Dwie godziny (25 USD) w hotelu Last No-Tell

Późnym niedzielnym popołudniem, przemykając chodnikiem, prawie nikt nie patrzy na zniszczony artefakt stojący smutno na południowo-zachodnim rogu 42. Ulicy i Dziewiątej Alei. Ci, którzy rzeczywiście marszczą twarze, jakby zaniepokojeni myślą, że ta anachroniczna wada plami krajobraz ich nowego Times Square.

Prawdopodobnie nie zauważają wysokiej, szczupłej kobiety z kręconymi brązowymi włosami wychodzącej z rozpadającej się klatki schodowej ani lekceważącego sposobu, w jaki żegna się z mężczyzną w średnim wieku w okularach, gdy udają się w przeciwnych kierunkach. Nie widzą błysku obrzydzenia, który pojawia się na jej twarzy, gdy zapina bluzę na elastanowy top bez przepony.

Z pewnością nie wiedzą, że w ciągu ostatniego półtorej godziny trzy razy odegrała tę samą scenę. Nie mogliby tego wiedzieć, gdyby tak jak ja nie obserwowali wejścia do hotelu Ełk przez ostatnie sześć godzin. Gdyby jednak zatrzymali się i zauważyli, mogliby rozpoznać znaczenie budynku i jego przejściowych mieszkańców. Wiedzą, że Elk, ostatni hotel w okolicy, o którym nie można powiedzieć żadnej informacji, to jedna z nielicznych pozostałości po obskurnej i obskurnej stronie 42. Ulicy, ledwo żyjące połączenie z szarymi czasami, kiedy Times Square był panującym królestwem seksu i grzech.

Królik Bugs i Król Lew znajdują się obecnie w miejscu, w którym kiedyś znajdowały się kina porno i sklepy erotyczne. Władze portu, dawna mekka brudu i przestępczości, teraz przyciągają przyjęcia urodzinowe dla dzieci do swojej odnowionej, nowoczesnej kręgielni. Zeszłego lata nawet klasyczny Show World, kraina peep show i striptizerek, zwolnił wszystkie swoje egzotyczne tancerki i zaczął sprzedawać plastikowe repliki Statuy Wolności i gówniane T-shirty I ª NY. Następnie 27 maja zamknięto go, ponieważ rzekomo był miejscem przyjaznej małej akcji szermierczej.

Ale jeszcze przed Show World zacząłem się zastanawiać, czy zostało coś z Times Square, na którym dorastałem. Tak więc w słoneczne popołudnie pożegnałem się z żoną i wyruszyłem na mini-przygodę, aby zobaczyć, czy w świeżo wyczyszczonym i świeżo wyszorowanym mieszkaniu burmistrza Rudolpha Giulianiego znajdę lokale zaspokajające skompresowane w czasie lubieżne potrzeby udręczonych i napalonych nowojorczyków. Times Square i Disneyland.

Po chwili wędrówki zwróciłem się o radę do profesjonalistów: kilku ponurych odźwiernych i bramkarzy w Show World. Zapytałem o możliwość zlokalizowania pokoju na kilka godzin. Pięć minut później – i o 10 dolarów biedniejszy – stałem przed brudnymi plastikowymi drzwiami 360 West 42nd Street.

Na zewnątrz nie ma żadnych znaków informujących o stawkach dziennych, nie mówiąc już o ich ułamku. Wspięłam się po 12 schodach i czekałam, aż wpadnie do środka mężczyzna ukryty za pleksiglasową – i niewątpliwie kuloodporną – przegrodą. W końcu w środku zapytałem pakistańskiego urzędnika o ceny pokoi. Pochylił się do przodu, chcąc zobaczyć, kto eskortował mnie do budynku. Kiedy podpisywałem listę gości (oczywiście Johna Smitha), zapytał mnie – dwukrotnie – czy zostanę sam. Zapewniłem go, że tak. Po prostu patrzył, po czym wzruszył ramionami i wskazał mi drugi koniec pierwszego piętra.

