Choć temat jest poważny, oratorium „Emigré” to czysty schlock

Wykonawcy stoją na scenie, a za nimi muzycy

Zespół „Emigré”.Chrisa Lee

Pod koniec lat trzydziestych tysiące europejskich uchodźców żydowskich wyemigrowało do Szanghaju. Podczas gdy inne kraje zamknęły swoje granice dla uchodźców żydowskich, Chiny zezwoliły uchodźcom na wjazd bez wiz. Skończyło się to w 1941 r., kiedy siły okupacyjne Japonii wstrzymały wszelką imigrację Żydów do Chin i zmusiły prawie 23 000 żydowskich uchodźców do umieszczenia w getcie, formalnie zatytułowanym Zastrzeżony Sektor dla Bezpaństwowych Uchodźców. Ta historia jest tematem Wychodźca, oratorium z muzyką Aarona Zigmana i tekstami Marka Campbella, z dodatkowymi tekstami Brocka Walsha. Utwór miał swoją premierę w USA w czwartek z New York Philharmonic pod batutą Long Yu, który zamówił utwór także dla Szanghajskiej Orkiestry Symfonicznej.

Można by się spodziewać, że tak poważna tematyka zaowocuje bogatą, przemyślaną pracą na temat różnorodnych form przemieszczenia i różnicy; jak żydowscy uchodźcy kontaktowali się z obywatelami Chin przed okupacją japońską? Jak to się zmieniło, kiedy zostali zmuszeni do przeprowadzki? Ale mimo całego zainteresowania jego przesłanką, Wychodźca bardziej przypominał Disneyowską wersję historii, w całości zawierającą muzyczne, poetyckie i dramatyczne klisze.

ZOBACZ TAKŻE: Nowo odkryta akwarela JMW Turner trafia na aukcję

Zigman jest w dużej mierze kompozytorem filmowym, ma na swoim koncie m.in Notatnik I Most do Terabithii . Nazwisko Campbella jest bardziej znane słuchaczom muzyki klasycznej; jego operę Cicha noc z Kevinem Putsem zdobyli nagrodę Pulitzera w 2012 roku. Żaden z nich nie był właściwym wyborem ze względu na tę tematykę i podejście. Wychodźca nie jest oratorium. Najbardziej pragnie być teatrem muzycznym, ale nawet najgłupsze wpisy tego gatunku mają przynajmniej pełną scenę do pracy, a każdy autor tekstów godny tego miana mógłby wymyślić mądrzejsze wersety niż te.

Występuje dwóch śpiewaków przy wsparciu dużego chóru

Arnold Livingston Geis i Matthew White z chórem Filharmonii Nowojorskiej.

Język muzyczny Zigmana jest codzienny; w większości użyteczna, ale z kilkoma niespodziankami i tendencją do bycia zarówno zbyt głośnym, jak i powtarzalnym. Jest w nim kilka całkowicie oczekiwanych, chińsko brzmiących elementów muzycznych: klocki i skale pentatoniczne. Jest też cha-cha, bo czemu nie? W momentach, które nie wymagają takiej głośności, jest dmuchanie i przesadnie, a podczas bombardowań za sceną zamykających przedstawienie jest prawie bezgłośny. Całe przedstawienie brzmiałoby lepiej w mniejszym składzie, zamiast gdy wszyscy członkowie sekcji grali w tej samej roli.

Libretto Campbella jest jednak czystą bzdurą zarówno w skali mikro, jak i makro. Bracia Otto i Josef (podkreślenie „juh”) Bader (odpowiednio tenorzy Matthew White i Arnold Livingston Geis) przybywają z Berlina do Szanghaju – latarnia morska na cichym brzegu. Josef szybko zakochuje się w Linie Song (Meigui Zhang), młodej Chince, która mieszka z ojcem Wei (pseudonim bas-baryton Shenyang) i siostrą Li (Huiling Zhu). Każda rodzina sprzeciwia się wyborom kochanków ze względu na rasizm i strach, ale Josef i Lina nie ustępują. W miarę jak japońska okupacja ciąży na Szanghaju, żydowskie postacie zostają przeniesione do getta i zakazane jest im kontaktowanie się z chińskimi mieszkańcami. Otto niechętnie zakochuje się w bezczelnej córce rabina o imieniu Tovah (Diana Newsome), jedynej postaci, która ma choć odrobinę żywotności i która zasługuje na kogoś równie zabawnego jak ona. Josef i Lina pobierają się w tajemnicy, a wszyscy bohaterowie spotykają się podczas nalotu bombowego, aby walczyć o przyjęcie pary. Mężczyźni trzymają się swoich uprzedzeń, ale Li i Tovah opowiadają się za siłą miłości. Następnie spada bomba i zabija ich oboje, pozostawiając Josefa i Linę w żałobie z ich teraz zjednoczonymi rodzinami.

