Instapundit zastanawia się, jak mały chłopiec może wygrać

Jeśli nie wiesz, Glenn Reynolds jest największym indywidualnym właścicielem w blogosferze politycznej. Za dnia łagodny profesor prawa w Knoxville w stanie Tennessee, kiedy wchodzi do internetowej budki telefonicznej, jawi się jako Instapundit, czyli Blogfather, wszechpotężny król blogów. Na swojej stronie instapundit.com pan Reynolds publikuje swoje przemyślenia na różne tematy, od polityki, przez krytykę prasową, przez science fiction, po eksplorację kosmosu, minuta po minucie, praktycznie w każdej godzinie dnia. . Jego ulubioną formułą jest jednozdaniowe wprowadzenie, po którym następuje cytat blokowy i jedno z trzech podpisów: Heh, Rzeczywiście lub Przeczytaj całość.

Jak wynika z danych zebranych przez witrynę internetową Technorati i opublikowanych w najnowszym numerze nowojorskiego magazynu, entuzjazm pana Reynoldsa okazał się na tyle popularny, że Instapundit zajął siódme miejsce na liście najczęściej linkowanych blogów w Internecie. Spośród blogów politycznych tylko dwie witryny są większe od jego i obie są dziełem grupowym: The Huffington Post, hollywoodzki festyn Arianny Huffington i DailyKos, lewicowa społeczność Markosa Moulitsasa Zúnigi. Przed Instapundit pan Reynolds anonimowo zaspokajał swoje potrzeby ekspertów-amatorów, wypowiadając się pod wieloma pseudonimami na The Fray, forum czytelników Slate. Wśród niektórych dziennikarzy (ja nie jestem) takie zachowanie powoduje, że zostajesz uznany za wariata. Ale zleć te same myśli swojej próżnej witrynie internetowej, a będziesz nadawał się do bycia gościem w Niezawodnych Źródłach CNN z Howardem Kurtzem.

24 marca to jaki znak zodiaku

Blogowanie uczyniło pana Reynoldsa sławnym, przynajmniej w średniej wielkości społeczeństwie – dziennikarzach, profesorach prawa oraz garstce ćpunów politycznych i informacyjnych, którzy nie są dziennikarzami ani profesorami prawa – którzy czytają blogi poświęcone aktualnościom i polityce. Dzięki temu regularnie występował w mediach głównego nurtu: na blogu MSNBC.com i na nowym blogu grupowym The Guardian, Comment Is Free…. (Tak, ma trzy blogi.) Jeśli pan Reynolds raczy pobłogosławić marnego, pozbawionego czytelników bloga linkiem z Instapundit, tworzy legendarną Instalanche, falę czytelników, których ruch może wynieść blog z zapomnienia na listę A. (lub przynajmniej lista B.)

Można więc pomyśleć, że pan Reynolds poświęci swój nowy technotopijny manifest, An Army of Davids, cudom blogowania. Ale on tego nie robi. W tej kwestii pan Reynolds jest wyjątkowo spokojny. Triumfalistyczny ton, jaki rzuca na Instapundit, okazuje się być trochę pozą. Blogowanie, mówi nam pan Reynolds, jest jak warzenie własnego piwa: robisz to, bo sprawia ci to przyjemność i sprawia ci radość, a nie dlatego, że myślisz, że pokonasz Anheuser Busch.

Pan Reynolds ma na głowie ważniejsze sprawy niż blogowanie, na przykład wyjaśnienie, jak w przyszłości wszyscy będą żyć wiecznie na terraformowanym Marsie, gdzie wszyscy będziemy pracować w Starbucks. (To nieco bardziej przekonujące, niż się wydaje). Poszczególne rozdziały – w tym dotyczące blogowania, nanotechnologii, badań nad starzeniem się i podróży kosmicznych – rzekomo łączy wspólny temat: wszystkie te technologie pomagają małemu człowiekowi. Widzisz, nanotechnologia jest naprawdę mała, więc się mieści. I spowolnienie procesu starzenia, co pomaga ludziom. I podróże kosmiczne, które wymagają technologii. W ograniczonym stopniu to rozproszone podejście jest skuteczne, ponieważ książka przypomina blog pana Reynoldsa: wesoły, krótki, optymistyczny, uparty, specyficzny. Niestety częściej przypomina blog pana Reynoldsa: protekcjonalny, lekki, triumfalny, pozbawiony danych, specyficzny. Cała książka jest napisana nieświadomym, pouczającym tonem dla dzieci (Ludzie byli kiedyś ignorantami. Trudno było się czegoś nauczyć).

Jest coś w poglądzie, że technologia – czy to proce, czy strony internetowe – pozwala jednostce wyrównać pole bitwy z instytucjonalnymi Goliatami. Ale pan Reynolds nie dodaje żadnych nowych ani zaskakujących myśli. Uważa on za nowatorskie wskazanie, że przechodzimy od gospodarki opartej na produkcji do gospodarki opartej na usługach, że Internet eliminuje pośredników i eliminuje pośrednictwo w wielu branżach, a technologia daje obecnie jednostkom władzę, która kiedyś należała wyłącznie do narodu -stany.

Pan Reynolds jest również bardzo dobry w pokonywaniu słomianych ludzi. Wygląda na to, że żaden pomysł nie przechodzi mu przez głowę bez jednoczesnego przywołania armii wyimaginowanych sceptyków posługujących się niedorzecznymi, łatwymi do obalenia argumentami. W jednym fragmencie wyobraża sobie, jak niebieskonosi pogardzaliby jego praktyką zabierania córki do sklepu Build-a-Bear w centrum handlowym. W innym fantazjuje, że przedstawiciele mediów denerwują się, gdy obywatele reagują na katastrofy spokojnie i bez konieczności uzyskania wskazówek od urzędników rządowych, ponieważ nie ma nikogo odpowiedzialnego, z kim mógłby przeprowadzić wywiad.

Przede wszystkim pan Reynolds wydaje się całkowicie nieświadomy wielu powodów, dla których jego teza jest nieważna. Zabawnie może być udawanie, że jesteś twardym indywidualistą walczącym w Internecie z Człowiekiem wielkich instytucji, który ciągle Cię poniża. Ale sam Instapundit pobiera pensję od instytucji, która istniała od średniowiecza: uniwersytetu (i jego jest finansowany przez państwo). Są wyjątki, ale wydaje się, że zdecydowana większość odnoszących sukcesy blogerów zajmujących się wiadomościami i polityką to profesorowie etatowi lub wybitni dziennikarze. Kim są tutaj Davidowie?

Pierwotny Dawid, chłopiec z procą, który powalił przerażającego filistyńskiego olbrzyma, nie pozostał mały na długo: po epizodzie z procą został królem Izraelitów. I nadużył swojej władzy, wysyłając człowieka na śmierć, aby on, Dawid, mógł spać z żoną zmarłego. Innymi słowy, Dawid ostatecznie stał się Goliatem. Podobnie Instapundit, przynajmniej w swoim zakątku blogowania – choć o ile mi wiadomo, jeszcze nikogo nie zabił.

polestar 2 recenzje

W blogosferze panuje irytująca konwencja: użycie sformułowania oznacza, że ​​zgadza się ze mną. Szczerze mówiąc, myślę, że Glenn Reynolds to rozumie. Chciałbym tylko, żeby zrobił coś więcej. Jeśli mi nie wierzysz, cóż, przeczytaj całość.

Chris Suellentrop pisze kolumnę Opinionator w The New York Times.