Wyraźnie feministyczny i pełen żywych kolorów „El Niño” zespołu Met błyszczy na wiele sposobów

Kobieta w niebieskim i żółtym stoją tyłem do siebie na zielonej scenie pełnej członków chóru

J’Nai Bridges i Julia Bullock (na pierwszym planie) oraz Siman Chung, Key’mon W. Murrah i Eric Jurenas (w tle).Foto: Evan Zimmerman / Met Opera

Inne opery Johna Adamsa opowiadają o historii, a dokładniej o historii XX wieku, a także o ludziach znajdujących się w centrum wybuchowych, polaryzujących wydarzeń: Oppenheimerze, Nixonie, Klinghofferze. Dziecko , jego opera-oratorium wymyślone z Peterem Sellarsem historia. Na podstawowym poziomie jest to opowieść o Bożym Narodzeniu, zebrana z różnych źródeł. Ale chodzi także o łańcuchy wpływów, intertekstualność, adaptację i zestawienie.

Libretto Sellarsa to kolaż tekstów, od biblijnych apokryfów, przez średniowieczne misterium, aż po dwudziestowieczną poezję hiszpańskojęzyczną, żeby wymienić tylko kilka. Soliści podwajają lub dzielą swoje role. Maryję grają zarówno sopraniści, jak i mezzosopraniści, często jednocześnie; solistą barytonowym są Józef, Herod i Bóg – czasami przechodzący od jednego do drugiego z oszałamiającą szybkością.

Dziecko ma także wyraźniejsze przesłanie feministyczne; Maryja reprezentuje tu wszystkie matki, zwłaszcza te, które wychowują dzieci w opresyjnych reżimach patriarchalnych. Jej skomplikowane uczucia związane z ciążą, utratą cielesnej autonomii i nagłym przemianą w ikonę religijną zajmują większość Dziecko pierwszy akt.

Podobnie Herod reprezentuje wszystkich represyjnych dyktatorów. Masakrę niewinnych ludzi, która spowodowała ucieczkę Józefa i Marii do Egiptu, można rozumieć poprzez masakrę w Tlatelolco w 1968 r., w wyniku której zginęły setki uczniów szkół średnich i uniwersytetów, po tym jak ówczesny prezydent Gustavo Díaz Ordaz nakazał żołnierzom otworzyć ogień do tłumu protestujący. Odpowiedź Marii, będąca scenerią wiersza Rosario Castellano Memorial de Tlatelolco, stanowi emocjonalne centrum drugiego aktu – rozszerzonej reakcji na przemoc ze strony państwa, która łączy mit z niedawną przeszłością.

Kobieta w niebieskich kołyskach w kobiecie w brązie na scenie operowej

Julia Bulock.Evana Zimmermana

W nowej produkcji Lileany Blain-Cruz rezonanse te zostały ukazane w jaskrawych kolorach. Neonowe róże, elektryczne błękity i maślane, żywe żółcie zdobią członków obsady, scenografie i kilka uroczych lalek skonstruowanych przez Jamesa Ortiza. Jest kapryśny i maksymalistyczny; anioł Gabriel (głos trzech kontratenorów) ma świecące neonowe aureole, smoki wyglądają jak trójwymiarowe szkice z dzieciństwa, a nawet najbardziej brutalne sceny rozświetla coś, co można określić jedynie jako złowrogą tęczę. Przywołuje mroczne realia polityczne oczami dziecka, co jest zarówno jego główną zaletą, jak i drobną wadą. Drugi akt napaści na masową przemoc wydaje się bardziej irytujący, ponieważ tak szybko udało się go odzyskać. Ta produkcja zachwyca czystym splendorem. W tle kołyszą się trzy błyszczące madonny ubrane w róż, złoto i błękit. Aktorzy, lalki, a w pewnym momencie łódź latają w powietrzu. We wczesnej scenie solista barytonowy śpiewa arię w stylu Haendla (myśl, że przebijesz je przez minimalistyczny filtr) jako głos Boga, który pojawia się jako wielooka marionetkowa istota przypominająca potwornego motyla, koronowane dziecko, oko Saurona i pochłaniający płomień jednocześnie. Oczy błyszczą w kolorze indygo i magenty, podczas gdy Yi Zhao skąpa scenę w różowym i fioletowym świetle. Efekt jest niemal oślepiający. Zamiast oczekiwanego jasnego, białego światła, moc Boża zostaje podniesiona do pełnego nasycenia.

