Recenzja 6. sezonu „Black Mirror”: ranking nowych odcinków od najlepszego do najgorszego

Aaron Paul w Beyond the Sea, odcinek 3 6. sezonu Black Mirror.Nicka Walla/Netflixa

Zakręcona, pokręcona antologia Charliego Brookera powraca do serwisu Netflix z 6. sezonem. Czarne lustro od dawna zyskał sławę jako serial science-fiction przedstawiający sprytne, czasem przerażające obserwacje na temat stanu naszego społeczeństwa w obliczu niekończącego się postępu technologicznego, ale w tym sezonie pojawiło się kilka wypraw w zjawiska nadprzyrodzone – z mieszanymi rezultatami. W kilku najlepszych odcinkach sezonu nie chodzi o to, że przerażająca technologia oszalała, ale o to, jak daliśmy się pochłonąć i odczłowieczyć przez to, czym się bawimy. Oznacza to metazmianę w sposobie, w jaki serial zwraca się do widza, i jest to zmiana na lepsze.

Wszystkie pięć nowych odcinków Czarne lustro są uszeregowane i sprawdzone poniżej, zaczynając od historii, których nie możesz przegapić.

Kate Mara i Aaron Paul w Beyond the Sea.Nicka Walla/Netflixa

1.) Odcinek 3: Za morzem

Czarne lustro radzi sobie najlepiej nie wtedy, gdy umieszcza swoich bohaterów w światach narażonych na bezprecedensowe ryzyko technologiczne, ale gdy wykorzystuje założenia science fiction do opowiadania głęboko ludzkich historii. „Beyond the Sea” wpisuje się w to założenie, ponieważ skupia się na Cliffie (Aaron Paul) i Davidzie (Josh Hartnett), dwóch mężczyznach wyruszających na misję kosmiczną w futurystycznym roku 1969. Obaj mogą powrócić do swojego życia na Ziemi dzięki robotycznym replikom, które stworzyli. mogą się wgrać, ale kiedy nieoczekiwana tragedia dotyka Davida i jego replikę, Cliff i jego żona Lana (Kate Mara) zgadzają się, aby pogrążony w żałobie mężczyzna kręcił się w ciele Cliffa.

Chociaż okoliczności prowadzące do fabuły są nieco dziwaczne i szybko tracą na znaczeniu, głównym wydarzeniem jest historia zamiany ciał. Łączy troje dorosłych i ich własne złamane serca, służąc jako medytacja nad stratą, toksyczną męskością i nieuleczalną nudą bycia gospodynią domową z połowy stulecia. Paul pełni podwójną rolę, zręcznie odróżniając swoje portrety Cliffa i Davida i tworząc dla każdego z nich wyraźną podróż emocjonalną, a Mara to coś więcej niż tylko zabawa w pogodzeniu skomplikowanych relacji swojej bohaterki z mężem i jego kolegą. To nie jest odcinek o kosmosie, robotach ani o niebezpieczeństwie, jakie ze sobą stwarzają; opowiada o trudnym małżeństwie i mężczyźnie doświadczającym żalu niemal nie do pokonania. Beyond the Sea ma zbyt tandetne zakończenie (nie każdy odcinek wymaga szalonego zwrotu akcji, Charlie!), ale stanowi niepokojące zakończenie rozdzierającego serce odcinka.

Samuel Blenkin i Myha'la Herrold w Loch Henry.Dzięki uprzejmości Netflix Media Center

2.) Odcinek 2: Loch Henry

Loch Henry wnika głęboko w sedno naszej obsesji na punkcie prawdziwej zbrodni, gdy młody filmowiec Davis (Samuel Blenkin) i jego dziewczyna Pia (Myha'la Herrold) jadą do jego małego rodzinnego miasteczka w Szkocji z zamiarem nakręcenia efektownego filmu dokumentalnego o tematyce przyrodniczej, wyłącznie dla swojej dziewczynie Pii, aby znalazła okazję w lokalnej tradycji dotyczącej serii okropnych morderstw. Naturalnie nie jest to sytuacja zamknięta, a oni odkrywają tajemnice, które niebezpiecznie zbliżają ich do zbrodni.

Zodiak 13 kwietnia

Odcinek oscyluje między lekko ironicznym uznaniem prawdziwego gatunku kryminału a jego potępieniem. Podczas gdy Davis i Pia pracują nad swoim filmem, widzowie są świadkami mieszanego wydarzenia, od sfilmowanych rekonstrukcji, poprzez stare taśmy informacyjne, aż po dowody policyjne. Procesy kręcenia, digitalizacji i montażu ukazane są w montażu, który rozumie pasję i emocje stojące za tymi projektami, ale pokazuje także rodzaj blasku, jaki prawdziwa zbrodnia rzuca na tragedię. Te historie są chlebem powszednim wielu streamerów i warto o tym pamiętać Czarne lustro jest świadomy (w pewnym momencie na pytanie: „Co to był za ten Netflix? O facecie, który zabił kobiety? Pia świadomie odpowiada: „Może zawęź to).Duży zwrot akcji odcinka może być łatwy do wykrycia, ale prowadzi do naprawdę napiętej sekwencji, która dorównuje każdemu ulubionemu slasherowi (choć kończy się nieco antyklimatycznie). W końcu Loch Henry daje prawdziwym miłośnikom kryminałów mnóstwo do przeżucia, zarówno jako samodzielna historia, jak i ostrzeżenie o osobistych kosztach tych opowieści.

