Henry Street: blok na Brooklynie, który przekracza czas

Henry Street, położona pomiędzy Cobble Hill i Carroll Gardens na Brooklynie, ma barwną przeszłość i dynamiczną teraźniejszość. (Zdjęcie: Kaitlyn Flannagan dla Startracker)

Henry Street, pomiędzy Cobble Hill i Carroll Gardens, ma barwną przeszłość i dynamiczną teraźniejszość. (Zdjęcie: Kaitlyn Flannagan dla Startracker)

Przyjrzałem się prawdopodobnie 20 kamienicomzanim natknąłem się na idealny klejnot, na przecznicy z książkami z obrazkami przy Henry Street, na granicy Cobble Hill i Carroll Gardens. To nie otoczenie przypominające oazę czy kości budynku przykuły moją uwagę jako pierwsze, ale półka właścicieli z książkami Jonathana Lethema. Byłem w szoku, gdy żona pary otworzyła egzemplarz Gun, z okazjonalną muzyką : jego pierwsza powieść, dedykowana jej. Nazywała się Carmen Fariña i była przyszłą rektorką nowojorskiego systemu szkolnego i uczyła pana Lethema w PS. 29, szkoła na rogu.

Jak się dowiedziałem, w tej ukrytej dzielnicy było mnóstwo innych niespodzianek, niegdyś wytwornych, od dawna cieszących się złą sławą, a właśnie wtedy, na przełomie tysiącleci, zmierzających ku gentryfikacji. Moja żona i ja nie mogliśmy się doczekać, aż Pani Fariña i jej mąż – przez Włochów na bloku nazywanym przez Włochów Hiszpanem Tonym – przekażą klucze.

Gdy pierwsza zima w naszym nowym kamienicy ustąpiła miejsca wiośnie, odcinek Henry Street zaczął porastać liśćmi. To był duży atut: wzdłuż chodników stały bliźniacze rzędy platanów z niejednolitą korą – krewnych jaworów – naprzeciwko siebie po drugiej stronie ulicy, w porządku niczym partnerzy do tańca. Ale na tyłach sprawy toczyły się bardzo pomyślnie.

Za płotem po naszej północnej stronie mieszkali nowi ludzie, tacy jak my, pisarz i fotoedytor, który urządził swoje schludne podwórko na potrzeby przyjęć. Ale po drugiej stronie była żywiołowa scena mieszanych przedsięwzięć rolniczych. Właścicielką była urodzona we Włoszech wdowa o długim, ale nieokreślonym wieku – wyglądała jak Nosferatu ze zmarszczkami uśmiechu – która pozwoliła, aby wszystko dryfowało, a jej ogród zmienił się w gąszcz strzelistych słoneczników, kolczastych chwastów i zdziczałej cukinii.

Najbardziej niezwykłą cechą jej podwórka dla miejskiego chłopca takiego jak ja były bezlitosne winorośle, roślinni intruzi tak grubi jak nadgarstki wdowy. Kiedy spałem pewnej nocy, przynajmniej tak mi się wydawało, pnącza winorośli przeskoczyły płot i wiły się na dwa piętra w górę, w stronę gałęzi mojej wiśni i śliwy. Zdjęcia odbywały się z tak brutalną, natarczywą natarczywością, że zacząłem się zastanawiać, czy w pewnym stopniu nie zaniepokoiły tej wątłej, powściągliwej kobiety.

Architekt Brendan Coburn nazywa Cobble Hill najbardziej nienaruszoną XIX-wieczną dzielnicą domów szeregowych w Stanach Zjednoczonych. (Zdjęcie: Kaitlyn Flannagan dla Startracker)

Architekt Brendan Coburn nazywa Cobble Hill najbardziej nienaruszoną XIX-wieczną dzielnicą domów szeregowych w Stanach Zjednoczonych. (Zdjęcie: Kaitlyn Flannagan dla Startracker)

