
Lillian Ross (zdjęcie: Patrick McMullan/PMc)
Jak napisała kiedyś Liz Smith, można się bić na pięści za twierdzenie, że Lillian Ross miała prawo publikować Tutaj, ale nie tutaj: historia miłosna , jej wspomnienia z jej długiego cudzołożnego romansu ze zmarłym Williamem Shawnem . Czołowi krytycy nazwali ją pozbawioną smaku i okrutną już za samo opowiedzenie swojej historii. Czy nie mogła poczekać, aż wszyscy zginą, łącznie z nią? Włożyłem to do pudełka na chleb Billy’ego Budda ?
Zodiak na 1 sierpnia
A w międzyczasie wszyscy w tajemnicy zareagowali na zamieszczony w książce wspaniały portret maga z West 43rd Street. Zobacz, jak namiętny pan Shawn skrada się do Grossingera w cytrynowożółtych kąpielówkach i brytyjskim wyścigowym zielonym Triumph TR-3. To ona powołała tego mężczyznę do życia – mówi pisarka Susan Cheever. I można argumentować, że wykonała świetną usługę.
Moje zainteresowanie jest w stylu Cheevera. Kiedy w 1991 roku opublikowano dzienniki ojca Susan Cheever, wywołały ból u niektórych jego bliskich, ale w dużym stopniu przyczyniły się do poszerzenia naszego zrozumienia małżeństwa. John Cheever związał się na całe życie ze swoją żoną Mary, ale to nie wykluczało licznych namiętnych romansów. Miałem nadzieję Tutaj, ale nie tutaj może zbadać tę kwestię z punktu widzenia kochanka.
Według pani Ross małżeństwo Shawnów nie było szczęśliwe. Większość jej odniesień do domu Shawnów jest negatywna. Dom Shawna był bolesny, był miejscem komplikacji, miejscem, w którym pan Shawn był karany. Wielokrotnie opowiadał mi o swoim poczuciu winy i niepokoju w domu z żoną… Powiedział, że w domu nie ma jego prawdziwego ja, pisze pani Ross. Powiedział mi, że modlił się, aby Cecille znalazła prawdziwe życie dla siebie.
Najwyraźniej szczęśliwe małżeństwo było z panią Ross. Ciągle mi powtarzał, że tak naprawdę jestem jego żoną – coś, co pani Ross powtarza nam w kółko. Jak podczas każdego ceremonialnego połączenia, złożyliśmy sobie nawzajem święte przysięgi dotyczące wyłączności naszych ciał i naszych duchów.
Cóż. Tam wysiadłem z autobusu.
Nie mam romansu na temat życia rodzinnego. Kto może, często jest to nieszczęśliwe. Jeśli jednak nie jesteś dzieckiem, członkostwo jest dobrowolne, a pan Shawn i jego żona prowadzili gospodarstwo domowe przez ponad 60 lat, aż do śmierci ich. Zastanawiałam się, w jakim stopniu ponura relacja pani Ross opiera się na kłamstwach lub półportrecie, jakie mąż ofiarowuje kochance, mówiąc jej to, co chce usłyszeć, aby została w pobliżu w nadziei, że pewnego dnia złagodzi tę sytuację. inna dama odpada. (Tak, panie Shawn.)
Po drugie, w tym koncie brakuje szczegółów. Pani Ross opisuje pana Shawna kursującego tam i z powrotem między naszym mieszkaniem a mieszkaniem, które dzielił z Cecille 10 przecznic na północ, przy Piątej Alei i 96. Ulicy, ale nigdy nie mówi, jak często pan Shawn u nas nocował. W jej książce jest niewiele dat, a niektóre z nich mają precyzję Tukidydesa; jej 10. rocznica związku z panem Shawnem przypadała na lata sześćdziesiąte. Są też nosze, takie jak twierdzenie, że wychowywała swojego adoptowanego syna Erika przy pełnym udziale rodziców pana Shawna, w tym poprzez chodzenie na długie spotkania rodziców z nauczycielami. „Nowojorczyka”. redaktorka dobijała wówczas 70. Mimo całej swojej wielkości jako reporterki zastanawiałam się, czy pani Ross nie oszukuje samej siebie.
