy życiu słabnące kariery, ale mając tak niewiele godnych uwagi pojazdów, są zmuszeni akceptować wszelkie projekty odchudzone, jakie im się pojawią. Choć bardzo podziwiam, szanuję i nie mogę się doczekać, aż zobaczę na ekranie Diane Keaton, Richarda Gere, Susan Sarandon i Williama H. ​​Macy’ego, ten wspaniały zespół nie jest w stanie w żaden sposób poprawić śmiertelnej nudy rzekomej komedii romantycznej pt. Może tak. Przy takich gwiazdach powinien to być powód do radości. Zamiast tego wydaje się to podwójnie rozczarowujące… Wszyscy bohaterowie są neurotyczni i nieszczęśliwi, ale nie w żaden interesujący sposób, co skutkuje wyciętymi dialogami, które nigdy nie ożywają, wypowiadanymi w stylu fałszywych monologów, które sprawiają, że zerkasz na zegarek…. Co przyciągnęło tak oświecona obsada, wyzwolona politycznie i seksualnie, w filmie pogrążonym w naiwności i przestarzałej ignorancji jest tajemnicą. Wszystkie cztery gwiazdy zrobiły kariery, grając modnych, zrównoważonych i szczerych ludzi we wszystkim Amerykański Żigolo I Szukam pana Goodbara Do Noce Boogie. Teraz grają przestarzałe, nieświadome bryły, które nie mają żadnych charakterystycznych cech poza zwykłymi konserwatywnymi stereotypami. Obawiam się, że robią to, aby zarobić pieniądze i utrzymać karierę na rynku, ponieważ nie oferuje się im nic lepszego. Jest to przestępstwo, które należy natychmiast naprawić. Konkluzja: pomimo nadmiaru błędów, jest Może coś dobrego? Żartujesz? Na koniec morał, który płynie z tego, że kiedy każdy mąż przekonuje swoją żonę, że najlepszą częścią mojego życia jesteś Ty, wywołuje to u mnie dreszcze. Czy w ogóle warto to zobaczyć? Twój ruch.

„Co się stanie później”: Meg Ryan i David Duchovny wciąż są atrakcyjni. Ich nowy film taki nie jest.

Minęły lata, odkąd Meg Ryan i David Duchovny pojawili się w filmie fabularnym, ale teraz, gdy powrócili, wystąpili wspólnie w dwuręcznym filmie zatytułowanym Co się stanie później, jest dość oczywiste, że żaden z nich nie zapomniał niczego o uroku i tym, jak utrzymać przeciętny film przy życiu . Nadal są atrakcyjne. Ten film taki nie jest. Szkoda, bo Ryan jest współautorem chłodnego scenariusza i sama zapewniła krętą reżyserię. Nie jestem pewien, co oznacza tytuł, ale wątpię, czy Co się stanie później oznacza, że ​​każdy będzie chciał zobaczyć to dwa razy. ..Bez wątpienia Meg Ryan i David Duchovny są gotowi na lepszy, bardziej satysfakcjonujący film niż Co się stanie później.

„Marlowe”: Liam Neeson to najnudniejszy mieszkaniec filmu noir, któremu brakuje energii i dowcipu

