obwiniam Rolling Stone'a na wiele rzeczy. Mógłbym podać długą listę, ale z pewnością wiązałoby się to z niekorzystnym porównaniem Dave'a Grohla do Tico Torresa.
Ale jest coś, co naprawdę mnie niepokoi Rolling Stone'a : w pewnym momencie zdecydowali, że Wielka Brytania będzie interesująca dla ich zamglonych czytelników Lenny'ego Kravitza i Pearl-Jama tylko wtedy, gdy Kurt Cobain wspomni o tym mimochodem w wywiadzie.
Nie jestem do końca pewien dlaczego Rolling Stone'a poszedł w tym kierunku, choć mam pewne teorie. Być może zaczęło się to od obrony przed atakiem brytyjskich akcentów w początkach MTV, depcząc po piętach brytyjskiemu ruchowi punkowemu, który Rolling Stone'a Skunk Baxter/Timothy Schmidt, skupiony na wrażliwości, gardził bardziej niż Geico Gecko nienawidzi kotów. Wyobrażam sobie tych wspaniałych i utalentowanych panów, którzy kręcą głowami i odchodzą, ale tak nie jest kotlety ! Nie zapłacili składek! Kurczę, doskonale widzę tę rozmowę, a ty? Przekaż kurz, myślę, że jestem Henley.
A może to powszechność na początku lat 80. zespołów syntezatorowych typu Human League musiała tak głęboko urazić Waddy'ego Wachtela i Maxa Weinberga. Oczywiście zdarzały się wyjątki, głównie dla Bono i U2, a czasami także dla The Edge.
Rolling Stone'a Anglofobia zmieniła amerykański dialog na temat historii rocka i popu, i to nie na lepsze. Wkrótce ta perspektywa rozprzestrzeniła się na obszary radia FM, które wcześniej były otwarte.
gdzie jest tesla w kosmosie

Status Quo to legendy w Wielkiej Brytanii, ale w Ameryce prawie byś o tym nie wiedział dzięki Rolling Stone i Rock and Roll Hall of Fame.Facebooku
Dawno, dawno temu, w latach 70., FM było bardzo przyjazne wszelkim brytyjskim zespołom, także tym, które nie sprzedawały się zbyt dobrze: kto jeszcze pamięta, jak słyszał Gentle Giant, Wreckless Eric, Strawbs, a nawet boskiego Hawkwinda na megawatowej mocy, majorze? -rynkować stacje radiowe FM? Jednak w połowie lat 80. upadająca gwiazda radia FM z otwartymi listami odtwarzania popadła w krok w stronę linii imprezowej, z wyjątkami dla hitów wyprodukowanych przez Keitha Forseya i całego tego kohlowego łkania, które można było usłyszeć w wielkiej Alternatywie. stacje.
U szczytu ery Nirvany, Rolling Stone'a rutynowo odrzucał wszystko, co brzmiało brytyjsko i nie pasowało wyraźnie do składanki, którą Cameron Crowe wysłałby Dave’owi Marshowi na Boże Narodzenie (czy te odniesienia są dla ciebie zbyt niejasne? Myślę, że są dość standardowe i nie chodzi o to, że nawiązuję do Żydowski Obwód Autonomiczny lub coś w tym rodzaju. Uważam, że nawiązanie do Dave’a Marsha jest bardziej niejasne niż, powiedzmy, nawiązanie do Drugiego Darrina, ale prawdopodobnie jest nieco bardziej znajome niż nawiązanie do Johna Corabiego. Ale, ach, czy odniesienie do Drugiego Darrina i odniesienie do Johna Corabiego to to samo? Teraz, kilka akapitów wstecz, opuść kurz, myślę, że jestem Henley, To było dobre i niejasne).
Wkrótce Rock and Roll Hall of Fame, który to odzwierciedlał Rolling Stone'a wrażliwość, zaczął przekształcać dziwactwo Brit Lives Don’t Matter w akceptowaną narrację o historii rock’n’rolla. Dużo pisałem na ten temat – dziwaczne pominięcie przez Hall of Fame takich artystów jak Thin Lizzy, The Cure, the Smiths, Depeche Mode, Iron Maiden, T Rex, Roxy Music, Judas Priest, Kate Bush, Mott the Hoople i tak dalej… więc nie będę się tutaj ponownie nad tym rozwodzić. Powiem tylko, że to cholernie dziwne. Nie opowiadają całej historii i to jest brzydkie.
Widzisz, kiedy było dużo mediów rockowych – och, Uważać , Prasa do spodni , era Christgau Głos wsi a nawet oldschoolowe Kręcić się- panowało ogólnie ciepłe i niejasne przekonanie, że rock jest amerykański I Brytyjski (a czasem kanadyjski, a nawet czasami niemiecki). Nie było takiego wielkiego, tandetnego pomysłu, że rock może pochodzić tylko z tego samego kraju, z którego pochodzą Chicago i Little Steven.
Niektóre z największych zespołów świata zachodniego znalazły się poza zasięgiem amerykańskiego radaru, a to jest do bani. Być może żadne z tych pominięć nie jest bardziej dziwaczne ani bardziej irytujące niż Stan obecny .
