
Wyprawa zwana plemieniem.
Ostatni rok liceum jest tak niezapomniany, jak jego ścieżka dźwiękowa.
W klasie z 1992 roku w ostatniej klasie padał deszcz arcydzieł: Nieważne, Użyj swojej iluzji I i II, Achtung Baby, We Can't Be Stop, Apocalypse 91: The Enemy Strikes Black, Cypress Hill, Badmotorfinger, Ten, Bandwagonesque, Steady Diet of Nothing, Laughing Stock, Metallica, Blood Sugar Sex Magick , Anielski Pył, Sprawdź swoją Głowę, Życzę, lista jest długa i długa.
Ale chyba żadna inna płyta tego roku nie wywarła większego wpływu na muzyczny klimat niż legendarny drugi album A Tribe Called Quest, Teoria niskiego końca .
Zwłaszcza dla tego konkretnego maturzysty, który po raz pierwszy jechał do szkoły samochodem. Jeśli spędzałeś czas na parkingu przed zajęciami lekcyjnymi lub po zwolnieniu w 1991 r., Teoria niskiego końca niewątpliwy element, słychać było, jak wszyscy wyskakują ze swoich samochodów, zwłaszcza jeśli mieli fajny kickerbox w bagażniku.
Co sprawiło, że ten najważniejszy album Tribe LP brzmiał tak ładnie w dynamicznie rozwijającym się systemie? No cóż, oczywiście te bity. Te doskonałe, uduchowione rytmy stworzone przez Ali Shaheeda Muhammada dla Q-Tipa z MC, Phife Dawga i Jarobi White’a, aby porzucić naukę, ustanawiając rytmy idealnie dopasowane do każdego z ich bardzo charakterystycznych flow.
Prawie nikt z nas, którzy krążyli wokół nas jesienią 1991 roku, nie słuchał dużo jazzu, przynajmniej w moim najbliższym kręgu znajomych. Ale najśmieszniejsze jest to, że podczas gdy wszyscy szaleliśmy przy takich ulubieńcach jak Buggin' Out, Check the Rhime, Everything Is Fair i niewątpliwie epickim, epickim possecut Scenario zamykającym album, wszyscy, którzy wydali znaczną ilość czas z Teoria niskiego końca otrzymywali poważne wykształcenie w zakresie uznania dla jazzu, niezależnie od tego, czy zdawali sobie z tego sprawę, czy nie.
Tribe wywarło wpływ na pokolenie młodych ludzi, którzy tak naprawdę nigdy nie mieli styczności z jazzem. Byli pionierami współczesnego pokolenia hip-hopu, które nie miało obsesji na punkcie przemocy. – Jameio Brown
Dla laików, którzy w tamtych czasach grali na tej płycie, istnieje duże prawdopodobieństwo, że fakt, że w każdej z tych piosenek znajduje się co najmniej jedna próbka jazzowa, wzbudził minimalne obawy. Jednak dla każdego, kto się na nim wychował L.E.T., czy to z pierwszej, drugiej, czy trzeciej ręki, była to kwintesencja narkotyku otwierającego drogę do tej formy sztuki i jej nieskończonego wszechświata klasycznych nagrań składających się na jej genetykę.
Tribe nie było pierwszym zespołem hiphopowym, który samplował płytę jazzową. Ale z pewnością byli pierwszymi, którzy wystąpili z prawdziwym gigantem tego rzemiosła, takim jak legenda kontrabasu Ron Carter, w piosence takiej jak Verses From The Abstract. Carter powraca nawet w nagranej wcześniej formie na Skypagerze, który pochodzi z 17 West Erica Dolphy’ego z udziałem mężczyzny na basie.
Ćwierć wieku później , Theroy z najniższej półki jest tak samo wszechobecny w języku współczesnego jazzu, jak Coś w rodzaju błękitu I Najwyższa Miłość, jego płynna fuzja beatów i bopu, dająca zalążek przyszłym mistrzom, takim jak Digable Planets, J.Dilla , Madlib, Greg Osby, The Roots, Flying Lotus, Kamasi, Kendrick i D’Angelo, aby jeszcze bardziej zatrzeć granicę między jazzem i hip-hopem w jeszcze bardziej organiczny sposób niż na początku lat 90-tych. W 2016 roku gatunki są ze sobą powiązane tak, że nie ma już odwrotu.
