Zbrodnie pana Rogersa: Miau-miau, okłamał nas, miau

Fred Rogers i Benjamin Wagner na Nantucket.

Są pewne osoby, których po prostu nigdy nie należy krytykować. Nazwij ich niedotykalnymi.

Nelson Mandela jest jednym. Gandhiego. Tina Fey. Ten facet z Wilco.

Jednak nawet w tym znakomitym panteonie Fred McFeely Rogers jest klasą sam w sobie – prawdopodobnie najbardziej powszechnie kochaną i szanowaną osobą wszechczasów. Nawet Jezus miał kilku wrogów, prawda? Nikt nie kocha pana Rogersa.

A jednak trzeba powiedzieć: minister, który stał się skromnym pionierem telewizji dziecięcej, łagodna dusza, która sprawiła, że ​​tenisówki Keds Champion stały się modne (i nigdy nie wziął ani grosza z reklam) – wyrządziła nam krzywdę. W niewątpliwie autentycznej próbie ochrony małych dzieci przed otępiającym złem komercyjnej telewizji, nieumyślnie przyczynił się do wydania nas w diaboliczne szpony wroga. Starannie cementując w swoich wrażliwych widzach żarliwe emocjonalne przywiązanie do medium, przygotował nas na całe życie wyzysku.

Chociaż Okolica pana Rogersa nie był emitowany od kilku lat, a minęło prawie dziesięć lat, odkąd gospodarz wjechał ostatnim wózkiem do Neighbourhood of Make-Believe, dziedzictwo pana Rogersa jest wciąż żywe, i to nie tylko we wszystkich tych rozpinanych swetrach, które można spotkać pociąg L. Kult Freda, który zaowocował już wieloma książkami (m.in Prosta wiara pana Rogersa: duchowe spostrzeżenia najbardziej ukochanego sąsiada na świecie, autorstwa Amy Hollingsworth; I Jestem z ciebie dumny: lekcje życia od mojego przyjaciela, pana Rogersa, Tima Madigana), rodzi kolejny święty tekst 20 marca wraz z premierą PBS Pan Rogers i ja, maślany funt dokumentalnych krówek, najwyraźniej zaprojektowany jako salwa otwierająca kampanię kanonizacyjną Freda Rogersa. (Pan Rogers nie był rzymskokatolikiem – był wyświęconym pastorem prezbiteriańskim, któremu urzędnicy kościelni poinstruowali, aby głosił swoje boskie powołanie za pośrednictwem telewizji dla dzieci, jak wynika z profilu z 1988 r. Trybuna Chicagowska. Ale może można zrobić wyjątek.)

Ta obłudna hagiografia, którą cyniczny widz mógłby uznać za rozszerzony utwór propagandowy dla nadawcy publicznego w czasach wyzwań związanych z finansowaniem, powstała, ponieważ debiutujący reżyser Benjamin Wagner, producent MTV, miał szczęście spędzić lato w Nantucket ledwie rzut kamieniem od skromnego, szarego domu pokrytego gontem Freda Rogersa, jak przedstawia go przytulnym głosem.

Nie żeby ktoś rzucał kamieniami, pamiętaj. Chociaż tytuł pana Wagnera jest hołdem dla ostrej krytyki dyrektora generalnego GM Rogera Smitha, jaką Michael Moore w 1989 r. potraktował, to już w pierwszych momentach filmu, gdy reżyser w zamyśleniu spaceruje po Hell's Kitchen w groszkowym płaszczu, okularach przeciwsłonecznych i słuchawkach, jest całkiem oczywiste, że jest to bardziej pełne szacunku podejście.

Ben poznał Freda w 2001 roku. Było późne lato. Do 11 września pozostał jeszcze ponad tydzień. Pan Wagner obchodził swoje 30. urodziny, a pan Rogers podszedł, żeby się przywitać. (Może się nudził – minął zaledwie miesiąc od nagrania ostatniego odcinka Okolica pana Rogersa. ) Pan Wagner pracował wówczas dla MTV i miał z tego powodu poczucie winy. Był facetem o umyśle PBS, jak to ujął, żyjącym w szybkim, dźwiękowym świecie MTV i próbującym dowiedzieć się, co mogę zrobić, aby uczynić go lepszym miejscem.

