Aparna Nancherla toczy wojnę ze swoim mózgiem

Według komika Aparny Nancherli istnieje wspólny wątek między syndromem oszusta a jogurtem probiotycznym: oba produkty są sprzedawane głównie kobietom i mniejszościom. Choć nie jest to oficjalna diagnoza psychiatryczna, wiele osób twierdzi, że ją „ma”.

Nowa książka Aparny Nancherli porusza temat syndromu oszusta – także jej własnego.Dzięki uprzejmości Aparny Nancherli

Internet jest pełen memów, w których ludzie używają tego wyrażenia, aby wyjaśnić swoją niezdolność do przyjmowania komplementów, zaufania do sukcesu lub poczucia, że ​​zasługują na przestrzeń, którą zajmują w środowisku akademickim i zawodowym. Termin ten został zaczerpnięty z artykułu Pauline Rose Clance i Suzanne Imes z 1978 r. pt. The Impostor Phenomenon in High Achieving Women: Dynamics and Therapeutic Intervention opublikowanego w czasopiśmie medycznym Psychoterapia: badania teoretyczne i praktyka . Zidentyfikowało wewnętrzne psychologiczne doświadczenie oszustwa – szczególnie u kobiet osiągających wysokie wyniki w stresującej pracy i środowisku edukacyjnym – ale od tego czasu uciekło z czasopism psychologicznych do popkultury, wkraczając do dyskursu publicznego i dając milionom ludzi język, w którym mogą wyrazić swoje zdanie. - związane z tym poczucie zwątpienia. Dla Nancherli syndrom oszusta był wrogiem na całe życie. Jest to teraz także tematem jej pierwszej książki, Nierzetelny narrator: ja, ja i syndrom oszusta .

W wieku dziewiętnastu lat u Nancherli zdiagnozowano depresję i przypisuje tej diagnozie – oraz towarzyszącym jej lekom przeciwdepresyjnym – nie tylko uratowanie jej życia, ale także zainspirowanie jej do zajęcia się komedią. Ma uroczo kreskówkowy głos i jest znana z łączenia wyznaniowych, autoironicznych dowcipów z suchym, monotonnym przekazem, co sprawia, że ​​jej sety do stand-upu wydają się zarówno chirurgiczne, jak i kapryśne. Klasyk ze starego wyglądu Late Show ze Stephenem Colbertem : Dowiedziałem się, że moja terapeutka podwyższa stawki, ustawia się i mówi: Więc… Chyba jestem wyleczony. Najbardziej znana jest z kariery stand-upowej, która obejmuje kilka uznanych programów komediowych, a także z wyróżnienia – dzięki występowi w Conan w 2013 r. – bycia pierwszą kobietą z Azji Południowej, która wystąpiła w komedii rozgrywanej późnym wieczorem w amerykańskiej telewizji.

Widzowie znają ją także z ról głosowych w najważniejszych komediach telewizyjnych, takich jak „Fox”. Burgery Boba (jako koleżanka Tiny z gimnazjum) i Wielka Północ (jako 10-letni chłopiec). W Netfliksie Bojack Jeździec , udzieliła głosu nastoletniej przyrodniej siostrze tytułowego konia, Hollyhock. W jej życiorysie znajdują się także role aktorskie w serialach HBO Grupa Poszukiwań , Comedy Central Zbiorowy i FX Co robimy w cieniu .

Zodiak drugiego sierpnia

ZOBACZ TAKŻE: Twórcy „Co robimy w cieniu” o ograniczaniu swojego programu w epoce nadmiaru

Chociaż publiczność od lat słuchała głosu Nancherli i cieszyła się nim, jej związek z tym głosem często był przedmiotem konfliktów. W Nierzetelny narrator opisuje swój wewnętrzny głos jako wersję Siri mającą zniszczyć tryb i wyszczególnia samozaprzeczające myśli, które ma na swój temat od dzieciństwa po dzień dzisiejszy, w tym zmagania z przezwyciężeniem agresywnej nieśmiałości, problemy ze zdrowiem psychicznym, w tym depresję (którą nazywa Brenda za książkę) oraz problemy z sukcesem, które często miały odwrotny związek z jej zdrowiem psychicznym. W końcu znalazła wywalczone z trudem miejsce w ekstrawertycznym świecie komedii jako drobna i niepozorna Amerykanka pochodzenia indyjskiego, a w swoich esejach obnaża dokładnie to, czego potrzeba, aby stawić czoła surowości życia i osiągnąć poziom bliski samoakceptacji. Nie uderzam pięścią ani nie uderzam pięścią – pisze – uderzam pięścią w lustro.

Niedawno rozmawiałam z Nancherlą o paradoksie widoczności, akceptowaniu braku determinacji w życiu i tym, dlaczego nie przeszkadza jej to, że nie jest najgłośniejszą osobą na imprezie.

