
Helen Mirren i Liam Gross Berlinie, kocham cię .Martin Nicholas Kunz/Saban Films
Kolejna antologia składająca się z 10 winiet mających na celu oddanie hołdu miastom, w których rozgrywają się historie, Berlinie, kocham cię to pusta, nudna klapa z kilkoma znanymi twarzami w kawałkach, które nie wnoszą nic wartościowego. Trzy poprzednie wysiłki w tej serii skupiały się na Nowym Jorku, Paryżu i Rio. Berlin nie ma ani atmosfery, ani różnorodności fotograficznej innych miast, ani też żadnego uroku. W skali od jednej do czterech gwiazdek każdy film z niewielką rolą Helen Mirren, niezależnie od tego, jak mały i nieistotny, zasługuje na co najmniej jedną. Ale o niczym więcej Berlinie, kocham cię ocenia jedną wzmiankę.
Typowo bezsensowna narracja otwierająca mówi, że ludzie przyjeżdżają do Berlina, aby bębnić… tańczyć… i zakochiwać się. A niektórzy z nich odlatują. Cokolwiek to oznacza, służy jako bezpretensjonalne preludium do napuszonego nonsensu, który następuje. Po tym, jak zostaje porzucony przez swoją dziewczynę, Jared (zwykle zdolny brytyjski aktor Jim Sturgess) jedzie do Berlina, aby zapić się na śmierć. Kupuje mówiący samochód o imieniu Vanessa. Vanessa nie pozwoli mu popełnić samobójstwa. Ona podąża za nim ulicą, zadręczając go prośbą, żebym pokazał ci mój Berlin. Tak więc zza kierownicy zwiedza miasto, od kawiarni i mostów po Bramę Brandenburską, i zakochuje się w zwariowanej, marudzącej dziewczynie, która chce zostać lektorem filmowym. Przywróciłeś mi wiarę w życie – mówi, a Vanessa przestaje mówić i odjeżdża.
| BERLINIE, KOCHAM CIĘ ★ |
Jest też Keira Knightley w roli nieszczęsnej, dobrej Samarytanki z Londynu, która przebywa w Niemczech, aby uciec od rzeczywistości i która ratuje małego arabskiego chłopca porzuconego przez matkę, pomimo sprzeciwu własnej kochającej matki (Helen Mirren). Jest Amerykanka, która pozwala się zabrać w hotelowym barze samotnemu, poobijanemu staruszkowi pokrytemu tatuażami (Mickey Rourke) i udaje się do jego pokoju na seks, ale kiedy kretyn budzi się następnego ranka w pustym łóżku odkrywa, napisany szminką na lustrze w łazience, że tak naprawdę była to dawno zaginiona córka, której nigdy nie spotkał. Diego Luna (meksykański aktor z I twoja mama też ) gra transpłciową kobietę, która spotyka 16-letniego chłopca z problemami z tożsamością seksualną, który desperacko pragnie zostać pocałowany przez mężczyznę w jego urodziny, aby zaspokoić swoją torturowaną ciekawość seksualną.
Luke Wilson, jako wyczerpany aktor, który od dwóch lat kręcił film o końcu świata i nie wie, co zrobić z kontynuacją, odzyskuje wiarę dzięki przedstawieniu kukiełkowemu. Modelka w głupi sposób jedzie aż do Berlina na swój wielki przełom, gdzie zostaje wykorzystana i molestowana przez fotografa. Taksówkarz z Turcji zabiera dyplomatę porwanego przed ambasadą, zostawiając teczkę na siedzeniu pasażera. Trzy kobiety sprzysięgają się na mężczyznę w pralni w imię feminizmu.
Jest tego więcej, ale im dłużej to się ciągnie, tym bardziej staje się niespójne. Podejmuje się próbę połączenia odmiennych postaci w śpiewie z izraelską dziewczyną, która na rynku zakochuje się w niemieckim mimie. Imigrant ukrywający się z dwiema lesbijkami w burdelu może być nawet ojcem arabskiego chłopca ukrywającego się w domu Keiry Knightley, ale kto wie? Zamiast oświecenia, dużo zmarnowanego czasu przed ekranem zajmuje duży numer taneczny, który nie ma żadnego sensu.
10 winiet w Berlinie, kocham cię krzyżują się niezgrabnie i nieprzekonująco, bez jakiejkolwiek energii i związku z Berlinem. Każdy segment jest napisany i wyreżyserowany przez inny zespół kreatywny, a następnie połączony w całość, tworząc mieszankę stylów, którym brakuje jasnego punktu widzenia. Bezcelowy kierunek pozbawiony tempa przerywany jest długimi pauzami i słabo rozwiniętymi postaciami wpatrującymi się w puste przestrzenie. Dość tych łagodnych wielkomiejskich pozdrowień, które otwierają się w piątek i kończą w sobotni wieczór. Co dalej? Des Moinesie, kocham cię ?