Balerina, która się zgięła

W niedzielne popołudnie była tancerka baletu nowojorskiego Toni Bentley wślizgnęła się do ogrodu Chateau Marmont, aby omówić swoje nowe wspomnienia o sodomii.

Konkretnie seks analny. Poddanie się – pani M. Kroniki analu Bentley, jej traktat o jej drogach oddechowych, jej literacki koniec wszystkiego (trudno jest to zatrzymać) – ukażą się w tym tygodniu nakładem ReganBooks, a autorka, chowając się za ciemnymi okularami korekcyjnymi i welonem Chanel No 5, wydawała się jednocześnie dumna i przerażona: krucha gałązka pośród wiecznie, przygnębiająco zielonej roślinności zachodniego Hollywood.

Na pewno nie nawołuję do prozelityzmu – stwierdziła. Nie próbuję namawiać wszystkich do tego działania — właściwie uważam, że większość ludzi nie powinna tego robić. Jestem w tej kwestii całkowicie leseferystyczny. Ale czuję też, że nie mogę być całkiem sama.

Rzeczywiście, ale o tym za chwilę.

Tym, co sprawia, że ​​nowe wyznanie seksualne pani Bentley jest niezwykłe, jest nie tyle jego treść – w dzisiejszych czasach wyznania seksualne nie są specjalnie trudne do zdobycia – ale jej życiorys. Od czwartego roku życia mieszkanka Nowego Jorku, spędziła dekadę tańcząc pod okiem legendarnego George'a Balanchine'a w tej wielkiej epoce Punktu Zwrotnego, kiedy balet był dla miasta czymś więcej niż tylko sztuką wysoką, kiedy wydawało się, że każda mała dziewczynka na Manhattanie miała parę kapci Capezio (różowe dla mieszkańców Upper East Side, czarne dla bohemy z Village) i lśniący, oprawiony w celofan egzemplarz książki Jill Krementz „Bardzo młoda tancerka”.

Mała Toni była jedną z różowych dziewczynek. Muszę zostać baletnicą – powiedziała. Uczęszczała do School of American Ballet i Professional Children’s School. Mniej więcej w wieku 15 lat zaczęła prowadzić pamiętnik (coś w stylu Anaïs Nin), bazgrając w żółtych notesach; w wieku 17 lat dołączyła do nowojorskiego klubu tanecznego „Dziadek do orzechów” za 6,95 dolara za występ; aw 1982 Random House opublikowało sezon zimowy, relację z jej pobytu tam. Zostało dobrze przyjęte.

W tej dziewiczej książce młoda członkini corps de ballet opisała swój pełny uwielbienia stosunek do Suzanne Farrell, głównej muzy pana Balanchine’a. Nigdy jej nie powiedziałam „buu” – stwierdziła pani Bentley, która nie podała swojego wieku (dostępne dowody wskazują na połowę czterdziestki), ani nie wspomniała o rozwodzie, dzięki któremu ponad dziesięć lat temu wyjechała na Zachód i zaczęła od nowa. Ona była boginią. Była zastraszająca. Potem ukazała się ta książka i ona przyszła do mnie po zajęciach w Saratoga Performing Arts Center. Wszyscy patrzyliśmy na plan, ociekając potem – oczywiście z wyjątkiem niej, bo ona się nie pociła – a ona zapytała mnie tymi wielkimi niebieskimi oczami: „Czy twoją książkę można kupić w legalnych księgarniach?”

Oboje współpracowali później przy pamiętniku pani Farrell, Holding On to the Air.

Zmuszona do wcześniejszego przejścia na emeryturę z powodu kontuzji biodra, pani Bentley znalazła nie tylko sposób na zdobycie władzy nad samicami alfa tego świata, ale także na mniej efemeryczną karierę.

– Byłam bardzo dobrą tancerką – powiedziała cicho, szturchając sałatkę Cezara z krewetkami. Miała dzisiaj na sobie strój z około 1978 roku, w stylu tres chic: marszczona letnia sukienka z bawełny w kolorze wody morskiej, duże dżinsowe sandały na platformie na stopach w rozmiarze sześć (spędzanie dowolnej ilości czasu na punkcie przypomina chińskie wiązanie stóp), mnóstwo sztucznej biżuterii, perły zwisały z uszu i szyi, srebrne bransoletki na obu nadgarstkach, cyrkonie na dekolcie i palcach.

