
Sylvester Stallone w Rambo: Ostatnia krew .On jest Blajewą
Choć zdjęcia mogły być kręcone w Bułgarii i na Wyspach Kanaryjskich, Rambo: Ostatnia krew Akcja ma rozgrywać się w bezimiennym mieście w Arizonie i bezimiennym mieście w Meksyku. Postacie, takie jakie istnieją, regularnie przechodzą między dwoma miejscami. Czasami przewożą broń strzelecką, np. pistolet i wersję noża myśliwskiego, z którego słynie tytułowy bohater; czasami jest to odurzony narkotykami nieletni, zmuszony do handlu ludźmi w celach seksualnych. Kiedyś była to odcięta głowa, spoczywająca po stronie pasażera pickupa jak niezabezpieczony arbuz. Wszystko to prawdopodobnie przechodzi przez kontrolę bezpieczeństwa granic nawet bez uniesienia brwi.
Czy film miał na celu skierowanie tego samego uwagi na temat niebezpiecznie nieszczelnej południowej granicy przedstawianej na wiecach wspierających naszego obecnego prezydenta? Prawdopodobnie, ale trudno powiedzieć. Chwila Rambo: Ostatnia krew może być równie złe, ale w żadnym wypadku nie jest aż tak przemyślane.
ZOBACZ TAKŻE: „To rozdział drugi” gromadzi się na potworach, ale zapomina o sprowadzeniu terroru
To epicko głupi film, ale wcale nie w sposób zabawny, zapadający w pamięć czy celowy. Jest głupi, bo jest leniwy i całkowicie bezinteresowny – i to nie tylko w związku z historią, którą opowiada. Nie przejmowała się także oblężoną ikoną, którą uratowała ze sprzedaży tagów z czasów Reagana tylko po to, by wyssać jakiekolwiek znaczenie i człowieczeństwo, jakie kiedyś posiadała postać. Ten niechlujnie pomyślany i niejasno przedstawiony obraz Rambo nie tylko obraża każdego widza, który miał nieszczęście go zobaczyć; robi coś znacznie gorszego. To obraża Rambo.
Film ma jeden pomysł, który ma na celu skierowanie niechętnego Johna Rambo do roli Zajęty przygoda w stylu, w której próbuje zemścić się na szajce handlarzy ludźmi, która porywa jego siostrzenicę (Yvette Monreal), która przekrada się przez granicę wbrew najlepszym radom Rambo. Pomysł jest taki, że kiedy Rambo zabija, robi to z niezrównaną okrucieństwem, co odzwierciedla jego wiedzę i tłumioną wściekłość. A kiedy syndykat przestępczy atakuje jego wypełnione tunelami ranczo, wydaje się, że przeprowadza egzekucje niemal tak często, jak oddycha. Filozofia filmu brzmi: po co strzelać do kogoś, skoro można wbić mu rurę w głowę lub przebić brzuch widłami? Po chwili Ostatnia krew bardziej przypomina nowy film Rambo niż najnowszą część Teksańska masakra piłą mechaniczną.
| RAMBO: OSTATNIA KREW (0,5/4 gwiazdki ) |
Film nawiązuje do czasów, gdy Rambo służył w Zielonym Berecie w Wietnamie i jak poradził sobie z tą traumą, co w pewnym stopniu nawiązało do wcześniejszych filmów z tej serii, zwłaszcza do filmu z 1982 roku. Pierwsza Krew. Po raz pierwszy przypomina sobie o tym, gdy przemierza labirynt tuneli, które najwyraźniej spędza dni i noce na kopaniu bez wyraźnego powodu poza tym, aby zapewnić mu fajne miejsce do mordowania zwykłych bandytów w trzecim akcie.
Na koniec, kiedy siada na ogromnym fotelu bujanym na frontowej werandzie, aby odpocząć od rzezi, leniwym głosem rozmyśla o tym, jak tak naprawdę nigdy nie był w stanie wrócić do domu po wojnie. To wszystko jest tak głęboko połowiczne, że można by wybaczyć, gdyby problem żołnierzy zmagających się z traumą nie był dziś tak powszechny, jak wtedy, gdy Rambo po raz pierwszy uwolnił swój szczególny zestaw umiejętności i bujne włosy hokeisty z Minnesoty, wszystkie te lata temu. Gdzie Pierwsza Krew przepełnieni współczuciem dla powracających żołnierzy, których dziedzictwo i miejsce w społeczeństwie wciąż nie zostało uporządkowane, Ostatnia krew nie ma o nich zielonego pojęcia – ani o niczym innym.
W filmie rzeczywiście występuje Sylvester Stallone, który (zgodnie z tradycją serialu Rambo) również maczał palce w scenariuszu. Nawet w filmie tak twórczo i moralnie zbankrutowanym jak ten, ukazuje bardziej wytrawną wersję charyzmy wisielca, która była jego własnością i przedmiotem handlu od pół wieku. To jedyna rzecz w tym filmie, która jest choć trochę autentyczna.
Ale ta pozorna autentyczność działa przeciwko filmowi. Czujesz głębokie poczucie zdrady, że Stallone pozwolił, aby postać, która kiedyś głęboko rezonowała ze zranionym narodem, przekształciła się w niewiele więcej niż monosylabową maszynkę do mielenia mięsa dla niezliczonych złych facetów. Stallone powinien był go chronić, ale skończyło się na tym, że wykorzystał go z tym samym bezmyślnym lekceważeniem, co armia i wszyscy inni wiele lat temu.
Zasługujemy na więcej, podobnie jak John Rambo.