Dla upamiętnienia srebrnej rocznicy Startracker rozmawiał z kilkoma współczesnymi postaciami sceny jazzowej, a także ekskluzywnym cytatem Cartera na temat jego doświadczeń związanych z nagrywaniem z Tribe, na temat wpływu Teoria niskiego końca czerpie z tej najbardziej charakterystycznej muzyki amerykańskiej, ponieważ rzemiosło przeżywa jeden z najbardziej innowacyjnych i odkrywczych okresów od ery disco/nowej fali.
Q-Tip zadzwonił do mnie i powiedział: Próbuję nagrać płytę, jestem fanem Charliego Mingusa i zastanawiałem się, czy mógłbyś z nami nagrać. Nie wiedziałem, kim oni są, więc powiedziałem mu: „Pozwól mi do ciebie wrócić”. Zadzwoniłem do moich synów, którzy interesowali się hip-hopem, i zapytałem, kim jest ta osoba Q-Tip i co wiesz o tym zespole A Tribe Called Quest?
Powiedzieli mi, że byli wówczas jedną z najbardziej muzycznych grup i wydawało się, że bardziej interesuje ich tworzenie muzyki niż zwykłe wykorzystywanie beatów i sampli. Więc wróciłem do niego i powiedziałem: OK, moi synowie powiedzieli mi, że to dla mnie dobra rzecz i ufam ich osądowi. Ale mam tu pewne zastrzeżenia. Jeśli zaczniecie przeklinać i mówić tak, jak wszyscy na tych płytach, odłączę się od sieci i pójdę do domu, bo to nie jest mój punkt widzenia. Nie podobają mi się te teksty, nienawidzę tego rodzaju słów i uważam, że są poniżające. Jeśli więc mnie w to wciągnąłeś, to mnie tam nie ma.
Od razu odpowiedział: Nie, nie, nie, wszystko w porządku, wszystko w porządku!
Dotarłem do studia na czas, poszedłem do reżyserki, podłączyłem się bezpośrednio do ich płyty, nagrałem trzy ujęcia i wróciłem do domu. Przykro mi, że się rozstają, ale tak właśnie działa sukces. Jednak byli naprawdę dobrymi chłopakami i wszyscy chcieli grać na pianinie i uczyć się akordów. W tamtym czasie wydawało się, że tylko oni rozumieją związek pomiędzy rytmem a rytmem.
A tak przy okazji, nadal jestem dostępny dla każdego, kto chce tworzyć muzykę. Ciągle samplują moje linie basu, ale nadal jestem dostępny, aby nagrywać na żywo z zespołami hiphopowymi. Jeśli więc są jacyś wybitni goście z gatunku psów/grubych ryb, którzy chcą, żeby starszy człowiek bawił się antykami, niech do mnie zadzwonią.
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=cxN4nKk2cfk&w=560&h=315]
Roberta Glaspera
Tribe było moją bramą do hip-hopu. Dosłownie zainteresowałem się rapem dzięki A Tribe Called Quest. Zabawne jest to, że było to połączenie jazzu, ponieważ pierwszą rzeczą, którą usłyszałem, było: „Czekaj, co to jest!”. to lokal, który zrobili z Suite Sioux Freddiego Hubbarda Czerwona glina… Jazz (Mamy)!
Będąc z Houston w Teksasie, słuchałem Teoria niskiego końca kiedy to wyszło, gdy byłem w szkole podstawowej, więc nie wiedziałem, o czym oni do cholery mówią [śmiech]. Pochodzili z Queens, kiedy ja byłem w kraju Geto Boys. Dla mnie liczyły się więc bity i to, kiedy usłyszałem Teoria niskiego końca i Jazz (We've Got) po prostu mnie rozwaliło. To było dla mnie naprawdę intrygujące.
Najfajniejsza rzecz Teoria niskiego końca jest to, że wszystko zaczyna się od Q-Tipa i jego umysłu oraz jego uznania dla tego, co w danej chwili można uznać za abstrakcyjne i abstrakcyjny sposób myślenia. Q-Tipa zawsze pociągały pewne elementy, w których mógł usłyszeć nowy narkotyk. Nawet jeśli na pozór nie wszystko usłyszysz, Tip ma talent nie tylko do słyszenia, ale także do przyciągania tego.
Nic dziwnego, że małżeństwo pomiędzy J.Dilla i Q-Tip się wydarzył. To po prostu nie jest szok, stary. Ale wszystko zaczęło się od uznania Tipa dla tego typu umysłów i tego typu myślenia.