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=bNPJuJSVmNA&w=560&h=315]
Status Quo było wspaniałym i całkowicie mainstreamowym zespołem rockowym, który rok po roku i dekada po dekadzie wypełniał stadiony w swojej ojczyźnie; a mimo to nie mogli kupić Fribble'a w Stanach Zjednoczonych za pięć dolców i iPhone'a, na którym w polu wyszukiwania (pole wyszukiwania? Tak się to nazywa? W każdym razie pole wyszukiwania to całkiem przyzwoita nazwa dla zespołu).
Na początek kilka surowych liczb: w ciągu 48 lat (!) Quo umieściło 57 (!) piosenek na liście Top 40 w Wielkiej Brytanii. Warto to powtórzyć: Status Quo miało 57 hitów w Top 40. Są jednym z nielicznych zespołów rockowych (dowolnego pochodzenia), który spędził ponad 500 tygodni na brytyjskich listach przebojów i sprzedał ponad 120 milionów płyt.
Status Quo jest w Wielkiej Brytanii taką instytucją, że w 2010 roku liderzy zespołów Rick Parfitt, który zmarł 24 grudnia w wieku 68 lat, i Francis Rossi stanęli przed królową Elżbietą II (Amerykanie mogą ją znać jako osobę graną przez Helen Mirren i, ostatnio zuchwała i nieco naukowa Claire Foy) i zostali odznaczeni OBE – to znaczy zostali mianowani oficerem Najdoskonalszego Orderu Imperium Brytyjskiego (a nie odniesieniem do Świata Wayne'a, tak naprawdę to się nazywa).
Zapomnienie Status Quo w Nowym Świecie mogłoby mieć sens, gdyby był to jeden z tych angielskich zespołów, z których wszyscy byli wujkami Boba! i Fasola na Toście! i Kocham Tommy'ego Coopera i Verę Lynn! albo skakali po okolicy ubrani jak Stanley Holloway Moja Piękna Pani i zaśpiewanie utworu My Old Man’s A Dustman. Gdyby tak było, moglibyśmy zrozumieć, dlaczego Ameryka zdecydowała się je zignorować.
Ale to wcale nie jest taki cholerny przypadek.
luksusowe pokoje hotelowe w Las Vegas
Muzyka Status Quo jest niezwykle komercyjna i urocza, i jest to dokładnie ten rodzaj muzyki, który powinien być podstawą radia FM w latach 70. i 80. (nie wspominając o tych wszystkich cholernych kanałach z klasycznym rockiem Sirius, które zawsze zdają się puszczać Jethro Tull lub Sweet Emotion za każdym razem, gdy je włączam).
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=QQyB5buEV5s&w=560&h=315]
Ale miejmy to na uwadze: w Stanach Zjednoczonych zespół Status Quo jest znany przede wszystkim dzięki tylko jednej piosence – Pictures of Matchstick Men z 1968 roku.
Wyjaśnij sobie, Ameryko: ten utwór to psychodeliczne dziwactwo, które Quo wydało na samym początku ich kariery i dosłownie w niczym nie przypomina brzmienia, które później uczyniło z nich jeden z największych zespołów w historii brytyjskiego rocka. Skojarzenie Quo tylko z tą jedną piosenką byłoby jak myślenie, że jest to jedyna piosenka nagrana przez Pink Floyd Zobacz Emily Play.
Tak więc, jeśli status quo (och, i Brytyjczycy to wypowiedzą PAŃSTWO-nas , jak Hate Us) stał się jednym z największych brytyjskich zespołów ostatnich pięciu dekad, którego twórczość w niczym nie przypomina Pictures of Matchstick Men. Jak oni właściwie brzmieli?
Klasyczne brzmienie Quo, natychmiast rozpoznawalne przez wiele pokoleń brytyjskich fanów rocka, to porywający, ale dopracowany 12-taktowy boogie/here-comes-the-train-down-the-tracks-here-comes-the-train-down-the- śledzi rock'n'roll.
To jak delikatniejsza wersja boogie, w której Dave Edmunds i Rockpile byli tak dobrzy, i w tym sensie czasami przypomina Bon Jovi wykonującego wczesne Flamin Groovies, jeśli możesz to ogarnąć; co znaczy, że nie jest zbyt daleko od Steve'a Millera, wcale nie za daleko, nie, proszę pana, mam na myśli, czy Steve Miller nagrywał głównie Dr. Feelgood lub bardzo wczesne Stonesy; albo można powiedzieć, że to coś w rodzaju skrzyżowania Canned Heat i Badfinger; a może zaryzykowałbym stwierdzenie, że Quo brzmi bardzo jak lakierowana interpretacja Fleetwood Mac z czasów Petera Greena.
Prawdopodobnie najbezpieczniej będzie powiedzieć, że w Wielkiej Brytanii status quo postrzegane jest mniej więcej tak, jak Amerykanie postrzegają ZZ Top. Quo zagrał porywający, przyjazny dla użytkownika roadhouse rock’n’roll, może trochę głupi, ale fachowo wykonany i nagrany.

