„Modlitwa za Republikę Francuską”: trzygodzinny spektakl, który jeździ jak pociąg towarowy

Betsy Aidem, Richard Topol i Pierre Epstein (od lewej); Francis Benhamou i Jeff Seymour (odwróceni twarzą)Mateusza Murphy’ego

Dramaturg Źli Żydzi Joshua Harmon ma tendencję do wymyślania tytułów, które straszą producentów. Jego najnowszy spektakl, który Manhattan Theatre Club prezentuje na scenie 1 w New York City Center: Modlitwa za Republikę Francuską —przedstawia modlitwę odmawianą w synagogach francuskich od początków XIX wtwiek. Jego współczesne zastosowanie jest spowodowane falą antysemickich rzezi, która wstrząsnęła Paryżem w ostatnich latach i spowodowała masowy exodus francuskich Żydów w lepsze okolice.

„To walizka albo trumna”, przekonuje Charles Benhamou (Jeff Seymour), lekarz wypowiadający się z pewnym autorytetem, który kilkadziesiąt lat temu uciekł z Algierii do bezpieczniejszej przystani we Francji. Żona, którą tam znajduje, Marcelle (Betsy Aidem) i jej brat Patrick Salomon (Richard Topol), to żydowsko-katolicka hybryda, która wychowała się w Paryżu i mocno stąpa po niej obiema nogami.

Wygodnie zasymilowani i świeccy, nie zwracają na siebie uwagi – w przeciwieństwie do jej dorosłego syna Daniela (Yair Ben-Dor), który pewnego dnia wraca do domu zakrwawiony i poobijany, bo miał na sobie yamakę – choć jej zdaniem mógł po prostu równie łatwo ukrywał swoją wiarę pod czapką z daszkiem.

Zasadniczo jest to sztuka Marcelle – jak ona, jako matka, radzi sobie z kryzysem rodzinnym i bezinteresownie go rozwiązuje. „Uwielbiam siedzieć za kierownicą i czuć, że stanowię integralną część spektaklu” – przyznaje Aidem, dla którego ta rola świetnie się sprawdza. Czuję, że im więcej możesz z siebie wykorzystać – to najgorsza, a czasami najlepsza część – jest najbardziej ekscytującą i wymagającą częścią tego.

Marcelle jest dla niej katalizatorem tego, co się dzieje, nie przyznaje się do niebezpieczeństwa, myśląc, że to proste rozwiązanie jak czapka z daszkiem, ale gdy mąż jej mówi: „To się zmienia”. Rośnie. Jest coraz gorzej”. Ma jeden z najwspanialszych napisów jak na osobę, która zaczyna z pozoru silną i solidną, a potem traci równowagę. To wspaniały sposób na poruszanie się po historii. Zwykle obserwujesz, jak ktoś zagubiony odnajduje siły. W przypadku Marcelle gubi się i podejmuje ostateczną decyzję o opuszczeniu miejsca, które przez całe życie było jej domem.

Nie wyobrażam sobie, że muszę to zrobić. Mieszkam w Nowym Jorku od 1976 roku. Dorastałem w Arizonie i jako swój dom wybrałem Nowy Jork. To tu są moi przyjaciele. Mieszka tu mój brat. Mam poczucie bycia częścią kultury Nowego Jorku. Miałbym złamane serce, gdybym zrezygnował ze wszystkich muzeów, do których chodzę, spacerów ulicami i oglądania tygla Nowego Jorku – po prostu to kocham.

Oczywiście przyznaje, że opuszczenie domu było dokładnie tym, co robili jej pradziadkowie. Wypędzono ich z Rosji. Część dotarła do Polski. Resztę wysłano do Auschwitz. Jestem tylko o półtora pokolenia od wszystkich wspaniałych ciotek, których nigdy nie spotkałam, więc jest to dla mnie osobista sztuka. Oprócz tego, że porusza i bawi, jest to naprawdę niezwykle edukacyjny utwór. Wiele osób nie wie, że antysemityzm ma miejsce. Nikt nie chce słyszeć o większej nienawiści na świecie, ale musimy zwrócić na to uwagę.

