Ziggy Gold Dust: David Pullman zbił fortunę na obligacjach Bowiego; Przewróć się Marvin Gaye!

David Pullman przegląda swoje klipy prasowe. On jest

wielozadaniowość na zakończenie kolejnego pracowitego dnia w swojej pojemnej Piątej Alei

biuro z widokiem na Central Park. Ma prawnika zajmującego się rozrywką w Los Angeles

przez telefon głośnomówiący, handlarz dziełami sztuki w centrum miasta i asystent wykonawczy

(jeden z pięciu, którzy dla niego pracują) czekający na uzyskanie O.K. na jego weekend

trasa. Ale to folder z klipami informacyjnymi, do którego ciągle wraca.

Jest ich wiele, wszystkie z miłością skopiowane w kolorze,

przejrzyście zebrane i zaprezentowane w gustownych książeczkach z kolorami czerwonym i niebieskim

logo herbowe jego Grupy Pullman. Cofając się o dwa lata,

artykułów – Jest ich ponad 3000 – mówi podekscytowany pan Pullman – wszystkie śpiewają

pochwały pana Pullmana i więzi, które stworzył dla Davida Bowiego, Ashford

& Simpson, bracia Isley i James Brown. Bond Whiz obraca notatki

Złoto – grzmi jeden z nagłówków; David Pullman: Człowiek o wartości 55 milionów dolarów, czytamy w innym.

Jego promienna, ząbkowana twarz zdobi wielu z nich. To mój ulubiony, mówi,

wyciągam najnowszy artykuł z Time’a

nazwał go jednym ze 100 największych innowatorów nowego tysiąclecia. Podoba mi się to

też jeden, mówi o „Wall Street Journal”.

Artykuł dotyczący obszarów roboczych. Zdjęcie pokazuje, jak uśmiecha się do kamery w swoim biurze.

Bo tu nie chodzi o moją pracę, tylko o moje biuro.

Pan Pullman (38 l.) uwielbia swoje miejsce do pracy. On jest średni

wzrostu i jeszcze nie ustąpił łysieniu, słabo porośniętemu splątanym włosem

szorstkich ciemnych włosów. Skacze po swoim biurze na Górnej Szóstej Alei jak dziecko

w sklepie ze słodyczami tryskają z niego potoki słów i fragmentów zdań.

Jest tak wiele do pokazania zwiedzającym. (Zbliżenie sali recepcyjnej

malowidła ścienne i widok gości z biurka pana Pullmana, przejdź do

wycieczka po wirtualnym biurze na www.pullmanco.com.)

Jest jego kolekcja sztuki współczesnej, jego seria Broadwayu

oraz plakaty taneczne – wszystkie z podpisami aktorów i tancerzy – zdjęcie z autografem

Znak zodiaku pierwszego stycznia

jego ulubiona baletnica z Pensylwanii, Dede Barfield (Dla Davida jesteś wspaniały

przyjaciel. Zawsze dużo miłości, Dede). I oczywiście jego duma i radość: a

kolekcja złotych i platynowych płyt oprawionych w ramki i powieszonych na ścianie,

zeznając na temat swoich transakcji obligacji. Złota płyta Davida Bowiego. Platynowe za

Ashford & Simpson, James Brown i bracia Isley. Prezentowane w świetnej formie

wyrazy uznania dla Davida Pullmana, założyciela, prezesa i dyrektora generalnego z Pullmana

Grupa, czytają. Rozdajemy je po każdej transakcji. Są wyjątkowe. Ty

nie mogę ich zdobyć. Ich wykonanie zajmuje sześć miesięcy – zachwyca się.

Wszystko – wycinki, zamontowane nagrania, biuro,

asystenci – stanowią niewielką miarę sławy pana Pullmana. I to wszystko

wynika z tego, co, jak twierdzi, było jego pomysłem na spieniężenie przyszłych zarobków

legendy muzyki. Dla pana Pullmana było to objawienie. Nigdy więcej chłosty

poręczenia hipoteczne – teraz zbliżyłby się do takich artystów jak Bowie i Mr.

Brązowy; teraz on też może zostać gwiazdą rocka. I cieszyłby się z tych gadżetów:

profile w gazetach, życie nocne, siła przebicia. Nagle stał się

Gracz, i czy to nie było zabawne?

Ale ten pomysł, który tak uwielbia prasa – jak gorący jest? I zrobił

Pan Pullman w ogóle na to wpadł? W sierpniu tego roku na przykład stan

sąd orzekł, że pan Pullman nie może rościć sobie praw własności do obligacji Bowiego

własność intelektualna.

A sam rynek? NIE

więcej niż kolejny niszowy biznes, stwierdził Bill Zysblat, będący celem tego pozwu

i konkurentem, co prawda, ale takim, który postrzega rynek jako ograniczony.

