Od dawna sławny, ale nie całkiem fantastyczny: hotel New Yorker

Hotel New Yorker, nocą. (Archiwum hotelowe)

Hotel New Yorker, nocą. (Archiwum hotelowe)

Z sali śniadaniowej na 39. piętrze hotelu New Yorker widać całe centrum miasta i rzekę aż do Brooklynu. To widok mistrza wszechświata – East River lśniąca w słońcu, Empire State wznoszące się nad zbieraniną mniejszych drapaczy chmur, chmur i nieba oraz dźwigi budowlane – umiejscowione pośród taniego dywanu i typowego wyposażenia niedrogiego motelu: tytanicznego okoń zajmowany przez turystów i podróżujących służbowo przeżuwających płatki zbożowe w pudełkach.

Witamy w New Yorkerze: starzejący się kolos w stylu Art Deco, dawny cel podróży macherzy i gwiazdy filmowe, bojownicy o nagrody i politycy, obecnie skupisko dbających o budżet turystów, najemców biur klasy B i 600 studentów, którzy mieszkają w przebudowanym bloku akademików.

Hotel New Yorker był reliktem minionej epoki jeszcze przed zameldowaniem się pierwszych gości. Zaprojektowany i zbudowany pod koniec, gorączkowych lat dwudziestych XX wieku, hotel został otwarty dopiero 2 stycznia 1930 roku, kilka miesięcy po wyczerpaniu zapasów. krach na rynku, pozostawiając ponad milion najnowocześniejszych stóp kwadratowych, trzy sale balowe, bary, restauracje, zakłady fryzjerskie, kryte lodowisko i 2500 pokoi do wypełnienia w czasach anemicznych budżetów na wypoczynek. Legenda głosi, że pewnej nocy w pierwszym roku istnienia hotelu, kiedy hotel był praktycznie pusty, dyrektor generalny nakazał włączenie wszystkich świateł i odsłonięcie wszystkich zasłon. Nowo przybyłym powiedziano, że nie ma wolnych miejsc, i zaprowadzono ich do największego wroga, hotelu Pensylwania. Może nie to, ale coś na pewno zadziałało. Wkrótce miejsce to zapełniło się ludźmi, którzy publikowali w gazetach, nawet jeśli niekoniecznie w dziale poświęconym społeczeństwu.

Sala śniadaniowa na 39. piętrze, prawdopodobnie najpiękniejsze miejsce, w którym można zjeść bezpłatne śniadanie kontynentalne w Nowym Jorku (Michael Nagle/Startracker)

Sala śniadaniowa na 39. piętrze, prawdopodobnie najpiękniejsze miejsce, w którym można zjeść bezpłatne śniadanie kontynentalne w Nowym Jorku. (Michael Nagle / Startracker)

Barbara Stanwyck jadła obiad i tańczyła, Benny Goodman grał w nocnym klubie Terrace Room, a Muhammad Ali regenerował siły w jednym z apartamentów po przegranej walce stulecia. Był to także ulubieniec Mickeya Rooneya, tego satyra studyjnego systemu, a także Joan Crawford i Joe Dimaggio.

Nikola Tesla zmarł w swoich pokojach na 33 piętrze, gdzie spędził ostatnie 10 lat swojego życia, udzielając schronienia rannym gołębiom, które znalazł w parkach i zakochując się w jednym czysto białym egzemplarzu, o którym napisał: Kochałem tego gołębia jak mężczyzna kocha kobietę, a ona kochała mnie. Dopóki ją miałem, moje życie miało cel. Zmarł, zanim hotel przestawił system elektryczny na wymyślony przez siebie prąd zmienny.

Ale podobnie jak Tesla, hotel nigdy do końca nie pogodził swoich wielkich zamierzeń z rzeczywistością. Często było to miejsce, w którym w bladej poświacie wyblakłej sławy przewijały się sławne nazwiska, miejsce, które na zawsze było trochę sprzeczne ze sobą.

Największy hotel w mieście i drugi co do wielkości na świecie, posiadający własną elektrownię, której nazwa wypisana była świecącymi czerwonymi literami na dachu, New Yorker zawsze był kimś w rodzaju nowicjusza społecznego. Nawet nazwa, przyjęcie nazwy miasta i umieszczenie jej w tak eksponowanym miejscu w kompozycji architektonicznej; jest w tym swego rodzaju przechwałka, zauważył Rick Bell, dyrektor wykonawczy nowojorskiego oddziału Amerykańskiego Instytutu Architektów.

Niegdyś ulubieniec kongresmena, New York Timesa odnotowano, gdy hotel zamknął swoje podwoje w 1972 r., a jego lokalizacja naprzeciwko Penn Station zmieniła się z najlepszego miejsca, jakie może być hotel, w prawie najgorsze.

