Tea Lounge umiera dziś wieczorem, a nachylenie parku już nigdy nie będzie takie samo

Szczęśliwsze czasy dla Tea Lounge: Dzień Twórz Muzykę w Nowym Jorku. (Zdjęcie: Brad Barket/Getty Images)

Szczęśliwsze czasy dla Tea Lounge: Dzień Twórz Muzykę w Nowym Jorku. (Zdjęcie: Brad Barket/Getty Images)

To śmierć. Tea Lounge, jeden z najbardziej niezwykłych atutów Park Slope Brooklyn, zostanie zamknięty dziś wieczorem o północy. A Park Slope ulegnie amputacji.

Od 2001 roku herbaciarnia jest sercem Park Slope. Kiedy mówię serce, mam na myśli ten cudowny kawałek mięśnia w klatce piersiowej, który krąży w twojej krwi i utrzymuje cię przy życiu z jednej chwili na drugą. W Park Slope znajduje się mnóstwo restauracji i kawiarni – jest ich ponad setka. Ale jest tylko jedna herbaciarnia. I przez trzynaście lat tworzył okolicę.

W zeszłym tygodniu w Tea Lounge. (Zdjęcie: Dave Colon)

W zeszłym tygodniu w Tea Lounge. (Zdjęcie: Dave Colon)

Tea Lounge to ciemna, przepastna przestrzeń o powierzchni 3800 stóp kwadratowych. Podłogi są zimne, goły beton. W suficie odsłonięte kanały i rury. Bardziej nadaje się na garaż niż miejsce serwujące ciasta, wrapy, herbatę, kawę i wino. Kiedy po raz pierwszy dotarłem do Park Slope w 1972 roku, przestrzeń ta przypominała brzydkie kaczątko. Ze względu na jego pusty ogrom i ciemność nikt nie mógł sprawić, że funkcjonowało ono jako miejsce prowadzenia działalności gospodarczej. Miejsce to przypominało pusty oczodół czaszki. Próbowano znaleźć okazyjną bieliznę w piwnicy, ale nie udało się. Była to jaskinia pełna ciemności, nawet w dni jasnego słońca.

Następnie, w 2001 roku, dwóch przedsiębiorców podjęło coś, co musiało wyglądać na kolejne pęknięcie w obliczu pewnej porażki. Zamienili to serce ciemności w kawiarnię. Wszyscy inni chodzili po płaszczu Starbucksa i sprzedawali kawę. Dwaj właściciele – Jonathan Spiel i Greg Wolf – postanowili wyróżnić się sprzedażą herbaty. Spiel pochodzi z reklamy. Ale Wolf miał doświadczenie w tego typu sprawach – założył kawiarnie w Izraelu. Tak więc nowy wystrój wnętrza Tea Lounge obejmował meble, które można znaleźć w kawiarni w Hajfie – marokańskie wentylatory sufitowe i marokańskie oświetlenie, a także długą ladę, bar i ścianę z tablicy o długości około 15 metrów, na której znajdowało się dostępne jedzenie oraz napoje pisane kolorowo kredą: koktajle, tosty, quiche, chai latte, yerba matte i ponad sto innych propozycji.


W Tea Lounge spotkałem autorów, producentów telewizyjnych, muzyków, neurologów, fizyków kwantowych, osoby zbierające fundusze i jednego oszusta.


Ale prawdziwy sekret tkwił w sygnałach społecznych tego miejsca i rytuałach, które sugerowały. Najpierw właściciele pokonali pusty oczodół wejściowy do lokalu prostym, towarzyskim trikiem – umieścili przed nim kanapy, a nad nimi zamontowali jasnożółtą markizę, zwracając uwagę na wejście, które zawsze odstraszało potencjalnych klientów poprzednich lokali z dala. I oświetlili okolicę. Kiedy więc jechałeś, szedłeś lub jechałeś na rowerze wzdłuż Union Street i mijałeś Tea Lounge, zawsze mijałeś coś, co wyglądało jak mały, jasno oświetlony tłum. To była sztuczka — ludzie chcą przebywać w towarzystwie innych ludzi, tak jak kaczki gromadzą się w towarzystwie innych kaczek, a nawet wabików. Tea Lounge znakomicie wykorzystał strategię wabika.