W tym czasie, ponad 15 lat temu, naszą 400-osobową przecznicę przy Henry Street, pomiędzy ulicami Kane i Degraw, zapełniali już prawnicy, francuscy szefowie kuchni i doradcy finansowi, młodzi ludzie z Wall Street i ci, którzy ich obsługiwali. The Południe Włosi, którzy uczynili Cobble Hill i Carroll Gardens swoją charakterystyczną enklawą, zaczęli się starzeć i iść dalej, a ich dzieci sprzedawały ludziom, którzy po raz pierwszy przekraczali East River i ulegali urokowi tego miejsca, jego rzędów przystojnych, charakterystycznych kamienice. (Architekt Brendan Coburn, którego pracownia CWB Architects wznosi pierwszy nowy budynek w naszej dzielnicy od prawdopodobnie stu lat, nazywa Cobble Hill najbardziej nienaruszoną XIX-wieczną dzielnicą domów szeregowych w Stanach Zjednoczonych.) Wystarczająco blisko wody, aby przechodnie mogli słychać syreny przeciwmgielne statków w porcie, to nie tylko Patrzeć jak gdzie indziej, kiedy wychodzisz z metra na Manhattanie; tutaj jest inna temperatura.

Większość przybyszów, przybywających ze swoimi architektami i architektami krajobrazu, z ich wymazanymi intencjami, nie złapie nic poza przebłyskiem życia w Technicolorze, które właśnie ich poprzedziło. Nasza dzielnica i okolica posiadały bogatą ciągłość Starego Świata, dobrze reprezentowaną przez winorośl na podwórku mojego sąsiada.

Wystarczająco blisko wody, aby przechodnie mogli usłyszeć róg mgłowy statków w porcie, ale nie tylko Patrzeć jak gdzie indziej, kiedy wychodzisz z metra na Manhattanie; tutaj jest inna temperatura.

Dawno, dawno temu, a nie tak dawno temu, każde gospodarstwo domowe tutaj produkowało własne wino. Podczas prohibicji nikt w Cobble Hill nie odczuwał pragnienia. Miażdżenie, dojrzewanie i butelkowanie (nie wspominając o piciu) były częścią cyklu tła roku domowego, obejmującego wojny światowe, kryzys i okresy rządów kapitanów okręgów i polityków. Każdej jesieni, w stęchłym półmroku piwnic z piaskowca, przy prasach do koszy dębowych i żelaznych, antyki z epoki przemysłowej, przynitowane jak wieżyczki pokładowe na drednocie, były szorowane i przygotowywane. W festiwalowej atmosferze wąskie uliczki Cobble Hill eksplodowały kwiatowym, kandyzowanym zapachem puree owocowego – i mnóstwa żółtych kurtek – gdy przybyły winogrona.

Ulicami odbywały się parady religijne, zaskakujące dla osób z zewnątrz, z formalnie ubranymi tłumami niosącymi na ramionach palankiny – posągi świętych naturalnej wielkości lub Dziewicę w szklanych gablotach. Podczas jednego z rytuałów maszerujący uklękli na rogu i ucałowali chodnik.

Kim byli ludzie w Twojej okolicy? Gangster

Kim byli ludzie w Twojej okolicy? Gangster „Szalony Joe” Gallo kazał lokajowi spacerować ulicą ze swoim ulubionym lwem. (Zdjęcie: Hulton Archive/Getty Images)

Tymi samymi ulicami gangster Joey Gallo lub funkcjonariusz, którego w tym celu zatrudnił, spacerował ze swoim ulubionym lwem Cleo. Chociaż Gallo już dawno zniknął – a jego pamięć została upamiętniona w piosence Boba Dylana – zanim przyjechaliśmy, jego sekretny, przestępczy świat inicjacji i cisza był (i prawdopodobnie nadal jest) tutaj bardzo żywy.

Co jakiś czas kurtyna się rozsuwała i można było dostrzec przebłysk tej Inności. Na końcu ulicy znajdował się salon kosmetyczny, w którym podobno słychać było brzęk automatów do gier za fałszywą ścianą. Był tam znajomy dziennikarz, członek grupy uderzeniowej przestępczości zorganizowanej, który spędził tygodnie na obserwowaniu restauracji, w której jedliśmy wódkę penne alla. Był taki poranek w sklepie, kiedy kupiłem świeżo wyrwaną mozzarellę, kiełbaski i chleb, kiedy ja, Pan Uśmiechnięty Dobry Sąsiad, chwyciłem za długopis, aby podpisać petycję na ladzie. Potem zobaczyłem, czemu protestował: Komitet Obywateli Zaniepokojonych Naruszeniem Praw Obywatelskich Johna Gottiego. Właściciel sklepu patrzył, jak to czytam. Nasze oczy się spotkały. Odłożyłem długopis. Dobrze…

Tymi samymi ulicami gangster Joey Gallo lub funkcjonariusz, którego w tym celu zatrudnił, spacerował ze swoim ulubionym lwem Cleo.

