
Clémentine Margaine i Michael Fabiano w „Carmen” Bizeta.Foto: Nina Wurtzel / Met Opera
Ci, którzy przysięgają, że nie mają zielonego pojęcia o operze, prawdopodobnie jednak ją znają Carmen I Pani Motyl ponieważ przedstawiają dwie największe archetypowe bohaterki na świecie: swobodną Cygankę i niewinną gejszę. Obecnie Metropolitan Opera oferuje niezwykle mocne wznowienia obu popularnych dzieł, a szczególnie atrakcyjne są one zabójczego Don José tenora Michaela Fabiano i wstrząsającego Cio-Cio-San Asmika Grigoriana; obie wokalistki po raz pierwszy podejmują się swoich ról w zespole.
Amerykańskie miasteczko graniczne Carrie Cracknell Carmen wyglądał równie nieprzemyślanie, jak wtedy, gdy miał premierę w sylwestra. Jednak czterech nowych dyrektorów i debiutujący dyrygent sprawiło, że moja ponowna wizyta pod koniec zeszłego miesiąca była całkiem satysfakcjonująca. Arcydzieło Bizeta wydawało się świeżo wybite, skwiercząc pod ognistą pałką Diego Matheuza. Nowy wenezuelski dyrygent prawdopodobnie miał niewiele czasu na próby swoich sił, więc sprawy na scenie i w boksie nie zawsze były zsynchronizowane. Ale z wyczuciem akompaniował swoim śpiewakom i zapadał w pamięć zniewalającymi preludiami.
Francuska mezzosopran Clémentine Margaine od dawna cieszy się uznaniem w roli Carmen, a swoją rolę zagrała już w Met ponad dwadzieścia razy, ale po raz pierwszy założyła charakterystyczne dla tej produkcji turkusowe kowbojskie buty, w których nie było jednak śladu rutyny. Jej dojrzała, ale zmysłowa Carmen w niebieskich dżinsach nie mogła bardziej różnić się od swojej bardzo młodej poprzedniczki: buntownika Aigula Akhmetshiny przemykającego się w wygodnych Daisy Dukes. Pomimo ogłoszenia jeszcze przed kurtyną, że cierpi na alergię, Margaine bez wysiłku wypełniła ogromny dom swoim zmysłowym, czasem surowym mezzo, zwłaszcza jego płonącym blatem, a jej cierpka dykcja smakowała dojrzałemu libretto Meilhaca i Halévy’ego.
ZOBACZ TAKŻE: Jak kryzys Opery może stać się renesansem opery
Podczas gdy Piotr Beczala, José Ahkmetshiny, był od niej starszy o trzydzieści lat, co sugerowało, że Carmen mogła mieć problemy z tatusiem, Margaine i Fabiano przedstawili rówieśników stworzonych dla siebie. Ich pierwsze interakcje znacznie różniły się od interakcji poprzedniej pary. Podczas Habanery Beczala, z głową schowaną w gazecie, ani razu nie spojrzał na sfrustrowaną Ahkmetszinę, dopóki ta nie rzuciła w niego różą. Tym razem oczy Margaine i Fabiano natychmiast się spotkały, a jej bardzo indywidualne poglądy na temat miłości były skierowane tylko do niego. Zanim rzuciła mu ten kluczowy kwiat, był już beznadziejnie uwięziony.
Z ogoloną głową i przystrzyżonymi wąsami Fabiano wyglądał jak idealny południowiec, a jego zwykła, gorąca do białości intensywność znalazła idealne naczynie w fatalnej obsesji José na punkcie nieustraszonej niezależnej Carmen. Jego jedyny moment nagiej wrażliwości, zapadająca w pamięć piosenka José o kwiatach, dała Fabiano szansę na dotknięcie naszych serc – ale nie Carmen – gdy umiejętnie zbudował arię do miękko unoszącej się, wysokiej kulminacji w B-dur.
Tam, gdzie Ahkmetshina najwyraźniej po prostu bawił się Beczałą, zawsze żywo ukazywało się wyczuwalne fizyczne przyciąganie pomiędzy Margaine i Fabiano. Nawet w zaciekłym, fatalnym finałowym duecie ich skazane na niepowodzenie połączenie paliło scenę, dopóki nie tłukł jej jednym brutalnym ciosem.
