
Tim Hiddleston i Zawe Ashton w „Zdradzie”.Marka Brennera
Może to teatralna herezja, ale niektóre sztuki mogą być lepsze na filmie. Jako zwolennik występów na żywo i nowych interpretacji nie podoba mi się ta myśl. Ale czy kiedykolwiek zobaczymy ostrzejszą wersję Glengarry Glen Ross niż gwiaździsta adaptacja Jamesa Foleya z 1992 roku, z Alem Pacino w chwale i ten porywający monolog Aleca Baldwina, który Mamet dodał do scenariusza? Po filmowym zawrotach głowy Milosa Formana Amadeusz i entuzjastycznego Salieriego F. Murraya Abrahama, większość wznowień dramatu z epoki Petera Shaffera wydaje się blada, prawda? A potem jest Harold Pinter Zdrada , kliniczna analiza romansu pozamałżeńskiego, który rozwija się w odwrotnej kolejności. Jeśli kiedykolwiek widziałeś ten (niejasny) film, możesz być zrujnowany stylowym, poważnym, ale nieszablonowym odrodzeniem, którego głównym bohaterem jest Tom Hiddleston.
W filmie z 1983 roku występują Ben Kingsley jako Robert, odnoszący sukcesy wydawca, Patricia Hodge jako jego żona Emma i Jeremy Irons jako Jerry, agent literacki i wieloletni przyjaciel Roberta. Film wyreżyserowany z chłodną i wyrazistą wyrazistością przez Davida Jonesa nie jest dostępny w streamingu ani na DVD, ale można go obejrzeć na YouTube . Wypożyczyłem go na kasecie VHS, kiedy ktoś zrobił coś takiego, i – na dobre czy na złe – pozostaje punktem odniesienia dla wszelkich Zdrada Widzę. Zatem produkcja Jamiego Lloyda – w której atrakcyjne gwiazdy zajmują abstrakcyjnie szarą scenografię i przekraczają emocjonalne granice surowego tekstu Pintera – jest ostatecznie tak samo frustrująca, jak powrót Mike’a Nicholsa na Broadway w 2013 r., w którym Daniel Craig i Rachel Weisz również błędnie ocenili ton i subtelność ten niezwykły kawałek.
ZOBACZ TAKŻE: Tammy Blanchard zawsze chciała podjąć wyzwanie Audrey w „Małym sklepie z horrorami”
Doceniam wyzwanie, przed jakim stanęli Lloyd i Hiddleston, którzy grają rogacza Roberta obok atrakcyjnego Zawe Ashtona jako Emmy i Charliego Coxa jako Jerry’ego. Nie chcą robić dusznego, automatycznego Pintera; nie chcą – nie daj Boże – być Pintereskiem. A co to właściwie jest? Termin ten zwykle oznacza stłumione emocje, aurę zagrożenia i emocjonalną nieprzejrzystość. Jest wtopiony w język, ze słynnymi pauzami i twardymi jak diament wersami, w których jest szept podtekstu, ale nawet to pozostaje niejasne.
Lloyd i jego obsada postanowili wyciągnąć podtekst z cienia i umieścić go na środku sceny. Koncepcja inscenizacji, wykraczająca poza minimalistyczny projekt Soutry Gilmour (kilka krzeseł, kilka butelek i kieliszków do koktajli), zakłada utrzymanie wszystkich trzech aktorów na scenie przez cały czas. Kiedy Jerry i Emma, w środku ich siedmioletniego romansu, spotykają się w mieszkaniu schadzek w Kilburn, Robert obserwuje to w tle jako upiorny świadek. Emma ponuro podsłuchuje pijacki lunch Jerry'ego i Roberta, podczas którego Robert z goryczą rzuca się na współczesną prozę, podczas gdy tak naprawdę odraża go niewierność żony wobec najlepszego przyjaciela, którą właśnie odkrył.
Na papierze wydaje się to fajnym i sugestywnym pomysłem: kiedy zdradzasz przyjaciela lub współmałżonka, zdradzony nigdy tak naprawdę nie opuszcza pokoju. Zawsze tam są, zajmując miejsce w twoich myślach i sumieniu. Niestety w praktyce koncepcja ta zapewnia malejące zyski, rzucając moralizujący całun na sceny i odwracając uwagę od tego, co się mówi. Kiedy Robert siedzi, trzymając córkę na kolanach, podczas gdy obrotowa scena krąży wokół Jerry'ego i Emmy, którzy negocjują napięcie w ich rozpadającym się związku, dosłowny pomysł Lloyda staje się szczególnie irytujący i zbędny. (Wydaje się również, że ma to na celu wzbudzenie równej sympatii wszystkich trzech stron, co raczej nie ma tu sensu. Niech Robert będzie emocjonalnym tyranem; tak jest ciekawiej).
Drugim problemem jest temperatura emocjonalna. Ponownie nawiązując do filmu z 1983 roku: jego siłą napędową jest pierwszorzędne brytyjskie aktorstwo, doskonała równowaga między zręcznością werbalną i kontrolą emocjonalną. Kiedy Robert Kingsleya podczas wakacji w Wenecji dowiaduje się o zdradzie Emmy, emanuje wściekłością graniczącą z morderstwem, ale pod uprzejmą fasadą angielskiego dobrego humoru i uprzejmości. Kontrast jest zgodnie z zamierzeniem wytrącający z równowagi i szokujący. Kiedy jednak Hiddleston i Ashton odgrywają tę scenę, ramię w ramię na krzesłach zwróconych twarzą do publiczności, wymiana zdań staje się pobłażliwa i ckliwa. Łzy napływają do oczu, przerwy ciągną się zbyt długo, a to, co było mrożącym krew w żyłach ćwiczeniem władzy i sadyzmem małżeńskim, zamienia się w bezwładny epizod terapii dla par.
Pamiętaj, że to problem podejścia, a nie umiejętności. Chudy, psotny, ale melancholijny Hiddleston sprawia wrażenie ironicznego, kulturalnego Roberta, a jego dbałość o słowa jest oczywista.Ashton podejmuje największe ryzyko, badając Emmę, znajdując bogate splot niepewności, siły seksualnej i frustracji w tej kobiecie uwięzionej między dwoma mężczyznami bardziej podobnymi niż odmiennymi. A Cox wykonuje solidną, dyskretną robotę jako Jerry, być może najbardziej nieszczęsny z całej trójki. Kiedy Jerry dowiaduje się, że Emma kontynuowała z nim romans nawet po tym, jak przyznała się mężowi, jest zraniony i zszokowany, a samo pojęcie, czym jest zdrada, staje się szarą strefą.
Pomimo utrzymującego się poczucia, że byłam świadkiem najwspanialszych zajęć aktorskich na świecie… źle zrozumiałam Pintera… ten wieczór nie był całkowitą stratą. Moja przyjaciółka była uszczęśliwiona, gdy zobaczyła Lokiego we własnej osobie, i podobała jej się ta sztuka ze względu na jej własne pokrętne i niejednoznaczne zalety. Dziwactwo Pintera – poślizg pamięci, wykorzystanie języka jako broni, wymazanie czasu – wciąż istnieje, pod namalowaną aerografem pozą i grymasem tego odrodzenia. Chciałbym, żeby ci artyści nie próbowali przechytrzyć lub ozłocić autora i grać jego potężną muzykę w takiej formie, w jakiej została napisana. Nie żądam monogamii na całe życie, tylko 90 minut pokornej wierności.