Nasz blok też miał oczywiście inną, bardziej odległą przeszłość. Tablica pod adresem 426 świadczy o zamożności założycieli: Jennie Jerome, matka Winstona Churchilla, urodziła się tu w 1854 roku, córka wschodzącego finansisty i, jak się można domyślić, pracującego w wolnym czasie drania Leonarda.

To właśnie ta epoka zdefiniowała wygląd bloku i nadała jego kamienicom wzór DNA: niski parter, na którym służba pracowała i przygotowywała posiłki, strzelisty, efektowny salon, w którym bawiła się rodzina, oraz sypialnie na piętrze. , z charakterystycznymi niszowymi pomieszczeniami, umiejscowionymi pomiędzy szybem klatki schodowej a frontem budynku. Wiele dzieci z Cobble Hill wychowało się w tych przytulnych wnękach.

Pozostały także inne ślady przeszłości, w tym stalowe włazy, które prawie każdy dom wbił w ziemię z przodu i z tyłu. W przeszłości włazy te otwierano na oścież i przez przedni właz wsypywano węgiel do piwnicy. Pył węglowy, przynajmniej w teorii, ulatniałby się tylnym otworem na podwórko. Instalacja wodno-kanalizacyjna w pomieszczeniach mogła być czymś w rodzaju nowości – łazienki w naszym domu najwyraźniej zostały zmodernizowane i w pewnym momencie wciśnięte w istniejące szafy – i można sobie tylko wyobrazić przemierzanie brudu węgla do wychodku na tyłach.

Inne szczątkowe elementy obejmują smukłe żelazne wieże wznoszące się na wysokość dachu za wieloma domami, zachęcając dzieci do ryzykowania życia i zdrowia podczas wspinaczki na małpie. Żaden odwiedzający, którego zapytałem, nigdy nie odgadł ich funkcji. Uwaga, spoiler: wieże służą do suszenia prania. Liny na krążkach biegną od, powiedzmy, tylnego okna na trzecim piętrze do wieży na końcu podwórza. W latach 90. te sznury do prania były nadal bardzo w użyciu, a nad głową powiewały falujące majtki pani takiej a takiej, dumnej jak flaga brytyjska.

Jennie z bloku: Winston Churchill

Jennie z bloku: matka Winstona Churchilla, Jeannette Jerome, urodzona na Henry Street w 1854 r. (National Portrait Gallery London/Wikipedia)

Zanim dokonaliśmy zakupu, pod koniec 1998 r., ceny w okolicy wzrosły po krachu po 1987 r. i rozpoczęły się, o czym nie wiedzieliśmy, że będą niemal nieubłagane.

Tak naprawdę najniższy poziom przypadł na rok 1992, mówi Brian Lehner, pośrednik w firmie Brown Harris Stevens, która sprzedaje nieruchomości w Cobble Hill od prawie 30 lat. Ale od tego czasu tendencja wzrostowa utrzymuje się niemal bez przerwy. Nawet 11 września zdawał się mieć odwrotny skutek, niż można by się spodziewać – ludzie chcieli być uziemieni, związać się z domem.

Ceny czterech kamienic, które zamknięto w zeszłym roku przy naszej ulicy Henry Street, wahają się od 4,6 miliona dolarów za nowy budynek CWB wynoszący 359 do 2,6 miliona dolarów za dom o szerokości 15 stóp, a pozostałe dwie kosztują 3,5 miliona dolarów , co najwyraźniej jest obecną średnią dla standardowych kamienic piaskowych o szerokości 21 stóp. Rekordową rekordem była kwota 6,75 miliona dolarów zapłacona rok wcześniej przez założyciela marki modowej szmat i kości, Marcusa Wainwrighta, za dom w stylu federalnym z 1844 r. pod adresem 491, z frontem o długości 50 stóp przy ulicach Henry i Degraw. (W tym domu podoba mi się wszystko, powiedział pan Wainwright, z wyjątkiem sytuacji, gdy muszę odgarnąć 50 stóp śniegu). Jego szeroko zakrojone modernizacje, oprócz ogromnego remontu przeprowadzonego przez poprzednich właścicieli, obejmowały między innymi usunięcie schodów i przebudowę powrót domu do domu jednorodzinnego – są nieodłączną częścią sceny z 2015 roku, w tym głównych prac prowadzonych w co najmniej czterech innych budynkach w okolicy.