Rozpoczynasz książkę od wyjaśnienia syndromu oszusta i niedawnego sprzeciwu wobec tego terminu. Dlaczego podjąłeś taką decyzję i jaki był twój cel, tworząc te wspomnienia?

Chciałem zacząć od ujęcia całej rozmowy w formie, w jakiej obecnie ewoluuje na szerszej arenie społecznej, mówiąc po prostu po obu stronach. Kiedy zaczynałam pisać tę książkę, myślałam, że jest to zbiór uczuć, których można doświadczać w ten sposób, ale w miarę czytania pojawiło się więcej artykułów, które zaprzeczały tej książce i zastanawiały się, dlaczego jest ona skierowana w stronę kobiet i mniejszości aż tak bardzo. Chciałem nadać ramę ogólnej debacie, która się obecnie toczy.

To było zabawne, bo kiedy zacząłem czytać artykuły, które temu zaprzeczały, pomyślałem, że może popełniam ogromny błąd. Czy to już w ogóle nie jest realne? W końcu wpłynęło to na mój syndrom oszusta podczas pisania książki. Celem dla mnie było po prostu szczerze powiedzieć, jak te uczucia pojawiły się w moim życiu, niezależnie od tego, jak znalazły odzwierciedlenie w szerszej sferze. Nawet artykuły, które przeczytałem, które temu zaprzeczały, potwierdzały, że to doświadczenie jest nadal prawdziwe.

„Niesamowite przestrzenie George’a Clarke’a”, sezon 10”

Czytając książkę, zauważyłem, że bardzo interesujesz się literaturą. Czy śledzenie na bieżąco rozmów na temat zdrowia psychicznego jest dla Ciebie ważne?

Jestem osobą, która żyje głównie we własnej głowie i jestem wielką czytelniczką, więc kiedy czytam słowa innych ludzi, jest to dla mnie sposób na połączenie się z większym światem. Czasami jest to dla mnie sposób na poszerzenie zakresu poza to, co myślę i jak nadaję sens rzeczom. Wydawało mi się to szczere: pomogło mi to spojrzeć na sprawy w określony sposób lub sformułować argumentację dla siebie. Pomaga opierać się na głosach z zewnątrz.

Zasłynąłeś z poruszania w swojej komedii problemów zdrowia psychicznego, a tutaj piszesz o tym, że okazało się to mieczem obosiecznym. Dlaczego tak się stało i w jaki sposób zgłębianie tych tematów w książce było dla ciebie inne, a może lepsze?

Jednym z powodów, dla których chciałem napisać książkę, było to, że wcześniej zgłębiałem swoje doświadczenia z lękiem i depresją podczas stand-upu – stand-up jest trochę bardziej prezentacyjny i dopracowany. Układasz wszystko w formie żartu, w którym jest nagroda, a masz tylko tyle nieruchomości, aby wyrazić swoją opinię. Zdrowie psychiczne to szara strefa, w której istnieje wiele różnych sposobów jego doświadczania i często brakuje rozwiązania. Jeśli doświadczasz tego przez całe życie, nie oznacza to, że koniecznie jesteś wyleczony lub całkowicie to rozgryzłeś.

Chciałem móc wyrazić swoją walkę z tym za pomocą środka, w którym mógłbym być bardziej amorficzny w sposobie, w jaki o tym mówię. To mniej dopracowanych żartów, a więcej tego, że w mniej zdecydowany sposób angażuję się w sprawy, z którymi się zmagam. To też przyciągnęło mnie do pomysłu napisania książki. Kiedy piszesz długo na te bardziej chaotyczne tematy, pisanie o nich staje się o wiele trudniejsze psychicznie. Udało mi się uchwycić ten aspekt, w którym jest trudniej i nie jest tak czysto. Wydaje mi się, że wniosek nie jest tak stanowczy.

Uderzyła mnie Twoja definicja stand-upu jako sztuki kontroli. Piszesz też, że oko opinii publicznej to spojrzenie, nad którym nie masz kontroli. Jak radzisz sobie z napięciem pomiędzy tymi dwiema rzeczami?

To dla mnie ciągła walka pomiędzy chęcią bycia zauważonym, a poczuciem, że jestem prześwietlona, ​​jeśli zostanę zauważona. Kończy się to paradoksem, że chodząc, bardzo się denerwuję przed występem, co powoduje wiele stresu, ale potem pojawia się poczucie ulgi i katharsis, gdy mogę wyrazić siebie przed ludźmi i poczuć się jak oni rozumiesz mnie i że jesteśmy po tej samej stronie.

