Był czas, kiedy cierpienie dla swojej sztuki często oznaczało właśnie to: lata zapomnienia przerywane telefonami zmartwionych rodziców z pytaniami, czy jesz wystarczająco dużo. Ale nie teraz.
Dzisiejszy świat sztuki to znacznie bardziej biznes niż w latach 70., mówi Mirabelle Marden, 28-letnia współwłaścicielka galerii Rivington Arms w Lower East Side i jako córka artystki specjalizującej się w sztuce abstrakcyjnej szara eminencja , Brice Marden, prawdziwy członek rodziny królewskiej w centrum miasta. To wszystko jest teraz o wiele większe.
W ubiegły weekend pani Marden i jej partnerka biznesowa Melissa Bent uczestniczyły w rozprawie na targach sztuki NADA w Miami. Większość prezentowanych prac Rivington Arms została już sprzedana w godzinach otwarcia NADA, a kolekcjonerzy pozostawili po sobie ślad wyprzedaży oznaczający czerwone kropki.
Przy cenach wahających się od 800 do 4000 dolarów towary Rivington Arms były okazjami. Wiele z nich zostało wyprodukowanych przez artystów tuż po ukończeniu studiów i rozpoczęciu legalnego picia. Kolekcjonerski kult młodości spotyka się z nowym profesjonalizmem.
Jak twierdzi pani Marden, studenci kierunków artystycznych mają teraz inne podejście do swojej sztuki. Mogą sobie wyobrazić posiadanie kariera .
Aby zaostrzyć ten kontrast, wystarczy spojrzeć na własnego ojca. Mając 68 lat, powitano go retrospektywą w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, którą można było oglądać do 15 stycznia 2007 r. Tej jesieni firma Gap zatrudniła go do modelowania ich T-shirtów i uosabiania, hm, dziedzictwa tej sieci w zakresie samodoskonalenia. ekspresja i indywidualność.
Znak horoskopu na 28 grudnia
Ale to nie zdarzyło się z dnia na dzień. Pan Marden rzucił szkołę hotelarską w 1958 roku, poślubił uderzającą Pauline Baez – siostrę piosenkarki folkowej, a następnie kochanki Boba Dylana Joan – i zapisał się na studia magisterskie w Yale. program. Jak zażartował w zeszłym miesiącu Charliego Różę , jego pierwotna inspiracja była prosta: zająłem się malarstwem, aby spotkać te piękne kobiety, które widywałem w Greenwich Village w latach 60-tych.
Ale w 1963 roku ten stopień Ivy nie przypominał jeszcze obecnej licencji na drukowanie pieniędzy. Przez kilka następnych lat pan Marden bezskutecznie rozsyłał pocztą podania o stanowisko nauczyciela, podróżując od kalifornijskiej szwagierki Joan do paryskiego mieszkania teścia Alberta, spotykając się z luminarzami undergroundu tamtej epoki i, jak sam przyznaje, palił papierosy. spore ilości marihuany.
Dopiero pod koniec dekady, po rozwodzie i ponownym małżeństwie z Helen Harrington (obecnie także malarką), pan Marden wyrósł na kultowego, najlepiej zarabiającego człowieka.
Po drodze jego córka Melia stała się czymś w rodzaju intelektualistki. W 1983 roku Robert Mapplethorpe sfotografował Melię Marden jako nagie dziecko. W wieku 14 lat przeprowadziła ona wywiad z Fran Lebowitz w Wywiad , a następnie w 2003 roku ukończyła Harvard, gdzie projektowała kostiumy, i rozpoczęła naukę we Francuskim Instytucie Kulinarnym, a także krótko napisała o modzie dla Czas .
Starsza córka Mirabelle poszła bardziej bezpośrednią drogą. Po ukończeniu Sarah Lawrence College ona i jej koleżanka z klasy, pani Bent, otworzyły Rivington Arms w Lower East Side. Wiedziałam, że chcę być blisko sztuki i w tej okolicy czułam się najlepiej – powiedziała. Dziwnie brzmi stwierdzenie, że spotykaliśmy się z artystami towarzysko, ale nie szukaliśmy ich. Spotykaliśmy się ze wszystkimi, którzy wychodzili ze szkoły w tym samym czasie co my.