Rick Parfitt ze Status Quo.Wikimedia Creative Commons
Jesteśmy tu nie tylko po to, żeby to wszystko powiedzieć, ale także ze smutkiem zauważyć, że dzień przed Bożym Narodzeniem Rick Parfitt, współgitarzysta i współlider potężnego Status Quo, opuścił nas w wieku 68 lat dla innego Boogie Bardo.
wspaniały amerykański pokaz pieczenia
Mogę ci dokładnie opowiedzieć, w którym momencie zakochałem się w Status Quo, w chwili, gdy ich ramalama, który wyruszył na autostradę i przetoczył się obok Needles, jadąc 150 km/h, doprowadził mnie do stan transcendencji.
W 1985 roku pracowałem dla MTV News. W tej roli znalazłem się na szerokiej murawie stadionu JFK w Filadelfii, czekając na rozpoczęcie Live Aid.
Była dokładnie 7 rano (byliśmy na miejscu od 5 rano), a wysokie, nowe niebo było zadziwiająco czyste, wysokie i oślepiająco niebiesko-białe. Drzwi do obiektu właśnie się otworzyły, a boisko zaczynało się zapełniać ludźmi. Ogromny P.A. a ekran wideo pękł i włączył się do akcji z syczącym zadziorem i chrupnięciem subbasu, przygotowując się do symulacji koncertu, który miał się rozpocząć na londyńskim stadionie Wembley (muzyka na żywo w Filadelfii miała rozpocząć się dopiero za pięć godzin ).
O tej dość bezbożnej godzinie, w ten niezwykły, gorący zez dnia, usłyszałem głos dochodzący z głośnika P.A. z odległości 5539 mil: A teraz, aby rozpocząć 16 GODZIN Live AID, powitajcie STATUS QUO!
I jednym tchem Quo łaskotało i wpadało w przygnębiającą ekstazę Rockin’ All Over The World, piosenki Johna Fogerty’ego, która była jednym z ich największych hitów.
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=GVu9OXB-Ugc&w=560&h=315]
Tego ranka Status Quo brzmiał jak międzygwiezdny zespół barowy w podróży gdzieś pomiędzy Abbey Road i Austin; byli tak pełni radości, chichotu i czystej prostoty w stylu boogie, że byli bezpośrednio związani z Eddiem Cochranem, Fatsem Domino i Beatlesami w Hamburgu oraz Clash and the Cramps. To było tak, jakby Status Quo trzymało w rękach kłębek przędzy, który spajał wszystkich ludzi na ziemi mocą rock’n’rolla.
Widziałem wiele momentów, gdy artyści schodzili ze sceny i elektryzowali mój kręgosłup, wywołując gęsią skórkę.
Widziałem kościstego Pete'a Townshenda w powietrzu. Widziałem zamknięte oczy Elvisa Che Strummera. Widziałem 21-letniego Michaela Stipe kręcącego się jak szalony i koguta Mike'a Monroe balansującego na rurze sufitowej. Widziałem Młodych Marmurowych Gigantów zamrażających pokój mocą swojej cichej bomby. Widziałem, jak Upadek przywołał ducha Johnny'ego Burnette'a i sprawił, że zaczął mówić językiem Tristana Tzary. Widziałem Sztywne Małe Palce wspinające się po wyimaginowanych drabinach i wrzeszczące przez ściany. Widziałem też Glenna Brancę i jego gitary ciągnące za tłumikiem żądanie, aby diabeł pełzał u jego stóp. Ale nigdy, przenigdy nie widziałem bardziej czystego momentu rock’n’rolla niż Status Quo na Live Aid.
Jeśli obcy, przezroczysty, z wyjątkiem świecącej oliwkowozielonej aury i nie wyższy niż moje kolano, komunikujący się bez słów i odwracając moją uwagę od Perfect Coffee Shop Tuna Melt, podszedł do mnie bokiem i powiedział: „Nieznajomy, pokaż mi rock'n'rolla, wiem dokładnie to, co bym zrobił: zagrałbym mu/niej/mu Bo Diddley Bo Diddleya, a potem pokazałbym im pierwszą piosenkę Quo na Live Aid i powiedziałbym: „Zrób zdjęcie, przyjacielu?”.
Posłuchajcie więc Rockin’ All Over The World i Down Down i Karolina I Cokolwiek chcesz, też, a może nawet Przewróć się, połóż się, i w zasadzie to dostaniesz.
Status Quo nie jest aż tak trudne do uchwycenia, po prostu robią swoje i nigdy nie są zbyt głębokie, zbyt metalowe, zbyt ckliwe, zbyt odlotowe lub zbyt solowe. Quo to, cóż, po prostu Quo. Grają boogie, czysto i śpiewają głośno, wyraźnie i melodyjnie, i wiesz co, jest na to miejsce w naszym świecie, nawet jeśli Jann Wenner nigdy o nich nie słyszał, Dave Grohl nigdy z nimi nie jammował, a G.E. Smith nigdy nie grał żadnej z ich piosenek.
Aha, mają też album pt W poszukiwaniu czwartego akordu , co byłoby najlepszym tytułem albumu Ramones w historii.
Więc z Bogiem, Ricku Parfitt. I Boże chroń status quo.