Dlaczego thriller Netflixa z lat 50. „Ktoś musi umrzeć” odniósł tak duży sukces w 2020 r.

Ktoś musi umrzeć Netflixa

Opowieść reżysera Manolo Caro o zamożnej rodzinie pełnej tajemnic, Ktoś musi umrzeć ( Ktoś musi umrzeć ), serial thriller Netflix (NFLX), którego premiera miała miejsce w październiku, jest kontynuacją jego pierwszego niezwykle udanego dramatu, Dom Kwiatów ( Dom Kwiatów ). Tym razem jednak ton jest bardziej ponury, a tempo wolniejsze – w rezultacie miniserial wydaje się być serialem na rok 2020, pomimo swoich niedoskonałości. Akcja serialu rozgrywa się w bardzo upolitycznionej Hiszpanii lat 50. XX wieku. Serial opowiada historię rodziny Falcón, która wita ponownie syna Gabino (Alejandro Speitzer), który przez ostatnią dekadę mieszkał za granicą w Meksyku.

Planując wydać go za piękną córkę bliskiego przyjaciela i wspólnika w interesach, plany Falcónów szybko zostają wywrócone do góry nogami, gdy przybywa Gabino z przyjacielem Lázaro (Isaac Hernández). Lázaro, zawodowy tancerz, reprezentuje wszystko to, czym Sokoły nie są: idealistycznego, ciemnoskórego artystę wywodzącego się z wolnego społeczeństwa.

To ciekawe do oglądania Ktoś musi umrzeć Porównaj Meksyk, często demonizowany w amerykańskich mediach jako siedlisko korupcji politycznej, z jego cenionym europejskim kolonizatorem. W połowie XX wieku Meksyk był uważany za raj dla uciekinierów politycznych, co najlepiej ilustruje Leon Trocki, który uciekł z pomocą swoich komunistycznych sojuszników, Diego Rivery i Fridy Kahlo, w 1939 roku. Oglądanie programu wyprodukowanego przez prawdziwych Meksykanów co podkreśla wyzwolony aspekt historii Meksyku – nawet jeśli odgrywa on drugorzędną rolę – jest odświeżające.

W Hiszpanii świat Falcónów jest mroczny i szary, a widzowie szybko orientują się, że w tym domu nie wszystko jest w porządku. Wszędzie panuje napięcie: między ojcem i synem, matką a teściową, mężem i żoną, nie mówiąc już o ciężkim bagażu między Gabino a jego przyszłym szwagrem. Zaraz po przybyciu Gabino ponownie spotyka swoją babcię, której nie widział od ponad dziesięciu lat. Jednak Doña Amparo – grana przez weterankę hiszpańskiej aktorki Carmen Maurę, najbardziej znaną ze współpracy z najważniejszym hiszpańskim autorem po Franco, Pedro Almodóvarem – zachowuje niezręczny dystans od swojego jedynego wnuka. Jest Señor Falcón (Ernesto Alterio), sztywny patriarcha rodzinny i zagorzały nacjonalista, który wykorzystuje każdą okazję, by wznieść toast za swój kraj. Pozornie zaprzeczając, że jego syn jest marzycielem mającym plany podróżowania po świecie, postanawia porozmawiać z Gabino o interesach i karabinach, nie mogąc powstrzymać się od obrażania kraju, który Gabino wybrał jako swój. Señor Falcón nie wie, że jego żona (wspaniała Cecilia Suárez, rozpoznawalna twarz Netflixa), która sama jest meksykańską emigrantką, planuje pomóc gospodyni w uwolnieniu jej męża, więźnia politycznego, z więzienia.

znak zodiaku na 9 marca

Ktoś musi umrzeć Netflixa

Niestety, gwiazdorska obsada nie może w pełni uratować Ktoś musi umrzeć od ogólnej grubości lepkiej. Fabuła jest bogata, a bohaterki mają zdecydowane umysły, ale ekstremalne wysiłki, jakie są skłonne podjąć, aby chronić swoich synów, zostają udaremnione przez nietaktowne romanse i niewytłumaczalną urazę. W ostatnim odcinku Doña Amparo mówi swojej synowej: Nie masz pojęcia, jaką radość czuję, gdy widzę, jak stajesz się kobietą, której kiedyś nienawidziłeś. To trudne do powiedzenia, szczególnie bez kontekstu. Zarówno serial, jak i każda historia, którą próbuje opowiedzieć, odniosłaby korzyści, gdyby zapewniła widzom dostęp do pragnień i motywów swoich bohaterów, którzy w efekcie wydają się jednowymiarowi.

Rozeznanie, czy ta martwota jest wynikiem atmosfery celowo stworzonej, aby oddać brutalną powagę życia pod rządami dyktatury, czy po prostu produktem ubocznym źle wykonanego scenariusza, okazuje się trudne. Lázaro, którego części mówienia można z jednej strony praktycznie policzyć, pełni rolę płytkiego narzędzia służącego do podjęcia próby rozmowy o okrutnym prześladowaniu przez reżim osób queer. Wyniki są przerażające. Ale w przypadku postaci, które w niewielkim stopniu lub w ogóle nie doceniają swoich przywilejów rasowych lub ekonomicznych, Ktoś musi umrzeć świadomość polityczna jest ostatecznie krótkowzroczna.

Jednak pomimo determinacji serialu, by wskrzesić moment wyparty przez społeczeństwo, wątki rozgrywane w Ktoś musi umrzeć nie czujcie się zbyt daleko: skrajny nacjonalizm, homofobia i machizm oraz starcie młodych ludzi ze starszymi członkami ich rodzin. W początkowej scenie pani Falcón ze złymi przeczuciami stwierdza: „Ten kraj nie jest dla ludzi z marzeniami”. Z którymi borykają się narody europejskie zmutowane szczepy wirusa koronaawirusa, a polityczna opera mydlana w USA trwa w czymś, co wydaje się być milionowym aktem, a takie stwierdzenia są zbyt bliskie, by można było je pocieszyć.


Ktoś musi umrzeć jest transmitowany w serwisie Netflix.

Punkty obserwacyjne to półregularna dyskusja na temat kluczowych szczegółów naszej kultury.