Wewnątrz znajdowały się także meble. Kawiarnie, czy to na lewym brzegu Sekwany, czy w Santa Monica, tradycyjnie mają małe stoliki z krzesłami po dwóch lub czterech stronach. Siedzisz przy małych stolikach i odwracasz się plecami do tych, którzy siedzą przy stolikach obok. Ale w Tea Lounge znajdowały się długie stoły, przy których od dwóch do dziesięciu osób mogło usiąść obok ludzi, których nigdy nie spotkały, a także kanapy i wyściełane fotele ustawione wokół stolików do kawy, zupełnie jak w salonie twojej matki. Rytuał, jaki sugerował ten układ, wzór nawyku, który od ciebie nakłonił, polegał na utrzymywaniu kontaktów towarzyskich ze wszystkimi w zasięgu wzroku. Dzieliłeś kanapę z ludźmi, których nigdy nie spotkałeś. Cattycorner był dla ciebie wygodnym krzesłem z kolejną osobą, której nigdy nie przedstawiłeś. Imperatyw, jaki sugerowały meble, był prosty: przedstawcie się.

Jakich ludzi miałeś szansę spotkać? Któregoś dnia zbierałem materiały do ​​jednej z moich książek i byłem zbyt skoncentrowany, żeby rozmawiać z jakąkolwiek duszą. W międzyczasie grupa ludzi zebrała się na kanapie, na której siedziałem, na fotelu po mojej prawej stronie i na kanapie naprzeciwko mnie i godzinami rozmawiali ze sobą w bardzo znajomy sposób. Kiedy w końcu włożyłem wystarczająco dużo pracy, aby pozwolić sobie na przerwę, zapytałem ich, kim są. 40-letni mężczyzna naprzeciwko mnie był szefem Sił Pokojowych ONZ. Był w drodze z Bośni do Afryki przez Park Slope. Ludzie wokół niego byli członkami jego rodziny, ludźmi, z którymi przyjechał do Park Slope.


Ten salon, który uratował mi życie. Dało mi to miejsce, w którym mogłem pracować nad sobą, otoczony ludźmi i pozbyć się jednego z największych problemów, z jakimi borykają się my, pisarze: izolacja.


Inne, które spotkałem, to autorzy, producenci telewizyjni, muzycy, neurobiolodzy, fizycy kwantowi, osoby zbierające fundusze i jeden oszust. Kiedy w 2003 roku odkryłem Tea Lounge, byłem tak oczarowany napotkanymi ludźmi, że zacząłem wysyłać do nich e-maile. Obecnie akta te mają 67 stron i zawierają 2385 nazwisk.

Tea Lounge to coś, czego nigdy nie widziałem w żadnym innym mieście – ani w Moskwie, Paryżu, Amsterdamie, Seulu, Kuala Lumpur, Chengdu, Kobe, Tokio czy Los Angeles. Jest to wspólny salon, który pozwala ludziom z różnych domów spotykać się tak blisko, jak członkowie tej samej rodziny. Ten salon uratował mi życie. Dało mi to miejsce, w którym mogłem pracować nad sobą, otoczony ludźmi i pozbyć się jednego z największych problemów, przed którymi stoimy, pisarze: izolacji. Napisałem trzy książki w atmosferze, która dodała mi energii i zapewniła ciepły kontakt z innymi ludźmi.

Piszę to do Was z Tea Lounge w jeden z ostatnich dni jego życia. Miejsce jest pełne. Od ogłoszenia zamknięcia we wtorek, 9 grudnia, było ono pełne. Dlaczego? Ponieważ dla każdej ze stu osób siedzących wokół mnie utrata Tea Lounge będzie śmiercią. Nasza lina ratunkowa zniknie i nie wiemy, co robić.

Howarda Kwiatjest autorem sześciu książek, m.in Zasada Lucyfera: wyprawa naukowa w siły historii I Problem Boga: Jak tworzy bezboski kosmos. Krąży on a petycja aby ocalić Tea Lounge.