
Jacqueline Bisset w „Loren i Rose”.Dzięki uprzejmości Falco Ink.
Pięknie zagrany, inteligentnie napisany i wyreżyserowany z wrażliwością, Loren i Róża ukazuje niedoceniane, nie zawsze właściwie eksponowane talenty Jacqueline Bisset. To wspaniały film, zapadający w pamięć i starannie zrobiony, który odniósł sukces na wielu płaszczyznach, ale przede wszystkim jako mile widziany nośnik wspaniałego, cudowna gwiazda. Jest jedną z największych radości branży filmowej. Mimo 79 lat nadal jest po prostu wspaniała.
| LOREN I RÓŻA ★★★★ (4/4 gwiazdki ) |
Wcieli się w Rose Martin, blaknącą gwiazdę filmową, która od lat nie pracuje, ale wciąż jest szanowana za szokującą, przełomową rolę w dramacie z 1972 roku pt. Lisa na noc. Zarówno krytycy, jak i publiczność chwalili jej występ, ale nigdy nie powtórzyła sukcesu. W międzyczasie napisała porywającą książkę o trudnościach, z jakimi borykają się dojrzałe hollywoodzkie kobiety w znalezieniu pracy w obojętnej i pozbawionej pamięci branży, która rozgniewała ludzi, którzy pamiętali ją z przeszłości. Teraz tylko kilku jej starych fanów w ogóle ją pamięta, głównie z kilku żenujących horrorów.
Ale niespodziewanie pojawia się młoda reżyserka Loren Bressher (Kelly Blatz), świeżo po sukcesie na festiwalach filmowych, która pragnie wystawić swój powrót w napisanym przez siebie filmie artystycznym. Jego reputacja opiera się na krótkim, 12-minutowym filmie o śmierci matki, a teraz w ramach swojego pierwszego pełnometrażowego filmu chce, aby Rose była jego gwiazdą. Spotykają się w małej kawiarni w Kanionie Topanga. Popijając swój ulubiony napój – gin, likier maraschino i fiołki zamoczone w brandy – jest ostrożna, ale ciekawa, mówi ostrożnie, ale szczerze o swoim życiu, karierze i podróży do króliczej nory wstrętu do siebie. To największa i najbardziej barwna rola Bisseta od czasów Francois Truffauta Dzień za Noc, i nie marnuje ani jednej klatki.
W ciągu sześciu lat ta nieprawdopodobna para spotyka się przy trzech różnych posiłkach w tej samej wiejskiej gospodzie – delektując się egzotyczną przystawką, sycącym daniem głównym i deserem, który najlepiej jeść z zamkniętymi oczami. W trakcie tych trzech posiłków widzimy, jak zmieniają się ze zwyczajnego i powściągliwego w głęboko odkrywcze. Niezależnie od tego, czy opisuje swoje poszukiwania duchowej ucieczki w klasztorze w Bhutanie, bada parametry swojej wyobraźni, czy też selektywnie porządkuje myśli i rzuca się na słowa dla podkreślenia, jest nieskończenie fascynująca. Jego wrażliwość emocjonalna oraz jej zwięzła szczerość i zblazowane wyrafinowanie sprawiają, że idealnie pasują do platonicznego związku, który rośnie wraz z przyzwoitością i współczuciem. Wrażliwie zraniony i niechętnie niepewny chłopiec uczy się otwierać na tyle, aby porozmawiać o tym, że został zdradzony przez swojego pierwszego chłopaka – o ranie, którą starsza kobieta aż nazbyt dobrze rozumie z własnego życia. W miarę jak przyjaźń się rozwija, zmieniają się także fazy ich nastrojów, jak dania w menu.
Imponujący wewnętrzną pasją do bogatych i ezoterycznych potraw, kąpiący się w atmosferze naturalnego światła z olśniewającym uśmiechem, zaglądający wnikliwie w dusze innych ludzi, Bisset wypala dziurę w ekranie scena po zdumiewającej scenie. Omawiając źródła inspiracji w artystach, których podziwiają, od Cezanne'a po Harper Lee, odnajdują wzajemne więzi, o których nawet nie marzyli. Objaśnia sztukę Nazimovej, pułapki samobójstwa, rozpad jej trudnego związku z córką, którą straciła w walce o opiekę nad dziećmi. Gorąco odpowiada wyznaniami na temat swoich toksycznych relacji ze starszymi mężczyznami.

Jacqueline Bisset w „Loren i Rose”.Dzięki uprzejmości Falco Ink.
Jest zabawna, szczera, bezpośrednia i hipnotyzująca. Ona też ma raka. Najbardziej rozdzierający serce aspekt Loren i Róża to sposób, w jaki dwie osoby w różnym wieku uczą się ufać, kochać i wnosić swój wkład w życie w ramach intensywnej, wzajemnie korzystnej przyjaźni, a następnie uczą się przystosowywać do nadchodzącej tragedii i ostatecznej zmiany. Kobieta pomaga mu ewoluować jako twórczy artysta i z dumą stawić czoła przyszłości, a chłopak pomaga jej stawić czoła końcowi z siłą i odwagą. Wszystko to osiągnięto, muszę dodać, z całkowitym naturalizmem i bez odrobiny sentymentalizmu czy wymuszonych emocji.
Loren i Róża to film wzorcowy, w którym liczy się wartość uczuć wyrażanych słowami. Na szczęście oszczędny kierunek i pouczające dialogi, triumfy niuansów i odkryć są dziełem Russella Browna, elastycznego i skrupulatnego filmowca, na którego warto zwrócić uwagę. Cóż za radość usłyszeć partyturę Chopina, Debussy’ego i Mozarta. Kelly Blatz, sympatyczny młody aktor o imponującej skali emocji, daje radę w każdej scenie z Jacqueline Bisset. Biorąc pod uwagę dobrą rolę oraz czas i przestrzeń, aby rozwinąć ją na swój własny sposób, zobaczenie głębi i zakresu jej rzemiosła oraz intuicyjnej wizji w filmie, który w końcu na nią zasługuje, to dreszczyk emocji i marzenie. Wnosi taki dodatkowy wymiar do każdej sceny, także tej bez dialogu, że nie masz problemu z poznaniem, co dokładnie myśli i czuje. Jest moment, kiedy smakuje creme brulee na łyżce, zamyka oczy i szepcze: Bliss. Niezapomniany.
to regularne oceny kina nowego i godnego uwagi.