Chyba nie doceniłem uzależnienia Hollywood od sequeli, prequeli i recyklingu starych hitów w przestarzałe, drugorzędne powtórki. Marlowe, wyreżyserowany przez irlandzkiego Neila Jordana, ponownie wyciąga go z naftaliny, ubrany w ten sam stary kapelusz i ten sam wymięty garnitur z lat trzydziestych, który nosił każdy Marlowe z przeszłości, od Humphreya Bogarta po Dicka Powella i Roberta Mitchuma. Garnitur stracił już swoją atrakcyjność, podobnie jak Philip Marlowe… Niewielu filmowców wie już, jak zrobić film noir. Pomocna byłaby czarno-biała praca kamery, ale nie widzę żadnego lekarstwa na nijakie miny Liama ​​Neesona lub obojętne odczytanie linii. W klinczach z Diane Kruger nie ma ani odrobiny seksownej chemii, która sprawiła, że ​​Bogart i Bacall stali się powszechnie znanymi nazwiskami. Wielki sen, i nie dzieje się nic, czego nie widziałeś wcześniej, zaaranżowane w ostrzejszych i znacznie lepszych filmach, takich jak Edward Dmytryk Morderstwo, kochanie i Romana Polańskiego Chinatown. Przypadkowe postacie wydają się ponownie odwiedzać miejsca z początku Hollywood, w tym podejrzany właściciel klubu (Danny Huston), bogaty ambasador (Mitchell Mullen), kolekcjoner rzadkich i bezcennych antyków (Alan Cumming) oraz torturowana siostra zaginionego mężczyzny (Daniela Melchior). Wszystkie przeplatają się z niespójnymi wątkami pobocznymi, nie wnosząc do narracji nic ważnego ani fascynującego.

aktorka grająca jęczący mirt

„Emily”: historia Emily Brontë paraliżuje nudę na ekranie

Emily, kolosalna nuda, która koncentruje się na Emily Brontë na kilka dni przed napisaniem Wichrowe Wzgórza, to najnowsza, zaskakująco przereklamowana próba przekształcenia sagi Brontë w sukces kasowy. Pomimo atrakcyjności wizualnej, skupionej roli Emmy Mackey i oddanej obsesji australijskiej aktorki Frances O'Connor, debiutującej jako scenarzystka i reżyserka, prawie wszystko jest w nim błędne i wydaje się bardziej dziełem fikcyjnym niż wiarygodnym filmem biograficznym .

„Szczyt diabła”: Billy Bob Thornton (prawie) nakręci południowogotycki thriller kryminalny

Po krótkiej przerwie na ekran powraca Billy Bob Thornton Diabelski Szczyt, kolejny thriller kryminalny z południowego gotyku, grający tę groźną, dwupięściową rolę, która uczyniła go sławnym. Film nie jest duży, ale jego wyjątkowa rutyna popijania whisky i plucia tabaką wieśniaka jest tym, co robi lepiej niż ktokolwiek inny i robi to tak dobrze Szczyt Diabła że sprawia, że ​​przeoczysz mnóstwo wad… Ze wspaniałą atmosferą Appalachów i momentami starannie skonstruowanej akcji, Szczyt Diabła nie jest strasznym filmem, ale w szerszej perspektywie nie zapada też w pamięć. Po prostu leży na stole, jak jednodniowa kasza.

„Odwet”: rodzina Liama ​​Neesona znów jest w niebezpieczeństwie

Czas na ponowne przemyślenie kariery Liama ​​Neesona lub przynajmniej zmianę jej tempa. Niegdyś potężny, atrakcyjny i wszechstronny aktor teatralny występujący zarówno w Londynie, jak i Nowym Jorku (nigdy nie zapomnę jego porywającej roli Oscara Wilde’a w Pocałunek Judasza na Broadwayu ) , dzięki filmowi Stevena Spielberga szybko zyskał sławę Lista Schindlera. Reszta, jak mówią na Hollywood Boulevard, jest historią, ale teraz, w wieku 71 lat, gra sztywnych bohaterów w zapomnianych schematycznych thrillerach tak długo, że może to robić we śnie. Czyli dokładnie to, czym się zajmuje Zemsta, kolejny rutynowy programista akcji – podwójnie niezapomniany, ponieważ całość robi na siedząco.

„Czerwony, biały i królewski błękit”: poprawiający nastrój queerowy rom-com to lekka głupota

Pogodna bajka, która zapada się pod ciężarem własnej głupoty, Czerwony, biały i królewski błękit to gejowska komedia romantyczna, która olśniewa wizualnie, ale przeciwstawia się wszelkim próbom przypominania wiarygodności. Za scenariusz i reżyserię odpowiada Matthew López, ceniony dramaturg Dziedzictwo, uznana sztuka, która zaskoczyła i zafascynowała Londyn i Broadway. Wygląda na to, że tym razem odszedł od zmysłów. Bogato wyposażony i pięknie sfotografowany, wspaniale się na niego patrzy, ale jest tak ważny i znaczący, że można o nim myśleć jak o na wpół zjedzonym lodzie... Mimo całej swojej szczerości sceny seksu nigdy nie uciekają się do niczego poza przypadkową czułością, dialogi są grzeczne, ale rzadko wnikliwe, a scenariusz nie rozwiązuje żadnego z poruszanych problemów.