Powiedział pan Lehner: Poziom renowacji, jaki obecnie obserwujemy, to coś innego. Duże sumy pieniędzy włożone w wykonanie tych kamienic dokładnie takich, jak chcą ludzie, przeniosły sprawę na inny poziom.

„Poziom renowacji, jaki obecnie obserwujemy, to coś innego. Duże sumy pieniędzy wydane na wykonanie tych kamienic dokładnie tak, jak chcą ludzie, przeniosły sprawę na inny poziom” – Brian Lehner, zastępca brokera w Brown Harris Stevens

Gdy nasz blok znalazł się w zamożnej, zmodernizowanej dwudziestce, dla starych wyjadaczy wciąż pozostaje pentimento przeszłości. Pewien długoletni mieszkaniec powiedział mi, wskazując na dom, w którym obecnie, zgodnie z przeznaczeniem, zajmuje się prokurator, że tam był nasz dom towarowy. Pani, która tam mieszkała, miała wieszaki z futrami, duże stosy sprzętu stereo i nowiutkie markowe garnitury, które spadły z ciężarówki. Jeśli nie miała tego, czego chciałeś, na przykład potrzebowałeś ładnego smokingu na bal maturalny, po prostu jej to powiedziałeś – dała ci znać, kiedy to podkręciła.

Staruszek również miło, może trochę za bardzo, wspomina wojnę Hare Kryszna.

Działka narożna, na której CWB buduje 435 Henry Street, oraz dwa niedawno odnowione, sąsiadujące ze sobą budynki, pod numerami 439 i 441, mają barwną historię, która być może nie znalazłaby się w ich broszurach sprzedażowych. W budynkach przez wiele lat mieścił się klasztor francuskiego zakonu sióstr Pielęgniarki Ubogich Chorych/Zgromadzenie Dzieciątka Jezus; pusta działka była otoczonym murem ogrodem.

Jednak w latach sześćdziesiątych, po odejściu zakonnic, zamieszkała tu grupa wyznawców Hare Kryszna. Zdaniem staruszka, inwestycja ta nie spodobała się mieszkańcom. Po różnych szyderstwach, potyczkach i momentach kłótni nadszedł dzień corocznej imprezy blokowej, kiedy ulica została zamknięta dla ruchu, a sąsiedzi przesiadywali, grillując paprykę, kiełbaski i co tam. Staruszek i jego nastoletni przyjaciele uważali, że to idealny dzień, aby zapalić na progu worek śmieci i rzucić wyzwanie Krysznie.

Dla Krysznów była to ostatnia kropla. Wyszli pełną parą, chwytając starszego człowieka i jeszcze jednego przyjaciela, zanim zdali sobie sprawę ze swojego błędu: powinniście zobaczyć ich twarze, kiedy podnieśli wzrok i zobaczyli tych wszystkich twardzieli tam i z powrotem na ulicy, wyskakujących z trawników i biegających po przecznicy.

Trudno sobie wyobrazić, że Scorsese będzie się tak prezentował na naszej spokojnej, przyjaznej psom i dzieciom ulicy, gdzie jesienna impreza obejmuje dmuchany zamek, a nie uliczną bójkę. Ale kiedy się wprowadziliśmy, trudno byłoby wyobrazić sobie najbardziej znany punkt orientacyjny w starej dzielnicy, prawie stuletnią piekarnię braci Cammareri z Chory umysłowo sława, znikająca z dnia na dzień. Nowe dziecko z plakatu, Farmacy, świadomie modna fontanna z napojami gazowanymi w stylu retro, prawdopodobnie bardziej nam teraz odpowiada.

Moja żona i ja jesteśmy już prawie staruszkamijesteśmy tu teraz, dzieląc się historiami z przybyszami z dawnych czasów i podtrzymując kilka tradycji. W sylwestra nadal będziemy wychodzić z domu o północy i uderzać w garnki i patelnie, jak robili to starzy Włosi. Piętnaście lat temu brzmiałoby to jak oblężenie Leningradu na podwórku. A jeśli teraz jest ciszej, miło jest słyszeć tu i ówdzie szalone stukanie w garnek, w górę i w dół przecznicy, kilka ech w nocy.

Znak horoskopu na 21 lutego