Dzięki pandemii spektakl otrzymał potrzebny dwuletni okres inkubacji, obejmujący krótkie odczyty tutaj i warsztaty dotyczące różnych części spektaklu, które zmieniały się i ewoluowały. Tuż przed kwarantanną obsada po raz pierwszy zetknęła się ze sztuką podczas warsztatów przeprowadzonych w Manhattan Theatre Club. Do tego czasu Aidem nawiązała rodzinne relacje z większością zgromadzonych graczy – zwłaszcza z Francisem Benhamou, jej córką cierpiącą na chorobę afektywną dwubiegunową, lubiącą wielostronicowe tyrady polityczne, oraz Molly Ranson, odwiedzającą ją amerykańską kuzynką, która otrzymuje te tyrady.

Topol, kolejny weteran pierwszych warsztatów, pełni rolę wyznaczonego narratora w sztuce i tak naprawdę nie wchodzi do akcji jako Patrick, aby przeplatać się z innymi postaciami, aż do aktu II, kiedy służy głównie jako kontrargument w postaci klepania na stojąco i trzymania głowy w dół.

Josh i ja odbyliśmy wiele rozmów na temat tego, jak Patrick wpasowuje się w sztukę i poza nią – opowiada. Ciągle pytałem: „Czy jestem Tomem?” Szklana menażeria ? Czy to moja gra pamięciowa? Rzecz w tym, że ja potrzebować opowiedzieć historię. I potrzebować aby pamiętać moją rodzinę. Tworząc tę ​​sztukę, Patrick jest jak tablica na ścianie budynku, która coś upamiętnia. Wraca do przedstawienia, ponieważ chce, aby widzowie zrozumieli podróż, jaką odbyła jego rodzina.

Z mojego punktu widzenia jest to gra polegająca na zerwaniu. Tracę siostrę, najważniejszego członka rodziny, jakiego mam. Chodzi o to, gdzie wszyscy stoją na kontinuum tego, jak bezpieczne jest dla Żydów przebywanie we Francji. Patrick wierzy, że Żydzi są tam bezpieczni, jak wszędzie. Po prostu nie narażaj się na niebezpieczeństwo. Gdybym uważał, że to, w co wierzę, jest tak niebezpieczne, że nie powinienem w to wierzyć na głos, co bym zrobił? Czy bym się ukrył? Czy bym się zasymilował? Czy walczyłbym? Czy uciekłbym? Nie jestem osobą religijną, ale zdecydowanie jestem większym Żydem niż Patrick. Dziwnie przyjemnie jest być na scenie i mówić: „Słuchaj, daj spokój, zorganizowana religia to b.s.”. Jesteś na tyle mądry, żeby to wiedzieć, prawda? Nie warto ryzykować życia dla religii”. To nie jest siła, która kieruje jego życiem.

Topol nadaje spektaklowi inny wymiar: w programie ma ważną piosenkę – no cóż tylko piosenka w programie. Śpiewał już na scenie, ale nigdy nie grał na scenie na instrumencie muzycznym. Nauczył się grać na pianinie w „I Thought About You” (wybór dramaturga) i już wtedy obecny w nim aktor kazał mu zastanawiać się, czy powinien grać na nim dobrze (jak przystało na syna klanu sprzedającego fortepiany), czy też – jak wszystko inne na temat jego rodziny, jeśli powinien stanąć trochę poza nią.

Jeśli tematem jest Antysemityzm na przestrzeni wieków, Harmon dokładnie go zbadał i zarzucił niewiarygodnie szeroką sieć, począwszy od makabrycznego średniowiecznego okrucieństwa podczas wypraw krzyżowych po islamistyczny atak w 2015 r. na satyryczny paryski magazyn Charlie Hebdo. Jego Modlitwa za Republikę Francuską obejmuje pięć pokoleń w ciągu 73 lat, działa w dwóch różnych strefach czasowych (1944–1946 i 2016–2017), wymaga 11 aktorów, a opowiadanie zajmuje trzy akty (i trzy godziny).

