Wiśnia — Mary Karr. Wiking, 276 stron, 24,95 dolarów.
Czy tworzenie wspomnień powinno być celem naszego istnienia, czy przypadkiem, który zdarza się, gdy talent i niezwykła historia zbiegają się w jedną całość?
Być może niesprawiedliwe jest zrzucanie winy za szaleństwo pamiętnikarskie na Mary Karr, mimo że na okładce jej nowej książki znajduje się właśnie informacja, że „Klub kłamców” (1995), jej bestsellerowa relacja z dzieciństwa we wschodnim Teksasie, zapoczątkowała renesans gatunku. To nie jej wina, że żaden z zapalonych autobiografów, którzy poszli za jej przykładem, nie pisał nawet w połowie tak dobrze jak ona. Ale jej nowa książka, Cherry, jest kontynuacją – czeka już w kolejce, by stać się bestsellerową relacją z okresu dojrzewania we wschodnim Teksasie – i ta wyczekująca postawa „ja też” przywołuje na myśl wszystkie nudne wyznania z ostatnich pięciu lat, wszystkie te podobne do siebie ego wydrukowane, oprawione i zamazane, napierające na jeżynę „ja” na ich własnej, jedynej w swoim rodzaju tożsamości.
Ego w Klubie kłamców należało do 7-letniej Mary Marlene Karr (alias Pokey), ale pamiętnikarz zwrócił na siebie uwagę innymi postaciami, w szczególności tatą, ciężko pijącym i ostrym pracownikiem rafinerii ropy naftowej o ostrym kości policzkowe i nos w kształcie jastrzębiego dzioba; i Matka, artystka, także nałogowo pijąca, ekscentryczna na granicy wariata, niechlujna i uwodzicielska jak ostry zapach, który ją otacza, dym, Shalimar i zapach wódki. Alki rodzice Pokeya są egzotyczni, żywi i zapadający w pamięć. Walczą jak banshee. Ich rodzimym idiomem jest Texas sass, pikantny żargon złożony z szorstkości, wulgaryzmów, niewiarygodnych opowieści i prymitywnej poezji codziennego życia w ponurym miejscu.
A Leechfield w Teksasie jest bardzo ponury. Wybrane przez Business Week jako jedno z dziesięciu najbrzydszych miast na świecie, położone jest na upalnym przybrzeżnym bagnie, otoczonym szkodliwą strefą przemysłową. To jeden z najczarniejszych kwadratów na światowej mapie nowotworów. Tata mówi, że Leechfield jest zbyt brzydki, żeby go nie kochać.
Najlepszym powodem, dla którego warto przeczytać „Klub kłamców”, jest tekst. Pani Karr wykonuje manewry wysokie i niskie godne olimpijskiego akrobaty, pochylając się, by zebrać najpodlejsze wulgaryzmy i połączyć je z wzniosłą sztuką. Kiedy tata zabiera rodzinę do matki, która została wysłana do szpitala psychiatrycznego, gwałtowny wzrost rywalizacji między rodzeństwem sprawia, że Mary ma ochotę dać klapsa [swojej siostrze] w tyłek obciętych Levi’sów. Następną myślą Mary (i pamiętajcie, ma 7 lat) jest to, że dłoń Matki uniesiona na pożegnanie przypomina jej bardzo białą orchideę, którą kiedyś znalazłem posypaną proszkiem i rozgniecioną pomiędzy stronami Hamleta. Z tych dziwnych, nieprawdopodobnych elementów pani Karr wyczarowuje szaloną Ofelię umieszczoną na oddziale psychiatrycznym w Teksasie.
Pani Karr robi te same sztuczki w Cherry. Tata rzuca takie słowa: Ta dziewczyna jest brzydka… Trzeba zawiązać kotlet schabowy na szyi, żeby pies się z nią bawił. Leechfield jest bardziej tępy niż gumowy nóż. Wysokie i niskie wciąż mieszają się bezładnie: pomimo tego, co chciał myśleć Humbert Nabokowa, nigdy nie spotkałem dziewczyny tak młodej jak ja wtedy, która pragnęłaby seksu w dobrej wierze.