Dziewięć lat po debiucie w tej samej roli w Met Ailyn Pérez powróciła w roli Micaëli. Ona i Fabiano wnieśli do swojego duetu mile widzianą intymność, choć z jego braterskiego pocałunku na jej czole jasno wynikało, że nie odwzajemnił jej niezwykle szczerego romantycznego zainteresowania. Sopran, który ostatnio wcielił się w cięższe role, takie jak Tosca, Butterfly i Elisabetta Don Carlo W jej zapierającej dech w piersiach arii z trzeciego aktu brzmiał momentami ciężko, ale w jej prośbach do José, aby wrócił do umierającej matki, nadano przekonującą pilność.
W środku także odgrywa wiodącą rolę w Ogień zamknął się w moich kościach , Ryanowi Speedo Greenowi brakowało elegancji pęd potrzebne do założenia rozpornego Escamillo. Podobnie jak wielu przed nim, zmagał się z ekstremalnymi wyzwaniami związanymi z rolą tkactwo. Jego toreador rzeczywiście czytał jako młodszy od Carmen i José, co było niezwykłe frisson do ich skazanego na zagładę trójkąta. Chociaż opera była śpiewana po francusku – w wydaniu, którego Met niestety nadal się trzyma i które zawiera ponure recytatywy Guirauda – nie zawsze było jasne, w jakim języku śpiewa Speedo Green.
Chwila Carmen trwa w Met do 25 maja , Motyl kończy serię w tym sezonie z Transmisja HD w kinach od 11 maja . Grigorian, elektryzujący litewski sopran, to najbardziej oczekiwana nowa artystka, która w tym sezonie zadebiutuje w Met. Panująca primadonna słynnego Festiwalu w Salzburgu od 2017 roku (rok jej jedynego wcześniejszego występu w USA jako Marie w koncertowym wykonaniu Wozzeck z New World Symphony), przyniosła do zespołu niekonwencjonalnego Butterfly, tak pomysłowego muzycznie i dramatycznie prowokującego, że należy żałować jej nieobecności w Met w przyszłym sezonie. Chcąc zadośćuczynić za swoje spóźnione zaproszenie do niej, Peter Gelb pośpiesznie ogłosił, że Grigorian powróci do Met w przyszłych sezonach, aby zagrać tytułowe role w serialu Jenufa I Salome.
Asmik Grigorian jako Cio-Cio-San w Madama Butterfly Pucciniego.Foto: Jonathan Tichler / Met Opera
Wartość netto Kylie Minogue
To przypadek, że w końcu trafiła do zespołu w roli, z którą czuje wyjątkową bliskość: jej matka, Irena Milkevičiūtė, wykonała Cio-Cio-San będąc w ciąży z Grigorianem, zaś Milkevičiūtė i Gegam Grigorian, ojciec sopranistki, śpiewali także Opera Pucciniego razem. Młodszy Grigorianka nie ma żadnych dziewczęcych manier, przyjętych przez wiele sopranistek przy portretowaniu piętnastoletniej gejszy. Ucieleśniała niezwykle opanowaną młodą dziewczynę, poważnie zranioną przez tragiczną przeszłość jej rodziny. Potraktowała małżeństwo z Pinkertonem jako szansę na wyjście poza swoją sytuację. Jej niezachwiana siła osłabła dopiero, gdy uświadomiła sobie, że dawno nieobecny Pinkerton rzeczywiście do niej wrócił – ale tylko po to, by odebrać im dziecko.
Mając wcześniej występy Motyl w elegancko klasycznej inscenizacji Anthony’ego Minghelli wystawianej przez Met w wiedeńskiej Staatsoper Grigorian w poruszający sposób przyjął jej stylizację i kontrowersyjne użycie Bunraku - wywarła wpływ na marionetkę dla swojego dziecka. W trakcie produkcji Cio-Cio-San pojawiła się na scenie dość wcześnie, a wejście Grigorian podczas wieczoru otwarcia zabrzmiało nieco niepewnie, chociaż zwieńczyła je lśniącym wysokim D-dur. Przez cały wieczór ucieleśniała Butterfly z potężnym spokojem i siłą celu, co sprawiło, że zmiażdżenie przez Pinkertona jej skazanych na porażkę nadziei stało się jeszcze bardziej bolesne.
W sekwencji prowadzącej do Un bel dì desperacko próbowała przekonać żarliwie oddanego Suzukiego Elizabeth DeShong – i siebie – o pewności powrotu Pinkertona. Wybuchowy finał Grigoriana, Aspetto, wywołał długą i głośną owację. Mingella zawahała się, gdy udręczonej Che tua madre Butterfly towarzyszyła mimika za jej plecami, a także umieściła Butterfly daleko z tyłu na gołej scenie na czas jej samobójstwa, ale ukradkowa koncentracja Grigoriana nigdy nie osłabła.
