Czy wiesz, jakie są według mnie najpiękniejsze słowa w języku angielskim – z pewnością w języku tego wielkiego, zaginionego wynalazku, ogólnoamerykańskiego musicalu?
Prawidłowy! Wykonajmy całą kombinację, odwracając wzrok od lustra.
Od góry,
osobowość wagi
Pięć, sześć, siedem, osiem!
Wystarczy, że usłyszę: pięć, sześć, siedem, osiem! zwiastuję błyskotliwy pierwszy numer A Chorus Line i jestem szczęśliwy; Jestem dokładnie tam, gdzie chcę być. W jakiś sposób, którego nie potrafię wyjaśnić, jestem w domu.
A Chorus Line Michaela Bennetta (1975), który szczęśliwie wrócił z nami na Broadway w pełnej miłości odnowie w reżyserii Boba Aviana (pierwotnego współchoreografa Bennetta), był musicalem kształtującym moje teatralne życie. Kiedy zobaczyłem oryginalną produkcję w Londynie, pomyślałem wtedy – i nadal tak uważam – że to najbardziej nowatorski, nowoczesny amerykański musical, jaki kiedykolwiek widziałem.
Siedmiominutowy utwór otwierający jest jedną z najwspanialszych choreografii w historii. Dla jednego wrażenia wprowadza nas w każdą postać i świat przesłuchania tanecznego – Boże, mam nadzieję, że to zrozumiem / mam nadzieję, że to zrozumiem – w ten sam mistrzowski sposób, w jaki bezsłowna uwertura do „Karuzeli” przekazuje cały muzyczny świat .
Dla mnie niespodzianką związaną z wznowieniem jest to, że po tak długim czasie A Chorus Line nadal mnie poruszał. Być może tęskniłem za młodszym sobą, za tym, co kiedyś było współczesne, a teraz stało się dziełem z epoki. To jednak nie wszystko. A Chorus Line wciąż zachwyca i jest bardzo żywy, ponieważ pozostaje wspaniałym, niezastąpionym i ponadczasowym widowiskiem.
Kontynuuje długi romans Ameryki z historiami zza kulis i showbiznesem jako metaforą, od Cygana przez 42. Ulicę po Follies. (Chicago Boba Fosse’a, którego premiera również miała miejsce w 1975 r., to cyniczna podbrzusze showbiznesu A Chorus Line). Książka A Chorus Line autorstwa Jamesa Kirkwooda i Nicholasa Dantego brzmi bardziej prawdziwie niż większość, ponieważ w dużej mierze opiera się na historiach życia oryginalnych członków obsady. Z pewnością serial ma w sobie odrobinę szczerego sentymentalizmu, tak jak musi to wyglądać w przypadku musicali za kulisami („What I Did for Love”). W tym sensie „A Chorus Line” jest showbiznesowym spadkobiercą klasycznego filmu baletowego Michaela Powella i Emerica Pressburgera „Czerwone buty” (1948).
Niezwykle sugestywna ścieżka dźwiękowa Marvina Hamlischa – najlepsza, jaką napisał pan Hamlisch – a zwłaszcza ostre teksty Edwarda Klebana są doskonałym wyrazem ciężkiego, krótkotrwałego życia tancerza (Zagraj mi muzykę / Daj mi szansę przetrwać), z ciała, które prawdopodobnie da się naprawić (Cycki i tyłek / Kupiłem sobie fantazyjną parę) i nieunikniony los. „Jestem tancerką” – protestuje Cassie, prawie gwiazda przedstawienia, i błaga, żebym wróciła do chóru. Tancerz tańczy.
Czy kiedykolwiek istniała ważna sekwencja muzyczna, która mogła przebić nieprzerwany blask At the Ballet A Chorus Line? Znakomity Baayork Lee (który grał Connie w oryginalnym A Chorus Line) wspaniale odtworzył choreografię Bennetta. At the Ballet dotyka wielkości w wysublimowanej syntezie tańca, muzyki i światła, gdy lustra obracają się w przestrzeni. Mamy ochotę krzyczeć na widok cudu tego wszystkiego: Jakie to piękne! Jak piękne może być życie.
To spora ironia losu, że „Jeden”, słynny obecnie finał serialu, kiedy wszyscy członkowie obsady wychodzą, by złożyć ukłon w swoich złotych cylindrach i identycznych kostiumach, nieuchronnie zmusza nas do kibicowania im za przetrwanie. Ale tak naprawdę to nie jest zwycięstwo. Każda jednostka została zredukowana do pozbawionej charakteru anonimowości, Rockette w refrenie.
