Recenzja „Co się z nami stało”: porywająca sztuka poetycka, którą będziesz chciał zobaczyć dwa razy

Rosalind Chao i BD Wong w Co się z nami stało. Aarona R. Fostera

Banałem jest stwierdzenie, że wyrażając odrębną opinię na temat dzieła sztuki, oglądałeś zupełnie inny film/sztukę/program telewizyjny/[tutaj wstaw formę sztuki]. Czasami jednak banał jest bezspornym faktem. Straciłem szansę zobaczenia Shayana Lotfiego Co się z nami stało kiedy został otwarty 4 czerwca na Atlantic Stage 2 w Atlantic Theatre, kiedy wykonali go Rosalind Chao i BD Wong, ale w końcu miał okazję go zobaczyć w zeszłym tygodniu. Z perspektywy czasu poczułem się potwornie wdzięczny za moje nawykowe spóźnienia. Krytycy zaproszeni na przedstawienia z tygodnia otwarcia zarzucali spektaklowi jego brak usypiająca jakość I niejasny występy – aspekty, które rzadko ujawniały się w przedstawieniu, które oglądałem. Albo zrób to na pokaz.

W przeciwieństwie do mniej więcej pierwszej transzy występów rozpoczynających się w połowie maja, zeszłotygodniowe występy Co się z nami stało były zapowiadane jako ekskluzywne wydarzenie o podwójnym charakterze. Dwie pary aktorów na zmianę odgrywały role siostry Q i jej młodszego rodzeństwa Z, które wspominają swoją przeszłość. Pierwsze 80 minut poprowadzili Shohreh Aghdashloo i Tony Shalhoub, obaj znakomici w swoich rolach, odpowiednio Q i Z; po przerwie Rosalind Chao i BD Wong przejęli te same role. Nie każdy miałby ochotę wysiedzieć łącznie trzy godziny występu, ale przeżycie było tego warte, nawet jeśli Aghdashloo i Shalhoub dali bardziej subtelne zacienione występy niż Chao i Wong. Podwójny film fabularny to, po namyśle, właściwy sposób obejrzenia poruszającego duszę przedstawienia Lotfiego. W dniu, w którym obejrzałem oba przedstawienia (a może jest to przedstawienie o podwójnej helisie?), inni widzowie szeptali między sobą, jak wiele przegapili podczas pierwszego przedstawienia – co chętnie im współczułem.

Rosalind Chao w Co się z nami stało. Aarona R. Fostera

Pierwsze słowa spektaklu wygłasza Q, mówiąc o swoich rodzicach. Na nagiej scenie Tanyi Orellany, ozdobionej pojedynczym rekwizytem w postaci prostokątnego cokołu, Q opowiada nam, że utworzyły one pierwszy obraz mojego zapamiętanego życia. Wspomnienia są paliwem, na którym napędzany jest serial, ale to, co się dzieje, nie jest prostym dziełem wspomnień. Raczej, podobnie jak bohaterowie powieści Faulknera, Q i Z, którzy dołączają do niej na scenie po jej wstępie, wydają się wykazywać formę hipertymezji, dzięki czemu wspomnienia sprzed kilkudziesięciu lat wracają z atletyczną łatwością i nabierają wyrazistości, która sprawia, że ​​wydają się bardziej realne niż chwila obecna. W Cywilizacja i jej niezadowolenie , Freud uprzestrzennił pamięć, wyobrażając sobie, że nic, co raz powstało, nie może zniknąć, że wszystko jest w jakiś sposób zachowane i że w odpowiednich okolicznościach (na przykład gdy regresja cofnie się wystarczająco daleko) może ponownie zostać wydobyte na światło dzienne. Argumentował, że psychiczna przeszłość była równie bogato osadzona, jak kolejne fazy Rzymu.

Q i Z nie potrzebują terapeuty, który pomógłby im odkorkować wspomnienia, ale Lotfi komplikuje pomysł rozgrzebania przeszłości, angażując swoich bohaterów nie pamiętaj – lub celowo pomiń – pewne szczegóły: ich pełne imiona i nazwiska, dokładny kraj pochodzenia, imiona innych znaczących osób. Q rodzi się w Starym Kraju, co zgodnie ze scenariuszem oznacza gdzieś na Globalnym Południu, a Z urodził się siedem lat później w tym Kraju, położonym gdzieś na Globalnej Północy.Zamiast nazwy uczelni, na której przyjęto Q, dowiadujemy się, że była to jedna z ekskluzywnych uczelni, których budynki są starsze niż Ten Kraj. Niejasność jest zamierzona. Dzięki temu gra jest wystarczająco przestronna, aby pomieścić różne rodzaje historii, a różni aktorzy zamieszkujący Q i Z będą podkreślać różne akordy.