Postanowiłem się temu przyjrzeć. Na początku tego lata napisałem listy, w których kwestionowałem stanowisko pani Ross na temat Shawnów, do Cecille Shawn i jej dwóch synów, Wallace’a i Allena. Pani Shawn nie odpowiedziała, a jej synowie przesłali mi grzeczne „nie”. Gdybyś siedział obok mnie w samolocie i mówił takie rzeczy, prawdopodobnie zareagowałbym w jakiś sposób, ale nie mam ochoty zwracać się do opinii publicznej na te tematy – szczególnie teraz – napisał Wallace S. drobnym pismem przypominającym swojego ojca.
Dłoń oryginału znajduje się na Chambers Street, zgodnie z jego testamentem w Surogate’s Court na Manhattanie. Shawn podpisał ją w 1988 r., cztery lata przed śmiercią. Przekazuję cały mój majątek osobisty oraz wszelkie ubezpieczenia tego majątku mojej żonie Cecille L. Shawn lub, jeśli ona mnie nie przeżyje, moim synom, Wallace’owi M. Shawnowi i Allenowi E. Shawnowi, którzy przeżyją mnie, w udziałach o zasadniczo równej wartości, jak czytamy, ze znakiem towarowym WS na dole każdej strony. I ani słowa o Lillian Ross i jej synu.
Drugi dokument podpisała osoba, którą pan Shawn nazwał swoim wykonawcą: wdowa po nim. Składając wniosek do sądu o potwierdzenie testamentu, pani Shawn musiała określić, kto przejmie majątek spadkodawcy w przypadku braku testamentu. Wymieniła 1 współmałżonka, 3 dzieci lub dzieci w związku małżeńskim i/lub adoptowanym i wstawiła X w polu dotyczącym dziecka lub dzieci pozamałżeńskich, wskazując, że nie było żadnego. To tyle, jeśli chodzi o szczęśliwą rodzinę, 10 przecznic na południe.
Spadek trwał miesiące. Sąd wyraził zaniepokojenie trzecim dzieckiem Shawna: córką Mary Shawn, która jest upośledzona umysłowo, ale nie została wymieniona w testamencie. Prawnicy musieli wyjaśnić to pominięcie. Opiekun poinformował, że pan Shawn założył fundusz powierniczy dla swojej córki, w ramach którego wypłacano mu ryczałtową kwotę po przejściu na emeryturę (prawdopodobnie w związku z wyrzuceniem go z pracy) „Nowojorczyka”. przez SI Newhouse Jr. w 1987 r.).
Kończę i donoszę, że... zmarły znał naturalne przedmioty będące przedmiotem swojej nagrody, powiedział opiekun.
Teraz pan Shawn był człowiekiem o wielkich przyzwoitościach. Gdyby jednak – jak twierdzi pani Ross – był duchowo żonaty z inną kobietą i pragnął, aby to życie było znane całemu światu, czy nie pozostawiłby po sobie śladu w tych dokumentach? Czy Cecille Shawn, która 8 grudnia 1992 r. miała łaskę wezwać Lillian Ross i jej syna na łoże śmierci, aby pożegnać się z mężem, nie wymieniła tej dwójki jako osób, które w przypadku braku testamentu zgłaszałyby roszczenia do spadku?
W wywiadach z panią Ross pojawiły się inne sugestywne szczegóły. W najnowszym numerze Mirabella zauważa, że nie została uwzględniona w przygotowaniach do pogrzebu pana Shawna (w przeciwieństwie do, powiedzmy, kochanki François Mitterranda). W wywiadzie udzielonym Liz Smith twierdzi, że w jej książce nie ma żadnego z wielu listów miłosnych pana Shawna, ponieważ jego słowa należały do niego. Ale najnowsza książka Veda Mehty pt. Wspominając „New Yorkera” pana Shawna: niewidzialna sztuka montażu , reprodukuje fragmenty pism pana Shawna (które były cudownie delikatne i wnikliwe) i dziękuje pani Shawn za pozwolenie na cytowanie materiałów z gazet Shawna.
restauracja męża debi mazar
Czy duchowy i cielesny partner pani Ross po śmierci nie umożliwił jej korzystania z jego listów? Jakie to smutne.
Nie chodzi mi o to, by umniejszać miłość pani Ross do pana Shawna lub jego miłość do niej. Przedstawione przeze mnie fakty dają jedynie najwęższy wgląd w to, co uważam za szczególny związek pełen miłości. Ale to niekończące się rozmowy z żonami i bolesne życie na Piątej Alei nasuwają pytanie.