Myślę, że można to powiedzieć „kontrolowany”, ponieważ jest to zapośredniczona reakcja między tobą a innymi ludźmi, ale w dużej mierze odpowiadasz za to, co mówisz, jak jesteś do pewnego stopnia postrzegany i czego od nich oczekujesz po interakcji. W tym sensie wydaje mi się to łatwiejsze do opanowania niż rozmowa na imprezie czy coś, gdzie obowiązują zasady, ale nie są one tak ściśle egzekwowane jak stand-up, gdzie jest o wiele bardziej prezentacyjny i konkretny.

Czy możliwość narracji o swoim życiu za pomocą komedii pomogła ci sprawować kontrolę w sposób, jakiego inny zawód mógłby nie mieć?

Myślę, że tak. Pomogło mi to zrozumieć pewne rzeczy. Wiem, że nie tylko ja. Rozmawiałem z innymi komikami zajmującymi się stand-upem o tym, jak czasami sytuacja staje się nierówna i kiedy coś ci się dzieje, już myślisz: Jak mogę później ująć to w historię, którą będę mógł opowiedzieć na scenie? Czasem zamienia się to w kurę i jajko, czym jest performans i jakie jest właściwie moje życie. Ale przez ostatnie kilka lat dość ciężko pracowałem, aby mieć oddzielne życie poza komedią, ponieważ czuję, że jeśli robi się to dla mnie zbyt niewyraźne, staje się to niezdrowe, jakbym nie mógł oddzielić tego, kim jestem od stand-upu i sprawy związane z karierą. Ważne jest, aby nie obejmowało to wszystkiego.

Niedawno odszedłeś także na jakiś czas od Twittera. Czy wycofanie się z mediów społecznościowych również jest tego częścią?

Nie sądzę, że istnieje zdrowy sposób, w jaki mogę to zrobić. Gdy tylko jestem w [mediach społecznościowych], już skupiam się na wszystkich negatywnych rzeczach lub zadaję sobie pytanie: Dlaczego to nie zyskało większego zaangażowania lub dlaczego ta osoba jest tak popularna? Mój mózg natychmiast zamienia to w konkurs, którego nigdy nie wygram. Myślę, że będzie lepiej, jeśli usunę to ze swojego życia. Nie jest to niewątpliwie dobra rzecz, ponieważ nie mówię, że jestem teraz lepszy i nigdy nie mam trudności z porównaniami lub tego rodzaju myśleniem, ale dla mnie to po prostu stworzyło przestrzeń w mózgu, której potrzebowałem. Będę publikować teraz, jeśli zajdzie taka potrzeba, ale czasami poczuję się wytrącony z równowagi, ponieważ nie jestem tak zaangażowany na tych platformach. Nadal stanowią dużą część branży, w której się znajduję, ale zapewnili mi trochę przestrzeni, której potrzebowałem psychicznie.

W rozdziale „Mówiąc o niczym” wspominasz, że twoja tożsamość jako komika początkowo wydawała się niespójna dla ciebie i twoich widzów, ponieważ nie prezentowałeś się jako jedna rasa pod względem pochodzenia etnicznego, objętości i ogólnego nastroju. Który aspekt Twojej tożsamości najtrudniej było pogodzić z komedią?

Nigdy nie czułem, że pasuję do tej formy. Nie mówiłem otwarcie o moich rodzicach w takim stopniu, jak robili to inni komicy, ani o swoich doświadczeniach domowych, ani o tym, jak byłem wychowywany jako dziecko. To sprawiło, że poczułam się: Och, chyba nie wiem, jak wpasować się w szablon tego, czego się ode mnie oczekuje. A ponieważ miałem już pomysł na tematy, które chciałem omówić i rzeczy, które mnie interesowały, po prostu prowadziłem, wierząc, że reszta się ułoży. Ale mam wrażenie, że odkąd gram w komedii, igła się poruszyła, a ludzie są znacznie bardziej otwarci, jeśli chodzi o rozmowę o tożsamości i przestało to być dziwną, niszową sprawą. To coś w rodzaju: Och, i ty Również tak się składa, że ​​to ta tożsamość, która otacza twoją soczewkę, przez którą patrzysz na świat.

znak 28 stycznia

W twojej komedii podoba mi się nie tylko to, że mówisz o zdrowiu psychicznym, ale także to, że ludzie, którzy są twarzami komedii o depresji, jak Bo Burnham czy Maria Bamford, są wszyscy biali, a ty jesteś kobietą z kolor, o tym mowa. Myślę, że ludzie też się z tym łączą.

To dobry przykład sytuacji, w której ludzie mówili: „Mówisz o zdrowiu psychicznym, to naprawdę świetnie”. Od razu pomyślałem: „O tak, Maria Bamford lub Bo Burnham, oni już to robili i robią to”. naprawdę dobrze. Wygodnie zapominam, że nie jestem do końca taki sam jak oni i jestem po prostu kolejną osobą mówiącą o ich chorobie psychicznej.