„Niezidentyfikowane obiekty”: przewrotnie atrakcyjna podróż

Nieustannie poszukując czegoś, co trąci odrobiną oryginalności i prawie nigdy nie znajdując niczego, co choćby w najmniejszym stopniu miałoby zastosowanie, zawsze miło jest wpaść na nowy pomysł. Taką okazją jest dziwaczna ciekawostka tzw Niezidentyfikowane Obiekty. Ten jest z pewnością inny. To nie znaczy, że jest dobrze. Jest po prostu inaczej.

„Córka więźnia”: emocjonalny występ Briana Coxa nie może uratować tego melodramatu

Reżyseria: Catherine Hardwicke, której debiutancki film Siedemnaście okazała się niezwykle obiecująca, ta ckliwa telenowela rozczarowuje, pomimo świetnej roli niezwykle utalentowanego weterana aktora Briana Coxa. Sprawia, że ​​każda chwila na ekranie pulsuje dyskretną szczerością, ale Córka więźnia nie może poszczycić się niczym innym wartym zapamiętania… Co zaskakujące, przeładowany, ale nijaki scenariusz Marka Bacciego nie oferuje żadnego dowcipu ani niuansów, które mogłyby załagodzić nudę, ale zapełnia melodramat kliszami z innych filmów… To ciężka harówka, ale siła i siła, która sprawia Córka więźnia warty obejrzenia leży w skupionym kunszcie Briana Coxa, który w swojej roli wypełnia instynktownym zrozumieniem, co to znaczy patrzeć śmiertelnikowi w twarz i wychodzić z hukiem.

„Dobra matka”: Hilary Swank nie może uratować tego rutynowego thrillera kryminalnego

Dwukrotna zdobywczyni Oscara Hilary Swank marnuje czas na rutynowy thriller kryminalny Dobra Matka …To nie jest szczególnie interesująca narracja, a epizodyczny scenariusz i powolna reżyseria Milesa Jorisa-Peyrafitte’a nie pomagają. Plusem jest to, że Hilary Swank jak zwykle jest bardzo zaangażowana (jest także jednym z producentów filmu), ale Dobra Matka nie jest filmem, który daje jej wiele do myślenia. Nie jest to zły film, jest po prostu nudny i bezsensowny. tu dzisiaj, a jutro już nie.

Filmy 1-gwiazdkowe

„Biedne rzeczy”: zobacz to i znienawidź siebie o poranku

Biedne rzeczy, surrealistyczna mieszanka science-fiction i pornograficznej baśni w reżyserii szalonego greckiego reżysera Yorgosa Lanthimosa, być może nie jest najgorszym filmem, jaki kiedykolwiek powstał pod względem komercyjnym. Ale bez wątpienia jest najbrudniejszy. W chaotycznej kakofonii mieszanych recenzji została opisana jako dziwna, wyczerpująca, odrażająca, sprośna, jaskrawa, obłąkana, pokręcona i szalona. To są dobre recenzje… Nienawidzę tego filmu, ale niechętnie daję mu jedną gwiazdkę za fantazyjne dekoracje i kostiumy, a dzięki temu pojawia się chwila napięcia, gdy czekasz na punkt widzenia, który nigdy nie nadchodzi. Ale śmieszne twierdzenie, że ma zapewnić świeże spojrzenie na udręczoną odyseję kobiety do wyzwolenia i samopoznania, nie służy żadnemu innemu celowi niż wyciągnięcie pieniędzy za wstęp na przeżycie czegoś, czego nigdy wcześniej nie widziałeś i jest niczym więcej niż napompowaną kupą. Jeśli jesteś na tyle naiwny, by wierzyć, że cokolwiek szokującego samo w sobie jest automatycznie godne pochwały, otwórz portfele i przekonaj się sam. Rano możesz się znienawidzić.