Po transakcji z Bowie

W 1997 roku wszyscy myśleliśmy, że rynek tantiem muzycznych może sięgać nawet 1 miliarda dolarów,

powiedział pan Zysblat z konkurencyjnej firmy EFI Entertainment. Okazało się, że nie

żeby tak było. Obecnie rynek wynosi nie więcej niż 100 milionów dolarów, a zainteresowanie jest wyższe

stawki też nie pomagają.

Pullman twierdzi, że biznes nigdy nie był lepszy. On

twierdzi, że od czasu występu Bowiego zawarł kontrakty o wartości 105 milionów dolarów, i on

spodziewa się, że umowa z Marvinem Gaye będzie ośmiocyfrowa. Życie, własne

opinia jego ciężko pracującego publicysty jest dobra.

Dowód: pięć zapisów na ścianie i 3000 artykułów. Ale

w tej chwili martwi się o następny. Czy myślisz, że będzie

problem z moim cieniem o godzinie piątej? – pyta fotografa

pociera brodę. Naprawdę się dzisiaj ogoliłem, ale wcześnie. Mam gęstą brodę,

prawda? – pyta z wybuchem śmiechu.

Bankowość na Bowiego

Cztery lata temu pan Pullman, absolwent Wharton, był ale

anonimowy bankier inwestycyjny odpowiedzialny za grupę sprzedaży aktywów strukturyzowanych pod adresem

Gruntal & Co. Pewnego dnia poznał pana Zysblata, menadżera biznesowego Davida

Bowiego, który w tamtym czasie szukał sposobów wykorzystania finansowego skały

obszerny katalog piosenek gwiazdy.

Według pana Pullmana był to jego pomysł: wyemitujmy a

obligacji, zabezpieczonej tantiemami pochodzącymi ze wszystkich wydanych piosenek Davida Bowiego

do nabycia. Pan Bowie otrzyma część gotówki i inwestorzy instytucjonalni

obligację z oceną A i wyższą rentownością niż standardowa emisja obligacji skarbowych plus

seksapil wynikający z więzi Davida Bowiego. W styczniu 1997 roku transakcja została sfinalizowana i

Prudential Insurance kupił całą emisję za 55 milionów dolarów. Mówi pan Zysblat

pomysł był jego: Pullman był tylko agentem pośrednictwa pracy. Sprzedał obligację.

David jest świetnym sprzedawcą, ale po prostu nie potrafi uporządkować faktów. Co się tyczy

Powiązania pana Pullmana z Bowiem nie zrobił nic innego, jak tylko potrząsnął gwiazdą rocka

strony przy sfinalizowaniu transakcji – twierdzi Zysblat.

Kwaśne winogrona, odpowiada pan Pullman. Byłbyś defensywny,

także, gdybyś był oskarżonym w wielomiliardowym pozwie. I nie widzę

wszelkie oferty pochodzące od niego. Kontynuuje: Przyszło mi do głowy coś. To

był nowy. Poszedłem dalej i zrobiłem to. Ludzie myśleli, że zwariowałem. Trzy miesiące

później, to był dobry pomysł. Sześć miesięcy później był to pomysł wszystkich innych. Jeśli ja

nie powiodło się, to byłby mój pomysł.

Podczas oferty Bowiego pan Pullman przeniósł się do Fahnestock

& Co., aby skupić się bardziej na biznesie związanym z tantiemami muzycznymi. Następnie wszedł w

rozmawia z Panem Zysblatem, Prudentialem i różnymi innymi stronami, aby spróbować utworzyć

podmiot do zawierania większej liczby takich transakcji. Tak nie miało być i rozmowy zostały przerwane

dużo zawziętości.

Latem 1998 r. pan Pullman założył firmę Pullman

Group i miał zamiar wykorzystać zamieszanie wokół Bowiego Bonda

sukces. Dziś firma jest głównym podmiotem na wprawdzie małym rynku,

chociaż inni, jak pan Zysblat, również odważyli się wejść. Grupa Pullman

składa się z siedmiu analityków-prawników z siedzibą w Nowym Jorku i Los Angeles. Ale pan.

Pullman chce wzmocnić swój personel: reklamuje się jego witryna internetowa

analitycy docelową wielkość transakcji od 25 do 100 milionów dolarów; poszukiwani przebojowcy.

Ale zanim doszliśmy do tego punktu, należało rozwiązać pewne kwestie prawne

zająć się. W listopadzie 1999 r. Pullman wniósł przeciwko niemu pozew na kwotę 2,5 miliarda dolarów

byłych kolegów oskarżających o kradzież własności intelektualnej, tajemnic handlowych i

innowacyjna wiedza specjalistyczna. W sierpniu pozew został oddalony w stanie Nowy Jork

Sąd Najwyższy. Tak orzekła sędzia Beatrice Shainswit, podobnie jak uczynił to pan Pullman

pracował wówczas dla Gruntala, nie posiadał żadnego prawa własności do żadnego z nich

szczegóły i modele użyte w umowie Bowiego.