Piszesz, że Ameryka jest krajem ekstrawertycznym. Jak myślisz, kiedy po raz pierwszy zdałeś sobie z tego sprawę i jaki to miało wpływ na sposób, w jaki ty, introwertyk, żyjesz i pracujesz tutaj?

Myślę, że nauczyłem się tego dość wcześnie. Kultura południowoazjatycka również jest w pewnym sensie ekstrawertyczna, więc zawsze żyłem jak ryba w wodzie i zakładano, że normy obejmują bycie towarzyskim i mówienie pierwszej rzeczy, która przyjdzie ci na myśl. Zawsze czułem, że nie wiem, jak sprostać tym wymaganiom. Jeszcze zanim poznałem słowo „introwertyk”, pomyślałem: „Och, nie mówisz wystarczająco dużo, by wyrazić to, czego inni ludzie oczekują lub chcą, i nigdy nie jesteś wystarczająco głośny”. Bardzo wcześnie wpadłem na pomysł, że kimkolwiek jestem, nie wystarcza to, czego oczekują inni ludzie.

Tyson Fury i Paryż

Kiedy byłam dzieckiem, mama namawiała mnie, żebym była bardziej towarzyska i asertywna. Martwiła się, jak przetrwam w kulturze, która oczekuje takich rzeczy. Skończyłam w stand-upie, co jest karierą bardzo eksponowaną przed publicznością, ale myślę, że dopiero w ciągu ostatnich kilku lat zdałam sobie sprawę, że można nie zawsze chcieć robić w kontaktach towarzyskich to, co inni ludzie. I nie ma nic złego w tym, że nie zawsze jestem najgłośniejszą osobą na imprezie – nie żebym kiedykolwiek taka była, ale zawsze wiązałoby się to z dużą odrazą do siebie, gdyby nią nie było. Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, że to w porządku, że nie wszyscy są tacy lub muszą się zmuszać, aby tacy byli.

Moja mama też jest imigrantką – z Afryki, a nie z Azji Południowej. Mówiłaś o ćwiczeniach na rozwój, które zaleca ci mama, na przykład ćwiczeniu pewnego mówienia podczas zamawiania pizzy przez telefon, do czego też kazała mi mama. Zamawiałam cotygodniową Pizza Hut, a ona stawała obok mnie i mówiła: „Nie bądź potulny”. Używaj swojego donośnego głosu.

O mój Boże. Jesteś pierwszą osobą, którą spotkałem, która odniosła się do tego konkretnego doświadczenia.

Przeczytałem ten fragment i pomyślałem, że to jest dokładnie moje doświadczenie. To zabawne, ponieważ jesteśmy Etiopczykami, a kultura etiopska nie jest ekstrawertyczna w sposób, w jaki opisujesz kulturę Azji Południowej. Myślę, że moja mama reagowała na Amerykę. W Ameryce chcę, żebyście mieli donośny głos, więc będziemy ćwiczyć.

Takie zabawne. Dziękuję, że podzieliłeś się moim ciężarem.

W książce wskazujesz, że nic szybciej nie wywołuje syndromu oszusta niż próba napisania o tym książki. Jak się teraz czujesz w związku z projektem? Mówiłeś trochę o tym, przez co przechodzisz, a nie o rzeczach, które możesz rozwiązać, więc to ja się zgłaszam.

To trochę zabawne, bo w jakiejś urojeniowej części mojego mózgu pomyślałem: napiszę o tym, a potem wymyślę i będę mógł zostawić ten rozdział mojego życia za sobą Ja. Ale pisanie o tym, jeśli w ogóle, tylko zamieszało jeszcze bardziej. Nagle poczułem się jeszcze większym oszustem. Napisanie tej książki było naprawdę trudne, ale pisząc ją, poczułem, że uchwyciłem siebie na każdym etapie, na którym się znajdowałem, kiedy ją pisałem. Każdy ewoluuje, pisząc książki, a wszystko jest migawką tego, gdzie byłeś w tamtym momencie.

Nadal mam wiele ambiwalencji w stosunku do tej książki, a kiedy ją przeczytam, nadal wywoła wiele sprzecznych uczuć. Ludzie zawsze pytają: Czy jesteś podekscytowany premierą? I nie wiem. Odczuwam ulgę, że został napisany, ale nadal kryje się w nim wiele wątpliwości. Powiedziałbym nawet, że zniesmaczenie. Nie jest to coś, co publicysta chce, żebyś powiedział (śmiech), ale w naturalny sposób włożyło się w to wiele sprzecznych emocji, które nadal czuję. To trochę jak: OK, wychodzi. To jest teraz problem całego świata.