Należy obszernie odtworzyć narrację pana Wagnera, aby w pełni ukazać wyzwania, jakie stwarza dążenie do szczerej szczerości, gdy najgłębsze emocjonalne wypowiedzi sprawiają, że Henrietta „Miau-miau” czuje się dobrze! Pussycat brzmi jak zatwardziały nihilista.

Pytał o moje plany, nadzieje i marzenia – wspomina pan Wagner z tego pamiętnego popołudnia. Zaśpiewałam dla niego, a kiedy skończyłam, on klasnął i wypiliśmy kolejny kieliszek lemoniady, a ja uśmiechałam się, uśmiechałam i uśmiechałam, bo pan Rogers naprawdę był moim sąsiadem.

Ugruntowawszy w ten sposób swoją żelazną pozycję jednego z prawdziwych apostołów Freda, pan Wagner ustępuje głosu innemu sąsiadowi pana Rogersa, z których wszyscy wydają się uważać nadawcę za całkiem wyjątkowego gościa. Są wśród nich wspomniani fani Rogersa, pan Madigan i pani Hollingsworth, Tim Russert (kolejny nietykalny); weteranka NPR Susan Stamberg; Marc Brown, twórca Artura mrównika; prezenterka Linda Ellerbee i To amerykańskie życie r Davy Rothbart, którego 2001 odcinek radiowy na temat pana Rogersa udało się być znacznie słodszym niż film pana Wagnera, nie będąc przy tym tak ckliwym. Jest też Bo Lozoff, duchowy guru i współzałożyciel Fundacja Dobroć Ludzka , który przez dziesięciolecia uczył więźniów medytacji i jogi oskarżenia o molestowanie seksualne ukazał się w 2008 roku. Film nie porusza tych tematów, ale nie musiały być aż takie złe, bo pan Wagner poszedł dalej i na jego ślubie poprowadził pana Lozoffa.

Wszyscy sąsiedzi świadczą o dobroci Freda Rogersa i nie ma wątpliwości, że był wspaniałym człowiekiem. Film przypomina jeden charakterystyczny moment w historii Rogersa – rok 1969, kiedy on w pojedynkę przekonał podkomisję Senatu zatrzymać dotację w wysokości 20 milionów dolarów dla powstającej Corporation for Public Broadcasting, którą prezydent Richard Nixon chciał obciąć o połowę. W swoich zeznaniach pan Rogers przedstawił siebie jako powolnego, popierającego uczucia bastionu chroniącego przed bombardowaniem kreskówek, których celem sieci komercyjne były dzieci w całym kraju.

Oczywiście ten blitzkrieg się nasilił.

Jak zauważa w filmie dr Susan Linn, założycielka Kampanii na rzecz Dzieciństwa Wolnego od Komercji i długoletnia przyjaciółka Freda: Porównanie marketingu z przeszłości do marketingu dzisiejszego jest jak porównywanie pistoletu BB z inteligentną bombą.

Rzeczywiście, według pana Wagnera, dzieci oglądają obecnie telewizję średnio siedem godzin dziennie (niektóre z nich mogą nawet obejmować dzieło pana Wagnera , ale nieważne), a zanim ukończą 18 lat, byli świadkami 200 tysięcy telewizyjnych aktów przemocy i 1 miliona reklam.

Okolica pana Rogersa od dawna uważany jest za antidotum. Ale co, jeśli mamy to od tyłu? Przez ponad trzydzieści lat program ten był pierwszą rzeczą, którą większość amerykańskich dzieci widziała w telewizji. Oglądaliśmy to przy serdecznej zachętie naszych rodziców, ponieważ wierzyli, jak to ujmuje pani Ellerbee w filmie dokumentalnym, że oddadzą [swoje dzieci] w ręce mężczyzny, który nigdy by im nie zrobił żadnej krzywdy i faktycznie zrobić im wiele dobrego.

