
Laura Linney, Maggie Smith i Niall Buggy (od lewej) w „The Miracle Club”.Klasyka Sony Pictures
Znak horoskopu z 27 sierpnia
Słodki i pełen dobrych intencji, ale mdły i rozczarowujący, Klub Cudów to jeden z tych powolnych, krętych irlandzkich dramatów, które budzą więcej szacunku niż ekscytacji. Akcja rozgrywa się w nadmorskim miasteczku niedaleko Dublina w 1967 roku i koncentruje się na zróżnicowanej grupie kobiet, które podróżują do Lourdes, aby uczcić przyjaciela, oraz na różnych sposobach, w jakie duchowy wpływ tej podróży zmienia je na zawsze.
| KLUB CUDÓW ★★★ (3/4 gwiazdki ) |
Chrissie Ahearn (w tej roli źle obsadzona, ale mimo to wybitna Laura Linney w kolejnym szlachetnym, dopracowanym przedstawieniu) wraca do domu na pogrzeb matki, zmartwiona odkryciem, że kaplica jest pusta. Wygląda na to, że wszyscy wybierają się na charytatywny pokaz talentów na cześć jej matki. Pierwszą nagrodą są dwa bilety do Lourdes pod opieką miejscowego księdza.
Chrissie mieszka w Ameryce od 40 lat. Dawni przyjaciele jej matki nie są szczęśliwi, że ją widzą. Spora część poniższego filmu poświęcona jest złożonym powodom, dla których Chrissie opuściła miasto w gniewie, urazie i hańbie. Wygląda na to, że kochała chłopca o imieniu Declan Fox, który w 1927 roku w wieku 27 lat utonął w morzu, pozostawiając ją w ciąży i zrozpaczoną. Matka Declana, Lily (wspaniała Maggie Smith, po raz pierwszy w swojej znakomitej karierze zmagająca się z niezwykle niezrozumiałym irlandzkim akcentem) nigdy nie wybaczyła Chrissie aborcji dziecka po śmierci Declana, a Chrissie nigdy nie wybaczyła najlepszej przyjaciółce Lily, Eileen (Kathy Bates) za wyjawienie całemu miastu swoich osobistych tajemnic, przez co Chrissie stała się obiektem kpin i większej niż odrobiny lokalnej wrogości, a także pariasem własnej matki.Mnóstwo faktów, szeptów i kłamstw zostaje ujawnionych w rozwlekłym scenariuszu, który nie bada niczego poza powierzchownym rozwojem postaci.
znak zodiaku 26 września
Podczas pielgrzymki do Lourdes trójka najlepszych przyjaciół zmarłej matki Chrissie – Eileen, Lily i młodsza kobieta o imieniu Dolly – wsiada do autobusu z nadzieją i niecierpliwością, ale Chrissie, która całą przygodę traktuje jako religijny żart, również się z nią zgadza: z poczucia winy za ignorowanie miłości matki przez 40 lat. W jedynej w filmie próbie ironii i humoru Lourdes okazuje się dość żenującą atrakcją turystyczną, wypełnioną hotelem Bernadette, w którym znajduje się sklep z pamiątkami Najświętszej Maryi Panny.
Chrissie jest zmuszona dzielić pokój z paniami, które uprzykrzyły jej powrót do domu, co nie ma sensu, ale daje im wszystkim wymyśloną szansę skonfrontowania się ze swoimi prawdziwymi uczuciami. W trzecim akcie film rozpada się na serię łzawych narracji, w których wszyscy modlą się, aby pielgrzymka przyniosła im cuda: Eileen ma raka piersi, Lily i Chrissie cierpią z powodu traumatycznych wspomnień, które muszą zostać uporane, a Dolly (Agnes O' Casey) ma synka o imieniu Danny, który z niewyjaśnionych powodów znanych jedynie reżyserowi Thaddeusowi O'Sullivanowi nie odezwał się ani słowem. Film opowiada o tym, jak Lourdes, pomimo licznych wyzwań i wad, wywiera dziwny, regenerujący efekt duchowy, który jednaje ich wszystkich w objawieniach miłości i przebaczenia, które nie są do końca prawdopodobne.
Horoskop na 18 stycznia
Bardzo potrzebny urok, którego brakuje w scenariuszu tego nijakiego filmu, przypada na mieszkające w nim panie i ciężko pracują, aby to zadziałało. Zarządzanie ich różnorodnymi irlandzkimi akcentami jest trudne, a próba ich zrozumienia to jeszcze bardziej żmudna praca. Uroczysty kierunek i brak tempa nieprzyjemnie zbliżają się do lamentu żałobnego. Klub Cudów to szczery i zasłużony wysiłek, wzmocniony urzekającymi zdjęciami Johna Conroya, które żywo oddaje cichy stoicyzm wiejskiej Irlandii, ale pozostawia cię pustym, niedożywionym i pragnącym więcej.
to regularne oceny kina nowego i godnego uwagi.