Nie byłam tak dobrą tancerką, jak mogłabym być, poprawiła pani Bentley. Uważam, że teraz byłem zbyt skromny i bojaźliwy. Byłem trochę zbyt nieśmiały, żeby pokazać, jaki jestem dobry. Na papierze jestem odważniejszy niż na scenie, to pewne.

znak urodzenia na 22 sierpnia

Czytając najnowsze dzieło pani Bentley, które z pewnością nie jest przeznaczone dla osób o słabym żołądku, kuszące jest porównanie z aktualnym bestsellerem Jak kochać się jak gwiazda porno autorstwa Jenny Jameson. Obydwaj autorzy zostali opublikowani przez Judith Regan, z charakterystyczną dla tej ostatniej strukturą rozdziałów przypominającą album z wycinkami i spastycznymi krojami pisma. (Czy to tylko nasza wyobraźnia, czy też książki Regan w ogóle pachną inaczej po zjeździe z prasy, jak przypalony popcorn?) Obie mają niepokojące powiązania z New York Times (słynną panią Jameson była niewielka pomoc od byłego pisarza muzycznego Timesa, Neila) Strauss; pani Bentley pracowała jako freelancer w dziale Arts & Leisure – powiedziała, że ​​to zaszczyt). Obie zastrzegają sobie zaszczyt seksu analnego dla wyjątkowych mężczyzn w swoim życiu (podałam tylko trzem mężczyznom, z których wszystkich kochałam, pisze odważna pani Jameson; pani Bentley ustępuje dwóm). Obie pracowały jako striptizerki.

Książka gwiazdy porno, bardziej multimedialna, zawiera ilustrowany przerywnik zatytułowany Jenna Jameson’s Stripper Dancer Injuries 101 (haluksy, ból dolnej części pleców, pęknięte implanty piersi) – mocne ciosy w życie po nocach spędzonych w Crazy Horse Two w Las Vegas.

Balerina poszła inną drogą: chodziła na palcach za panem Balanchine’em do jednego z jego ulubionych miejsc spotkań, oryginalnego Crazy Horse Saloon w Paryżu, w 1980 r. (pomyślałam: „O mój Boże, te dziewczyny są takie same jak my” ), zostało zasiane ziarno, które zakwitło wiele lat później, kiedy pani Bentley, nietańcząc już z NYCB, wykonała własną choreograficzną burleskę w nieistniejącym już Blue Angel w Tribeca. Powiedziała, że ​​to część mojego coming-outu i dodała, że ​​nadal mam pieniądze, które zarobiłam – 89 dolarów.

Wykorzystała to doświadczenie w innej książce, Siostry Salome – intensywnie opracowanej historii striptizu wydrukowanej przez Yale University Press w 2002 roku. Jestem seksowną laską, opublikowaną przez Yale University Press – Pogódź się z tym, powiedziała Losowi. Angeles Times podczas akcji promocyjnej tego tomu.

Pani Bentley z pewnością dostała znacznie więcej niż 89 dolarów za The Surrender, ale teraz stoi przed niemal odwrotnym wyzwaniem: nagłośnieniem dzieła erotycznego opublikowanego przez wydawnictwo, którego współwłaścicielem jest nie Harold Brodkey, ale Howard Stern (sam Buttman), przy jednoczesnym zachowaniu swojej intelektualnej wiarygodności wśród tłum intelektualistów. Przecież jej kolejny projekt to biografia współzałożyciela NYCB, Lincolna Kirsteina; jej ideałem literackim nie jest Josephine Hart, ale Colette. Pogódź się z tym, bis!

Ale cała ta cała sprawa – według mnie wszystko się tam dzieje – powiedziała podekscytowana pani Bentley. Tego właśnie nauczyłem się od Balanchine’a! Jest wybitnym artystą sztuki wysokiej, ale nie snobem i zwykł mawiać takie rzeczy, jak „Wulgarność jest bardzo przydatna”.

A co pan B. sądzi o jej nowej pracy?

Aha, ha, ha, powiedziała pani Bentley. Kurczę – to trudne. Myślę, że byłby rozbawiony. Myślę, że byłby rozbawiony, a może i szczęśliwy, że nie żyje.

Ale oczywiście większość tekstów o tematyce erotycznej jest okropna – stwierdziła.

„The Surrender” stara się ukryć, że jest to pisanie o tematyce erotycznej; jest zapakowany w czarną okładkę z otworem na dziurkę od klucza; pod spodem znajduje się obraz zmarłego Johna Kacere przedstawiający tył anonimowego odaliska w przezroczystych majtkach. Wszyscy będą pytać, czy to ja, westchnął autor. W rzeczywistości zdjęcie to wykorzystano także w pierwszym ujęciu głośnego filmu Sofii Coppoli z 2003 roku „Lost in Translation”. To wszystko wydarzyło się w tym samym czasie i pomyślałem: „Och, to Rok Osiołka” – powiedziała pani Bentley, chichocząc.

Książka, dzięki Bogu, nie jest pozbawiona humoru, zamierzonego lub innego. Narratorka opisuje, dlaczego pociągał ją balet jako aktywność fizyczna (całkowicie bałam się piłek dowolnej wielkości zmierzających w moją stronę); opowiada o romansie z masażystą (zaznacza, że ​​masaże były opłacane z ubezpieczenia); i oświadcza dr Ruth, że nie można pieprzyć się w tyłek. Odważny rozdział o majtkach bez kroku dodaje od czasu do czasu atmosfery kolumny z poradami. Freud pojawia się na stronie 53; Madeleine Prousta 99 stron później; Eve Ensler plasuje się gdzieś pośrodku.