Zawsze wydawał się bardziej efektowny niż przez lata, a gdy zanikła korekta doświadczeń z pierwszej ręki, powszechne stało się czytanie o „New Yorkerze” tak, jakby kiedyś był rówieśnikiem Plaza lub Pierre . Czas może być zarówno łaskawy, jak i okrutny.

Muhammad Ali dochodzi do siebie w apartamencie po przegranej walce stulecia. (Archiwum hotelowe)

Muhammad Ali dochodzi do siebie w apartamencie po przegranej walce stulecia. (Archiwum hotelowe)

Były też lata, kiedy hotel w ogóle nie był hotelem, ale mieszkaniem dla zwolenników zmarłego wielebnego Sun Myung Moona – Kościół Zjednoczeniowy nadal jest właścicielem hotelu poprzez spółkę zależną – z których wielu zostało zaręczonych w jego wielkiej sali balowej i pobrali się masowo w pobliskim Madison Square Garden.

Horoskop na 25 października

Zdegradowany, ale nigdy całkiem opuszczony, „New Yorker” spędził ostatnie dwie dekady na przywracaniu życia, jak twierdzi jego główny inżynier i historyk Joe Kinney.

Zawsze myślałem, że hotel jest o krok od schroniska młodzieżowego. Zarezerwowałem ten hotel na podróż służbową przez pomyłkę za pośrednictwem mojego asystenta. Jednak było znacznie lepiej, niż się spodziewałem, czytamy w typowym komentarzu na Yelp, gdzie hotel otrzymuje przyzwoite trzy gwiazdki.

Stało się znane jako miejsce dla tych, którzy nigdy tam nie byli miał . Phil Donahue kręcił tam ostatnie lata swojego programu, po tym jak wycofał się z dystrybucji. No wiecie, kiedy był dla niego jeszcze rynek, ale nie był już taki, jak dawniej, powiedział pan Kinney.

Ale teraz, gdy Hudson Yards wznosi się na Zachód, hotel ma stać się miejscem, w którym zamożny biznesmen mógłby celowo zatrzymać się.

***

Hotel

Hol hotelu po renowacji w stylu Art Deco. (Michael Nagle, tropiciel gwiazd)

Powiem wam, jak to się zmieni – konta korporacyjne najwyższej klasy, kiedy Hudson Yards zacznie działać – powiedział John Yazbeck, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu „New Yorkera”, kiedy spotkaliśmy się z nim oraz dyrektor generalną i prezes hotelu Ann Peterson w niedawny poranek. W oczekiwaniu na napływ klientów z wyższej półki kierownictwo zwiększa liczbę pokoi z 986 do 1149, a może więcej, jeśli zapuka do nich wystarczająca liczba klientów z najwyższej półki.

Integralność wyglądu Art Deco zostanie zachowana, ale z nastawieniem biznesowym – wyjaśniła pani Peterson.

W tym celu Wyndham zastąpił oszczędnego Ramadę na stanowisku operatora hotelu i trwa gruntowny remont: odnawiane są pokoje, wymieniane są stare żeliwne wanny na lśniące kabiny prysznicowe, instalowane są ekspresy do kawy, a sufity ozdobione są nowymi oprawami oświetleniowymi. Pub znajdujący się obok holu został przekształcony w trattorię, a wkrótce stoisko z kawą w holu, ogromne miejsce na babeczki, zostanie zastąpione czymś kalibru Starbucks.

Musi być wydajny, zaawansowany technologicznie i przyjazny dla podróżujących służbowo. W nowszych pokojach wtyczki są wszędzie, gdzie się udasz, był zachwycony pan Yazbeck.

Według architekta Paula Taylora z Stonehill and Taylor, firmy odpowiedzialnej za renowację całego budynku, hol również przechodzi renowację, a namiastki elementów Art Deco wypierają większość pozostałych śladów nierozważnej, sztucznej wiktoriańskiej przebudowy z końca lat 70. XX wieku.

W holu występują pewne problemy z tożsamością. Tak naprawdę nie zostało już nic oryginalnego, więc postanowiliśmy przywrócić go do Art Deco i bawić się, gdy był to największy hotel w USA – a przynajmniej w Nowym Jorku. W każdym razie był to duży hotel, a przynajmniej bardziej okazały, stwierdził pan Taylor. Drzwi windy są oryginalne i znajdują się tam wspaniałe dzieła z brązu w stylu Art Deco. Nie mieliśmy jednak pieniędzy na kontynuację pięknej pracy w brązie, więc jest to laminat z tworzywa sztucznego.