I z tego powodu myślę, że muzyka – zwłaszcza włączona Teoria najniższego poziomu — ma w sobie muzykalność, podczas której instrumentalista, niezależnie od tego, czy jest to muzyka klasyczna, jazzowa, rockowa, R&B czy gospel, możesz zagrać na swoim instrumencie, podnieść i zagrać te utwory, ponieważ są one pocięte w sposób, w jaki prawdziwy waltornista lub basista można się bawić. Utwory takie jak Check The Rhime i Jazz (We've Got) mają pewien znajomy sposób, w którym można je zagrać i każdy je rozpozna. Album naprawdę zakłóca to poczucie naturalnego grania.
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=Q6TLWqn82J4&w=560&h=315]
Plemię zwane misją Teoria niskiego końca był jednym z najbardziej wpływowych albumów w moim życiu. Nie tylko muzyka miała na mnie wpływ, ale także kultura, którą reprezentowała. Jako Afroamerykanie utwierdzili się w przekonaniu, że bycie fajnym oznacza bycie wyluzowanym i inteligentnym, co stanowi kontrast w stosunku do grup takich jak N.W.A. wówczas. Mieli odwagę promować bycie indywidualnością.
Tribe wywarło wpływ na pokolenie młodych ludzi, którzy tak naprawdę nigdy nie mieli styczności z jazzem. Byli pionierami współczesnego pokolenia hip-hopu, które nie miało obsesji na punkcie przemocy. Brzmieniowo połączyli lata 60. i 70. z hip-hopową perkusją. Mimo że mój ojciec był basistą jazzowym, nie poczułem więzi z basem akustycznym, dopóki nie usłyszałem, jak go używają.
Muzycznie i kulturowo pokazali nam wspólne mianowniki. Nie wiem, czy zdecydowałbym się na karierę muzyka jazzowego, gdyby nie to, co wprowadzili. Sampling odegrał dużą rolę w muzyce, którą z pasją tworzyłem dzięki Tribe. Są pewne emocje i dźwięki, które można osiągnąć jedynie poprzez samplowanie i postrzegam to jako sztukę. Na wielu poziomach nie postrzegam hip-hopu i jazzu jako różnych stylów muzycznych Teoria niskiego końca pokazuje dlaczego.
Jazz ma problem ze znalezieniem sposobu, aby wygodnie wpasować się we współczesną kulturę w sposób, który ma sens i nie jest anachroniczny. The Teoria niskiego końca to świetny przykład zespołu wykorzystującego elementy jazzu w sposób ekscytujący i znaczący.
Poza tym brzmiało to po prostu zajebiście i spędziłem miesiące w moim Walkmanie, gdy miałem 15 lat. Wywarło to na mnie istotny wpływ, ponieważ pomogło mi przypomnieć sobie nieskończony potencjał tkwiący w surowcach jazzowych, który porusza ludzkie umysły, dusze, a zwłaszcza stopy.

Wyprawa zwana plemieniem.
Choć myślę Teoria niskiego końca była płytą, która wyróżniała się w swoich czasach, niekoniecznie łączę jej błyskotliwość z bezpośrednim lub nawet pośrednim wpływem na jazz, kiedy się ukazała. Jednak patrząc na co Niektóre artyści jazzowi robią ze swoją muzyką Teraz , tj. Glaspera i innych, można postawić tezę, że w ich muzyce znajdują się pewne elementy, które nawiązują do tego, co A Tribe Called Quest umieściło w swoich utworach.
McCraven sobie z tym poradzi
Hip-hop ma długą historię czerpania z jazzu od samego początku, ale jazz nie zawsze tak bardzo akceptował hip-hop. Puryści często kwestionują muzyczną integralność hip-hopu. Teoria niskiego końca był poważnym krokiem w kierunku wzbudzenia szacunku i zainteresowania społeczności jazzowej. Teraz wielu muzyków mojego pokolenia dorastało słuchając tej klasycznej płyty, a ona, podobnie jak hip-hop w ogóle, ukształtowała sposób, w jaki słyszymy muzykę, podejście do rytmu, brzmienia i kompozycji.