W lipcu napisałem do Lillian Ross z pytaniem, czy pan Shawn poczynił dla niej jakieś przygotowania finansowe. Przeprowadziliśmy kilka ożywionych rozmów telefonicznych, ale pani Ross odmówiła wzięcia udziału w tym artykule. Mogę jednak powiedzieć, że była energiczna, pogodna i pełna humoru. Jest bezpretensjonalna. Ma wspaniały głos, pełen zapału.
Nic dziwnego, że pani Ross przyciągnęła słynnego fobię, pana Shawna, zagnieżdżonego w neurotykach. Jej ojciec dwukrotnie uciekł z syberyjskich więzień, a Lillian odziedziczyła po nim odwagę i jako reporter udała się tam, gdzie nikt wcześniej nie był. Była palaczką i przemytnikiem prędkości, pociągali ją mężczyźni czynu. Cichy pan Shawn prowadził życie pełne ukrytej pasji (i odrobiny biernej agresji, sądząc po niektórych historiach). Kiedy zakochał się w swoim pracowniku, miał około czterdziestki, starszą żonę i trójkę małych dzieci; Pani Ross miała (przypuszczam, że ta pani nie mówi) około trzydziestki. Ona też się przydała. Pan Mehta twierdzi, że była specjalnymi oczami i uszami pana Shawna.
Pani Ross miała siłę osobistą, by być jego długoletnią kochanką. Ona jest samotnikiem. Jako dziecko sama chodziła do kina i zaczęła uważać małżeństwo za coś nie do zniesienia. Jedna z zaledwie dwóch kłótni, jakie według niej stoczyła z panem Shawnem, dotyczyła małżeństwa prezydenta Johna F. Kennedy'ego, które według niej było fikcją, ale on uważał, że jej pogląd jest niesprawiedliwy. Jako młoda kobieta nie chciała rezygnować z kariery zawodowej ze względu na przywiązanie do lekarza na przedmieściach.
„Chciałam nadal być samolubną, cichą, oddaną i wolną pisarką” – pisze.
Pani Ross nie cierpi słowa kochanka (a towarzyszka też nie była wystarczająco dobra), ale jej książka zawiera ukryty argument na rzecz bycia kochanką. Jak lubi mawiać moja żona, z pewnością jest coś do powiedzenia na temat stanowiska kochanki: nie masz zależnego mężczyzny kręcącego się w pobliżu; nie musisz podnosić jego skarpetek (ani cewników) ani (praca mojej żony) trzymać go za rękę podczas jego emocjonalnego terroru; masz dużo czasu dla siebie i swojej kariery; a kiedy jest w pobliżu, zaleca się do ciebie. Prezenty bez obecności. W tych warunkach niezależny duch pani Ross rozkwitł. Nie narzekała.
Ale listy miłosne pana Shawna należą teraz do prawdziwej żony. I to nie wszystko. Słynący z nieufności i pobożności wobec pieniędzy wobec personelu, pan Shawn nie wzdrygnął się przed złotym uściskiem dłoni z Newhouse’ami w 1987 r. Głównym aktywem wymienionym w Sądzie Surogacyjnym jest świadczenie emerytalne na rzecz The New Yorker Magazine Inc., płatne przez Advance Publications Inc., wyceniony na 1 051 100 dolarów w 1992 r. Ten milion dolarów to prawdopodobnie tylko część ryczałtu, jaki pan Shawn otrzymał w związku ze zwolnieniem. Przeszedł na jego beneficjentkę, panią Shawn.
Odwaga pani Ross zaprowadziła ją daleko w życiu, ale drugą stroną tego jest stanowczość i brak intelektualnej subtelności. Wrażliwy pan Mehta twierdzi, że pani Ross ma skłonność do tyrana i właśnie w tym miejscu należy ją zarzucić, że próbuje manipulować społeczeństwem. Po napisaniu wywrotowej książki o małżeństwie powinna była poznać swoje stanowisko, kochankę, i uczciwie przyjrzeć się jej warunkom. Mogłaby w ten sposób zmienić nasze zrozumienie. Mogłaby zmusić nas do ponownego przemyślenia burżuazyjnych ustaleń w sposób, w jaki zrobił to John Cheever – a jeśli o to chodzi, zrobił to Quentin Bell, opisując wiele romansów swoich rodziców w swojej zachwycającej książce Bloomsbury Recked.
I mogła zyskać to, czego w późniejszych latach zdawała się pragnąć – szacunek grzecznego towarzystwa.