Firma Rivington Arms zebrała mnóstwo pozytywnych komentarzy. Pani Marden osiągnęła status dziewczyny „It” – w cieniu kamery Patricka McMullana, profilowanej Moda , ochrzcił nawet ponurą twarz New Bohemians na Manhattanie Magazyn New York Times tę ubiegłą jesień.
W tym roku Rivington Arms była jedną z ostatnich galerii, które fizycznie przeniosły swoje dzieła na stoisko NADA, ostentacyjnie przemykając obok swoich już przygotowanych sąsiadów na targach, powiedział jeden z właścicieli galerii NADA z Nowego Jorku. Zamierzona wiadomość wydawała się brzmieć: Nie musimy się spieszyć.
Mirabelle pokazuje dobrych artystów i najwyraźniej zależy jej na tworzeniu mocnych, młodych wypowiedzi estetycznych – powiedział handlarz. Ale zawsze chce wyglądać tak, jakby nigdy nie starała się za bardzo, jakby wszystko przebiegało bez wysiłku.
ZOBACZ TAKŻE: Królowa współpracy Sarah Andelman kuratorką pierwszego w historii Art Basel wejścia na rynek handlu detalicznego
Pewnego wieczoru podczas Art Basel Miami Beach pani Marden zjadła kolację na prywatnej kolacji prowadzonej przez tamarę Mellon, grubą rybę Jimmy’ego Choo, łamając się chlebem z über-dealerem i wieloletnim przyjacielem rodziny Larrym Gagosianem, kolekcjonerem blue chipów Aby Rosenem, szefem domu aukcyjnego Simonem de Pury i – ponieważ regulamin imprez w South Beach najwyraźniej nakazuje obecność co najmniej jednej siostry Hilton przez cały czas – Nicky Hilton.
Ale następny wieczór był zdecydowanie bardziej zgodny z jej programem. Pani Marden była gospodarzem festynu dla reżysera Ardena Wohla – niedawnego studenta Uniwersytetu Nowojorskiego. grad, natch – z ulubieńcami indie-rocka Clap Your Hands Say Yeah i obecnością, jak się wydawało, połowy Williamsburga.
Imprimatur pani Marden w centrum miasta wydaje się równie istotne dla popularności niektórych jej artystów, jak ich rzeczywisty talent. Zdjęcia Hanny Liden przepełnione horrorami mają niezaprzeczalną moc, ale wielu z jej niezwykle młodych artystów dopiero zaczyna odkrywać swoje. Czy ona i jej stajnia przejdą na wyższy poziom – czy w ogóle muszą?
W tym roku współzałożyciel NADA i galerysta Chelsea Zach Feuer (również 28-letni) założył sklep w Art Basel.
NADA zawsze miała być platformą startową dla nowych galerii, powiedział. Chciałem pomóc im nabrać pewności siebie, aby móc powiedzieć: „Nie, nie dam ci 40% zniżki tylko dlatego, że nigdy nie słyszałeś o tym artyście”.
Czy zatem zaleciłby Rivington Arms przejście z NADA do Bazylei w przyszłym roku? Zdecydowanie, powiedział ze śmiechem.
Pani Marden wydawała się nieco nieśmiała, jeśli chodzi o członkostwo w nowym zakładzie. To prawda, że przeniosła już swoją galerię z adresu imiennego do większych wykopalisk na East Second Street. Być może czułaby się niekomfortowo, pracując tak blisko świata ojca? Przecież targi w Bazylei były pełne jego obrazów, w tym jedno solidne szare płótno zaoferowane przez nowojorskiego galerystę Nicka Acquavellę za fajne 1,7 miliona dolarów. Czy mogła sobie wyobrazić, że pewnego dnia będzie sprzedawać siedmiocyfrowe dzieła?
– Nie biorę tej przynęty – oznajmiła pani Marden. Nigdy nie chciałam, żeby mnie oceniano wyłącznie na podstawie nazwiska. Dlatego nie nazwaliśmy galerii Marden-Bent. Przerwała i zmarszczyła nos. Poza tym brzmiałoby to zbyt górnolotnie.