Użycie Rona Cartera na basie, a także ciężkie samplowanie wielkich jazzmanów, w tym Jacka Dejohnette'a, Arta Blakeya, Dr. Lonnie Smitha, Gary'ego Bartza, The Last Poets i innych, naprawdę otworzyło hip-hop jako gatunek o prawdziwej muzycznej integralności i wartości dla niektórych jest to surowsza krytyka. Nawiązanie do legendy, takiej jak Ron Carter, ma znaczenie w gatunku, w którym puryści często patrzą z góry na ludzi, którzy przekraczają tę granicę. Było to szczególnie widoczne w latach 90., kiedy tego typu cross-overy były bardziej radykalne. Młodszym muzykom, którzy grali jazz, ale w domu słuchali hip-hopu, ta płyta otworzyła możliwości poszukiwania nowych brzmień i współpracy.
Teoria niskiego końca była jedną z pierwszych kaset magnetofonowych, jakie kiedykolwiek kupiłem. Radzenie sobie jako gracz i hiphopowiec nie zawsze było łatwe. Ciągle musiałem próbować udowodnić, że hip-hop ma wartość muzyczną. Teoria niskiego końca to płyta, do której zawsze mogłem wracać, zwracając się do elitarnych osób na temat hip-hopu jako gatunku, wskazując na samplowany materiał, jego muzykalność oraz głębię treści rytmicznych i lirycznych. Teoria niskiego końca z pewnością wywarł na mnie ogromny wpływ jako artystę, ponieważ wprowadził mnie w świat hip-hopu i zachęcił mnie, żebym mógł podążać za dźwiękami, jakie chcę.
Teoria niskiego końca działa jako pomost pomiędzy światami Jazzu i Hip Hopu w bardzo wyjątkowy sposób. Użycie kontrabasu, użyte próbki i ogólne brzmienie miksu sprawiają, że ta płyta nawiązuje do muzyków jazzowych jak żadna inna płyta hiphopowa.
Osobiście pamiętam, że zdałem sobie sprawę, że jest to jedna z głównych próbek Masło był Young and Fine z Weather Report, który ukazał się na ich wydaniu w 1978 roku Pan odszedł . Mam wrażenie, że Tribe dołożyło wszelkich starań, aby nawiązać kontakt z instrumentalistami w sposób, który nie interesował innych grup hiphopowych. Pomyślałem, że to dla nich wymowne, że w drugiej piosence z płyty wystąpi Ron Carter.
Niestety, znaczenie kontrabasu jest pomijane podczas występów jazzowych na żywo i nagrań jazzowych, ale mając Boba Powera na mikserze, Tribe zaakcentował to brzmienie i zaprezentowało je młodszej publiczności w przyjemny i naprawdę odlotowy sposób.
Są też co najmniej trzy lub cztery utwory składające się wyłącznie z basu, perkusji i wokalu, co funkcjonuje jako swego rodzaju jazzowe trio. To była jedna z pierwszych płyt hiphopowych, z którymi się zetknąłem i zajęło mi lata, zanim zdałem sobie sprawę, jak wyjątkowa i przełomowa jest!
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=videoseries?list=PL7XIASbNY0t6pbJPoZJajH0JK6UpgIxRk&w=560&h=315]
Aby pomóc spojrzeć na sprawy z odpowiedniej perspektywy, Teoria niskiego końca i jestem mniej więcej w tym samym wieku. Oznacza to, że zawsze patrzyłem na tę płytę z perspektywy jej przyszłości, a w wieku 15 lat była to moja brama do hip-hopu.
Było w tym coś, co rezonowało ze mną poza muzyką, której się wówczas uczyłem i której słuchałem, wpadając w ucho samplami ulubionych utworów mojego ojca, takich jak Weather Report, Cannonball Adderley i Funkadelic. Sprawiło to, że muzyka wydawała się czymś, co odkryłem sam i zachęciło mnie do głębszego zagłębienia się w świat jazzu i wszystkiego, co się z nim wiąże.
Jak mówi Q-Tip w „Wycieczki:
Można było znaleźć abstrakcję, słuchając hip-hopu / Mój tata zwykł mawiać, przypomniało mu to bebop / Powiedziałem, cóż, tatusiu, nie wiesz, że wszystko toczy się cyklami / Sposób, w jaki Bobby Brown jest po prostu taki jak Michael.
Muzyka porusza się cyklicznie. Jazz raz po raz wkrada się do mainstreamu, widzę to w najnowszej muzyce Kendricka Lamara, Roberta Glaspera, Thundercata, a nawet Davida Bowiego.
