Każdy kolekcjoner dzieł sztuki potrzebuje tej bazy danych. Ale czy manipulują nim złodzieje?

Julian Radcliffe stojący w swoim biurze w Londynie.

Julian Radcliffe, założyciel rejestru strat artystycznych.(Lucas Oleniuk/Toronto Star za pośrednictwem Getty Images)

Muzea, domy aukcyjne i prywatni kolekcjonerzy na całym świecie żywo interesują się tym, czy dzieła sztuki są legalnie kupowane lub kradzione. Przez 32 lata korzystali z rejestru strat artystycznych (ALR), aby ręczyć za pochodzenie dzieł. Jednak ALR, założona przez brytyjskiego biznesmena Juliana Radcliffe’a, nie zawsze jest wiarygodna – twierdzą detektywi zajmujący się sztuką – i może zostać wykorzystana przez przestępców chcących zatuszować swoje kradzieże.

Licząc ponad 700 000 wykazów zagubionych i zrabowanych dzieł sztuki, ALR twierdzi, że jest największą na świecie prywatną bazą danych o skradzionych dziełach sztuki. Zarówno instytucje, jak i prywatni kolekcjonerzy przeszukują bazę danych, aby mieć pewność, że potencjalna sprzedaż i pożyczki nie zostały zgłoszone przez ALR jako kradzione, a firma strona internetowa twierdzi, że rocznie przeprowadza się ponad 450 000 wyszukiwań. Tymczasem ofiary kradzieży dzieł sztuki mogą zarejestrować swoje dzieło w bazie danych lub zwrócić się do ALR o pomoc w jego odzyskaniu.

Firma oferuje również certyfikaty odprawy dla dzieł, których nie ma w ich bazie danych, które stwierdzają, że dane dzieło jest wolne od roszczeń związanych z utratą lub kradzieżą. Certyfikaty te mogą jednak zostać zmanipulowane przez złodziei dzieł sztuki, którzy podają fałszywe informacje w celu uzyskania zezwoleń. W przeszłości certyfikaty ALR były podobno przyznawane za skradzione obrazy Picassa, dzieła sztuki zrabowane przez nazistów oraz skazanych handlarzy dziełami sztuki sprzedającymi przedmioty głównym muzeom.

Niedawno kolekcjoner dzieł sztuki Georges Lotfi został oskarżony o używanie certyfikatów ALR do fałszowania pochodzenia antyków, które mogły zostać zrabowane z Libii.

Inne aspekty ALR, takie jak jej nastawiona na zysk struktura i współpraca z przestępcami, również spotkały się z krytyką. Jednak eksperci ds. sztuki twierdzą, że chociaż ALR ma wady, jest to najlepsza w świecie sztuki opcja śledzenia brakujących dzieł sztuki.

Baza danych skradzionych dzieł sztuki FBI jest niewielka, zawiera nie więcej niż kilka tysięcy egzemplarzy. Nawet baza danych Interpolu nie jest kompletna, powiedział Robert Wittman, były agent FBI specjalizujący się w kradzieżach dzieł sztuki. Uważa on, że ALR oferuje pełniejszą bazę danych niż jakakolwiek baza danych udostępniana przez organy ścigania.

ZOBACZ TAKŻE: Tyler Mitchell serdecznie zaprasza do zapoznania się z jego wizją czarnej utopii

Jak twierdzi Radcliffe, który powiedział, że dom aukcyjny zwrócił się do niego z propozycją stworzenia bazy danych o skradzionych dziełach sztuki, pomysł na ALR faktycznie pojawił się w Sotheby’s pod koniec lat 80. W tym czasie Radcliffe był związany z brytyjską firmą konsultingową Control Risks , skupiając się na negocjacjach w sprawie porwania. Zdali sobie sprawę, że istnieje pewne podobieństwo między tym a problemem kradzionych zdjęć – powiedział. Potrzebna była wiedza o branży ubezpieczeniowej, o tym, jak zadowolić rządy i prowadzić negocjacje pod przymusem.

Radcliffe, który uzyskał tytuł magistra polityki i ekonomii na Uniwersytecie Oksfordzkim, nie miał doświadczenia w egzekwowaniu prawa ani sztuce, ale przez lata 70. pracował jako broker ubezpieczeniowy w Londynie. Wiedziałem trochę o ubezpieczaniu dzieł sztuki, ale sam nie byłem miłośnikiem sztuk pięknych – stwierdził.

