Mój portret damy: Sarah Spencer-Churchill

Pani na przednim siedzeniu zerknęła na mnie i mojego brata, po czym szybko rzuciła okiem w górę i na prawo na autobus przy Piątej Alei, który zatrzymał się obok nas na czerwonym świetle. Mój ojciec za kierownicą był skupiony na drodze; nie miał pojęcia, co się dzieje. Gdyby zobaczył wyraz oczu swojej przyjaciółki, z pewnością przeszłyby go dreszcze, bo było to spojrzenie czystej złośliwości: to samo spojrzenie, z jakim w opowieściach P.G. Wodehouse, ktoś taki jak Catsmeat Potter-Pirbright będzie kontemplował hełm nieuważnego policjanta, w pełni świadomy, że uszczypnięcie Bobby'ego za kapelusz z pewnością wyląduje przed sądem pokoju przy Bow Street, ale mimo to nie będzie w stanie się powstrzymać.

Znak zodiaku z 7 października

W mgnieniu oka dokonano czynu. Pani wyciągnęła w pełni naładowany pistolet na wodę (identyczny z tym, który wcześniej potajemnie podarowała mojemu bratu i mnie, a który teraz trzymaliśmy w ciasnych, spoconych rączkach) i gdy zmieniło się światło i zaczął się ruch uliczny, zręcznie wyrzucił kierowcę autobusu przez otwarte okno. Był ciepły dzień w połowie października – wracaliśmy z meczu Yale–Columbia w starym Baker Bowl na najbardziej wysuniętym na północ krańcu Manhattanu – a jej cel był prawdziwy, czego można było się spodziewać po potomku długiej linii z najlepszych ujęć Anglii. To, co miał do powiedzenia mój ojciec, gdy zaalarmowany wybuchem niemal histerycznego chichotu i wiercenia się na tylnym siedzeniu, zdał sobie sprawę, co się stało, nie nadaje się do powtórzenia w rodzinnej gazecie.

To byłby rok 1947 lub 1948, kiedy miałem, powiedzmy, 12 lat, a Jeffrey 10, a pani na przednim siedzeniu była w rzeczywistości Damą. A dokładniej Lady Sarah Consuelo Spencer-Churchill, niezwykła istota ludzka, której tydzień temu we wtorek setki jej uwielbionych przyjaciół i rodziny zebrały się, aby złożyć ostatni wyraz miłości w kościele św. Jakuba przy Madison Avenue.

Kilka dni wcześniej zgłosiła się do regionalnego szpitala w Connecticut na rutynowy, drobny zabieg chirurgiczny. Tętnica została przecięta; wykrwawiła się na śmierć. Gdybyś znał Sarę, dobrze wiedziałbyś, że gdyby jej życiowa krew płynęła przez nią z siłą i witalnością pozostałych jej energii, nie byłoby możliwości powstrzymania tego przepływu. Jej śmierć była taka, że ​​ci, którzy ją kochali, nie mogą powstrzymać się od żalu. Przynajmniej nigdy nie dowiedziała się, co się stało; sama głupota przeraziłaby ją, choć znając Sarę, również znalazłaby w tym powód do śmiechu.

To nie będzie pochwała Sarah Churchill. W żaden sposób nie mogę dorównać elegancji i wyczuciu, jakie wniosła do tego zadania jej córka Jacqueline Williams i jej przyjaciel Dominick Dunne. Jej bliscy i bliscy otrzymali nasze słowa pocieszenia; na późniejszym przyjęciu nikt z nas nie odczuwał potrzeby zapewniania się nawzajem o swoich uczuciach do Sary ani o naszej wzajemnej wdzięczności za to, co wniosła do naszego życia, kiedy przejęła nad nimi kontrolę, w swoim stylu. Nieustraszony, pomysłowy, nieustraszony, zabawny, pewny, hojny, ciekawy, wścibski – a wszystko to z pyszną wadą. Miała ducha tak wielkiego jak pałac, w którym się urodziła. W naszej rodzinie nazywała się Lady Bossypants. Cóż, były gorsze ręce niż jej, w które mógłbym powierzyć swoje życie; Szkoda tylko, że nie miała więcej szczęścia z tymi, którym w końcu powierzyła swoje.

W kościele usiadłem obok mojego kolegi z Yale, Petera Duchina. Nie tylko jesteśmy z Peterem starymi przyjaciółmi, ale łączy nas dodatkowa więź wynikająca z faktu, że byliśmy małżeństwem z tą samą niezwykłą kobietą (to znaczy ja byłem i Peter jest). Chociaż nie powiedzieliśmy tego przed i po nabożeństwie, obserwując zgromadzenie, które zebrało się, aby wiwatować podczas ostatniego rytuału przejścia starego przyjaciela, wiem, że myślał o tym, czym jestem.

Mianowicie, jak niezwykłym pokoleniem jest Sarah. Jakie to szczęście, że mogliśmy się od nich uczyć. Jak wiele zostanie stracone, gdy ostatni z nich dołączy do swojego starego przyjaciela w zaświatach.

