Co roku odkrywane są nowe języki i w każdym z nich „żegnaj” to kiepskie słowo. Mówiliśmy to wiele razy w 2005 roku, za każdym razem ze smutkiem. Zanim jednak wyrzucimy Dom z sylwestra i przywitamy nowy rok, wznieśmy ostatni toast pożegnalny za sławnych ludzi, którzy po raz ostatni machali na pożegnanie w właśnie zakończonym roku. Od papieża Jana Pawła II po Artiego Shawa straty były liczne, pozostawiając dziedzictwo na swoich polach i daleko poza nimi.
W showbiznesie szczególnie opłakuję śmierć trzech blond piękności, które rozświetlały ekran przez dziesięciolecia: Virginii Mayo, czarującej, ale zdrowej weteranki ponad 50 filmów z lat 40. i 50., która równie dobrze radziła sobie w musicalach („She’s Working Her”) Way Through College) i role dramatyczne (któż mógłby zapomnieć ją jako rewolwerowca Jamesa Cagneya w „White Heat” albo krnąbrną żonę powracającego żołnierza w powojennym klasyku „Najlepsze lata naszego życia”); dziarska Sheree North, tańczący derwisz, nazywany następnym Monroe; oraz złota hollywoodzka dziewczyna June Haver, która poszła w ślady Betty Grable i Alice Faye, stając się ulubioną śpiewającą i tańczącą gwiazdą stacji Fox. W latach pięćdziesiątych zrezygnowała z kontraktu wartego 3500 dolarów tygodniowo, aby zostać zakonnicą, a następnie opuściła klasztor, aby poślubić jednego ze swoich czołowych mężczyzn. Przez resztę życia była panią Fred MacMurray.
Koniec z Max Factor dla Sandry Dee, kolejnej zuchwałej blondynki, której zdrowy, wyszorowany blask Ivory maskował życie pełne kłopotów i udręk, o których magazyny filmowe nigdy zgodnie z prawdą nie opisywały. Była ikoną popu w filmach z lat 50. z Troyem Donahue, była żoną Bobby’ego Darina, a role różnych Gidgets i Tammy uczyniły ją wzorem do naśladowania dla nastolatków w epoce hot rodów i oksfordów siodłowych. Ale jak mi kiedyś zwierzył się jej częsty współpracownik Donahue: Na planie nigdy nie wiedzieli, który z nas był największym pijakiem.
W zeszłym roku zbyt wiele pań światowej sławy celuloidów żegnało nas przedwcześnie. Pochodząca z Francji drobna kocia kusicielka Simone Simon wywołała ciarki na plecach widzów na całym świecie w kultowych klasykach horroru, takich jak Ludzie-Koty. Z Austrii Maria Schell wywarła wpływ na świat swoim zasięgiem, blaskiem i uśmiechem od ściany do ściany, zbyt szerokim, aby mógł go pomieścić ekran. Na krótko przed śmiercią została uwieczniona w filmie dokumentalnym autorstwa swojego brata Maksymiliana Schella.
Będzie mi brakować mojej dobrej przyjaciółki Geraldine Fitzgerald bardziej niż myślisz. Pochodzący z Dublina ten pożywny rosół irlandzkiej dziewczyny o chropawym głosie stał się powszechnie szanowanym elementem amerykańskiego kina w Wichrowych wzgórzach i Mrocznym zwycięstwie, ostatecznie wywołując krytyczną ekstazę na nowojorskiej scenie jako Mary Tyrone w pamiętnej produkcji Eugene O' Długa podróż Neilla w noc. Piosenkarka, aktorka i humanistka, zawsze pomagała młodym ludziom w karierze. Załatwiła mi praktykę na festiwalu w Spoleto, kiedy byłem świeżo po studiach, i przez 40 lat w każde Boże Narodzenie wysyłała mi oprawiony w skórę egzemplarz jakiegoś klasyka literackiego, który miał pojawiać się na półkach mojej biblioteki. Do końca była znakomitą aktorką, zwykle lepszą od swojego materiału.
