Angel Blue i Speranza Scappucci podnoszą nieco przestarzały „La Rondine” Met

Obsada spektaklu operowego na scenie Met Opera

Angel Blue jako Magda w „La Rondine” Pucciniego.Foto: Karen Almond / Met Opera

12 czerwca znak zodiaku

Zaczął Puccini Jaskółka rok przed wybuchem I wojny światowej. Zanim skończył w 1916 r., Włochy nie tylko przystąpiły do ​​wojny, ale zamieniły się stronami. W 1914 roku Włochy były historycznie sprzymierzone z Niemcami i Austro-Węgrami, ale ogłosiły swoją neutralność. W 1915 roku Włochy dołączyły do ​​potrójnej ententy z Wielką Brytanią, Francją i Rosją. La Rondine’a dziwna mieszanina sentymentów i cynizmu sprawia wrażenie utworu o szerszym kontekście międzynarodowym. Opera także zmienia strony, zaczynając od komedii, a kończąc nagle tragedią – płaczliwym rozstaniem zamiast śmierci. Puccini był niezadowolony z zakończenia; w ciągu pięciu lat od premiery w 1917 r. przepisał go dwukrotnie.

ZOBACZ TAKŻE: W de Young geniusz Irvinga Penna jest na pełnym ekranie

Produkcja Nicolasa Joëla z 2008 roku omija wojnę i przenosi akcję do szeregu dekadenckich pokoi w stylu art déco, skąpanych w morzu zieleni, błękitu i złota. Zestawy sprzed półtorej dekady są olśniewające, ale sprawiają wrażenie nieco przestarzałych. Produkcja przypomina erę Busha: jest trochę krzykliwości kultury bogactwa sprzed kryzysu, trochę odrodzenia tańca swingowego w balecie, trochę klubowego szaleństwa z kulą dyskotekową w barze (ale historycznie zgodne z prawdą: kula dyskotekowa została opatentowana w tym samym roku, w którym odbyła się premiera tej opery!). Ale w operze tak skupionej na pieniądzach – a nie tylko na fantazjach wspaniałych, głodujących artystów, którzy ją zamieszkują Cyganeria, ale rzeczywistość polegająca na próbie kochania bez pieniędzy… Wielki skrót To wszystko sprawia, że ​​przedstawienie Joëla sprawia wrażenie interesującego przykładu opery najmłodszych lat.

To wznowienie wyróżnia się czterema debiutanckimi występami, z których trzy wystąpiły w wiodącym kwartecie: Jonathan Tetelmen jako Ruggero, Emily Pogorelc jako Lisette i Bekhzod Davronov jako Prunier. Główna obsada wypaczyła się młodzieńczo, dokonując odświeżającej zmiany tempa, a tę energię uzupełniała rodzicielska atmosfera panująca na widowni. Wiele rąk trzymało bukiety, gotowe do rzucenia śpiewakom po ogłoszeniu kurtyny. Cała trójka spisała się dobrze.

Najbardziej burzliwy debiut miał Bekhzod Davronov w roli Pruniera, który wzbudził we mnie ogromną ciekawość, co dalej z uzbeckim tenorem. Jego głos jest jaśniejszy jak na ten dom i często starał się, aby go usłyszano, szczególnie w pierwszym akcie. Czasami tenor brzmiał nieco napięte, ale kiedy się przedarł, mogliśmy usłyszeć maślane, szczere brzmienie, warte drugiego przesłuchania.

Dwóch śpiewaków stoi plecami do siebie na scenie Met Opera

Bekhzod Davronov jako Prunier i Emily Pogorelc jako Lisette.Foto: Karen Almond / Met Opera

znak zodiaku na 27 grudnia

Urocza sopranistka Emily Pogorelc dała się poznać jako zdolna komediantka w roli Lisette. Wbiega po scenie i z niej wychodzi, przybiera pozy i niemal lewituje z niesłychaną energią. Jej występ można było doskonale oglądać i był zamierzony, nawet jeśli za bardzo zeszła w stronę slapsticku. Jej głos był smukły i ostry, jak srebrna szpilka przebijająca się przez orkiestrę. Ma świetny instrument; można mieć nadzieję, że przyszłe występy pozwolą na dodanie nieco więcej ciepła i bogactwa do jej brzmienia.

horoskop na 16 sierpnia
Śpiewak operowy w garniturze i kamizelce stoi na scenie Met Opera

Jonathan Tetelman jako RuggeroFoto: Karen Almond / Met Opera

Ze wszystkich nowicjuszy najlepiej spisał się Tenor Jonathan Tetelman. Jako Ruggero był zarówno dziarski, jak i delikatny, doskonale nieśmiały i żałośnie załamany. Jego głos jest znaczący, ale wciąż gibki, z brzęczeniem skierowanym do przodu, który przenosi jego dźwięk daleko w głąb domu. Istnieje niewielka tendencja do wyskakiwania wysokich tonów, ale wydaje się to młodzieńczym tikiem (a wysokie tony są absolutnie solidne). Tetelman z nawiązką to nadrabia; jego obecność jest tak zachęcająca, że ​​brakowało mi go, gdy schodził ze sceny.

Angel Blue, która zadebiutowała w Met jako Mimí zaledwie siedem lat temu, przeszła teraz drogę od początku do wyrafinowania. Tylko ona czuła się w pełni osadzona w swojej roli Magdy i w pełni swobodnie grając na scenie Met. Pluszowy, żałosny głos Blue i niezwykła twarz sceniczna – promienna, przejrzysta i mobilna – mają tę wyjątkową cechę, która podnosi poziom granych przez nią postaci; płytcy zyskują głębię, surowi zyskują miękkość, a naiwni zyskują inteligencję. Pod tym względem idealnie pasuje do Magdy i zrobiła wiele, aby pogodzić emocjonalny uraz kręgosłupa bohaterki. Jej Chi bel sogno di Doretta, co zaskakujące, nie było szczytowym wokalnym punktem wieczoru Blue. Podczas gdy pierwsza aria była zdolna, jej druga aria w pełni wykorzystała jej zdolność do poruszania się od przytulnych głębin do unoszących się wzlotów.

Speranza Scappucci sprawiała, że ​​wszystko szumiało; ma jasne podejście do Pucciniego, dzięki czemu jego partytura brzmi bardziej przejrzyście niż zwykle, zarówno rytmy taneczne, jak i wspaniałe aureole smyczków i harfy, sprawiają wrażenie skupionych i żywych. Poruszała się z werwą. Jak nie mogła? Wynik jest wspaniały; jego hojność jest najsilniejszym kontrargumentem dla pesymizmu libretta.