Recenzja „65”: strata czasu i Adam Driver

Adam Driver i Ariana Greenblatt w ’65.’Patti Perret

Złe filmy marnują czas, ale wymyślony film o dinozaurach o pustych głowach nazywa się 65 marnuje go więcej niż cokolwiek, co ostatnio widziałem. Jedyne, o czym warto tu wspomnieć, to początkowy pomysł, którego nikt nie prowadzi do zadowalającego zakończenia, oraz gwiazdor Adam Driver, który przez cały czas jest brudny i nieco oszołomiony. Wciela się w astronautę imieniem Mills, którego statek kosmiczny zostaje uderzony przez asteroidę, zabijając wszystkich na pokładzie z wyjątkiem zamrożonej kriogenicznie dziewczyny o imieniu Koa (Ariana Greenblatt), która wyrusza w podróż, aby rozpocząć życie od nowa na innej planecie. Kiedy wypełzają z wraku, ku swemu przerażeniu odkrywają, że utknęli na wrogiej planecie zamieszkanej przez dinozaury. Przez następne 90 minut pilot i dziewczyna ledwo unikają śmierci dzięki ostrym jak brzytwa kłami, ścigani przez żarłoczne węże, głodne mięsa latające ptaki drapieżne i inne syczące, warczące, ryczące i wrzeszczące potwory. Jedyna ucieczka prowadzi przez jaskinię i na szczyt niebezpiecznej skały, a kiedy docierają na drugą stronę, ku swemu zdumieniu i naszemu rozbawieniu odkrywają, że żyli na planecie Ziemia przez cały czas, ale 65 milionów lat temu . Przeszli przez piekło, najwyraźniej bez powodu. Nazwij to Jurajski Disneyland.


65 (1/4 gwiazdki )
Reżyseria: Scotta Becka i Bryana Woodsa
Napisane przez: Scotta Becka i Bryana Woodsa
Występujący w rolach głównych: Adam Driver, Ariana Greenblatt, Chloe Coleman i Nika King
Czas trwania: 93 minuty


Pokryty wrzodami, przygnieciony zapadającą się ścianą postrzępionych kamieni i wymiotujący na zawołanie, nieszczęsny duet mówi dwoma różnymi językami, więc dialog jest minimalny. Pozbawiony jakiegokolwiek napędu narracyjnego, film nadrabia brak fabuły, przedstawiając bardziej przerażający niż zwykle asortyment prehistorycznych stworzeń, z których wszystkie stanowią ciągłe zagrożenie dla kontynuacji filmu, ale nie robią nic poza wzajemnym gryzieniem. Prawdziwe gwiazdy 65 to ludzie od makijażu i efektów specjalnych. Najgorszą rzeczą, jaka przytrafia się Adamowi Driverowi, poza wyciągnięciem się z bagna ruchomych piasków, jest upadek z drzewa.

Nieudolny scenariusz i reżyseria to zasługa Scotta Becka i Bryana Woodsa i trudno zdecydować, który talent (lub jego brak) jest najbardziej nudny. Pomysł tortur prawdziwych ludzi na planecie pełnej bezsensownych okropności tylko po to, by odkryć, że nigdy nie opuścili Ziemi, musiał zaintrygować odpowiedzialny za to zespół kreatywny, ale trudno sobie wyobrazić, że nikt nie zadał sobie trudu, aby opowiedzieć im o Statui Wolności pod koniec filmu. Planeta Małp. 65 to makabryczna rzecz do oglądania, nawet dla miłośników dinozaurów – i też niezbyt zabawna.


to regularne oceny kina nowego i godnego uwagi.