Pan Pullman już napełnił. Mamy ich w biegu

teraz tak, jak lubimy, mówi beztrosko.

Pozew dał mu jednak lekcję: w razie wątpliwości daj klapsa

na znaku towarowym. W związku z tym pan Pullman stał się obsesją, jeśli nie

renegat, właściciel znaku towarowego. Logo firmy-będące jednocześnie jego tarczą rodzinną (jak w

rodzina wagonów Pullman – utrzymuje), którego zdjęcie w ramce wisi

jego biuro jest znakiem towarowym. Również odrębny znak towarowy: nazwa Pullman

siebie, Pullman Group, Pullman Bonds i hasło firmy – Securitizing

przyszłość.

Nawet w swojej literaturze zastrzegł znak towarowy Bowie Bonds

chociaż Urząd Patentów i Znaków Towarowych Stanów Zjednoczonych odmówił we wrześniu 1999 r

zatwierdzić jego użycie. Na swojej stronie internetowej urząd ds. znaków towarowych odwołuje się do

Status znaku towarowego Bowie Bonds jako porzucony. Wydaje się, że to nie przeszkadza p.

Pulmanowski; poprosił swoich prawników o ponowne złożenie wniosku do urzędu ds. znaków towarowych.

Jestem jedynym facetem na Wall Street, który robi to, co robię, więc ja

trzeba zastrzec znak towarowy. Kontroluję wszystko w 100 procentach, nie ma nikogo z zewnątrz

inwestorzy. A więc tarcza, logo, hasło – to wszystko wymyśliłem. Brać

hasło: „Bezpieczeństwo przyszłości”. To był mój pomysł – mówi z dumą.

Przez jakiś czas rozważał pierwszą ofertę publiczną. A

wielu dużych ubezpieczycieli chciało mnie upublicznić. Mieliśmy markę i już

był także Internet i własność intelektualna, mówi. Ale miałem

obawy dotyczące prywatności.

Szczególnie ostrożnie podchodzi do zysków. Pod względem

rentowność, mówimy o liczbach ośmiocyfrowych – kontynuuje. Jeśli chodzi o jego osobiste

wartość netto, jest równie tajemniczy; przyznaje, że zainwestował ponad milion

dolarów na giełdę, ale to wszystko. Dla mnie – mówi –

wszystko jest prywatne.

Na mieście

Biorąc to pod uwagę, pan.

Pullman lubi życie publiczne. Samotny, bogaty, półsławny, po prostu wychodzi

o każdym wieczorze, na wernisaże galerii sztuki, na akcje charytatywne, do swojej ukochanej

balet. Jest także trenerem toru w Central Parku. I nawet nie nosi

oglądać. Po prostu mam wyczucie czasu – mówi.

Pewnej nocy w połowie listopada brał udział w dwóch wydarzeniach: a

zapowiedź wyprzedaży dzieł sztuki współczesnej w domu aukcyjnym Phillips, po której nastąpi a

pokaz filmów Wernera Fassbindera w MoMA, gdzie zasiada na stanowisku juniora

komisja. Wystawa sztuki zapełniła się bystrymi, młodymi właścicielami galerii sztuki. Pan

Pullman chłonął całą scenę: wysokie białe ściany, poplamione obrazy i hałas

głośna rozmowa o koktajlu. Wydawało się, że zna wielu sprzedawców dzieł sztuki;

w istocie jako agresywny nabywca sztuki współczesnej kupował mnóstwo dzieł sztuki

z nich.

Nie boi się nawiązywać rozmów. Jego wzrok błądzi

tęsknie od obrazu Gerharda Richtera za 250 000 dolarów do smukłych kształtów

wirując wokół niego.

Szklanka wody Perrier zawsze w dłoni (Pan Pullman

nie pije i nie pali; ani kofeiny ani napojów gazowanych), odchodzi od jednego

rozmowę z następnym. Wizytówki pojawiają się magicznie w jego dłoni

dłoni, wyjętą z małej kieszeni wszytej po wewnętrznej stronie marynarki

dwurzędowy garnitur w kredowe paski. Weź Polaroid i wyślij go do mnie

w biurze – wyślę to do mnie w Los Angeles w weekend – powiedział do:

młoda kobieta próbująca zainteresować go nadchodzącą wystawą artysty.

Jest urocza, powiedział. Inteligentne też. Poszła do Princeton.

Ale czy te wszystkie spotkania towarzyskie go nie męczą? Zupełnie nie.

Pobudza moją kreatywność i utrzymuje mnie w doskonałej kondycji. Uwielbiam z nimi rozmawiać

ludzie… oglądający te wszystkie eksponaty. I wiesz co? Roześmiał się. Są

wszystko też za darmo.