
Illo: Kelsey Dake
Niedawno siedziałem w barze koktajlowym w East Village ze znajomą pośredniczką w handlu nieruchomościami, która wychwalała zalety Le Trapeze, klubu swingersów w centrum miasta. Przysięgała, że to doświadczenie wyleczyło ją z problemów z obrazem ciała. Co dla mnie oznaczało, że wszyscy inni wyglądali gorzej. Szczerze mówiąc, nie brzmiało to jak moja scena, dopóki nie wspomniała o bufecie.
To było interesujące. Zapach sterno mieszający się z pożądliwym zapałem. Ziti. Skórki ziemniaków. Żeberka…
Kiedy dodała, że właściwa etykieta swingersów wymaga, aby wszyscy uczestnicy nosili skarpetki rurki, oficjalnie byłem zaintrygowany. Fantazyjna wizja nagich swingersów błąkających się w podkolanówkach i obgryzających skrzydełka bawoła pobudziła moją wyobraźnię.
Postanowiłem napisać recenzję restauracji Le Trapeze, wyobrażając sobie siebie opisującego z kwiecistymi szczegółami nutę koperku w fasolce szparagowej, pikantny sos chipotle i subtelny aromat szafranu pilawu ryżowego. Pośpieszywszy do domu, żeby sprawdzić stronę, dowiedziałem się, że skarpetki rurkowe są potrzebne zawsze (nie zostało wyjaśnione, czy ze względów higienicznych, czy estetycznych) i że w klubie nie podaje się alkoholu, chociaż pod ręką są różne miksery i klienci mogą przynieść własny alkohol. I tak oto zacząłem biegać po buty i wódkę.
Z moją torbą wypełnioną artykułami do klubu swingersów, zwerbowałem przyjaciela i w sobotni wieczór udałem się na 17 East 27th Street. Regulamin klubu stanowi, że samotni mężczyźni nie mają wstępu do środka, więc gdy byliśmy już blisko drzwi, podszedł do nas jakiś facet.
Chcesz jakieś towarzystwo? zapytał.
Nie, odpowiedziałem, kiedy nas włączono. Jesteśmy tu tylko na gorący bufet.
Każdy z nas zapłacił 30 dolarów, a kasjer przekazał nam złą wiadomość: dziś wieczorem nie będzie gorącego bufetu. Kiedy wyraziłem konsternację, drań tylko się zaśmiał i przeliczył moje pieniądze. Załamani, i tak zdecydowaliśmy się wejść. W końcu kupiliśmy skarpetki. Następnie kasjer wydał nam przepustki do szatni z nazwiskami. Moja przyjaciółka była zachwycona swoim tandetnym nowym imieniem, Krystal. Utknęłam z Sarą. (Wyglądało na to, że nie jest to okazja, aby nalegać na poprawną pisownię fińską.)
Sam salon był rajem dla tanich libertynów. Wisiała tam tablica dumnie głosząca, że Le Trapeze powstało w 1980 roku, co mogło być ostatnim udekorowaniem obiektu. Były tam plastikowe lampy w kształcie nagich kobiecych torsów, które błyszczały na zielono i różowo, zakurzone sztuczne rośliny, lustrzana erotyka i rozciągający się od ściany do ściany malinowy dywan. Dlaczego ktoś zdecydowałby się na położenie dywanu w takim miejscu, pozostaje tajemnicą.
Skręcając za róg, dostrzegliśmy strefę taneczną, na którą składał się zabrudzony mosiężny słupek dla striptizerek, kula dyskotekowa i bladobiała naga para (w chwili wykroczenia zdjęli nawet podkolanówki) tarzająca się po czarna winylowa kanapa. Ten widok mnie zszokował. Z jakiegoś powodu spodziewałem się, że faktyczna aktywność seksualna zostanie oddzielona od widoku ogólnego i poddana kwarantannie w tak zwanym pokoju mat. Zaniepokojeni Krystal i ja udaliśmy się do łazienki. Duży błąd. Łazienka jest połączona z szatnią, która znajduje się obok Mat Room, a wszystkie pomieszczenia były oddzielone jedynie kilkoma postrzępionymi zasłonami, co dało nam nagły rzut oka na umięśnionego mistrza entuzjastycznie uderzającego w niewidzialnego partnera.
Pomaszerowaliśmy więc w stronę jadalni, gdzie znajdowała się kolekcja stołów i winylowych krzeseł. Puste pojemniki na gorący bufet stały smutno w kącie, obok drewnianej kontuaru ozdobionej czerwonymi zasłonami i sztucznymi kwiatami. Nad ladą ktoś umieścił napis: PROSZĘ OCHRONIĆ DOLNĄ DOLNOŚĆ TUŁOWIA W BARIE ŻYWNOŚCIOWYM. To chyba brzmi bardziej oficjalnie niż TRZYMAJ SWOJEGO KURWA Z TATER TOTS.
Okazało się, że mimo wszystko było kilka skromnych ofert żywnościowych. Łysy mężczyzna w okularach, w obwisłych białych majtkach układał na swoim styropianowym talerzu chipsy ziemniaczane.
Być może nie wszystko stracone! Po prostu założę skarpetki-rurki, pomyślałem, i sprawdzę jedzenie Jest dostępny. Kiedy Krystal napełniła swój talerz całą ofertą, ja ustąpiłem miejsca kawie, omijając bezkofeinowe kryształy Folgers na rzecz twardych rzeczy. Następnie chwyciłem swój własny talerz i usiadłem, aby zjeść całe menu, zapisując następującą ocenę:
RECENZJA BUFETU W LE TRAPEZE SWINGER CLUB
Chipsy kukurydziane TOSTITOS: Powyżej! Meksykański smak przenosi mnie do Tijuany. Bardzo dobry!
CHIPSY ZIEMNIACZANE RUFFLES: Obfita chrupkość i słony smak przywodzą na myśl leniwe letnie popołudnie.
CHIPY BBQ: Delikatny smak BBQ tańczy na moim języku niczym południowa piękność na jarmarku.
OREO: Ta wysublimowana mieszanka chrupiącego czekoladowego ciasteczka i miękkiego waniliowego nadzienia to zachwycające zestawienie tekstur i smaków.
WINT-O-GREEN LIFE SAVER: Orzeźwiające, zapierające dech w piersiach zakończenie posiłku. miętowy; kredowy.
Kiedy przeprowadzałem recenzję, zauważyłem faceta na pobliskiej kanapie, który jedną ręką bawił się swoim bezwładnym penisem, a drugą jadł Tostitos. Senna naga kobieta obok niego wpatrywała się w ostre porno na monitorach, jakby była w domu i oglądała Prawo i porządek powtarzam, przeżuwając miskę Ruffles. Inna kobieta siedziała z rozłożonymi nogami, jakby chciała się wywietrzyć.
Żaden z nich nie miał na sobie skarpetek rurkowych.
Menedżer klubu podszedł. Prawdopodobnie patrzyliśmy trochę w dół: opadnięci przy naszym stole, w pełni ubrani, popijając ciepły Kool-Aid zmieszany z wódką. (KOOL-AID: obrzydliwie słodki, sztuczny aromat truskawek, nieprzyjemny posmak.)
Spoglądając na białe skarpetki-rurki, które podciągnęłam do kolan, przemówił profesjonalnym tonem: Czy panie miałyby ochotę na świeży prażony popcorn?
26 lipcaStrony:12