To zbiór najbardziej oczywistych klisz związanych z opowiadaniem historii, które nie mają żadnego związku z konkretnym kontekstem: kochankowie zakochują się od pierwszego wejrzenia i istnieją tylko po to, by zostać wstrząśniętym, Tovah otrzymuje przekaz Girl Power o zostawianiu rzeczy kobietom, aby je dokończyły , i nagły zestaw zgonów istnieje czysto mój więcej patosu z tej historii. Nawet drobne rzeczy, takie jak ogromna bariera językowa i szok kulturowy, który dotknąłby żydowskich uchodźców, zostały całkowicie załagodzone. I jeśli w moim podsumowaniu zakończenie brzmi gwałtownie, to nie było nim bardziej niż „jak”. Wychodźca przedstawił to.

Oprócz pozbawionych wyrazistych postaci i fabuły polegającej na malowaniu numerów, Campbell komunikuje się także wyłącznie za pomocą kupletów. Jest z natury głupi, ale staje się jeszcze głupszy ze względu na powagę sytuacji. Jest to dziwna przyjemność, jeśli masz odpowiedni nastrój; słuchanie każdego lirycznego frazesu w ciągu półtorej godziny uświadamia nam, ile wspanialszych dzieł się zużyło, i można czerpać odrobinę radości z samej próby przewidzenia zakończenia każdego kupletu. Włączę Cię do zabawy:

Choćby tylko dlatego, że nie mamy innego wyboru

Choćby tylko dlatego, że wciąż mamy…

Jeśli odgadłeś głos, wygrywasz! Oto runda bonusowa od miłosnego duetu, nieco trudniejsza.

Pewnego razu w nocy

Los rzucił…

Zgadza się, odpowiedź Jest światło! Jeśli widzisz Wychodźca, będziesz mógł rozegrać 90-minutową rundę. Jest mnóstwo innych brzęków: Każde okno jest przezroczyste, śpiewa Josef. Później wracają okna: Świat, który istnieje, widzimy tylko przez okno. Jesteś moim marzeniem nawet gdy śpię, Tovah i Otto śpiewają sobie nawzajem, zanim podobnie roztopi się umysł, Czekamy najdłużej na czas, który zadecyduje o naszym losie. Nie będę kontynuować; Jestem pewien, że rozumiesz zdjęcie.

Phil był tutaj całkowicie zmarnowany; Trudno mi ocenić ich występ, bo partyturę Zigmana z łatwością mogłaby zagrać licealna orkiestra. To samo można powiedzieć o chórze, który w kulminacyjnych momentach nie miał nic do roboty poza powtarzaniem wersów solistów. Brzmieli nieźle i należy ich pochwalić za profesjonalizm, nawet jeśli mnie za to samo nie należy. Było też całkiem niezłe śpiewanie i dużo gry aktorskiej; Geis w roli Josefa ma cudowne brzmienie tenorowe, idealne dla klasycznego teatru muzycznego i w stu procentach oddał się swojej postaci takiej, jaka była. Shenyang to bas-baryton o zaskakująco lekkim brzmieniu i wyrazistym brzmieniu. Meigui Zhang jako Lina był sympatyczny i miał giętki i zrównoważony dźwięk. Matthew White miał bardzo trudną partię wokalną – Zigman dawał mu prawie same wysokie noty – i spisał się nieźle. Mary Birnbaum dobrze wykorzystała tę przestrzeń w swoim kierunku, ale niewiele mogła zrobić z tak uproszczonym tekstem. Cała obsada, orkiestra i ekipa poradziłyby sobie lepiej w utworze, który mocniej wykorzystałby ich talenty. W rzeczywistości zrobili, co mogli, z otrzymanego materiału, tak jak to robią wszyscy profesjonaliści. Mam nadzieję, że ta linia CV doprowadzi ich do lepszych (muzycznych) brzegów.