„Asteroid City”: kapryśny, bezsensowny filmowy Jabberwocky

Miasto Asteroid to jedenasty film Wesa Andersona, absurdalnie przereklamowanego scenarzysty i reżysera, który tworzy rodzaj kapryśnej kinowej bełkotu, która przemawia do widzów z pokolenia milenialsów, którzy oklaskują wszystko, czego nie rozumieją. Wzywają go wizjoner , co nadaje nowe znaczenie staremu słowu pretensjonalny. Mimo to podchodzę do każdej nowej mikstury Wesa Andersona z determinacją, aby porządnie ją wstrząsnąć, i zawsze kończę się w większej agonii, niż to jest warte. Dotyczy to całej jego filmografii z wyjątkiem Wielki hotel w Budapeszcie. Muszę przyznać, że moja pamięć nie jest już taka jak kiedyś , ale bez obawy, że zostanę uznany za starego i pozbawionego kontaktu z duchem czasu, mogę szczerze powiedzieć, że teraz, kiedy już to przeżyłem , że nie pamiętam żadnego filmu tego dziwacznego, zaskakująco przereklamowanego reżysera, którego nienawidziłbym bardziej niż Miasto Asteroid …Aktorzy pozostawieni samym sobie improwizują bez wdzięku. W jednej ze scen aktor skarży się, że nie rozumie sztuki. To nie ma znaczenia, warczy reżyser, po prostu opowiadaj dalej. Innym razem aktorzy stwierdzają, że znaleźli się w niewłaściwej scenie i opuszczają ekran, szukając kunsztu, spójności i logiki gdzie indziej. Podziwiałem pastelową paletę zestawów, takich jak różowe Tinker Toys, które tworzą stylistyczną patynę filmu, ale narracja była zbyt epizodyczna i sprytna, aby nie pozwalać mi zasnąć. Cytując legendarnego producenta i króla malapropu Samuela Goldwyna: Uwzględnij mnie.

„Matka”: ogólna rzeź rażąco pozbawiona oryginalności

Mówili, że była błyskawicą na patelni. To było 25 lat temu, a Jennifer Lopez nadal stoi w miejscu. Większość jej filmów jest taka sama, ale niektóre z nich są zaskakująco zabawne. Matka nie jest jednym z nich. Jest irytująco nierówny, szokująco pieszy i natychmiast zapada w pamięć.

„Twoje miejsce czy moje”: romantyczne i zabawne jak leczenie kanałowe

Pośród niekończącego się stosu śmieci, brudnych, brutalnych i niemożliwych do oglądania filmów o przestępczości, wampirach i wojnie, komedie romantyczne zarezerwowane są na Walentynki. W tym roku Netflixa przynosi nam przestarzałą komedię romantyczną pt Twoje miejsce lub moje to niszczy znaczny urok Reese Witherspoon i Ashtona Kutchera. Nawet jak na trzeciorzędną farsę z dwiema gwiazdami, które pojawiają się razem na ekranie łącznie nie dłużej niż pięć minut, jest to pochodna i niedorzeczna – gorsza niż odrzucony pilot telewizyjny, a do tego romantyczna i zabawna jak kanał korzeniowy… Nic oryginalnego ani nawet umiarkowanie zabawne zdarzają się albo w wyświechtanej reżyserii po raz pierwszy, albo w kretyńskich dialogach, oba autorstwa Aline Brosh McKenna.