Jej mrocznie chłodnemu sopranowi może brakować włoskiego ciepła, którego niektórzy pragną u Pucciniego, ale niezwykle bogaty środek jej głosu wywarł potężny wpływ na większość muzyki Butterfly. O ile jej ostatnie Tu tu piccolo iddio nadwyrężyło jej górny rejestr w debiucie, o tyle wywarła na nim większy wpływ podczas swojego drugiego występu, kiedy była w znacznie lepszej formie.
Oprócz nerwów pierwszego wieczoru Grigorian musiał także poradzić sobie z nowym głównym bohaterem w ostatniej chwili, kiedy Chad Shelton z okładki zastąpił AWOL Jonathana Tetelmana, który wycofał się nadal cierpiąc na alergie, które również nękały jego finałowy występ. Jaskółka w Met. Sheltona, który wyróżniał się podczas ostatnich występów w Met Petera Grimesa I Chodzący trup, poradził sobie dobrze z Pinkertonem, choć jego orzeźwiający tenor nie do końca miał ten romantyczny urok, potrzebny w jednym z najbardziej namiętnych duetów miłosnych w operze. Jednak spisał się znakomicie w trzecim akcie opery, kiedy w wzruszający sposób przekazał swojemu bohaterowi wyraźną świadomość szkód, które wyrządził.
Skuteczność Sheltona w tej sekwencji stanowiła wyraźny kontrast z żenująco płaczliwym przemierzaniem przez Tetelmana tej samej sceny kilka dni później, kiedy w roli Pinkertona pojawił się wzburzony tenor. Wysoki i przystojny, wyglądał jak idealne ucieleśnienie mężczyzny, na którego Cio-Cio-San mogła czekać latami. Ale jego egocentryczny Pinkerton sprawił, że brzydki Amerykanin stał się jeszcze bardziej nielubiany niż zwykle. Podczas pierwszego aktu, ze względu na swoje wysokie, niewątpliwie ekscytujące wysokie tony, Tetelman przyjmował niesubtelną pozę z wypiętą klatką piersiową, aby wyrzucić ich do ostatniego rzędu Kręgu Rodzinnego, trzymając ich nieco dłużej, niż powinien. Jednak w miłej wymianie zdań z Sharplessem z łatwością dał się pokonać żywiołowej orkiestrze Xian Zhanga. Kiedy zwrócił swoją uwagę na chętną narzeczoną Grigoriana, stał się sprawnym operatorem, który z łatwością uwodzi młodą dziewczynę.
Chociaż ukłony po występie zwykle nie są uważane za część występu, produkcja Minghelli oferuje dyskretne choreograficzne przywoływania kurtyn, których kulminacją jest efektowny, oświetlony szkarłatem sopran solo. Po swoim pierwszym spotkaniu z Pinkertonem uśmiechnięty Tetelman zignorował plan i szybko podszedł do reflektorów, znacznie przed resztą obsady, konstruktywnie skupiając się na sobie. Prześcignął nawet innego bezwstydnego tenora, Vittorio Grigolo, ochoczo gestem zachęcając publiczność, by nagrodziła go większymi brawami. Ten prostacki pokaz stanowił wyraźny kontrast z jego solowym ukłonem w noc debiutu w Met, kiedy po swoim pięknie żarliwym występie Połykać Ruggero ze łzami w oczach potwierdził swoje zasłużone brawa, z łatwością chwytając podarowany mu duży bukiet.
Oprócz idealnie wspierającego Suzuki DeShonga, mocno zaśpiewany, surowy Sharpless Lucasa Meachema dobrze kontrastował z wścibskim i służalczym Goro Tony’ego Stevensona. Imperialny komisarz Paula Corony wyróżniał się, podczas gdy blef Roberta Pomokowa Bonze nie przyniósł zamierzonego efektu. Zhang, dyrektor muzyczna New Jersey Symphony, która zadebiutowała w styczniu, rozkoszowała się bujną partyturą Pucciniego, często wybierając dość ekspansywne tempa, które zdawały się pociągać także Grigoriana.
Obydwa Carmen I Motyl nie bez powodu pozostają jedną z najczęściej wystawianych oper na świecie. Imponujące wznowienia The Met przypominają widzom, jak satysfakcjonujące może być ponowne odwiedzanie znanych dzieł.