Dwóch laureatów Oscara bliżej domu nauczyło nas, że można być jednocześnie wielkim i uroczym. Po zdobyciu Oscara za młodą i piękną śmierć w „Pani Miniver” Teresa Wright stała się uosobieniem amerykańskiej żony i matki w roli pani Lou Gehrig u boku Gary’ego Coopera w nieśmiertelnym „Dumie Jankesów”. Od Cudotwórcy po Absolwenta — wspaniała Anne Bancroft miała wspaniałą karierę, ale mimo to zmarła zbyt wcześnie w wieku 73 lat. Pozdrawiam, pani Robinson. I tak długo Ruth Warrick, która rozpoczęła karierę jako żona Orsona Wellesa w „Obywatelu Kane” i zakończyła ją przez 35 lat jako Phoebe Tyler w telenoweli „Wszystkie moje dzieci”, oraz Ruth Hussey, solidna i niezawodna aktorka, która grała rozgarnięte żony, matek i dziewcząt zajmujących się karierą w dziesiątkach klasyków i otrzymał nominację do Oscara jako dowcipny pomocnik fotografa Jimmy'ego Stewarta, relacjonujący wesele Kate Hepburn w The Philadelphia Story.
Inne wyróżniające się aktorki charakterystyczne, które zagrały swoje ostatnie role drugoplanowe: Constance Moore, która przeszła od seriali Bucka Rogersa do matki Jane Powell w „Rozkosznie niebezpieczna”; Suzanne Flon, smakowita francuska magdalenka i osobista sekretarka Edith Piaf, która wzbogaciła ulubione płótna Toulouse-Lautreca w pamiętny Moulin Rouge Johna Hustona; Constance Cummings, urodzona w Seattle gwiazda brytyjskiej sceny, która w 1932 roku wycięła mleczne zęby w klasycznej farsie Harolda Lloyda „Film Crazy”, następnie zagrała żonę Rexa Harrisona w „Blithe Spirit”, a dopiero w 1971 roku wystąpiła na scenie u boku Laurence’a Oliviera w Teatrze Narodowym w Londynie; Elisabeth Fraser, wesoła blondynka, która często grała najlepszą przyjaciółkę Doris Day w komediach z lat 50. i 60.; oraz Jocelyn Brando, znakomita aktorka, która niesprawiedliwie cierpiała z powodu anonimowości w cieniu swojego młodszego brata Marlona.
Koniec z ukłonami dla żarliwej Barbary Bel Geddes, oryginalnej Broadwayowskiej Maggie the Cat, której kariera obejmowała różnorodne sztuki, od sztuk Edwarda Albee i Tennessee Williamsa po filmy wyreżyserowane przez Hitchcocka, Kazana i Langa. Ale to jej długoletnia rola matriarchalnej panny Ellie z Dallas zapewniła jej powszechnie znane nazwisko – ironia, której nie mogła zrozumieć aż do dnia, w którym zmarła w wieku 82 lat. Prawdopodobnie bardzo by ją zaniepokoiła świadomość, że będzie żyła dalej. , w powtórkach.
Kurtyna trzeciego aktu również opadła i zakryła kilka znajomych twarzy z wąsami. Wszystkim nam będzie brakować Sir Johna Millsa, weterana aktora, autora, patriarchy jednej z najbardziej uwielbianych angielskich rodzin królewskich, ojca Hayley i Julii oraz zdobywcy Oscara za rolę niemego wiejskiego idioty w Córce Ryana. I nie zapomnijcie o Eddiemu Albercie, który niestety zostanie prawdopodobnie zapamiętany bardziej dzięki kretyńskiemu serialowi telewizyjnemu Green Acres niż świetnej pracy w Oklahomie! i Carrie Williama Wylera. Mieszkam w jego dawnym mieszkaniu w nowojorskiej Dakocie i nigdy nie zrozumiem, dlaczego zabił deskami przewody kominowe i okradł z kominków wszystkich przyszłych lokatorów.
Znak zodiaku 2 sierpnia
Będzie mi także brakować dodającej otuchy obecności Ossie’go Davisa, Dana O’Herlihy’ego, Dany Elcara, Rona Randella i ulubionego barytonu lirycznego Broadwayu, Johna Raitta. (Czy Hugh Jackman może zająć mu miejsce?) To był Adios, przyjaciele Lona McCallistera, amerykańskiego pin-up boya z takich klasyków familijnych z lat 40., jak Home in Indiana i Stage Door Canteen; Keith Andes, surowy baryton, który wystąpił u boku Marilyn Monroe na ekranie i Lucille Ball na scenie (w muzycznym debiucie Lucy na Broadwayu Wildcat); Lloyd Bochner, uprzejmy aktor charakterystyczny, który grał wszystko, od gliniarzy i detektywów po brutala z towarzystwa, który pobił Carrolla Bakera w „Sylwii”; Frank Gorshin, Człowiek-Zagadka z telewizyjnego serialu o Batmanie, który grał zarówno burmistrza Jimmy'ego Walkera w musicalu Jimmy, jak i George'a Burnsa w jednoosobowym przedstawieniu Say Goodnight, Gracie na Broadwayu; John Spencer, który grał szefa personelu Białego Domu w serialu The West Wing; Barney Martin, oryginalny Mr. Cellophane w przedstawieniu Gwen Verdon – Chita Rivera – Bob Fosse w Chicago na Broadwayu; oraz John Bromfield, rewolwerowiec, który zagrał tytułową rolę w telewizyjnym westernie „Szeryf z Cochise”, poślubił zmysłową femme fatale Corinne Calvet i pływał po Cypress Gardens z Esther Williams w „Łatwo kochać”.
