Recenzja „Może tak”: doświadczeni profesjonaliści nie mogą uratować tej rzekomej komedii romantycznej

Richard Gere, Diane Keaton, William H. Macy i Susan Sarandon (od lewej) w Może tak.Johna Baera/Rozrywka pionowa

Talky, zapracowany i zagubiony w przeciętności, Może tak to kolejny smutny przykład tego, co dzieje się z doświadczonymi profesjonalistami, którzy pozostają w firmie wystarczająco długo, by trafić do materiału, który niestety jest dla nich gorszy. Chcą pracować, aby utrzymać przy życiu słabnące kariery, ale mając tak niewiele godnych uwagi pojazdów, są zmuszeni akceptować wszelkie projekty odchudzone, jakie im się pojawią. Choć bardzo podziwiam, szanuję i nie mogę się doczekać, aż zobaczę na ekranie Diane Keaton, Richarda Gere, Susan Sarandon i Williama H. ​​Macy’ego, ten wspaniały zespół nie jest w stanie w żaden sposób poprawić śmiertelnej nudy rzekomej komedii romantycznej pt. Może tak. Przy takich gwiazdach powinien to być powód do radości. Zamiast tego wydaje się podwójnie rozczarowujące.


MOŻE TAK ★★ (2/4 gwiazdki )
Reżyseria: Michaela Jacobsa
Napisane przez: Michaela Jacobsa
Występujący w rolach głównych: Diane Keaton, Richard Gere, Susan Sarandon, Emma Roberts, Luke Bracey, William H. Macy
Czas trwania: 94 minuty


Źle napisany i niezdarnie wyreżyserowany przez Michaela Jacobsa, skupia się (przez krótki czas) na atrakcyjnej młodej parze, Allenie i Michelle (Luke Bracey i Emma Roberts), którzy po debacie, kłótniach i nadmiernej analizie swojego związku decydują się na gigantyczny skok do przodu i zawiąż węzeł. Najpierw trzeba rozwiązać ostatni węzeł – muszą zorganizować kolację, podczas której przedstawią swoich rodziców. Wielkim szokiem jest to, że już się znają. Ojciec Michelle (Richard Gere) sypia z matką Allena (Susan Sarandon) od czterech miesięcy, a jej matka (Diane Keaton) spędziła jedną noc z mizernym ojcem Allena (William H. Macy), po tym jak odebrała go w kino. Nie mając pojęcia, w co się pakują, Sarandon i Macy udają się do upiornego domu Keatona i Gere’a na przedmieściach w Mamaroneck, a to, co następuje, to kontrolowana farsa, w której wszyscy przesadzają w scenariuszu, który nigdy nie jest ani trochę wiarygodny.

Podczas gdy rozpętało się piekło, reszta filmu zmusza ich wszystkich do doprowadzania się nawzajem do szaleństwa niekończącymi się debatami na temat winy, niewierności, zaangażowania i archaicznej wartości przysięgi małżeńskiej. Każdemu aktorowi w cudowny sposób udaje się przeżyć kilka chwil wspaniałej szczerości i odkrycia, ale film, ograniczony adaptacją reżysera z jego klapowej sztuki scenicznej, nigdy nie udaje się znaleźć niezbędnej swobody, aby uciec od oczywistej klaustrofobicznej, scenicznej narracji w coś trójwymiarowy, który może zainteresować widza poza proscenium. Filmy to nie sztuki; potrzebują miejsca do wzrostu i świeżego powietrza do oddychania. Może tak , będące odmianą słów wymienianych od pierwszego dnia podczas ceremonii ślubnych na całym świecie, nigdy nie wykracza poza karton.

Wszystkie postacie są neurotyczne i nieszczęśliwe, ale nie w żaden interesujący sposób, co skutkuje wyciętymi dialogami, które nigdy nie ożywają, wypowiadanymi w stylu fałszywych monologów, które sprawiają, że zerkasz na zegarek. Córka Michelle: Musimy zdecydować, czy się pobrać, czy rozstać. Ojciec Michelle: Kochanie, nie możesz myśleć o spędzeniu z kimś życia i jednocześnie nigdy więcej się z nim nie spotkać. Matka Allena: Jasne, że możesz. To są wybory. Każda gwiazda dostaje zwrot w stronę pretensjonalnego gadania. Macy: Miłość to tylko słowo, które dołączyliśmy do opisania uczucia, którego tak naprawdę nie zrozumiemy, dopóki nie będziemy na tyle dorośli, aby spojrzeć na nie wstecz i zastanowić się, czy kiedykolwiek to zrobiliśmy. A co z Sarandonem, która wygląda wspaniale i dostaje najgorsze słowa: Wiesz, co zabiło związki? Antybiotyki. „Dopóki śmierć nas nie rozłączy” wymagało przepisania po penicylinie. Jeśli mnie o to pytasz, cały film wymaga napisania od nowa.

To, co przyciągnęło taką światłą, wyzwoloną politycznie i seksualnie obsadę do filmu pogrążonego w naiwności i przestarzałej ignorancji, pozostaje tajemnicą. Wszystkie cztery gwiazdy zrobiły kariery, grając modnych, zrównoważonych i szczerych ludzi we wszystkim Amerykański Żigolo I Szukam pana Goodbara Do Noce Boogie. Teraz grają przestarzałe, nieświadome bryły, które nie mają żadnych charakterystycznych cech poza zwykłymi konserwatywnymi stereotypami. Obawiam się, że robią to, aby zarobić pieniądze i utrzymać karierę na rynku, ponieważ nie oferuje się im nic lepszego. Jest to przestępstwo, które należy natychmiast naprawić. Konkluzja: pomimo nadmiaru błędów, jest Może coś dobrego? Żartujesz? Na koniec morał, że kiedy każdy mąż przekonuje swoją żonę, że najlepszą częścią mojego życia jesteś Ty, wywołuje to dreszcze. Czy w ogóle warto to zobaczyć? Twój ruch.


to regularne oceny kina nowego i godnego uwagi.