
Sukienka Creme Brûlée marki Monique Lhuillier. (Zdjęcie: Emily Epstein)
W lipcu mój chłopak, z którym jestem od trzech lat, oświadczył mi się na Brooklynie, a następnie zabrał nas oboje na wakacje na Karaibach. Wtedy myślałam, że jest romantykiem, ale później stwierdził, że chciał, aby wyjazd zaręczynowy uchronił nas przed konsekwencjami ogłoszenia tej wiadomości całemu światu za pośrednictwem Facebooka. Miał rację. Wtedy nie widziałem, co w tym takiego wielkiego. Ale po powrocie do domu zobaczyłam, jak szybko początkowe zawroty głowy mogą przerodzić się w panikę zaręczynową. Jezu, mieliśmy mieć ustaloną datę? Wciąż zastanawiałem się, jak powiedzieć słowo narzeczony, żeby nie zabrzmiało jak palant.
Moja narzeczona (nie, nadal tego nie mam) i ja nie jesteśmy osobowościami typu A, ale oboje jesteśmy typem ludzi, którzy lubią uważać się za osoby typu A w związku, aby powstrzymać wszelkie poczucie nieadekwatności. Tak więc, chociaż miał przezorność, aby uchronić się przed złożeniem dobrej woli, mnie to pochłonęło. Następny miesiąc spędziłam przeglądając rustykalne tablice na Pintereście, na których prezentowano bukiety ze słoików i sukienki Etsy. Szybko uświadomiłam sobie, że największym problemem było to, że przez prawie 30 lat zaszczepiałam się przeciwko wszystkim, co uważałam za tandetne lub przypominające Kopciuszka: tak bardzo nienawidziłam białych sukni i szklanych pantofelków, że nigdy nie zastanawiałam się, w co mogłabym się ubrać na własnym weselu . Tak naprawdę sformułowanie „mój własny ślub” wydawało się równie niezręczne i nienaturalne, jak słowo „narzeczony”. Witam kompleks ślubno-przemysłowy. Poznaj swoją najlepszą siedzącą kaczkę.
Postanowiłam wziąć małżeńskiego byka za rogi (w moich analogiach ślubnych zwierzęta zajmują ważne miejsce) i uderzyć zapobiegawczo: zadzwoniłam do mamy i poprosiłam ją, aby przyjechała do Nowego Jorku, aby pomogła mi przymierzyć sukienki na ten wielki dzień. Dzieje się tak pomimo tego, że nienawidziłam kupować ubrań, a jeszcze bardziej, nienawidziłam kupować ubrań z mamą. To naprawdę nie jest jej wina – po prostu mam tendencję do powrotu do 10-letniej siebie po dwudziestu minutach zabawy w przebieranki. Pomyślałem, że jeśli zabiorę ze sobą moją sarkastyczną młodszą siostrę i redaktora naczelnego Śledzenie startów z kamerą i pomysłem udokumentowania tego doświadczenia w artykule, zmusiłoby to nas oboje do zachowywania się jak najlepiej.
Jestem taki naiwny.
Patrząc wstecz, myślę, że moim pierwszym błędem był brak perspektywy: rytualnie unikałam przez całe życie wszystkiego, co było związane ze ślubem, i nie miałam pojęcia, czego szukać w sukience. Do diabła, nawet nie wiedziałem, co to za program Powiedz „tak” sukience było o. (To było jakieś dwadzieścia minut za długo, zdecydowałem po przypadkowym obejrzeniu odcinka TiVo). W desperacji zwróciłem się do Jill Northrop, która od 14 lat zajmuje się zakupami sukien ślubnych, a obecnie mieszka w niegdyś nieprzeniknionej fortecy Saks. Wcześniej zajmowała się odrębną karierą jako kupca w Bergdorf’s, ale podobnie jak inne kobiety, które spotkałam podczas zakupów sukienek, ta elegancko szykowna blondynka twierdziła, że jest tak podekscytowana pomaganiem przyszłym pannom młodym w zaplanowaniu ich wyjątkowego dnia, że postanowiła z tego kariera. Nie, nie kupiłem tego: wesela były stresujące, a nie zabawne. Czy ona nic nie wiedziała? Co ważniejsze, czy nie poznała mojej mamy, która w ciągu kilku minut od wylądowania w butiku z sukniami ślubnymi shi-shi zaczęła zdzierać sukienki z półek, jakby przygotowywała się do Zamiatanie supermarketów pokazywać?