Była to sayonara Pata Mority, Amerykanina japońskiego pochodzenia, którego dzieciństwo zostało zrujnowane po Pearl Harbor, kiedy został zmuszony do osadzenia w amerykańskim obozie jenieckim na czas II wojny światowej. Na szczęście przetrwał ten haniebny rozdział w historii Stanów Zjednoczonych, dorastając i stając się panem Miyagi, ukochanym guru sztuk walki z czterech filmów o Karate Kid. Brock Peters doprowadził wszystkich do łez swoim imponującym występem w roli niewinnego czarnego mężczyzny fałszywie oskarżonego o gwałt w legendarnym filmie Zabić drozda. Marc Lawrence nie był powszechnie znany, ale jego pokryta bliznami twarz była natychmiast rozpoznawalna przez miliony widzów filmowych dzięki licznym rolom gangsterów, kapturów i złoczyńców ze świata podziemnego. Nie robią już takich bandytów jak on.
Osoby z pokolenia wyżu demograficznego, które dorastały przyklejone do rurki piersiowej, patrzyły, jak wzór testowy zanika na zawsze w przypadku Boba Denvera, głupkowatego rozbitka z serialu „Wyspa Gilligana” o śmierci mózgowej; Don Adams, tajny agent komiksowy w Get Smart; powalający brzuchomówca Paul Winchell (co się stało z jego niezbyt manekinem Jerrym Mahoneyem?); „This Is Your Life” – gospodarz Ralph Edwards; oraz James Doohan, główny inżynier statku kosmicznego Enterprise w oryginalnym Star Treku. (Rozgrzej mnie, Scotty!)
Jednak największe dziury w historii telewizji pozostawili Johnny Carson i Peter Jennings. Wieczorne wiadomości nie będą już takie same bez prezentera ABC Jenningsa, a jako częsty gość Johnny's za starych, dobrych czasów mogę zaświadczyć, że był on ostatnim znośnym gospodarzem nocnych talk-show, zanim programy zamieniły się w bezmózgimi bzdurami, jakimi są dzisiaj. Podkradając papierosy podczas przerw na reklamy, Carson nigdy nie witał się ani nie żegnał ze swoimi gośćmi, a praca nad starym programem „Tonight Show” była zawsze pełna napięcia nerwowego. Ale połączył arogancję Jacka Paara i ciekawość Steve'a Allena, aby utrzymać nocną bezsenność, podjadanie i przykucie uwagi.
W innych dziedzinach komedia nigdy nie będzie taka sama bez napisania jej przez Herba Sargenta lub bez Louisa Nye, Howarda Morrisa, Nipseya Russella i Richarda Pryora, którzy ją zagrają. Filmy nie będą miały tego samego wyrafinowania i dopracowania bez eleganckiego Ismaila Merchanta (połowa genialnego zespołu Merchant-Ivory) jako ich producenta, wszechstronnego Roberta Wise’a (West Side Story, Executive Suite, The Sound of Music) jako reżysera oraz znakomitemu oku brytyjskiego operatora Guya Greena (Wielkie nadzieje i Oliver Twist), aby je sfotografować. Filmy mają obecnie tak mało sensu, że strata cywilizowanych pisarzy, takich jak Gavin Lambert, wspaniały powieściopisarz i scenarzysta (Inside Daisy Clover) oraz wybitna biografka Nazimovej, Normy Shearer i Natalie Wood, jest przerażającą tragedią. Evan Hunter (Dżungla tablicowa, Ptaki); oraz Ernest Lehman, wszechstronny i utalentowany autor takich literackich scenariuszy jak North by Northwest, Sweet Smell of Success i Kto się boi Virginii Woolf?