Kasetonowy sufit, będący fragmentem budynku Victoriana z końca lat 70., został pomalowany na złoto, aby uzyskać zadowalający wygląd w stylu Art Deco, a oryginalną marmurową podłogę wydobyto spod starego zielonego dywanu. Otwarta przez całą dobę restauracja Tick Tock Diner, będąca najbliżej obsługi pokoju w hotelu, również przejdzie metamorfozę.

Tymczasem meble w holu stały się nieco bardziej butikowe – nie tylko przypominały kilka stołów i krzeseł, ale czerpiąc inspiracje z hoteli lifestylowych – kontynuował. Problem w tym, że cieszył się tak dużą popularnością wśród gości, że cały czas tam przesiadywali. Niekoniecznie są to najbardziej atrakcyjni ludzie. To doprowadza personel do szaleństwa.

Któregoś popołudnia w zeszłym tygodniu miejsce rzeczywiście było pełne, pomimo łatwej do słuchania muzyki w windzie i zbyt jasnych jarzeniówek. Znudzeni Europejczycy skorzystali z nowo dostępnych gniazdek, aby naładować swoje iPhone'y, starsze pary zapadły się ze zmęczeniem w poduszki na sofie, a trzy kobiety zebrały się ponownie przed udaniem się na górę. Spójrz na antresolę – powiedział jeden, wskazując na hartowane szkło w kwiaty – jedną z wiktoriańskich pozostałości – bez przekonania próbując wzbudzić zachwyt lub może po prostu nawiązać rozmowę. Pozostałe kobiety podniosły wzrok bez zainteresowania.

***

Łyżwiarz występuje na krytym lodowisku, które w latach 30. i 40. XX wieku było popularnym miejscem widowisk lodowych. (Archiwum hotelowe)

Łyżwiarz występuje na krytym lodowisku, które w latach 30. i 40. XX wieku było popularnym miejscem widowisk lodowych. (Archiwum hotelowe)

Co zaskakujące, „New Yorker” nie przetrwał tych lat aż tak źle. Ale osobowość? „Nie sądzę, aby w tej chwili miało ono zbyt wiele osobowości” – stwierdził Andrew Dolkart, dyrektor programu konserwacji zabytków na Uniwersytecie Columbia. Wielu nowojorczyków zna go ze względu na znak, ale nie sądzę, żeby kojarzył im się z czymkolwiek.

Podczas gdy inne średniej klasy instytucje, takie jak Hotel Carter – łapanki narkotyków, morderstwa i walczący członkowie rodzin – pogrążyły się w nędzy, „New Yorker” brnął dalej, przetrwając próbę przekształcenia szpitala i plan schroniska dla bezdomnych, zanim w 1976 roku wykupili go Moonowie za 5,6 miliona dolarów W tamtym okresie w historii miasta spotkanie z grupą religijną propagującą życie skupione na rodzinie oraz wolne od narkotyków i alkoholu było najlepszą rzeczą, na jaką mógł liczyć obskurny drapacz chmur.

To logiczne, że wielebny Moon kupiłby coś kultowego, on bardzo lubił być ikonicznym Amerykaninem, stwierdziła Lisa Kohn, która jako nastolatka bawiła się w korytarzach z dziećmi wielebnego Moona, gdy jej mama wstąpiła do kościoła. (Pani Kohn, która od tego czasu odeszła od religii, napisała niepublikowaną jeszcze książkę o dorastaniu Moonie).

Pomijając imitację wiktoriańskiej przeróbki pierwszych czterech pięter, w pierwszych latach swojej działalności kościół nie podejmował żadnych większych napraw – według pana Kinneya pomieszczenia wymagające kosztownych remontów po prostu zamykano – ale zachował główne podzespoły w mniej więcej sprawnym stanie.

Pamiętam, jak był zaniedbany – oczywiście wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy – zaniedbane dywany, stara farba, w pokojach było zimno – wspomina pani Kohn. Ale to było cudowne miejsce. Pamiętam, jak zjeżdżałem po poręczy schodów ruchomych i biegaliśmy tam i z powrotem po korytarzach. Przypominało to budynek, o którym wiedziałeś, że powinien być bardziej formalny, ale mogliśmy robić rzeczy, których nigdy nie robiłbyś w prawdziwym budynku – spędzać czas w kuchni, zwiedzać wnętrzności, bawić się w starym zakładzie fryzjerskim i inne apartamenty dla ludzi, powiedziała.