Okolica pana Rogersa nie przypominało innych rzeczy, które można zobaczyć w telewizji. Gospodarz rozmawiał i śpiewał bezpośrednio do nas, co było w pewnym sensie niesamowite. Rozpoznał nas i nie wydawał się zaniepokojony faktem, że już czekamy w jego domu ( czy to był jego dom? ), kiedy codziennie przychodził z… pracy lub skądś, ubrany w trencz i marynarkę. Zadawał nam pytania wyważonym, powolnym głosem i uważnie słuchał naszych odpowiedzi. Powiedział, że jesteśmy wyjątkowi tacy, jacy jesteśmy. To naprawdę było trochę dziwne, jak codziennie przebierał się w swoje stroje do zabawy, ale nadal nosił krawat. Ale to był rytuał i potrzebowaliśmy jakiegoś rytuału. Byliśmy 2.

A co najważniejsze, lubił nas.

W końcu jednak zaczęło to docierać do wielu osób Panie Rogersie widzów — może mniej więcej w czasie, gdy to odkryliśmy Ulica Sezamkowa – że zostaliśmy oszukani. Ten facet w telewizji w ogóle nas nie znał! Okazało się, że telewizja była układem jednostronnym i tak naprawdę nie mógł nas zobaczyć ani usłyszeć naszych z zapałem wykrzykiwanych odpowiedzi na jego pytania. Przestaliśmy odzywać się do ekranu (z wyjątkiem meczów Knicks), po cichu upokorzeni naszą naiwnością. Wkrótce przenieśliśmy się do innych programów, programów dla dużych dzieci, z przemocą i reklamami. I może w głębi duszy zastanawialiśmy się, jak wyjątkowi jesteśmy, skoro pan Rogers tak naprawdę przez cały czas mówił do kamery.

WTF, Fred?

Jednak do tego czasu szkody były już wyrządzone. Wiadomość została wyryta w naszych wrażliwych umysłach: Telewizor jest Twoim przyjacielem… ludzie na ekranie są Twoimi sąsiadami… oglądanie ich sprawia, że ​​czujesz się lepiej, szczęśliwszy, bardziej sympatyczny i mniej zagubiony.

Nic dziwnego, że nie mogliśmy przestać patrzeć na ekran.

Wiem, że nie miał tego na myśli, ale Fred Rogers nie mógłby zaprojektować lepszej bramy dla leku typu plug-in – jak nazwała go w 1977 roku dziennikarka i wojowniczka antytelewizyjna Marie Winn – gdyby próbował. Nawiasem mówiąc, kilka dekad przed opublikowaniem swojego bestsellera antytelewizyjnego, pani Winn była mistrzynią w teleturnieju Lekarz. Tak było do czasu, gdy rywalizująca uczestniczka znalazła notatnik, w którym wcześniej zanotowała odpowiedzi, co bezpośrednio doprowadziło do skandalów związanych z teleturniejami i być może pierwszego w kraju zbiorowego rozliczenia z ciemną stroną telewizji.

24 stycznia znak zodiaku

Mimo to, jeśli sukces pani Winn jest oznaczony gwiazdką, oznacza to także naszą specjalność – w obu przypadkach gra została sfałszowana.

Byłem małym dzieckiem pod koniec lat sześćdziesiątych, kiedy pan Rogers po raz pierwszy został gwiazdą ogólnokrajowej telewizji dla dzieci. Oglądałem kilka pierwszych odcinków Okolica pana Rogersa, i mam to z dobrego źródła, że ​​czasami nawet mówiłem do ekranu. Często zastanawiam się, czy Fred Rogers nie pomógł mi wtedy uzależnić się od pasywnych radości telewizji. Oszukując mnie, żebym uwierzył, że oglądanie jego programu jest prawdziwym przeżyciem, pomógł zmienić mnie i wiele innych dzieci w idealne cele dla miliona reklam, z którymi wkrótce będziemy mieli do czynienia.

Jeśli jednak pan Rogers mnie czegoś nauczył, to bycia miłym dla sąsiadów. Pan Wagner wydaje się być porządnym facetem. Nakręcił film. To musi być naprawdę wyjątkowe uczucie.