„65”: strata czasu i Adam Driver

Złe filmy marnują czas, ale wymyślony film o dinozaurach o pustych głowach nazywa się 65 marnuje go więcej niż cokolwiek, co ostatnio widziałem… Nieudolny scenariusz i reżyseria są dziełem zarówno Scotta Becka, jak i Bryana Woodsa i trudno zdecydować, który talent (lub jego brak) jest najbardziej nudny. Pomysł tortur prawdziwych ludzi na planecie pełnej bezsensownych okropności tylko po to, by odkryć, że nigdy nie opuścili Ziemi, musiał zaintrygować odpowiedzialny za to zespół kreatywny, ale trudno sobie wyobrazić, że nikt nie zadał sobie trudu, aby opowiedzieć im o Statui Wolności pod koniec filmu. Planeta Małp. 65 to makabryczna rzecz do oglądania, nawet dla miłośników dinozaurów – i też niezbyt zabawna.

„Love Again”: telefon do romu w sprawie wiadomości tekstowych

Jak to bywa w kiepskich, amatorskich komediach romantycznych, doszło do katastrofy Miłość ponownie nie idzie wystarczająco szybko. Cofam to. Kiedy to piszę, pewnie już tego nie ma… Minęło sporo czasu, odkąd widziałem tak nieprzekonujące sceny miłosne, jak pierwsza randka Miry i Roba, kiedy gdy zaczynali traktować poważnie, ona robi na nim wrażenie (rzekomym krytycy muzycznym?) o tym, jak bardzo pragnie hip-hopu, tracąc całą potencjalną wiarygodność. I dlaczego w kiepskich filmach o współczesnych związkach dziewczyna zawsze rzuca faceta Po uprawiają seks po raz pierwszy? Wydaje się, że kierunek został ustalony, a co gorsza, dla dwojga ludzi żarliwych w pożądaniu wybrano parę aktorów, którzy nie wykazują żadnej chemii. Chyba nie mogę ich winić, gdyż najgłębsza filozofia filmu brzmi: „W ciągu dziesięciu minut gry w koszykówkę z kimś możesz nauczyć się więcej niż w ciągu jednej godziny rozmowy”. co? Nie ma tu zbyt wiele do szczegółowego analizowania, a tym bardziej do zapamiętania, ale jeśli masz ochotę na kartę Hallmark, która ożywi twoją wiarę w lepkie komedie romantyczne, Miłość ponownie nie jest tym jedynym.

„Rumble Through the Dark”: dwie godziny dzikości i nic nowego do powiedzenia

Nie ma nic czarującego, pociągającego ani choćby w najmniejszym stopniu zapadającego w pamięć w rzeczy zwanej Wędruj przez ciemność. Ten film zostaje zapisany w filmografii Aarona Eckharta jako nierozważny błąd. Jedynym powodem, dla którego go to pociągało, jak mogę sobie wyobrazić, był jego uporczywy sprzeciw wobec umieszczenia go na liście 100 najpiękniejszych osób magazynu People… Zgodnie ze swoim tytułem, film jest tak mroczny, że przez połowę filmu nie widać, co się dzieje. czasu, ale rodzą się dwa poważne pytania – po co w ogóle to robić i co mogłoby przekonać do zagrania w nim aktora z talentem i reputacją Aarona Eckharta? Nie rozciąga to jego zasięgu, ma szansę na zarobienie pieniędzy przez lody na patyku, a ostatecznie prawie dwie godziny dzikości nie wnoszą nic nowego do powiedzenia lub napisania. Podsumowanie w jednym słowie: Hę?