Theoni V. Aldredge odtworzyła swoje oryginalne kostiumy (na szczęście opierając się pokusie aktualizacji); Natasha Katz zaadaptowała oświetlenie Tharona Mussera; a scenograf Robin Wagner dokładnie odtworzył swoją pustą przestrzeń, która ma reprezentować studio prób. (Są tylko dwa rekwizyty: stołek i torby tancerzy). Peter Brook zbudował całą estetykę i słynną książkę wokół teorii teatru jako pustej przestrzeni. W swojej pozornej prostocie zestaw pana Wagnera do A Chorus Line wyczarowuje cud z lustrami.
jaki jest znak zodiaku na 4 marca
Scenografia jest odwrotnością broadwayowskiego musicalu zdominowanego i zalanego zbyt dużą ilością projektów i zbyt wieloma efektami specjalnymi. Od tego czasu lustra były szeroko naśladowane, aż do produkcji Madama Butterfly w reżyserii Anthony'ego Minghelli, obecnie wystawianej w Met. Ale w musicalu, w którym tancerz i lustro są nierozłączni, nie widziałem jeszcze luster wykorzystywanych tak dobrze – lub bardziej naturalnie.
Bennett później reżyserował i choreografował Dreamgirls, ale tylko raz zwyciężył w A Chorus Line: podczas jednego z najbardziej niesamowitych wieczorów w historii showbiznesu (29 września 1983) Bennett uczcił rekordowy 3389 występ A Chorus Line inscenizacją uroczyste przedstawienie z udziałem 332 absolwentów. Jako dyrektor koncepcyjny nigdy nie był mały. Za garderobę służył Booth Theatre, sąsiadujący z dawnym domem A Chorus Line w Shubert na Broadwayu.
Bennett zorganizował galę już po czterech dniach prób do maratonu. Trwający tylko jeden wieczór występ, podczas którego fala za falą chórów różnych zespołów dołączających na przestrzeni lat do każdej sceny, dosłownie doprowadził publiczność do stanu delirium. Wiedziałem wtedy oczywiście, że przedstawienie będzie należeć do pamięci i opowieści i że nie da się go nigdy powtórzyć na scenie. Nie udało mi się też ponownie uchwycić szeroko otwartymi oczami, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem oryginalną obsadę A Chorus Line wiele lat temu.
Z pewnością tak będzie z biegiem czasu. Stare dobre czasy nigdy nie były tak dobre jak stare dobre czasy…. Nieuniknione było, że w obecnym wznowieniu dwa lub trzy przedstawienia nie będą w stanie dorównać legendarnym oryginałom. Ale nie tam, gdzie liczy się to najbardziej, w ich sercach. Cóż więcej mogła zrobić cudowna Charlotte d’Amboise w roli Cassie (rola, którą rozsławiła Donna McKechnie)? Pani d’Amboise prawie zostawiła swoją krew na scenie w wyjątkowo wymagającej sekwencji tanecznej The Music and the Mirror – i triumfowała.
Ale tak, świat bardzo się zmienił w ciągu trzech dekad od premiery A Chorus Line. W 1987 roku sam Bennett, podobnie jak wiele utalentowanych dzieci z Broadwayu, zmarł tragicznie na AIDS. (Miał 44 lata). To, co odrodzenie w cudowny sposób potwierdziło dla nas, to fakt, że A Chorus Line jest obecnie w takim samym stopniu klasycznym dziełem teatru muzycznego, jak Gypsy czy West Side Story.
Młody, nieznany Bennett przypadkowo znalazł się w chórze objazdowej produkcji West Side Story, a jego bogiem tańca był jej reżyser, Jerome Robbins. Bennett urodził się w Buffalo w stanie Nowy Jork (popełnienie samobójstwa w Buffalo jest zbędne) i potajemnie uczył się wszystkich tańców i baletów Robbinsa. Zostałby spadkobiercą Robbinsa na Broadwayu i dlatego dzieła Bennetta – w przeciwieństwie do Boba Fosse’a – nie można wklejać. Bennett wyniósł swoją choreografię poza pułapki osobistego stylu w wyższe sfery pozbawionej sztuki sztuki.
Nie można przegapić szansy zobaczenia jego arcydzieła ponownie lub po raz pierwszy. Bennett nie dążył – jak upiera się pan Brantley z „The Times” – do namalowania kinetycznymi pociągnięciami portretu grupowego… niczym mieszkańcy gęsto zaludnionych płócien Velazqueza czy Rembrandta. Och, mój. Gdyby Michael Bennett był tak pretensjonalny, nigdy byśmy nie usłyszeli ani o nim, ani o A Chorus Line. Właściwie zapożyczył i zaadaptował technikę filmową – rozpuszczenia, szybkie cięcia i zbliżenia. Był instynktownym dzieckiem ulicy, a nie intelektualistą – cygańskim geniuszem z Broadwayu, który kochał taniec i tancerzy i żył dla amerykańskiego musicalu.
Znak zodiaku 26 września
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem A Chorus Line, myślałem, że widzę przyszłość. A teraz, widząc go ponownie tak pięknie odrestaurowanego, czuję słodko-gorzkie poczucie zarówno straty, jak i możliwości. Strata, bo amerykański musical na pokolenie stracił wiarę w siebie; taka możliwość, bo A Chorus Line nie jest cyniczny, ani pseudoopera, efekt specjalny, przedstawienie kukiełkowe, infantylna pszczółka ortograficzna czy szafa grająca.
Zatrzymaj się i rozejrzyj się wokół siebie! Jersey Boys, Mamma Mia!, Lakier do włosów, Avenue Q i cała reszta. Za moje pieniądze A Chorus Line to wciąż najlepszy musical w mieście.