Recenzja „Lekcji perskich”: bajka – pięknie zagrana – rozgrywająca się w obozie koncentracyjnym

Nahuel Pérez Biscayart w „Lekcjach perskiego”.Grupa Medialna Cohena

Pojawiające się bez większego rozgłosu wśród większych, bardziej błyskotliwych i bardziej idiotycznych letnich wpisów, Lekcje perskiego to mała koprodukcja niemiecko-rosyjska, która według mnie jest lepsza od reszty tego, przez co ostatnio cierpiałem. Profesjonalnie zmontowany, pięknie zagrany i skrupulatnie szczegółowy, to kolejny wstrząsający dramat o Holokauście w szeregu niekończących się filmów o II wojnie światowej, wyróżniający się przede wszystkim rzadką pozycją w filmografii Vadima Perelmana, wysoko cenionego reżysera Dom z piasku i mgły.


LEKCJE PERSKIEGO ★★★ (3/4 gwiazdki )
Reżyseria: Wadim Perelman
Napisane przez: Ilia Tsofin
Występujący w rolach głównych: Nahuel Pérez Biscayart, Lars Eidinger, Jonas Nay
Czas trwania: 127 minut


Akcja rozgrywa się w okupowanej przez nazistów Francji w 1942 roku i zaczyna się, gdy młody francuski Żyd imieniem Reza, syn belgijskiego rabina, zostaje schwytany przez Niemców i wrzucony do ciężarówki jadącej do obozu koncentracyjnego i pewnej śmierci przez rozstrzelanie . W drodze wdaje się w rozmowę z innym głodującym pasażerem i ze współczuciem zamienia połowę kanapki na książkę z perskimi opowieściami ludowymi. Czyn ten z pozoru jest bezsensowny, ale ostatecznie ratuje mu życie.

Reza upiera się, że nie jest Żydem, tylko Persem, nikt mu nie wierzy, ale szczęśliwym trafem okazuje się, że komendant SS w obozie imieniem Koch szuka Persa, który nauczyłby go perskiego. Koch, który przed wojną pracował jako szef kuchni, nie zna ani jednego słowa w języku perskim, ale musi nauczyć się wystarczającego słownictwa, aby po wojnie otworzyć niemiecką restaurację w Teheranie. Reza też nie umie mówić w farsi, ale odważnie udaje, że zna, korzystając ze słów z książki, którą zdobył w ciężarówce, obmyślając sprytny plan wymyślenia własnego języka. Koch nagradza go lepszym jedzeniem z kuchni zarezerwowanej dla oficerów i ratuje go przed brutalnym pobiciem i pracą fizyczną w kamieniołomie w zamian za lekcje perskiego, nieświadomy, że Reza to wszystko zmyśla, używając tego samego słowa w języku perskim w obu przypadkach chleb i drzewo.Film jest za długi i za powolny, ale jego założenia są na tyle intrygujące, że przyciągają uwagę. Bardziej by mi się podobało, gdyby to była prawdziwa historia, a nie bajka, ale jednak. . . dziś, nawet jeśli film wciąga choćby słabo, jest to powód do radości.

Najważniejszy z błędów w Lekcje perskiego jest tendencja reżysera do spowalniania narracji poprzez spędzanie nadmiernej ilości czasu na pokazywaniu ludzi odgarniających śnieg, krojących chleb i oddalających się od głównego wątku, aby zilustrować konflikty wśród współwięźniów Rezy, zazdrość i urazę wśród niemieckich oficerów oraz brutalność w koszarach. Zbyt wiele postaci o niejasnych motywach wymaga lepszego zdefiniowania, a wywnioskowana obsesja erotyczna, która rozwija się między Kocha, nazistowskim porywaczem, a Rezą, jego żydowskim więźniem, wydaje się szczególnie wymyślona.

Nahuel Perez Biscakyan, aktor z Argentyny pracujący we francuskich filmach, jest bardzo dobry w roli torturowanego Rezy, ale choć film koncentruje się na tym, co robi, aby przetrwać, jego postać jest słabo rozwinięta. W miarę poszerzania się roli Kocha dowiadujemy się coraz więcej o niemieckim komendancie, w którego znakomicie wcielił się Lars Eidinger. Zaskakujące zakończenie, gdy sytuacja się odwraca i widzimy, co dzieje się z Kocha, gdy próbuje zastosować na swoją korzyść to, czego się nauczył na lekcjach perskiego, opuszczając kraj, jest druzgocące. Nie jest to film wybitny, ale pod wieloma względami niezwykły, nieprzewidywalny i zapadający w pamięć.


to regularne oceny kina nowego i godnego uwagi.