Świat listów pochował pozłacane maszyny do pisania powieściopisarek Judith Rossner (Szukając pana Goodbara), Rony Jaffe (Najlepsze ze wszystkiego), Marjorie Kellogg (Powiedz mi, że mnie kochasz, Junie Moon) i Rogera Whitakera (Eiger Sankcja), a także laureat Nagrody Nobla Saul Bellow; Shelby Foote, pisarka z Południa i historyk wojny secesyjnej; zrzędliwy John Fowles (Kobieta francuskiego porucznika), który słynął z enigmatycznych zakończeń; Gonzo Bonzo Hunter S. Thompson, samobójstwo w wieku 65 lat; oraz Frank Conroy, autor książki Stop-Time i stały bywalca Elaine’s.
Nie wiem, jaka będzie przyszłość amerykańskiego teatru, gdy nie będzie już premierowych wieczorów Augusta Wilsona i Arthura Millera ani weteranki agentki prasowej Betty Lee Hunt, która mogłaby to nagłośnić – ale jak napisał kiedyś Miller o niezapowiedzianym i zapomnianym Willym Lomanie w jego arcydziele Śmierć komiwojażera trzeba zwrócić uwagę. Kiedy to piszę, mam wrażenie, że w końcu spotyka Joe DiMaggio, kolejną legendę, z którą w tajemnicy łączy go wiele wspólnego. Mam nadzieję, że podają sobie dłonie, podczas gdy Marilyn śpiewa szybki refren Bosom Buddies – i to szczerze.
Muzyka zabrzmiała kilkoma kwaśnymi nutami, gdy lider zespołu Artie Shaw na dobre schował swój klarnet. Kiedy jechałem aż do kanionu w Północnej Kalifornii na długie, wyczerpujące popołudnie, które trwało do blasku księżyca w celu przeprowadzenia jednego z ostatnich wywiadów, jakich udzielił, wydał mi się równie genialny, szczery, porywczy, zaskakujący i niemożliwy jak jego reputacja. Być może kiedyś będę musiał całość opublikować. Chodził do klasy sam, podobnie jak mój przyjaciel i sąsiad z Connecticut, Skitch Henderson, pierwszy lider zespołu w programie The Tonight Show ze Stevem Allenem, Jackiem Paarem i Johnnym Carsonem, dyrektor muzyczny Hope, Crosby i Sinatra oraz założyciel New York Popy. Dziękuję, Skitch, że zaciągnąłeś mnie na scenę w Carnegie Hall, żebym zaśpiewał Gershwina. Nie cieszysz się, że nie rzuciłem codziennej pracy?
Bobby Short? Zawsze zakładałem, że ten wytworny król trefl i posiadacz kluczy do Great American Songbook będzie żył wiecznie i śpiewał Cole’a Portera, aż odpadły mu palce, ale podobnie jak jego mentorka, Mabel Mercer, w końcu nie było to ukłony, kochanie, tylko osiem taktów i poza domem dla Bobby’ego, a także dla kultowej divy kabaretowej Hildegarde (99 l.), która śpiewała haute chansons, takie jak jej znak firmowy Darling, Je Vous Aime Beaucoup w białych rękawiczkach i kapeluszach Hattie Carnegie, zachwycając elegancką ekipę w wodopojach po godzinach przez 70 lat. Piosenkarka jazzowa Shirley Horn w swoich ostatnich romantycznych tekstach w tym roku podpaliła swoje bujne, marzycielskie brzmienie. Aranżacje trafiły na ławę fortepianową perkusisty Stana Kentona i wyroczni jazzowej z Zachodniego Wybrzeża Stana Leveya, śpiewającego jazzowo-bluesowo-folkowego mistrza Oscara Browna Jr., piosenkarza popowego Luthera Vandrossa, zespołu śpiewającego rage o dymiącym głosie i gwiazdy filmowej z lat 40. Frances Langford. , basista Modern Jazz Quartet Percy Heath i najpopularniejsza szwedzka wokalistka jazzowa Monica Zetterlund, która nagrywała kiedyś płyty z Zootem Simsem i Billem Evansem. Zginęła w pożarze mieszkania w wieku 67 lat.
