Co jest nie tak z genetycznie zmodyfikowaną marihuaną — i czy teraz palisz trochę?

przemysł marihuany

Hodowla selektywna jest obecnie absolutnie obecna w branży marihuany.Seth McConnell/The Denver Post za pośrednictwem Getty Images

Starożytna sztuka selektywnej hodowli jest praktykowana przez prawie wszystkich, którzy zarabiają na życie uprawą roślin lub hodowlą zwierząt gospodarskich. Ci, którzy tego nie robią, celowo stawiają się w niekorzystnej sytuacji konkurencyjnej i łamią ustalone normy.

A ponieważ Cannabis sativa, taksonomiczna definicja zarówno marihuany rekreacyjnej, jak i materiału źródłowego CBD, jest najgorętszym towarem rolnym w Ameryce, oczywista odpowiedź na oczywiste pytanie – czy istnieje chwast GMO? – prawie na pewno brzmi „tak”, a jeśli nie teraz, , to będzie bardzo szybko. Drugi dylemat polega zatem na ustaleniu, co z tym zrobić.

ZOBACZ TAKŻE: Jak sprawdzić, czy Twój produkt CBD jest dobry (lub w ogóle zawiera CBD)?

Ostrożnie hoduj rośliny uprawne lub zwierzęta w celu zmniejszenia lub wyeliminowania pewnych cech i uwydatnienia innych - w pogoni za szybkim koniem wyścigowym; szczególnie uroczy (lub gruby ) pies; owoc bardzo smaczny, dający duże plony i dobrą odporność na robaki i zarazę – to coś, co robi się od wieków, jak zauważyła Federacja Naukowców Amerykańskich w jego oficjalny wpis dla upraw genetycznie modyfikowanych.

Jedna główna różnica między tym, co robią, powiedzmy, Amisze, a tym, co robi się w korporacyjnych laboratoriach – a tym, co przeraża niektórych ludzi i prowadzi do niektórych krajów, na przykład Europy, zakazać upraw GMO , podczas gdy inni, wśród nich przede wszystkim Stany Zjednoczone, gorąco przyjmują żywność dopracowaną w laboratorium – jest to, że można wyhodować lub wyhodować określony gen w ciągu jednego pokolenia, a nie 20. (Niezależnie od tego, czy głównym ryzykiem jest niestabilność genetyczna prowadząca do braku bezpieczeństwa żywnościowego, czy późniejsze zrzucanie opatentowanych pestycydów i herbicydów na pola kukurydzy lub soi GMO – praktyka stosowana przez rolników kupujących na przykład produkty RoundUp Ready od giganta agrobiznesu Monsanto – może zależeć od tego, kogo spytasz).

Hodowla selektywna jest obecnie absolutnie obecna w branży marihuany. Wiemy o tym, ponieważ zawsze tak się działo – tak robią hodowcy i banki nasion. Przez ostatnie kilka lat można było przeszukiwać bazę danych Urzędu Patentów i Znaków Towarowych Stanów Zjednoczonych w celu znalezienia wniosków patentowych dotyczących zastrzeżonych odmian konopi. Oznacza to, że zarówno naukowcy zajmujący się roślinami, botanicy, jak i hodowcy garażowi próbują znaleźć zabójczą odmianę i używają w tym celu wszelkich niezbędnych środków.

Wszystko to dotyka bardzo wrażliwego nerwu w branży marihuany, które od lat nawiedza widmo chwastów GMO . To wystarczyło obaj Snope'owie I Monsanto poczuło potrzebę rozwiązania tego problemu – i odrzucić jako plotkę internetową – zarzut, że jej naukowcy pracowali nad marihuaną GMO. (Niezależnie od tego, czy jest to szczere zaprzeczenie, czy ćwiczenie z nominalizmu – być może Monsanto pracuje nad czymś, co jest konopiami indyjskimi, czyli konopiami indyjskimi, czyli konopiami, co sprawi, że ich stwierdzenie będzie prawidłowe – wiedzą tylko wtajemniczeni firmy).

W międzyczasie wydaje się, że hodowcy marihuany chcą stworzyć jak największą odmianę, ale robią to w sposób, który nie jest całkiem co robi Big Ag, nawet jeśli jedyna różnica wydaje się wynikać ze skali. Jak niedawno doniósł Marijuana Business Daily , partnerstwo pomiędzy zewnętrzną farmą konopi w Oregonie a izbą rozliczeniową genetyki konopi indyjskich z siedzibą w Portland w stanie Oregon zepsuło się, gdy ta pierwsza zdenerwowała się na tę drugą – i to z powodu, który może nie być intelektualnie zdrowy, a nawet spójny.

Deklarowanym celem East Fork Cultivars była uprawa większej liczby lepszych odmian konopi i marihuany, bogatych w CBD. (Różnica jest legalna, a nie botaniczna: konopie indyjskie zawierające 0,3% lub mniej THC to konopie; wszystko inne to marihuana zgodnie z prawem federalnym.)

W tym celu gospodarstwo nawiązało współpracę z firmą Biologia Phylosa , firma zajmująca się genomiką, która od co najmniej czterech lat pozyskuje genetykę konopi indyjskich w celu stworzenia bazy danych zawierającej wszystkie odcienie konopi indyjskich. Eksperyment z uprawą był już zaawansowany, dopóki nie ukazał się film, na którym dyrektor generalny firmy Phylos, Mowgli Holmes, bardzo chwalił współpracę z Big Ag w zakresie hodowli roślin. To doprowadziło East Fork Cultivar do publicznego zerwania z Phylosem.

Jak relacjonuje MJ Biz Daily: To zamieszanie podkreśla niepokój branży konopi indyjskich w związku z tym, że firmy Big Ag ostatecznie wejdą na ten obszar i kontrolują środki produkcji i genetykę – strach zrodził się z precedensów ustanowionych na komercyjnym rynku produktów rolnych.

Ale jednocześnie genetyka konopi była przez cały czas dostępna dla każdego – w tym Big Ag – do sprawdzenia i ulepszenia w laboratorium, jeśli to konieczne.

Jedyne, co muszą zrobić Monsanto lub Dow, to udać się do apteki i kupić wszystko, co kupują wszyscy, powiedział Reggie Gaudino , doktor i wieloletni badacz genetyki branży konopi indyjskich, który obecnie pełni funkcję wiceprezesa ds. badań i rozwoju w Front Range Biosciences, firmie z siedzibą w Kolorado, w wywiadzie dla MJ Biz Daily. Mogą to zrobić samodzielnie i nie muszą wracać do domu.

Postrzegane ryzyko dla większości hodowców konopi polega na tym, że pewnego dnia obudzą się i odkryją, że odmiana, którą od lat udoskonalają lub nawet sprzedają aptekom, nagle staje się własnością intelektualną kogoś innego. Tego typu gry o władzę są obowiązkowe w biznesie i często toczą się latami w sądach, niemniej jednak dla większości konsumentów stanowią abstrakcję. Jak pokazują kukurydza, soja i inne produkty rolne, konsumenci tak naprawdę nie przejmują się tym, czy ich produkt końcowy został udoskonalony na polu, w garażu czy w laboratorium – tylko jeśli jest niedrogi, dobry i spełnia swoje zadanie.

Czy zatem obecnie istnieje marihuana GMO? Zależy od zrozumienia tego terminu. Czy będzie? Prawie na pewno tak – pytanie tylko, kto to wyprodukuje, czy będzie to dobre i czy komukolwiek będzie zależało na tym, aby to powstrzymać?