Czy ona jest tą jedyną? (Zdjęcie: Emily Epstein)
Szczerze mówiąc, moja mama utrzymywała przez cały dzień naprawdę godny podziwu poziom energii, nawet gdy wszyscy inni w naszej grupie słabli. Nie zgodziła się na rezygnację, mimo że zdecydowała się już po pierwszej sukience – krótkiej, wyciętej minisukience od Elizabeth Fillmore – którą znaleźliśmy ten . „Właśnie dzisiaj przyszła ze mną” – z dumą zwierzyła mi się pani Northop. Kto, pani Fillmore?
Nie, Ingrid! Pani Northop uśmiechnęła się, a ja nieśmiało odwzajemniłem uśmiech, mimo że nie wiedziałem, kim jest ta Ingrid. Potem był wspaniały dekolt w kształcie litery V z kwiatami udrapowanymi po bokach, który był dla mnie trochę za ciężki.
Annabelle, powiedziała pani Northrop.
Ach, to byłyby nazwy sukienek. Suknie ślubne miały ludzkie imiona. To było… fajne? Dziwny? Nie mogłam się zdecydować, tym bardziej, że okazało się, że pani Northrop o wszystkich sukienkach mówiła zaimkami żeńskimi, a później zwierzyła mi się, że sukienki z nią rozmawiały w nocy.
Oh? Powiedziałem, szybko porzucając moją nową antropomorficzną przyjaciółkę i głaszcząc ją, tak jak można głaskać dziwnego, egzotycznego zwierzaka, takiego jak wąż. Wydaje się… bardzo miła. Po prostu nie dla mnie.
Szczerze mówiąc, pani Northrop miała niesamowitą umiejętność znajdowania sukienek, które wyglądały idealnie w chwili, gdy je przymierzyłam. Później tego samego dnia spoglądałam wstecz i zastanawiałam się, jak po kilku wstępnych e-mailach zorientowała się, że jestem typem kobiety, która rozważa najbardziej nietradycyjne style (czytaj, bardzo krótkie) z największą ilością zainteresowanie, a mimo to udało mi się przemycić do kolekcji jedną sukienkę w stylu księżniczki, w której od razu się zakochałam. I około dwudziestu innych.
Sukienka mini Ingrid projektu Elizabeth Filmore. (Zdjęcie: Emily Epstein)
Kogo obchodzi, co myśli społeczeństwo? Wyobrażałem sobie Ingrid szepczącą do mnie, gdy razem paliliśmy trawkę w łazience. Czy ty, dziewczyno.
O mój Boże, czy ktoś ci kiedyś mówił, że wyglądasz zupełnie jak Grace Kelly? – zapytała sukienka o nazwie Crème Brûlée. Ponieważ całkowicie to robisz.
Powinnaś częściej nosić model bez ramiączek, to naprawdę podkreśla Twoje wspaniałe piersi, ona… to… to! – dodała.
Obaj przedstawili przekonujące argumenty. Panie, proszę! Myślałem desperacko, podczas gdy moja matka zaczęła głośno zastanawiać się, czy rzeczywiście powinnam to zrobić dwa suknie ślubne. Całe doświadczenie trwało tylko godzinę.
Jeśli to była komedia romantyczna lub Wredne dziewczyny odpowiedź byłaby oczywista: wybrałbym Ingrid. Gdybym poszła za radą pani Northrop i ubrała się tak, abym przez resztę życia czuła się dobrze, patrząc wstecz na zdjęcia ślubne, prawdopodobnie sięgnęłabym po bardziej dorosły Crème Brûlée.
Ostatecznie w ciągu półtorej godziny przymierzyłam zaledwie osiem sukien ślubnych, a już byłam gorączkowo ciągnięta w dwóch kierunkach przez zniewalające głosy wykonane z gazy i koronki Chantilly. Ale czy może być inna, jeszcze lepsza opcja?