Teoria niskiego końca i Tribe próbowali jazzu w tak wyjątkowy sposób, że ich głosy mogły bez wysiłku grać solo w utworze, podobnie jak robiliby to Dizzy czy Coltrane. Ta płyta przekroczyła granice i stworzyła przestrzeń, w której muzyka może istnieć sama dla siebie. Wykorzystano coś znanego młodzieży (hip-hop) i udostępniono to poprzedniemu pokoleniu, składając hołd wszystkim wielkim artystom, którzy byli przed nimi, i popchnięto kolejne pokolenia do odkrywania, co to znaczy tworzyć muzykę. W ten sposób nadal karmi przyszłych muzyków, zachęcając ich do tworzenia w oparciu o tradycje z przeszłości.
Eryk Ślizg, Doktor Pies
Pamiętam pierwsze przesłuchanie Teoria niskiego końca w 2007 roku. Namówił mnie do tego mój najlepszy przyjaciel Dominic. Chodziliśmy razem do szkoły jazzowej, ale wkrótce ją porzuciłem. Myślałam, że to wszystko jest takie kwadratowe. Dom nie poddawał się i skończył na niezliczonych sesjach z Dice Raw, Peedi Crakkiem i członkami Roots Crew. Był zdumiony, że nigdy nie słyszałem Tribe, więc jeździliśmy po okolicy i słuchaliśmy wszystkiego Teoria niskiego końca.
Pamiętam, że pomyślałem, że album był w jakiś sposób jednocześnie futurystyczny i surowy. Byłam też na siebie zawiedziona, że nigdy wcześniej nie dałam mu szansy.
Przez następnych kilka lat w każdy poniedziałkowy wieczór chodziłem do Silk City Diner w Filadelfii na wieczór improwizacji jazzowo-hiphopowej na żywo. Jestem niemal pewien, że tam rozpoczął się Eksperyment Filadelfia. Kolejny most jazzowo-hiphopowy! Questlove, Anthony Tidd, Spanky i wielu MC oraz innych luminarzy przybyło i zdewastowało to miejsce.
Pamiętam, że siedziałem i czułem się zainspirowany, aby spróbować czegoś innego. To była szkoła jazzowa, za którą nie musiałem płacić czesnego. Trudno sobie wyobrazić takie sesje odbywające się bez przyszłościowego wpływu Teoria niskiego końca i jestem za to niesamowicie wdzięczny.

Wyprawa zwana plemieniem.
Shabaka Hutchings, Shabaka i przodkowie
Jednym z niezwykłych aspektów tego albumu jest początkowe zdanie z Q-Tip — można było znaleźć abstrakcję, słuchając hip-hopu / mój tata zwykł mawiać, że przypomina mu to bebop / Powiedziałem „no cóż, tatusiu, nie wiesz o tym” wszystko toczy się cyklami.
To artysta otwarcie sytuujący swoją muzykę, muzykę swojego pokolenia, w rodowodzie wywodzącym się z jazzu, ale przejawiającym się w formie muzycznej reprezentującej zupełnie inny zestaw wartości estetycznych.
Ten cytat skłonił mnie do zastanowienia się już w młodym wieku nad tym, w jaki sposób wrażliwość muzyczna danej społeczności może być reprezentowana w różnych formach/gatunkach na przestrzeni pokoleń. To także skłoniło mnie do zastanowienia się nad rolą samego artysty w kształtowaniu sposobu postrzegania jego muzyki (w przeciwieństwie do naukowców i historyków). To zdecydowanie wpłynęło na moją chęć przejęcia sterów w artykułowaniu sił historycznych, które składają się na muzykę, którą tworzę.
Teoria niskiego końca to współczesne arcydzieło. Starannie dobrane próbki, często z przełomowych płyt jazzowych powstałych kilkadziesiąt lat wcześniej, zapewniają ciepłą i organiczną podstawę dźwiękową dla mistrzowskich rymów Tribe.
znak zodiaku 18 grudnia
Ten album był zdecydowanie decydującym momentem w moim życiu. Pamiętam, jak słuchałem tego w samochodzie wujka i od razu wiedziałem, że będę zajmować się muzyką. Ta płyta nie tylko sprawiła, że moje pokolenie pokochało hip-hop, ale także w pewnym stopniu edukowała je w zakresie muzyki jazzowej. Linie basu samplowane na tym albumie były genialne, a wykonanie Phife'a i Q-tip przypominało frazę waltornisty w rytm bluesa.