Zwłaszcza Essiedu w Demon 79.Nicka Walla/Netflixa

3.) Odcinek 5: Demon 79

Bardziej udany z nadprzyrodzonych odcinków tego sezonupodąża za łagodną pracownicą handlu detalicznego Nidą (Anjana Vasan), która zawiera pakt z diabłem – a raczej pakt z Gaapem, dobrze ubranym demonem, któremu Paapa Essiedu bawi się całym urokiem podziemnego świata. Jest rok 1979, w Wielkiej Brytanii nasilają się rasistowskie i faszystowskie poglądy polityczne, a mieszkańcy Nidy z radością depczą ją jako jedną z niewielu brązowych osób w okolicy. W miarę narastania mikroagresji narasta także tłumiona złość Nidy wobec sprawców.

Odcinek to dobry moment, choć nie taki, jakiego można się spodziewać Czarne lustro . Elementy slasherów z lat 70. wkraczają do gry, aby dodać nieco gatunkowego blasku, od tytułów początkowych, przez ziarnistą kamerę, po protetyczną brutalność przypominającą powrót do przeszłości. Nie angażuje się w pełni w tego rodzaju zabawę i z pewnością ugrzęznie w 74-minutowym czasie trwania, ale Vasan i Essiedu to najchętniej oglądana para w tym sezonie. Odcinek nie przekazuje wiadomości poprzez te dwie postacie, a raczej pokrętne poczucie katharsis, co jest odświeżającym wyborem.

Annie Murphy w Joan jest okropna.Nicka Walla/Netflixa

4.) Odcinek 1: Joan jest okropna

Joan is Awful opiera się na dość prostej koncepcji (np Czarne lustro , to znaczy): co by było, gdybyś zobaczył, jak Twoje życie rozgrywa się przed tobą w telewizji? W przypadku Joan (Annie Murphy) to, co zaczęło się jako myląca rekomendacja dla Streamberry (bezczelnego odpowiednika Netflixa), wkrótce pochłonęło całe jej życie – głównie dlatego, że seans całe jej życie, od ryzykownej wymiany SMS-ów po sesję terapeutyczną. Pomimo zaszczytu grania przez Salmę Hayek w telewizyjnej wersji swojego życia, Joan zauważa, że ​​jej reputacja szybko zaczyna się pogarszać, podobnie jak jej poczucie prywatności i autonomii.

Ostatecznie odcinek działa na kilku metapoziomach, stawiając czoła świętości kina w branży pełnej sztucznej inteligencji i algorytmów. Mrugnięcia do Netflixa sprawiają wrażenie nieco samozadowolenia ( Czarne lustro w końcu to jeden z największych programów tego streamera), ale Joan is Awful ma dobre uwagi na temat stanu streamingu. Murphy dostrzega narastający niepokój swojej bohaterki, a kilka interakcji, jakie ma z Hayekiem, to prawdziwa przyjemność. To powiedziawszy, odcinek narasta trochę za szybko, tworząc dziwną wewnętrzną logikę w serialu, który uwielbia obejmować naciągane, a końcowy zwrot akcji wydaje się więcej niż trochę pracochłonny. Kilka szalonych scenerii i gwiazdorska obsada z pewnością sprawiają, że jest to największa atrakcja sezonu, ale nie do końca spełnia ten standard.

Zazie Beetz w Mazey Day.Dzięki uprzejmości Netflix Media Center

5.) Odcinek 4: Dzień Mazeya

Mazey Day to godne uwagi odejście od Czarne lustro . Po pierwsze, jest to utwór historyczny, którego akcja rozgrywa się w 2006 roku (w radiu słyszymy informację o pierwszym dziecku Toma Cruise'a i Katie Holmes). Nie wprowadza żadnych nowatorskich gadżetów, tylko niechętnego paparazzo (Zazie Beetz), który zarabia na życie, robiąc zdjęcia najbardziej poszukiwanym hollywoodzkim. Kiedy gwiazdka Mazey Day (Clara Rugaard) prawie zaginęła, zaproponowano jej wypłatę, której nie będzie mogła odmówić, za zrobienie zdjęcia aktorce. Następnie następuje atak prześladowania, który zaskoczy nawet takie osoby jak Britney Spears.

Fakt, że odcinek rozgrywa się w okresie kultury celebrytów, o którym wszyscy chcielibyśmy zapomnieć, sprawia, że ​​jest to coś wspaniałego, ale niestety jego potencjał pozostaje niewykorzystany. Beetz gra kobietę, która w pełni rozumie pasożytniczy charakter swojej ścieżki kariery, ale jej zniuansowana praca zostaje zdeptana przez naprawdę zaskakujący zwrot akcji, któremu brakuje zarówno napięcia, jak i prawdziwego poczucia grozy. To, co wydaje się słabo narysowaną metaforą sławy, całkowicie się rozpada i wystaje jak ból kciuka wśród pozostałych odcinków. Ostatecznie „Dzień Mazeya” to zły film klasy B – i to nie zabawny.