młody aktor śnieżny

BD Wong w Co się z nami stało. Aarona R. Fostera

Elizje są równoważone przez gęstość szczegółów opisowych: Z pamięta dokładnie, gdzie była Q, kiedy dostała pierwszą miesiączkę (kiedy czekała w wiatach autobusowych, obok gburowatego mężczyzny na hulajnodze), a Q pamięta, że ​​jej młodsze rodzeństwo zwykło przymierzam eyeliner naszej mamy w łazience za zamkniętymi drzwiami i maszerujemy w proteście przeciwko obcej okupacji niedaleko Starego Kraju. Spektakl ma wzniosły, poetycki charakter, który często kojarzy mi się z uznaną powieścią Joe Brainarda Pamiętam , autobiograficzne dzieło, które zlepiło w całość wspomnienia z jego dzieciństwa, zaczynając od refrenu, który pamiętam. Rzecz w tym, że zamiast prowadzić zaimkiem pionowym, bohaterowie opowiadają o życiu swojego rodzeństwa w formie wypowiedzi deklaratywnych w drugiej osobie. Dowiadujemy się zatem, że po przeprowadzce rodziców Q i Z do tego kraju, Q stała się wkrótce trzecią osobą dorosłą w ​​domu, pomagając wychować Z. Przypomina sobie, że Z jako dziecko miał kędzierzawy włos przypominający lądujący huragan – cecha ta przekazują synowi, zwanemu jedynie Złotym Dzieckiem. Z opowiada nam, jak Q, pomimo przyjęcia na uniwersytet Ivy League, postanawia zapisać się do apatycznej, zmęczonej, podupadającej szkoły i w weekendy pracuje w narożnym sklepie swoich rodziców. Zostaje bibliotekarką, podczas gdy Z zaciąga dług na karcie kredytowej, uczęszczając do szkoły kulinarnej, aby zostać szefem kuchni. Podczas jednej z wizyt Z u rodziców wyjawiają, że nie są ani mężczyzną, ani kobietą, ale czymś pomiędzy. Przypominają sobie, że siedziałeś z kamienną twarzą, gdy nasza matka się śmiała, a ojciec płakał. Brak reakcji powoduje, że Z zrywa na jakiś czas kontakt z rodzicami i Q. (Chociaż scenariusz nie określa zaimków bohaterów, w wysłanym do mnie e-mailu Lotfi wyjaśnił, że chociaż Z ma ewoluujący związek z ich tożsamością płciową i ekspresją w trakcie przedstawienia [i dorastał w epoce, w której stosowano inną terminologię ], nadal uważam, że z punktu widzenia „tu i teraz” właściwymi zaimkami będą oni/oni, a nie on/on.)

Pod znakomitym kierownictwem Jennifer Chang Aghdashloo i Shalhoub znakomicie wykorzystali scenę. Krążyli wokół siebie, nie nawiązując kontaktu wzrokowego – co było wyczynem propriocepcji – aż do ostatnich kilku minut przedstawienia. Było to coś cicho poruszającego, czego można było być świadkiem. Po 15-minutowej przerwie, podczas której publiczność została zaproszona do innej sali, aby cieszyć się przekąską, na scenę weszli Rosalind Chao i BD Wong. Z Wonga miała bardziej chłopięcą sylwetkę niż Shalhoub; zamiast na przykład bezpośrednio wrzucać pomarańczę do kieszeni marynarki, podrzucili ją w powietrze i przerobili kurtkę na pelerynę. Chao nie była niestety tak pewna swoich wypowiedzi jak Aghdashloo, a zarówno Chao, jak i Wong mieli tendencję do pośpiechu w swoich przemówieniach. W rezultacie drugie wykonanie czasami sprawiało wrażenie wyłuszczonej wersji pierwszego, do którego jedynie donoszono. W drugim wykonaniu jest już mniej miejsca na zaskoczenie i subtelność. Kiedy Q Aghdashloo wspomniała o piciu dużej ilości zielonej herbaty z pisarzem, którego właśnie poznała, sugestywnie napisała kursywą słowo „wielu”; Poród Chao odbył się bez flirtu. Podobnie, gdy Q Chao pochwaliła swoje rodzeństwo za pomoc w remoncie jej domu (zaproponowałeś montaż nowych podłóg i okien w zamian za użytkowanie domu dwa razy w roku, a ja zaoszczędziłem tysiące na kosztach remontu), jej głos dziwnie zabrzmiał jak sponsorowana reklama . Pomijając jednak te sprzeczki, Co się z nami stało jest na tyle potężny, że działa jak eliksir na pamięć, niezależnie od tego, która obsada występuje.

Co się z nami stało | 80 minut Jedna przerwa. | Zespół Teatru Atlantyckiego | 330 West 20th Street | 646-328-9579 | Kup bilety tutaj