Sześć lat temu moi kuzyni z South Jersey opowiedzieli mi mały żart:
„Dlaczego Orły jedzą płatki z pudełka?”
Odpowiedź: „Ponieważ dławią się, gdy zbliżają się do miski”.
To na to wygląda, prawda? Analitycy bez przerwy spierają się na temat tego, czy skuteczność sprzęgła rzeczywiście istnieje w baseballu, ale trudno zaprzeczyć, że występuje ona w profesjonalnej piłce nożnej. W baseballu sukces posezonowy jest w dużej mierze sprawą przypadkową, ale w piłce nożnej słowa „po sezonie” i „sukces” są praktycznie zbędne. Jeśli nie wygrywasz ważnych meczów, nie odniesiesz sukcesu.
Na przykład, gdybym zapytał cię, który trener ma wyższy procent wygranych i przegranych w karierze w sezonie zasadniczym, Andy Reid czy Bill Belichick, odpowiedziałbyś: Belichick, prawda? No cóż, miałbyś rację, ale czy mógłbyś zgadnąć o ile? Z pewnością człowiek, który był na czterech Super Bowl i wygrał trzy z nich, zostawia człowieka z tylko jednym przegranym zwycięstwem w Super Bowl w tyle, prawda? W rzeczywistości bilans Belichicka w sezonie zasadniczym to 138-86, a W-L wynosi 0,616%. Reid ma 97-62-1 za 0,610%. To okres posezonowy sprawia, że Belichick jest przyszłym zawodnikiem HOF: ma bilans 15-4 (0,789%) w stosunku do 10-7 Reida (0,588%).
Niedzielna porażka Philadelphia Eagles z Arizona Cardinals w meczu o mistrzostwo NFC nie dostarcza niezbitego dowodu na to, że Reid to choker, a wytwórnia, z którą żyje od Super Bowl w 2005 roku, kiedy jego Orły marnowały cenny czas w końcowych minutach po porażce 24-21 z New England Patriots z Belichick. Prawda jest taka, że Orły były w tym meczu zdecydowanie słabsze, że Patriots byli znacznie lepszą drużyną i że Filadelfia faktycznie pokonała przewagę. Jednak większość fanów pamięta tylko to, że Orły miały szansę na zwycięstwo i ją zmarnowały.
Niezależnie od tego, czy szarża spowodowana tym meczem jest sprawiedliwa, czy nie, wskazuje to na coś ważnego w przypadku drużyn Reida: wydaje się, że nigdy nie są przygotowane na ważne mecze.
Wina za niedzielną porażkę spadnie, jak zawsze, na barki rozgrywającego Donovana McNabba, ale jak zwykle jest to wina niesprawiedliwa. McNabb był jedyną rzeczą w drużynie Eagles, która w niedzielę spisał się dobrze: podał na 375 jardów i trzy przyłożenia, wbiegł na kolejne 31 jardów i pod koniec meczu podniósł swój zespół z deficytu 24-6 do przerwy na jednopunktowe prowadzenie. gra. To powinno wystarczyć do zwycięstwa. W tym momencie nadszedł czas, aby ktoś inny wykonał wielki cios, wielki kopniak, wielki bieg – coś – przedłużyć grę dla Orłów.
Jak zwykle do wielkiego zagrania nigdy nie doszło, a przynajmniej do ważnego zagrania kogokolwiek innego niż McNabb, który rzucił trzy Podania TD w drugiej połowie. Przeciwko drużynie, którą zaledwie kilka tygodni wcześniej pokonali 48-20 i którą mieli okazję pokonać ponownie nawet na własnym boisku Cardinals, Orły nie mogły zrobić prawie nic dobrego w pierwszej połowie. Arizona strzeliła gola w pierwszych czterech posiadaniach, podczas gdy obrona Eagles, która w poprzednich siedmiu meczach zajmowała pierwsze miejsce w lidze, nie była w stanie zapewnić odpowiednich osłon ani odbiorów.
W ataku Orły były tłumione przez błyskawice, których nie byli w stanie zidentyfikować aż do przerwy, kiedy ktoś musiał poinformować Reida i jego sztab, że „Hej, oni prowadzą ten sam rodzaj ataków” – dwóch mężczyzn po jednej stronie, w prawo lub w lewo , zwykle dodatkowy obrońca lub obrońca w pakiecie z jednym lub dwoma facetami udającymi z drugiej strony – „to mamy działał na wszystkich innych. Potem w drugiej połowie grali już wyłącznie Orły; wygrali trzecią i czwartą kwartę wynikiem 19-8, a McNabb prowadził atak powrotny. Kiedy jednak obrona po raz kolejny stanęła przed zadaniem odegrania decydującej akcji w decydującej czwartej kwarcie Arizony, Albert DeSalvo nie mógł wykonać lepszego duszenia.
Po meczu, przeglądając statystyki, zdumiewające było, jak wiele małych rzeczy Filadelfia zrobiła, żeby sobie zrobić krzywdę. Wyprzedzili Arizonę 450 jardów do 369, ale oddali 60 z tych jardów po odbiorach kopnięć i mieli o 50 jardów więcej ocenionych w rzutach karnych niż Cardinals. David Akers może wziąć na siebie większą odpowiedzialność za porażkę niż zwykły kicker. Nie trafił w bramkę z gry z 49 jardów – nie było to przewinienie, ale raz wybił piłkę poza boisko, zapewniając drużynie Cardinals doskonałą pozycję na boisku na ich własnej linii 40 jardów, a także stracił dodatkowy punkt, zmuszając drużynę Eagles do ataku. dwa po późniejszym niszczycielu czołgów (którego nie udało się przekonwertować).
Dla kontrastu, Cardinals zrobili prawie wszystko dobrze, pozwalając tylko na dwa worki na Kurcie Warnerze, popełniając zaledwie trzy nieszkodliwe rzuty karne z pięciu jardów, a nawet całkiem nieźle operując piłką (w sumie 102 jardy do 97 jardów drużyny Eagles – choć Filadelfia grała najwięcej meczu w trybie comebacku i przez to miał znacznie mniej okazji do szybkiej gry).
Kurt Warner jest, moim zdaniem, najlepszym rozgrywającym w piłce nożnej, a jego świetny odbierający, Larry Fitzgerald, który złapał dziewięć podań przeciwko Eagles na 152 jardy i trzy przyłożenia, jest najlepszym skrzydłowym. Jednak Cardinals nie zdobędą trzech przyłożeń przeciwko Pittsburgh Steelers w pierwszej połowie Super Bowl, niezależnie od tego, jak bystry jest Warner. Obrona Steelers tak naprawdę nie jest lepsza od defensywy Orłów – Pittsburgh tracił średnio 14,4 w ciągu ostatnich siedmiu meczów, o 3,5 więcej niż Filadelfia – ale nie tracą krycia, nie tracą kopnięć ani nie osiągają gorszych wyników w ważnych meczach. Cóż, przynajmniej do tej pory tego nie zrobili.
Tymczasem musimy się zastanawiać, czy Cardinals nagle stali się tak dobrzy, czy po prostu mieli szczęście grać z Philadelphia Eagles w ważnym meczu.