znak zodiaku skorpiona

ZOBACZ TAKŻE: Przewodnik po wszystkich majowych Targach Sztuki

Wadą maksymalizmu produkcji jest to, że jej blask może szybko rozrosnąć się do przesady. Dziesiątki płaskich scenografii i wielopoziomowych poziomów pozostawiają aktorom niewiele miejsca na poruszanie się, z wyjątkiem małego koła na środku sceny, zwłaszcza gdy sceny refrenu zalewają scenę ciałami. W choreografii Marjani Forté-Saunder niemal zawsze coś działo się w tle. Prawie wszystko, łącznie z momentami najbardziej introspekcyjnymi, jest obserwowane przez tłumy lub śpiewane w połączeniu z pantomimą. Momentami, jak błyskotliwa scena spotkania Marii z Elżbietą, ukazująca Ją dosłownie skakała z radości, czy gwałtowny taniec grupowy w drugim akcie, ucieleśniający wściekłość i strach uchodźców uciekających przed reżimem Heroda, ruch ten stanowił fascynujący komentarz do historia. W innych, jak powtarzający się motyw napędzanego łokcia, który przerwał jedną z solówek Mary w drugiej połowie, ruch ten przykuwał uwagę.

Kobieta w niebieskim unosi się nad sceną chóru w kolorowej operze

Julia Bullock (powyżej) i J’Nai Bridges.Foto: Evan Zimmerman / Met Opera

Jak na oratorium bożonarodzeniowe, wieczór obfitował także w debiuty. Marin Alsop dyrygował partyturą Adamsa rozluźnioną ręką; chociaż zdarzały się momenty ruchu napędowego, Alsop raczej płynął niż jechał, pożyczając Dziecko zaskakującą łatwością i lekkością. To podejście okazało się w większości skuteczne, zwłaszcza w bardziej mistycznym i kontemplacyjnym pierwszym akcie, ale gdy w drugim akcie napięcie dramatyczne wzrosło, muzyka nigdy nie do końca nadążała za akcją.

Trio kontratenorów, które łącznie składa się z anioła Gabriela (a osobno grają trzech mędrców), zobaczyło dwie nowe twarze, Key’mona Murraha i Simana Chunga, które dołączyły do ​​Erica Jurenasa w miękkiej, lśniącej harmonii. Mezzosopranistka J’Nai Bridges, najbardziej znana powracająca artystka, wykazywała się zrelaksowanym blaskiem, pasującym do Alsopa, jako połowa złożonej postaci Mary, wytwarzając strumień za strumieniem bogatego, zmysłowego dźwięku. Nawet w kulminacyjnych momentach Bridges pozostawał przewiewny i spokojny.

Natomiast Julia Bullock, występując po raz pierwszy, stworzyła intensywną inną Marię, którą zagrała jako młoda kobieta, która czuje cały ciężar swojego niechcianego i cudownego powołania i z zapałem angażuje się w przekucie na instrument Boży . Jej głos, już wyjątkowo ciemny jak na sopran, wydobywa się bez wystarczającego blasku, aby przebić się przez orkiestrę. Ale jej siła jako interpretatorki dramatu – cicha intensywność i namacalny smutek jej arii z drugiego aktu – sprawiały, że trudno było od niej odwrócić wzrok.

Na scenie stoi mężczyzna otoczony niesamowicie kolorowymi oczami

Davone’a Tinesa.Foto: Evan Zimmerman / Met Opera

Ten wieczór należał jednak do barytona Davóne Tinesa, którego debiut zapoczątkował wzlot prawdziwej gwiazdy, która dołączyła do tej nad Betlejem. Tines zapewnił olśniewający występ i zaprezentował paletę barw i emocji na tyle szeroką, że pasowała do kolorów produkcji. Każda z tych trzech postaci miała odrębną tożsamość wokalną; Józefa było przepełnione rosnącym ciepłem; Herod był muskularny, ale kruchy. Boże było groźne, instynktowne i pirotechniczne. Ale wszystkie z nich sprawiały także wrażenie sąsiadujących ze sobą – aspektów brzmienia Tines, a nie oddzielnych bytów. To był doskonały debiut, dramatyczny i wokalny, i stanowi poważny powód Dziecko podejście wokalne. Prosi nas o nałożenie na siebie Heroda, Boga i Józefa i dostrzeżenie ich podobieństw, a także różnic w historii biblijnej, a także ich oddźwięku na zewnątrz.

Dziecko jest w Met do 17 maja.