Niektóre teksty w Cherry są wspaniałe, zwłaszcza fragmenty o narkotykach (przedział czasowy to mniej więcej 1966–1973). W liceum młoda Mary już eksperymentuje z L.S.D.; tutaj wyjaśnia, dlaczego połknięcie czegoś podczas potknięcia powoduje, że jesteś w połowie szalony: [K]to może obliczyć, ile żuć i kiedy połknąć? Poza tym tak wyraźnie wyobrażasz sobie muskulaturę gardła i wydzielane kwasy trawienne – mechanikę jedzenia, która cię obrzydza… Kanapkę trzyma się w dłoni przez cały ranek, aż cała sałata lodowa, krążki z mięsem i pomidorami wypadają na wierzch. być atakowanym przez mrówki. Znacznie później odkryje prędkość: …tygodnie zjadane przez twojego własnego mózgowca – krople wody na gorącej żelaznej patelni.
Pomimo kilku żywych fragmentów, Cherry jest wykonaniem powtarzalnym: brakuje mu świeżości. Rozwiązaniem pani Karr jest odtworzenie szokujących fragmentów, głównie narkotyków i seksu dla nastolatków.
Tytuł i seksowna okładka książki (para wystających nagich nóg, cudownie kobieca) reklamują główne wydarzenie – które jest naturalnie antyklimatyczne, pozbawione orgazmu i tak dalej. Zanim przejdziemy do bona fide fide, czekają nas pierwsze pocałunki (to jakbyśmy z siebie pili) i pierwsze fale w pełni erotycznego pożądania (pod ręką płonie ogień chłodny jak mentol). Niestety, seks w Cherry jest nawiedzany przez molestowanie, którego Pokey doznał w Klubie kłamców, dwie przerażające sceny gwałtownej degradacji.
W czymś, co wygląda na kolejną próbę odświeżenia sytuacji, pani Karr usuwa pierwszą osobę liczby pojedynczej z ostatnich dwóch trzecich słowa Cherry. Przed ósmą klasą Mary jest „ja” – a potem nagle widzimy ją tylko w drugiej osobie liczby pojedynczej, „ty” dotknięte powszechną plagą młodzieńczej samoświadomości. Choć zmiana ta ma pewien sens psychologiczny, w rzeczywistości jest to posunięcie literackie, ogłoszone ukłonem w stronę Twice-Told Tales Hawthorne’a: Tylko wtedy, gdy w swojej książce do angielskiego dla ósmej klasy czytasz historię o pastorze, który upiera się, że patrzy na świat przez czarną welon, czy zdajesz sobie sprawę, że pojawił się niewyraźny wydech, który rzucił zasłonę na wszystko, co widzisz? Przypuszczam, że pani Karr po prostu znudziła się wpatrywaniem się w strony pokryte cienką kreską domyślnego zaimka pamiętnika: Mary Marlene jest w tej książce wszechobecna i prawie zawsze w centrum uwagi; wszyscy inni mają swój mały udział.
Seks, narkotyki i odważne zabiegi stylistyczne nie są w stanie utrzymać Cherry w całości. Klub kłamców był epizodyczny i składał się z serii świetnie oświetlonych scen, ale opowiadał spójną historię, pełną ujawnionych sekretów i spotkanych losów. Sceny w Cherry są w większości bardziej mroczne (dzięki niewyraźnemu wydechowi i różnym substancjom chemicznym), a zagracona historia kręci się zygzakiem bez celu. W końcu, po dziwacznej wycieczce po kwasie w złowrogiej zajeździe, pojawia się rozwiązanie i szczęśliwa perspektywa uzdrowienia przez Mary Karr podzielonej nastoletniej tożsamości i stania się tym samym sobą: dziewczyną, którą była, już dorosłą.
Chyba warto kibicować. Ale jest coś niezadowalającego, niemal frustrującego, jak błędne koło, we wspomnieniach, które głównie wyznaczają drogę powrotną do nienaruszonego „ja” – tak jakby celem całości było jedynie pielęgnowanie pisarskiego głosu.
Adam Begley jest redaktorem książek The Startracker.