W pokoju 109 dominuje podwójne łóżko – dokładnie to, czego można oczekiwać od miejsca, w którym za dwugodzinny pobyt pobierana jest opłata w wysokości 25 dolarów. Zbutwiały, wyboisty materac ma wklęsły krater bezpośrednio pod plamami nasienia na niegdyś białej pościeli. Przy odrobinie wyobraźni można dostrzec na jej powierzchni subtelny zarys ludzkiej postaci, gdzie musiała leżeć niezliczona liczba kobiet, zwykle płacących za niedogodność wpatrywania się w pokryty pleśnią sufit. Wciśnięty w jeden róg stoi wyszczerbiony stół ze sztucznego drewna, a pod nim plastikowy pojemnik, w którym znajduje się jedna zmięta serwetka, jedna chrupiąca chusteczka i jedna zużyta prezerwatywa.

Za oknem widziałem spacerujących ludzi. Pokój 109 odrzuciłby ich. Ale zobaczyłem coś innego. Dla mnie ten pokój i wszyscy jego bezwładni mieszkańcy byli jak chwila zatrzymana w czasie. Moment, który gdybym miał drutherów, zostałby zamrożony właśnie w ten sposób.

Plotka głosi jednak, że obecny właściciel hotelu Elk powoli wznosi budynki wzdłuż południowo-zachodniego i południowo-wschodniego narożnika Dziewiątej Alei, mając nadzieję na zbudowanie wieżowca mieszkalnego podobnego do niezwykle popularnego Manhattan Plaza, który stoi na rogu hotelu.

Czy powinniśmy pozwolić, aby ten antyk wszedł łagodnie w tę noc dobrych dwóch butów? Nie, mówię. Miłośnicy wosku stojący za Madame Tussaud’s wkrótce otworzą obiekt o powierzchni 60 000 stóp niedaleko alei. Za kilka dolców więcej mogliby kupić hotel Elk i upamiętnić entuzjastów gorącego wosku, którzy zamieszkiwali jego pokoje – interaktywną wystawę naturalnej wielkości, składającą się z jednej części Lower East Side Tenement Museum i pięciu części Sodomy i Gomory.

Wyobraź sobie możliwości tematyczne: w jednym pokoju 16-letnia uciekinierka i jej John leżą splecioni na łóżku, podczas gdy jej alfons ubrany w różową norkę, złote łańcuszki i pierzastą fedorę podsłuchuje pod drzwiami z uśmiechem na twarzy gdy zachłannie liczy pieniądze.

Na drugim piętrze muzeum odtwarza wcześniejszą epokę – te wyjątkowe, letnie wieczory w nocnych klubach, takich jak Plato’s Retreat, kiedy monetą królestwa były bebechy piwne, pierzaste włosy i kokainowe brzytwy.

jaki jest znak zodiaku na 18 stycznia

I jaka podróż byłaby kompletna bez wizyty w pokoju cudzołóstwa, pełnym spotkań kochanków przyłapanych in flagrante delicto przez zazdrosną żonę wymachującą nożem kuchennym.

Wyobraź sobie sklep z pamiątkami: koszulki z chwytliwymi hasłami (Witamy w Nowym Jorku. A teraz wypierdalaj.), wibratory w kształcie pochodni Lady Liberty i fiolka z cukierkami w pękniętej fiolce. Przy kasie opryskliwy pracownik workfare oszukuje klientów za trzy karty.

Następnie pojawiają się możliwości ekspansji. Pensjonat, w którym możesz żyć jak narkomani – napady, deprywacja i tak dalej! Oraz restauracja tematyczna z bezrobotnymi aktorami przebranymi za bezdomnych, kierującymi klientów na kolację w formie bufetu w śmietniku.

Po namyśle może powinniśmy po prostu zostawić to wszystko w spokoju. Prędzej czy później w mieście, w którym zawsze jeździ się rowerem, nastąpi kolejny kryzys i będziemy potrzebować planu przekształcenia Disneya z powrotem w Głębokie Gardło i Restaurant Row z powrotem w Crack Alley. Niech Hotel Elk pozostanie w swoim obecnym, nieskazitelnym stanie, skarbnicy historycznego DNA, z którego będziemy mogli sklonować 42. Ulicę taką, jaka miała być.

Na razie po prostu wrócę do domu, do żony i poczekam, aż to się stanie.