Odzyskiwanie utraconych dzieł sztuki po atrakcyjnej cenie

Radcliffe powiedział, że Sotheby's współpracował już wcześniej ze skradzionym katalogiem dzieł sztuki prowadzonym przez Międzynarodową Fundację Badań nad Sztuką (IFAR), ale organizacji zabrakło pieniędzy. ALR utworzono w 1990 r. i zdigitalizowano bazę danych IFAR zawierającą około 18 000 rekordów, dzięki czemu można ją przeszukiwać. Chociaż IFAR działała i nadal działa jako organizacja non-profit, ALR poszła inną drogą. Wyjaśnialiśmy wszystkim, że naszym zdaniem baza danych może działać pomyślnie tylko wtedy, gdy jest nastawiona na zysk, ponieważ musieliśmy zebrać znaczny kapitał i włożyć ogromny wysiłek w sprzedaż, aby ludzie z niej korzystali, powiedział Radcliffe.

Pojedyncze wyszukiwanie w bazie ALR kosztuje około 95 dolarów, chociaż oferowana jest opcja subskrypcji, a dodatkowe badania pochodzenia wykonywane przez pracowników ALR kosztują 450 dolarów za trzy godziny pracy. Tymczasem opłaty za odzyskanie obejmują około 20% wartości odzyskanych dzieł sztuki. Zespół ALR Recoveries, który reprezentuje wnioskodawców w negocjacjach ugody dotyczącej zwrotu rzeczy, składa się z prawników i historyków sztuki, którzy często współpracują z organami ścigania.

znak zodiaku na 13 września

Według Andrei Barasel-Brand, kierownika dokumentacji w Lost Art Database, komercyjne bazy danych nie muszą być koniecznie złe, to baza danych non-profit z siedzibą w Magdeburgu w Niemczech, skupiająca się na dziełach sztuki zrabowanych przez nazistów i finansowana przez niemiecki rząd. Barasel-Brand stwierdziła, że ​​korzystne jest posiadanie innych baz danych skupiających się na różnych epokach zrabowanych dzieł sztuki, nawet jeśli nie są one bezpłatne.

I chociaż krytycy twierdzą, że zaginione dzieła sztuki powinny być domeną organów ścigania, niektórzy przedstawiciele świata sztuki uważają, że jest to nierealne. Policja nie jest w stanie odzyskać dzieł sztuki na większą skalę, powiedział Christopher Marinello, dyrektor generalny Art Recovery International, firmy z siedzibą w Wenecji specjalizującej się w odzyskiwaniu skradzionych dzieł. Stwierdził, że odzyskiwanie dzieł sztuki plasuje się znacznie nisko w hierarchii zagadnień dotyczących egzekwowania prawa.

Współpraca z przestępcami ze świata sztuki

Marinello pracował wcześniej dla ALR, zanim w 2013 r. założył własną firmę, twierdząc, że opuścił bazę danych po odkryciu nieetycznych praktyk dotyczących wykorzystywania handlarzy dziełami sztuki i płacenia im za informatorów. Nie podobał mi się sposób, w jaki działali, powiedział Marinello. Choć Radcliffe powiedział, że ALR czasami wykorzystuje przestępców jako informatorów, dzieje się to wyłącznie za zgodą organów ścigania. Jeśli to zrobimy, poinformujemy policję, że te osoby się z nami skontaktowały – powiedział, dodając, że ALR zakończy działalność, jeśli organy ścigania zgłoszą sprzeciw wobec komunikacji lub płatności.

Wiadomo jednak, że przestępcy manipulują ALR dla własnych korzyści. Zlecając wyszukiwanie świeżo zrabowanych dzieł sztuki, takich jak niedawno odkopany antyk, o którym handlarze wiedzą, że nie zostanie jeszcze zarejestrowany w ALR, niektórym handlarzom udało się uzyskać certyfikaty stwierdzające, że konkretnego dzieła nie znaleziono w bazie danych firmy utraconej lub skradzionej pracy. Następnie mogą sprzedać zrabowane dzieło, twierdząc, że zostało zatwierdzone przez ALR.