W dzisiejszych czasach jesteśmy karmieni dużym rozgłosem na temat błyskotliwych młodych rzeczy. O tym, kto tu jest i kto w nim uczestniczy. Ale jest kilka nazwisk, na które warto zwrócić uwagę. Moja macocha, Poppi Thomas. Peggy i George’a Chestona. Jane (pani Thomas H.) Choate. Elżbieta Fondaras. Nancy i Jackie Perrepointów. Betty i Virgila Sherrillów. Mardy Mróz. Nancy i Ebena Pyne’ów. Oczywiście Brooke Astor. Alberta H. Gordona. Louis Auchincloss. Joe Cullmana. Inne nazwy, o które na próżno grzebię moja własna starość, nie szanująca terminów. Wielu było w kościele. Kilku nie mogło dojechać. Niektórzy nie znali Sarah.

Cechami charakterystycznymi tego pokolenia są klasa, inteligencja, ostrożność i odwaga pod ostrzałem. Są, jak trafnie ujął to Tom Brokaw, Najwięksi. Wszystkie dziewczyny i chłopcy, studiujcie tych ludzi i uczcie się od nich. Wykorzystajcie szansę, bo z roku na rok jest ich coraz mniej do naśladowania. To są ludzie, od których możesz się dowiedzieć, jak naprawdę wygląda społeczeństwo przez duże S i styl – jak to naprawdę wygląda, jak można być zamożnym ze smakiem, jak dokonać delikatnego rozróżnienia (niekiedy refleksyjnego, ale dziś prawie nieosiągalne) pomiędzy hałasem a zasługami, pomiędzy tym, czego można się nauczyć, co można kupić, a tym, z czym niektórzy ludzie się po prostu rodzą.

Impreza z okazji coming outu Sary w 1939 r., wydarzenie, które okazało się ostatnim sezonem przed wojną (a niektórzy myślą, że kiedykolwiek), sprawiło, że słynny pamiętnikarz i działacz społeczny Henry (Chips) Channon zanotował na zakończenie przyjęcia: „Mam wiele widziałem, podróżowałem daleko i jestem przyzwyczajony do przepychu, ale nigdy nie było czegoś takiego jak dzisiejszy wieczór (cytat w książce Anne de Courcy „1939: Ostatni sezon”). Ale wielkość nigdy nie była w stylu debiutantki tego wspaniałego wieczoru; Może i była owinięta w fiolet i gronostaje, ale dorastała jak ludzie.

Pałac Blenheim rzuca na historię Anglii dłuższe cienie niż cienie panów i dam tańczących walca. To była część jej dziedzictwa, która miała znaczenie dla Sarah Churchill. Jej znakomity przodek, pierwszy książę Marlborough, odniósł zwycięstwo pod Blenheim; jej bardziej znany kuzyn, Winston… cóż, co o nim można powiedzieć? Uosabiali klasę oficerską, której pierwszą myślą i obowiązkiem jest dbanie o swoich podwładnych, a nie kalkulowanie i przeliczanie wartości ich opcji lub zastanawianie się nad jakością zaproszeń. To byli ludzie, którzy wygrali bitwę o Anglię – co sprawiło, że nieco wzruszająco było zauważyć, że słowa drugiego hymnu, który śpiewaliśmy dla Sary, Pana wszelkiej nadziei, napisał Jan Struther. To imię nie znaczy dziś zbyt wiele, ale niektórzy w kościele pamiętają, że Struther był także autorem „Pani Miniver”, bestsellera z 1940 r., który w powszechnym wyobrażeniu uosabiał „nielicznych szczęśliwych” – grupę braci. Pomyślałem, że to miły akcent; podobnie musiał być kuzyn Winston, który, jak się spodziewam, znajdował się w pierwszych szeregach Nieba, aby powitać swoją młodszą krewną w tym samym dobrym humorze, w jakim 61 lat temu uczestniczył w jej przyjęciu z okazji wyjścia.

Zatem tak długo, stary kolego, jak mógłby powiedzieć inny z bardzo zmarłych w ciągu ostatnich dwóch tygodni Danny Lavezzo grany przez P.J. Clarke’a, osoba, która również w ogromnym stopniu przyczyniła się do powstania szczególnej osnowy i wątku najwspanialszej epoki tego miasta. To właśnie powiedziałaby mi Sarah, gdyby nasze stanowiska uległy odwróceniu. Po raz kolejny wracam myślami do słów pisarza sportowego z Detroit na temat przejścia na emeryturę Ty Cobba: Nie zobaczymy go już podobnego, ponieważ gra się zmieniła, i to nie na lepsze. Różnica polega oczywiście na tym, że Ty Cobb był S.O.B. przez duże S, podczas gdy Sarah Consuelo Spencer-Churchill była w każdym calu damą – przez małe L.