W szkole średniej wraz z przyjaciółmi próbowaliśmy aranżować standardy jazzowe w oparciu o pomysły inspirowane m.in Teoria niskiego końca . To było wiele lat po wydaniu tej płyty, a w mojej sieci znajomych wciąż o niej głośno. Teoria niskiego końca kolory i warstwy wyprzedzały swoje czasy. Moim zdaniem była to całkowita zmiana zasad gry.
Matt Moran, Słowiańska impreza soulowa
Kiedy byłem studentem Berklee College of Music, przeczytałem, że grupa hiphopowa A Tribe Called Quest wydała płytę inspirowaną jazzem, więc poszedłem i kupiłem ją niemal natychmiast (na kasecie). Słuchałem tego jakieś trzy razy z rzędu, próbując zrozumieć, co się dzieje.
Dla mnie, głęboko obsesyjnie i wciąż niedojrzałego związku z jazzem, album był pewnym objawieniem: zawierał sample wielu płyt jazzowych – i co za dreszczyk emocji, gdy w kulturze popularnej wołano do Rona Cartera! w ogóle nie kojarzyło mi się to z jazzem, właściwie było jego przeciwieństwem. Zaczęło się od MC, który powiedział, że dzisiejszy hip-hop jest be-popem swoich czasów, ale ja tego nie słyszałem i to był strzał w dziesiątkę.
To była moja pierwsza instynktowna świadomość, że to, co kocham w jazzie, nie jest tym, co większość Ameryki słyszała w jazzie; dla mnie cyfrowe zapętlenie kilku nut lub taktów było całkowitym przeciwieństwem jazzu, a ekspresjonistyczny duch tych instrumentalistów był surowo ograniczony. To była lekcja orkiestracji: użyte instrumenty i to, jak brzmiały, były dla słuchaczy ważniejsze niż to, co faktycznie było grane.
Przez lata okazjonalnie słuchałem albumu i stopniowo zyskiwałem uznanie dla kulturowego znaczenia albumu i artystycznego celu, jakim jest stworzenie nowej muzyki afroamerykańskiej, która okazywałaby szacunek dla jazzu. Pokochałem fakt, że powstaje współczesna muzyka taneczna, która rzeczywiście wykorzystuje orkiestrację jazzową, podczas gdy te dźwięki były coraz bardziej spychane na dalszy plan w kulturze popularnej.

Jarobi White, Q-Tip, Phife Dawg i Ali Shaheed Muhammad z A Tribe Called Quest występują w Austin w Teksasie na SXSW.
Kiedy dorastałem w Los Angeles, miałem odtwarzacz/odtwarzacz taśmowy/radiowy. Większość tego, czego słuchałem, to płyty jazzowe, które dał mi sąsiad, i hip-hop z całodobowej stacji AM o nazwie KDAY. Kiedy masz 13 lat, niekoniecznie kategoryzujesz muzykę – słuchasz wszystkiego z otwartymi uszami. Wahałem się pomiędzy Johnem Coltrane’em, Charlesem Mingusem i Milesem Davisem oraz Tribe Called Quest, De La Soul i Busta Rhymes. Wydawało mi się to płynne – nawet wtedy czułem, że istnieje połączenie między tymi dwiema formami sztuki.
Teraz, gdy patrzę wstecz, widzę, że pomiędzy jazzem a hip-hopem istnieje długa historia. Powiedziałbym, że hip-hop Jest jazz w szerszym kontekście, a przynajmniej część kontinuum muzyki improwizowanej. Tribe to pierwsza grupa, którą odkryłem wykorzystującą w swoich nagraniach mistrzów jazzu, takich jak Ron Carter. Od tego czasu przykładów tego powiązania było znacznie więcej i nic dziwnego, że ci artyści/albumy są moimi ulubionymi.
Kilka kolaboracji, które przychodzą mi na myśl, to Mos Def współpracujący z Robertem Glasperem, Q-Tip współpracujący z Kurtem Rosenwinkelem, Snoop Dogg współpracujący z Terrace Martinem i Kendrick Lamar współpracujący z Kamasi Washington i Thundercat.
Dzięki Terrace Martinowi mogłem na krótko pojechać w trasę ze Snoop Doggiem. Po tym doświadczeniu odniosłem wrażenie, że cała muzyka jest ze sobą powiązana i na najwyższym poziomie wolna od gatunków. Tego właśnie nauczyłem się od grup takich jak Tribe Called Quest – że prawdziwa kreatywność jest otwarta na każdy wkład.