Dramaturg Joshua Harmon i reżyser David CromerDaniel Radar

David Cromer, którego zadaniem jest reżyserowanie tej ogromnej sagi o ludziach, w cudowny sposób utrzymuje ją w ruchu niczym pociąg towarowy, zatrzymując po drodze wszystkie potrzebne emocjonalne przystanki.

Ustawienie dwóch różnych paryskich mieszkań na obrotowym stole zdecydowanie pomaga, płynnie ułatwiając powrót do czasów współczesnych aż do II wojny światowej, które pradziadkowie Marcelle i Patricka (Kenneth Tigar i Nancy Robinette) spędzają w swoim mieszkaniu za zasłoniętymi żaluzjami; nadal tam są, gdy ich syn (Ari Brand) i wnuk (Peyton Lusk) wracają, odrętwieni koszmarami obozu koncentracyjnego. Ta ostatnia postać, po raz pierwszy widziana jako nastolatka, wyrasta na patriarchę, a pięknie gra ją 91-letni Pierre Epstein.

Scenariusz, który Harmon po raz pierwszy przekazał Cromerowi, liczył 185 stron i był w toku, ale ostatecznie skrócono go poniżej trzech godzin. Zależy mi na talentach dramatopisarza, mówi Cromer. Gdy języka było za dużo, albo coś się powtarzało i nie pomagało w pracy, on się tego pozbywał, uzupełniał, doprecyzowywał. Czasami sprawy nie skracały się. Po prostu było im lepiej. Josh pisze porywające sceny. Ta scena prowadzi do tego, prowadzi do tamtego i prowadzi do tamtego. Bohaterowie mówią, czego chcą. Żądają następnej chwili. Dzięki temu kierowanie nimi jest płynne. Nie graliśmy w kręgle na piasku. Posyłaliśmy tę piłkę prosto alejką do kręgli.

Zawsze istnieje mania, że ​​sztuki są krótkie. Myślimy: „Och, nie chcę oglądać czegoś, co jest za długie, ponieważ jest wypełnione treścią, nieciekawe lub nie ma wiele do powiedzenia”, ale ten mit o 90-minutowym spektaklu bez przerwy wywołuje wstrząs nie wydaje mi się realne. To jakby powiedzieć: „Chciałbym zobaczyć sztukę, ale nie chcę mieć poczucia, że ​​przez cokolwiek przeszedłem”.

Zainteresowanie Cromera tą sztuką było natychmiastowe. Mówi, że chodzi o coś absolutnie pierwotnego. Na co dzień mogę wierzyć we własne bezpieczeństwo. Mogę zamknąć drzwi. Jestem w domu. Mieszkam w przyjemnej okolicy, więc mam bezpieczeństwo, na które mogę liczyć. A potem nagle tego nie robisz. Jest pandemia, albo Donald Trump zostaje prezydentem, a dzieją się rzeczy, które przypominają, że niebezpieczeństwo czai się przez cały czas. Bezpieczeństwo nigdy nie jest pewne, niezależnie od tego, co robisz. Jesteśmy w tym niepewnym stanie. To, co mnie poruszyło w tej sztuce, to uniwersalność naszego strachu o nasze bezpieczeństwo. Nigdy tego nie wiedzieliśmy. Nigdy nie byłem uchodźcą. Nigdy nie musiałem opuszczać swojego kraju ani nie zostałem zaatakowany przez własną dzielnicę. To szczęśliwe i uprzywilejowane doświadczenie.

Najwyraźniej Cromer jest teraz odporny na przerażające tytuły. Jego kolejnym dziełem, którego premiera odbędzie się w połowie kwietnia w Signature Theatre, będzie dramat Samuela D. Huntera pt. Sprawa na istnienie Boga .

Lidia Ayoade