Scena koncertowa przyćmiła centralne miejsce występu słynnej hiszpańskiej sopranistki operowej Victoria de los Angeles. Balet już nigdy nie będzie zachwycał przy dźwiękach gwiazdy American Ballet Theatre Fernando Bujonesa. Miał zaledwie 50 lat. Koniec z elektronicznym dysonansem Roberta Mooga, wynalazcy syntezatora ulubionego przez Beatlesów i Steviego Wondera. Koniec z chwalebnie rosnącymi partyturami Roberta (Boba) Wrighta, który skomponował takie przeboje (It's a Blue World) oraz musicale z Broadwayu i Hollywood (Kismet), których nigdy więcej nie usłyszysz, wraz z jego długoletnim przyjacielem i współpracownikiem od 70 lat, Chetem Forrestem . Koniec z mądrymi i zabawnymi występami w nocnych klubach Phila Forda, który wraz z żoną Mimi Hines stanowił połowę sławnego zespołu scenicznego. Koniec z odważnymi i szczerymi artykułami feministycznej dziennikarki Shany Alexander lub skrupulatnie opracowanymi powieściami kryminalnymi osadzonymi w świecie wyścigów konnych autorstwa nowojorskiego pisarza Williama Murraya, który także wstrząsnął zabrudzonymi atramentem nędzarzami wydawniczymi, opisując namiętny romans własnej matki z Żaneta Flanner.
Na niezwiązanych ze sobą arenach wypijmy wytrawne martini na cześć duenny towarzyskiej Nan Kempner i jej zachwycających przyjęć, które zasygnalizowały koniec minionej epoki. Moda już umarła, ale jeden z ostatnich gwoździ do jej trumny został wbity, gdy wielki projektant Donald Brooks wyrzucił swój morowy jedwab i miarkę i udał się do Instytutu Kostiumów w Niebie. Zawsze uparty i przerażony tym, jak brzydkie kobiety wyglądają dzisiaj, słyszę go teraz podczas powwow z Chanel i Blass, zastanawiającego się, gdzie to wszystko poszło nie tak.
Sztuka architektury straci wiele ze swojego stylu, formy i oryginalności strukturalnej wraz ze śmiercią 98-letniego Philipa Johnsona, dziekana architektury nowoczesnej, którego arcydzieła sięgały od Muzeum Sztuki Nowoczesnej po legendarną chińską restaurację Pearl’s. Ekscentryczny i ekstrawagancki, był równie często omawiany w felietonach plotkarskich, jak i w murach Four Seasons, gdzie codziennie jadał lunch, odkąd zaprojektował go w 1958 roku.
srebrna sukienka Tiny Turner
Żadna sala sądowa nie będzie tak kolorowa bez Johnniego Cochrana, obrońcy, który opracował melodramatyczną strategię stojącą za zespołem marzeń w O.J. Proces o morderstwo Simpsona. Kochaj go lub nienawidź, nie zapomnimy, jak zagrał w tę kartę wyścigową i wylądował na pierwszych stronach gazet. Nie zapomnę też Franka Perdue, króla kurczaków, który często wyglądał jak jedna z jego własnych frytkownic. Szymon Wiesenthal, bohaterski ocalały z obozu koncentracyjnego, który poświęcił swoje życie wymierzeniu sprawiedliwości potworom II wojny światowej, prześladował swojego ostatniego nazistę. Domino Harvey, córka brytyjskiego aktora Laurence'a Harveya i modelki Forda, która została łowcą nagród, zmarła w wieku 35 lat. Rosa Parks z Montgomery w Alabamie, szwaczka, której uprzejma odmowa oddania miejsca w autobusie białemu mężczyźnie w 1955 r. otworzyła śluzy w ruchu na rzecz praw obywatelskich, zmarł w wieku 92 lat. I wreszcie, co nie mniej ważne, książę Rainier ostatecznie zrzekł się tronu i pochował koronę w spokojnym małym Monako, 23 lata po przedwczesnej, wstrząsającej światem śmierci jego księżniczki z Filadelfii, Grace Kelly. Pamiętam dawne czasy na Festiwalu Filmowym w Cannes, kiedy numer telefonu do prywatnego pałacu można było kupić u konsjerża hotelu Carlton za 25 franków.
Żegnam to wszystko. Świat się zmienił, a odejście tak wielu wspaniałych ludzi, którzy wzbogacili nasze życie w 2005 roku, zmieni wszystko jeszcze bardziej. Ich odejście osłabia nas i nikt nie będzie w stanie ich zastąpić, ale będą długo pamiętani – i to dobrze.