
Amerykański generał i mąż stanu George Washington odmawia przyjęcia warunków od brytyjskiego generała Charlesa Cornwallisa, 1. markiza Cornwallisa, którego późniejsza kapitulacja praktycznie zakończyła amerykańską wojnę o niepodległość.Trzy lwy/Getty Images
jaki znak zodiaku jest 14 stycznia
W zeszłym miesiącu senator stanu Georgia kandydował na gubernatora pozowane z uzbrojoną grupą milicji na wiecu w Atlancie, przedstawiając wielu z nas Milicji III%. Swoją nazwę zawdzięczają tylko temu twierdzeniu trzy procent Amerykanów służyło w milicji podczas rewolucji amerykańskiej. Warto w przededniu Święta Niepodległości zadać sobie pytanie, czy służył tylko ten niewielki odsetek, czy też udział w wojnie był bardziej powszechny.
Ten trzyprocentowy mit zrodził się z twierdzenia, że tylko 80 000 ludzi podczas wojny służył w armii kontynentalnej i milicji. Przy populacji 1780 szacowanej na 2 780 369, co daje nam 2,96 procent kraju służących w armii Jerzego Waszyngtona.
Co więcej, 25 000 żołnierzy zginęło w walce lub zostało śmiertelnie rannych, a kolejne 25 000 zostało rannych lub okaleczonych w konflikcie, pozostawiając pod koniec wojny jedynie 30 000 żołnierzy, którzy byli w pełni zdrowi, aby służyć, czyli mniej niż hescy najemnicy, nie licząc brytyjskich żołnierzy regularnych, sił lojalistów i sojuszników rdzennych Amerykanów. To cud, że Brytyjczycy zrezygnowali, biorąc pod uwagę ich przytłaczające szanse i ustalenie Conwaya, że w latach osiemdziesiątych XVIII wieku siły brytyjskie liczyły pół miliona w armii i marynarce wojennej. Coś może być nie tak z tymi amerykańskimi liczbami.
Okazuje się, że podana liczba 80 000 to… numer akt emerytalnych i wniosków o wydanie nakazu zapłaty za ziemię. Nie obejmuje wszystkich żołnierzy Armii Kontynentalnej, milicji i innych jednostek, a także tych, którzy służyli, ale nie złożyli wniosku o emeryturę lub nakaz zapłaty.
Historyk John Ferling znajdzie że armia kontynentalna liczyła w rzeczywistości 100 000 żołnierzy, nie licząc milicji. Prawdopodobnie dwa razy więcej żołnierzy służyło jako milicjanci, przeważnie broniąc frontu wewnętrznego, pełniąc funkcję policji i okazjonalnie angażując się w obserwację wroga, a także uzupełniając Armię Kontynentalną na okresach.
jaki znak jest 25 stycznia
Johna K. Robertsona wygląda w tej właśnie kwestii liczebności milicji w Dziennik rewolucji amerykańskiej w 2016 r. W swoim artykule Decoding Connecticut Militia 1739-1783 Robertson stwierdza, że w maju 1774 r. legislatura stanu Connecticut utworzyła 17ti 18tPułki. W tamtym czasie populacja stanu liczyła 191 392 białych mężczyzn, kobiet i dzieci (nie podano ani słowa na temat populacji osób innych niż biała). Spośród nich 26 260 było w milicji, co stanowiło 13 procent populacji.
horoskop na 10 września
A szacunki te są najprawdopodobniej o wiele za niskie w stosunku do liczby milicji w Connecticut, z kilku powodów. Po pierwsze, ze względu na brak granicy z ludnością indyjską, wymagania wiekowe dla Connecticut w 1774 roku były znacznie niższe niż w innych stanach (maksymalny wiek spadł z 60 do 45 lat). Po drugie, podczas rewolucji amerykańskiej maksymalny wiek służby w Connecticut wzrósł do 55 lat. Po trzecie, państwo powiększyło liczbę pułków z 18 do 28, co dałoby szacunkową liczbę 14 588 żołnierzy (oszacowaną poprzez podzielenie wielkości pułku z 1774 r. przez 18 pułków i pomnożenie tej liczby przez 10 w przypadku nowych pułków), co daje nam 40 849 milicjantów. Pomnóż tę liczbę przez 13 stanów, a otrzymasz 531 035 milicjantów (w spisie ludności z 1790 r. Connecticut było stanem średniej wielkości). Mogłaby być nieco niższa, ale liczba ta jest znacznie bliższa Liczby Roberta Allisona , z których korzysta 375 000 osób, co stanowi prawie 15 procent populacji.
Nie obejmuje to marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych, marynarki stanowej i piechoty morskiej kontynentu (według szacunków 2000) i szacunkowo 55 000, którzy służyli na amerykańskich korsarzach , co daje nam udział od 15 do być może nawet 25 procent. Liczba ta nie obejmuje również mężczyzn i kobiet, którzy pracowali przy wyżywieniu naszych żołnierzy, ubraniu naszych żołnierzy, dostarczaniu zaopatrzenia, zbieraniu informacji oraz ochronie naszych granic i wybrzeży.
Nawet warto to zauważyć sześć procent uważa się za bardzo dużą liczbę ludności dowolnego kraju, która ma walczyć w wojnie. Dowody wskazują, że wojna cieszyła się dużą popularnością wśród Amerykanów, którzy rzeczywiście ciężko walczyli o swoją wolność, uczestnicząc w wojnach w znacznie większym stopniu niż w przypadku innych krajów. Nasza służba była czymś, z czego można być dumnym, a nie czymś, czego należy się wstydzić, jak wmawiają nam niektórzy z marginesu.
John A. Tures jest profesorem nauk politycznych w LaGrange College w LaGrange w stanie Georgia. Można się z nim skontaktować pod adresem . Jego konto na Twitterze to JohnTures2.