„Krew”: pies pogryzł chłopca, chłopiec wypił krew w tej przerażającej bombie

Wraz z upadkiem prawdziwych filmów na dużych ekranach, które przemawiają do prawdziwej publiczności, znajdujemy się w środku niepokojącego trendu kręcenia filmów tanim kosztem, w którym dobrzy aktorzy desperacko chcą kontynuować karierę, eksplorując odrażające tematy, próbując być inni ale skończyło się tylko na godnym ubolewania. Większość z nich nie jest nawet wyświetlana w kinach komercyjnych, zamiast tego zaśmieca różne serwisy streamingowe. Rezultatem jest nadmiar śmieciowych filmów, których nie sposób wymienić, ale jeśli je widziałeś Kości i wszystko, Babilon, Lub Zbrodnie przyszłości (by wymienić tylko kilka niedawnych porażek), to wiesz, co mam na myśli. Najnowszym programem o pełzaniu jest bomba o nazwie Krew. Tytuł mówi wszystko, bo jest tego wystarczająco dużo, aby zapełnić bank transfuzji… Od jednego szoku (i jednej przekąski) do drugiej, ten film to katastrofa, która czeka, aby się wydarzyć. Córka Tyler znajduje więźnia w piwnicy, pacjent spada na płot z drutu kolczastego i podcina jej gardło, a kiedy ojciec Owena (Skeet Ulrich), z którym był w separacji, zabiera go do domu, aby zamieszkał z żoną i nowo narodzonym dzieckiem, film osiąga punkt kulminacyjny które można opisać jedynie jako przerażające. Nic z tego nie ma sensu, a szczegóły są zbyt makabryczne, żeby je opisać.

„Inside”: Willem Dafoe uwięziony w niekończącej się wędrówce po filmie

Zadzwonił ociężały nudziarz Wewnątrz to zasadniczo drewniany i mechaniczny pojazd dla osobliwych talentów Willema Dafoe, który równa się niczym więcej niż prawie dwie godziny pretensjonalnej zęzy. Wciela się w złodzieja o imieniu Nemo, który włamuje się do wspaniałego apartamentu na Manhattanie, aby ukraść fortunę ze skarbów sztuki, gdy w trakcie napadu następuje awaria systemu zasilania, pozostawiając go osamotnionego i przeżyje jedynie dzięki sprytowi. Reszta tej pozornie niekończącej się włóczęgi skupia się na tym, co robi w dziwnie zamkniętym i obojętnie posiadanym luksusowym mieszkaniu, które bardziej przypomina galerię sztuki niż przestrzeń życiową. Żaden mieszkaniec nie dzwoni ani nie wykazuje zainteresowania pustą przestrzenią, mimo że pozostawił bez opieki królewski okup za rzadkie dzieła sztuki. Żaden system alarmowy nie dzwoni. Na automatycznej sekretarce nigdy nie rejestruje się żaden głos. To, co otrzymujemy, to rosnące szaleństwo karmione rosnącym szaleństwem, podczas gdy gwiazda rozpacza, jęczy, cierpi, woła o pomoc i próbuje znaleźć wystarczającą ilość jedzenia, aby przeżyć. Czy powiedziałem test wytrzymałościowy? Ten otwiera nowe możliwości, jeśli chodzi o wysiłki, aby nie zasnąć… Wyjątkowa twarz Williama Dafoe i moralnie niejednoznaczna postawa czynią go wyjątkowym portretem niezrównoważonych psychologicznych wariatów ekranowych, ale brak jakichkolwiek odkryć postaci lub rozwoju fabuły okrada Wewnątrz jakiegokolwiek zdalnie trwałego interesu.

„Wróg”: 1-gwiazdkowy, zabójczy nudziarz, wędrująca kupa śmieci

pełen nienawiści i pretensjonalny ładunek pornograficzny tzw Biedne rzeczy co rujnuje karierę Emmy Stone i nazywa się śmiertelnie nudnym Wróg, o rozpadającym się małżeństwie w jakimś dziwacznym, futurystycznym świecie roku 2065, nękanym przez katastrofalne susze, sztuczną inteligencję i złe aktorstwo. Właśnie został otwarty komercyjnie do plutonu egzekucyjnego złych recenzji , więc proszę… Tytuł Wróg nie ma sensu, podobnie jak nic innego w tej stercie śmieci. Aktorzy zasługują na medal za bełkotanie tak zawiłych bzdur z kamienną twarzą. Scenariusz i reżyseria: Garth Davis na podstawie powieści Iaina Reida „Nigdy nie chcę czytać” z 2018 roku, Wróg to nie tylko zły sen. To kolosalny koszmar.