Jeden z odnowionych pokoi gościnnych. (Michael Nagle, tropiciel gwiazd)

Jeden z odnowionych pokoi gościnnych. (Michael Nagle, tropiciel gwiazd)

To prawda, że ​​pokoje są małe i czasami w korytarzach unosi się zapach kawiarni. Ale w jakiś sposób uczniowie w bieliźnie dzielą windy z pracownikami biurowymi w drodze do pralni, małe pokoje, nawet zapachy wydają się tak samo spójne z New Yorkerem, jak jego kultowy znak. W solidne murowane ściany, które sprawiają, że według pana Taylora niemal niemożliwa jest zmiana okablowania, zdaje się być wbudowana pewna radosna wytrwałość, co wynika z niefortunnego umieszczenia opraw oświetleniowych nad łóżkiem. Coś nieco drugorzędnego przylega do tego miejsca i prawdopodobnie zawsze tak będzie.

Ale jest też nieoczekiwanie pięknie, tym bardziej w mieście, w którym co drugi nowy lub nowo wyremontowany budynek obiecuje zapewnić jakąś formę niezrównanego luksusu, w którym można sprawdzić pocztę e-mail i umyć zęby. Nawet najbardziej nieskromni lokatorzy niechętnie przyznają, że miejsce jest czyste, a widoki fenomenalne. Wiele pokoi w wieży ma nawet ogromne tarasy, choć brakuje im takich drobiazgów, jak meble i rośliny.

Ładne miejsce na cham-pag-ne, jak to mówią Stoogi – oznajmił pan Kinney, oprowadzając nas po jednym z dużych, pustych tarasów. Nie sądzę, że w mieście jest wiele hoteli, z których można podziwiać taki widok. To prawda – większość innych wielkich, starych hoteli przekształciła wszystkie wyższe piętra w apartamenty, rezerwując dla kupujących najlepsze zniżki.

Biuro pana Kinneya, przestronne pomieszczenie zaśmiecone hotelowymi ulotkami, znajduje się w jednej z wielu podziemi hotelu, na tyle blisko tunelu metra, że ​​okresowo w nim poruszają się przejeżdżające pociągi. Ostatnie 18 lat spędził, pracując nad zachowaniem zarówno dziedzictwa hotelu – zbierając stare zdjęcia, menu Terrace Room, programy z rewii łyżwiarskich i fragmenty historii społecznej – jak i jego elementów mechanicznych z czasów kryzysu, z których wiele połączył z nowoczesnymi obiektami. (On także mieszkał w tym hotelu w latach 80. – był członkiem kościoła).

Szef kuchni z tortowym modelem hotelu. Kiedyś „New Yorker”.

Szef kuchni z tortowym modelem hotelu. W pewnym momencie kuchnie New Yorkera zapewniały także wszystkie posiłki podczas lotów LaGuardia i prowadziły tam dwie restauracje: Aviation Terrace i Kittyhawk Lounge. (Archiwum hotelowe)

Patrzysz na nowoczesne hotele, w których wszystko jest skrzypiące i nowe, i zmierzamy w tym kierunku, ale sposób, w jaki ten hotel został zbudowany i jego charakter, życie innych hoteli dobiegnie końca, a „New Yorker” idź dalej, powiedział. Nazwa sugeruje, że jest to obywatel. Jest Plaza, Waldorf i St. Regis, ale tylko ten bierze udział. Ale w przeciwieństwie do ludzi, którzy starzeją się tylko w jednym kierunku, budynek można modernizować.

I w przeciwieństwie do tych elitarnych hoteli, New Yorker zawsze był kwintesencją miasta, od którego wziął swoją nazwę, obiektem o zasadniczo demokratycznym charakterze, który nie miał takich bogatych klientów ani wpływów w rejestrach społecznych – balów debiutanckich i organizacji charytatywnej korzyści – aby chronić je przed trudnymi momentami w historii miasta lub luksusem lokalizacji w bardziej rzadkich dzielnicach parkowych, takich jak Carlyle czy Ritz. „The New Yorker” zawsze był w centrum wydarzeń: pizzerie za dolary, McDonalds, sklepy z elektroniką, hurtownie tkanin, Madison Square Garden, Moonies.

Myślę, że „New Yorkerowi” zawsze udawało się przyciągać do siebie ludzi o różnych doświadczeniach życiowych i różnych ścieżkach życia – stwierdził Bell. „The New Yorker” był Nowym Jorkiem. I mówię w czasie przeszłym, ale myślę, że mogłoby to być znowu.

Hotel nigdy nie będzie pięciogwiazdkowy, przyznał pan Kinney. Sporządziliśmy biznesplany, które kosztowałyby setki milionów dolarów. Pokoje nie są wystarczająco duże, okolica nie jest w porządku, a przede wszystkim to nigdy nie był hotel pięciogwiazdkowy.

Trzeba być wiernym temu, kim się jest, pomyślał. Powiedział, że hotel New Yorker jest przeznaczony dla ludzi biznesu, a nie dla króla Syjamu.