W przypadku Lotfiego, który zanim stał się podejrzanym, był źródłem handlu dziełami sztuki dla prokuratora okręgowego na Manhattanie, handlarz dziełami sztuki z Yemini jest oskarżony o wykorzystanie ALR do stworzenia fałszywego papierowego śladu zrabowanych libijskich antyków, podając fałszywe pochodzenie i pochodzenia części w celu uzyskania certyfikatów.

Z doświadczenia zdobytego w poprzednich dochodzeniach wiem, że handlarze antykami często korzystają z ALR, aby zwiększyć wartość zrabowanych towarów, napisał w sierpniowym wydaniu agent ds. bezpieczeństwa wewnętrznego Robert Mancene. nakaz za aresztowanie Lotfiego. Handlarz, który wie, że przedmiot został zrabowany z niezbadanego miejsca, wie, że ALR nie będzie miał wcześniejszych zapisów dotyczących tego przedmiotu. Zaświadczenie ALR potwierdzające, że w bazie danych ALR nie ma odpowiednika, pomoże handlarzowi w późniejszej sprzedaży skradzionego przedmiotu.

Lotfi, który w wywiadzie dla Startrackera zaprzeczył niewłaściwemu używaniu certyfikatów ALR lub przekazywaniu fałszywych informacji do bazy danych, opublikował obszerny post odpowiedź broniąc się przed roszczeniami Jednostki ds. Handlu Antykami.

Certyfikaty mające na celu zapobieganie sprzedaży zrabowanych dzieł sztuki mogą przynieść odwrotny skutek

Radcliffe z ALR twierdzi, że jego podejście do certyfikatów zmieniło się w odpowiedzi na zarzuty nadużycia. Jest to stopniowa zmiana, która rozpoczęła się około dziesięć lat temu i nasiliła się w ciągu ostatnich sześciu lat.

Szczególnie niektórzy handlarze antykami pomyśleli, że gdyby mogli dostać od nas zaświadczenie, mogliby pomachać nim przed policją i powiedzieć: „Patrzcie, jacy z nas dobrzy chłopcy, nie jest zarejestrowany jako skradziony w ALR, więc musi zostać w porządku” – powiedział Radcliffe. Teraz wydajemy certyfikaty znacznie ostrożniej. Kiedyś polegaliśmy na osobie wnioskującej o certyfikat, która przekazała nam informacje, pokładając w niej zbyt duże zaufanie.

znak zodiaku na 12 czerwca

Radcliffe powiedział, że ALR zatrudnia obecnie około 50 pracowników, a ich doświadczenie sięga od organów ścigania, ubezpieczeń i prawa po historię sztuki, archeologię i badania pochodzenia.

Certyfikaty Lotfi zostały wydane prawie dziesięć lat temu, a Radcliffe twierdzi, że najnowszy przypadek wydania certyfikatu ALR handlarzowi ludźmi miał miejsce w 2016 r. Obecnie firma wymaga szczegółowego pochodzenia od handlarzy dziełami sztuki poszukujących certyfikatów – chociaż system nie jest niezawodny . Nie oznacza to, że sprytna osoba nie mogłaby zdobyć certyfikatu, okłamując nas, powiedział Radcliffe.

Niektórzy przedstawiciele świata sztuki uważają, że krytyka certyfikatów ALR jest nieuzasadniona. Zbyt łatwo jest wskazać ALR, powiedział Arthur Brand, niezależny śledczy zajmujący się przestępstwami związanymi z dziełami sztuki z Holandii. W przypadku antyków, które zostały świeżo skradzione, możesz podać fałszywe pochodzenie i zapytać ALR, czy znajdują się one w ich bazie danych – oczywiście, że nie, nie ujrzały światła dziennego od 2000 lat. Ale czy ALR jest winny?

Brand twierdzi, że ten sam problem pojawiłby się w przypadku każdej bazy danych i uważa, że ​​należy położyć większy nacisk na odpowiedzialność muzeów i domów aukcyjnych za odrabianie zadań domowych na temat potencjalnych dzieł, zamiast przyjmować dzieła o nieoznaczonym pochodzeniu.

O ALR można powiedzieć wiele. Wcale nie jest doskonały i ludzie niewłaściwie go używają, ale jest najlepszy, jaki mamy.