„Mercy”: kolejny śmieci w aktualnej paradzie niezapomnianych filmów

Status dzisiejszego kina jest ponury, a przyszłość wygląda bardziej ponuro. Ponownie otwarte kina są puste, przychody spadają, a bycie krytykiem starającym się zachować optymizm, próbując jednocześnie utrzymać pracę, nie jest zbyt zabawne. Wśród nowych katastrof coś tzw Miłosierdzie …Dialog jest bezmyślny i nudny. Reżyseria Tony’ego Deana Smitha nie daje aktorom nic konkretnego do roboty poza wypowiadaniem słów, które mają posunąć narrację do przodu. Nicolas Cage lub Bruce Willis mogli kiedyś dodać iskry. Przynajmniej rejestrując się w zaledwie godzinę i 25 minut, Miłosierdzie nie jest wystarczająco długi, aby zanudzić cię na śmierć – wystarczająco długi, aby miło się zdrzemnąć.

Filmy o gwiazdach zerowych

„The Boogeyman”: jedyne, co straszne, to to, jak zły jest ten film

Boogeyman, bezsensowna, błędna i całkowicie niezrozumiała strata czasu, to kolejny horror, który powstał wyłącznie w celu wykorzystania niekończących się bazgrołów pisarza Stephena Kinga… Efekty specjalne nie wywołują ani jednej gęsiej skórki, gra aktorska jest jednakowo straszny, a kiedy w końcu pojawia się prawdziwy potwór, jest to rodzaj ziejącego ogniem dziwaka z wieloma językami ociekającymi krwią, który może zainteresować tylko najbardziej zaangażowanego, zagorzałego fana horrorów. Ekstrapolacja eksperymentalnego odrzucenia Stephena Kinga na coś istotnego mogłaby stworzyć lepszy komiks – a co najważniejsze, całkowicie go zostawić.

„Renfield”: zero gwiazdek za głośne, wstrętne i brutalne śmieci

film podąża za wszystkimi obecnymi tandetnymi trendami – wyłupiastymi oczami, odciętymi głowami, eksplodującymi ciałami rozpryskującymi krew na tapetę i co gorsza – jednocześnie starając się znaleźć wiarygodną równowagę między strachem a farsą, ale nie udaje jej się to. Poszedłem z ciekawości – okazuje się, że ta sama ciekawość, która zabiła kota.

„Święto Dziękczynienia”: dokładnie taka robota, jakiej można się spodziewać

INieuniknione jest, że hacki w końcu dotrą do Święta Dziękczynienia. I tak w tym roku nie wszystkie indyki są na stole….Pomimo pojawienia się takich weteranów jak Gina Gershon i Patrick Dempsey, gra aktorska jest jednakowo mierna, naprawdę zła i natrętna muzyka pop tylko przedłuża agonię i nikt w tej żałosnej sytuacji Dziękczynienie kiedykolwiek zjadł tyle, co pojedyncza żurawina. To tak samo straszne, jak ciasto dyniowe pozostawione zbyt długo w piekarniku. Zamiast horroru, jest całkiem zabawnie.

Filmy tak złe, że nie zasługiwały na recenzję

Staram się wszystko sprawiedliwie potrząsnąć, ale mam już tak dość kiepskich, przeciętnych, bezsensownych i niezrozumiałych śmieci na ekranie, że świadomie podjąłem wysiłek poszerzenia mojego kulturalnego kontaktu z teatrem i choć podoba mi się różnorodność dodaje życiu pikanterii, odkryłem, że teatr jest w większości gorszy niż filmy. Różnica między tymi dwiema formami sztuki: nie musisz się ubierać do filmu i łatwiej jest wyjść.

lalka Barbie

Nienawidziłem lalka Barbie (Mam alergię na róż) i dlatego, że jedno i drugie lalka Barbie I Oppenheimera otwierały się tego samego dnia, pomyślałem Oppenheimera znacznie lepszy od lalka Barbie i wybrałem ważniejszy film.

Obóz teatralny

Miałem o tym pisać Obóz teatralny , ale to taki amatorski bełkot, że wolałbym tego nie robić.