Jest więcej niż kilka ataków na feminizm. O mój Boże, powiedziała pani Bentley z pewną irytacją. Krótko mówiąc, feminizm to fantastyczna rzecz. Feminizm umożliwił mi napisanie tej książki i jej publikację, OK? To jest najważniejsze. Jeśli chodzi o feminizm, to pod każdym względem prokobiecy, to ja jestem najlepsza. Ale niekoniecznie nazywam siebie feministką. To nie jest etykieta, której używam.

Mówiła dalej: „Oczywiście wierzę w równość, czymkolwiek ona jest. Uważam, że mężczyźni i kobiety są równi. To znaczy, równa płaca to coś oczywistego, ale co dalej? Seksualnie? Nawet Steven w sypialni? To naprawdę nie jest interesujące.

Niestety, nie jest szczególnie interesująca informacja, że ​​pani Bentley uratowała resztki swojego seksu analnego (z facetem znanym po prostu jako A-Man) w pięknym, wysokim, okrągłym, ręcznie malowanym, chińskim lakierowanym pudełku. Setki zużytych prezerwatyw i K-Y: Mój skarb, grucha narrator. Skarb jednej kobiety jest śmieciem dla innej, kochanie.

Być może nie było też mądrze z jej strony napisać, po tym jak A-Man penetruje ją po raz 220, że chcę umrzeć z nim w dupie – bo w tym momencie czytelnik ma ochotę się zgodzić.

Wiele scen seksu w „The Surrender” jest drastycznych, bezlitosnych i wyraźnych – pełnych czteroliterowych słów i okazjonalnych wysiłków wielu partnerów. Być może nie jest to pornografia w oczach Sądu Najwyższego, wiem, kiedy ma to sens – tj. ma podniecać – ale z pewnością ma narracyjne podobieństwo do porno: pseudonimowi dyrektorzy, wąska fabuła, gwałtowne sceny seksu.

„Oczywiście to, co robiliśmy, było bardzo techniczne” – powiedziała pani Bentley. Nie przeczę, że chciałam być totalnie graficzna. Które bardzo chciałbym dopasować do mojego treningu tanecznego! Wiesz, Balanchine był najbardziej uduchowionym, najbardziej uduchowionym choreografem wszechczasów i nigdy o tym nie mówił. To były szczegóły techniczne: jeśli wykonasz trzy miliony ścięgien, może ci się uda, a wtedy jest szansa, że ​​twoja dusza pojawi się na scenie. Więc dla mnie to jest to samo.

Pierwsi krytycy zachwycają się niczym Astroglide, w tym Publishers Weekly (cudownie mądry, seksowny, dowcipny i poruszający, napisał recenzent, dodając gwiazdkę) oraz redaktor literacki The New Republic, Leon Wieseltier, znany baletomana, który otrzymał galerę od balladera noir Leonarda Cohena (wspólny znajomy, którego piosenka Waiting for the Miracle została wybrana przez panią Bentley jako jej muzyka striptizowa).

Myślę, że mogłoby to być małe arcydzieło pisarstwa erotycznego, powiedział Wieseltier w rozmowie telefonicznej. Podziwiałam jego klarowność, ton jest prawdziwy i pozbawiony sentymentalizmu, i jest tak naturalny – dosłowność pozostaje całkowicie nienaruszona. Nie jest to książka zimna, ale też nie jest to książka wilgotna. W zabawny sposób odnosisz wrażenie bardziej do umysłu Toni niż do ciała Toni. Kiedy to przeczytałem, poczułem żal, że publikacja przypadła Judith Regan. Tęsknię za surowością starej Olympia Press. Tęsknię za czasami, kiedy pornografię publikowano oszczędnie.

Czy zatem „Poddanie się” jest pornografią? Obawiam się, że jej wydawca uzna to za pornografię – powiedział ostro Wieseltier. To wcale nie jest pornografia. Jest to opis doświadczenia, a nie opis przyjemności, opis grzechu lub zbrodni. „Poważne pisanie o seksie” – tak bym to nazwał.

To cud, że wydawca branżowy w ogóle to zrobił – dodał. Inni wydawcy z Nowego Jorku byli po prostu tchórzami.

Po powrocie do Chateau pani Bentley sama poczuła lekkie drżenie na myśl o swoim rychłym debiucie jako sodomita.

To zabawne – wiele osób mówiło mi o tej książce, że jest odważna – powiedziała. Odwaga to zabawna rzecz. Wszystko zostało napisane; pomiędzy markizem de Sade i Biblią, D.H. Lawrence’em, Forum i Penthouse, jak można kogoś zszokować?

Przyznała, że ​​pierwotnie kupowała „The Surrender” pod pseudonimem Madeleine LeClerc, na cześć jednej z więziennych kochanek markiza. Ale wtedy jedna osoba powiedziała mi: „Twoja książka jest tak odważna, że ​​nie możesz od razu opierać się na pseudonimie” – że tak powiem. A ja pomyślałem: „OK, w takim razie po prostu to zrobię!” Po prostu skoczę z klifu!

„Wiesz, Balanchine zawsze chciał, żebyś się wyróżniał, z podniesioną głową i w ogóle” – powiedziała pani Bentley. I trudno było mi to zrobić. I śmieszy mnie, że później robię to wszystko po swojemu.