Scott Avett o małżeństwie, „True Sadness” i tym, co napędza zespół

BOSTON, MA - 25 września: Scott Avett z Avett Brothers występuje na scenie podczas pierwszego dnia festiwalu muzycznego Boston Calling w Boston City Hall Plaza 25 września 2015 r. w Bostonie, Massachusetts.

Scott Avett z Avett Brothers występuje na Boston Calling Music Festival.

W przeddzień premiery Prawdziwy smutek, dziewiąty album The Avett Brothers, Scott Avett, będący połową słynnego zespołu alt-folk, szczegółowo opowiedział Startrackerowi o muzycznej ewolucji zespołu, swoim własnym poczuciu rozpaczy i tym, że uważa się przede wszystkim za artystę wizualnego, a w drugiej kolejności za muzyka.

Słyszałem, że twój brat Seth ożenił się w zeszłym miesiącu. Gratulacje dla niego i całej rodziny. Czy możesz mi powiedzieć coś o ceremonii? Ty musiał wystąpić (twój utwór z albumu z 2009 roku Ja, Miłość i Ty ) Styczniowy ślub.

[śmiech] Absolutnie nie! Właściwie mój tata zaśpiewał piosenkę, która była bardzo wyjątkowa, a ja udzieliłem ślubu. Zapowiadał się więc inny rodzaj występu. Nie był duży; było nas grubo poniżej stu osób. To było piękne pod każdym względem. To był wyjątkowy dzień, na który czekaliśmy od dawna. Naprawdę wspaniale było być tego świadkiem i przeżyć to z ludźmi, których kochasz. To było wspaniałe.

Wyobrażam sobie, że Seth miałby piękny ślub, ponieważ piosenki są tak piękne i romantyczne. Więc chyba nie jest niespodzianką, że jego prawdziwy ślub też będzie piękny i romantyczny.

Prawdziwe życie nie zawsze jest tak romantyczne, jak może być w naszej wyobraźni, ale na weselu z dwójką kochających się osób możesz być tak blisko siebie, jak tylko możesz. Więc tak, masz rację.

I taki wymowny. Mam nadzieję, że powiedziałeś to podczas ceremonii.

[śmiech] Powiedziałem mnóstwo innych rzeczy.

Bracia Avett.

Bracia Avett.

Najwyraźniej dorastałeś ze swoim bratem Sethem. Występujecie razem już tak długo. Czy powodem, dla którego trzymacie się razem, jest to, że jesteście podobni? A może dlatego, że jesteście inni i uzupełniacie sobie nawzajem luki?

Cóż, są to obie te rzeczy i wszystkie te rzeczy. Jesteśmy nierozłączni. Od najmłodszych lat w pewnym sensie nalegał i nalegał na tę więź, podczas gdy ja byłem starszym bratem, który czasami postrzegał Setha jako osobę, która będzie mnie dręczyć i nie zostawi mnie samej, gdy jesteśmy młodzi. Teraz jestem tego świadkiem na własnych dzieciach.

Wydaje mi się, że zamiast pozwalać, aby różnice dzieliły nas przez całe życie, zauważyłem, że za każdym razem, gdy stajemy przed dylematem, gromadzimy się wokół i łączymy te różnice. Rozmawiamy o nich, spędzamy z nimi czas i albo je akceptujemy, albo zostawiamy w spokoju. Ale to rzadkie. Nasze podobieństwa są bardziej widoczne niż różnice, ale nasze różnice są prawdziwe, istotne i ważne i to właśnie pomaga nam być tym, kim jesteśmy jako jednostka.

Mówiąc o małżeństwie, ja i moja żona jesteśmy bardzo różni, ale to właśnie te różnice sprawiają, że spotykamy się, aby móc stawić czoła wieloaspektowym problemom, które wymagają więcej niż jednej pojedynczej perspektywy.

Tworzycie razem muzykę już od dawna. To wasz dziewiąty album. Niewiele zespołów dociera do dziewiątego albumu. Jeśli chodzi o album drugi, to zwykle tyle… jeśli tak. Czy to przypomina dziewięć albumów?

Masz rację. Każdy album i każde nagranie, które zrobiliśmy od pierwszego dnia, nawet przed Avett Brothers, kiedy nagrywaliśmy rzeczy na kasetach magnetofonowych i na 8 ścieżkach, było to dla nas nową, wybuchową rzeczą, która miała otworzyć przed nami oczy świata .

Za każdym razem, gdy coś tworzyliśmy, marzyliśmy, że to będzie rzecz, która wszystko dla nas zmieni. Zabawne jest to, że z perspektywy czasu zawsze czuliśmy, że odnieśliśmy sukces, więc nigdy nie musieliśmy otrzymywać tej konwencjonalnej nagrody w postaci „Hej, udało Ci się”. Weszliśmy w to z poczuciem, że jesteśmy już gwiazdami, którymi nie byliśmy, i czuliśmy też potrzebę zrobienia tego.

Myślę, że instynktowna potrzeba zrobienia tego jest częścią naszego makijażu i dzięki temu możemy to robić dalej. Nigdy nie było momentu, w którym mówiliśmy: po co robić kolejny? Ostatni nie był „udany” w cudzysłowie. Było: „Po co robić kolejny?”. Bo tak żyjemy i oddychamy. Nie twierdzę, że to się nigdy nie zmieni, ale tak było przez tak długi czas, że teraz jest tak, jak wygląda.

mąż Lettice Rowbotham
Scotta Avetta i Setha Avetta.

Scotta Avetta i Setha Avetta.

Inną interesującą i wyjątkową cechą was jest to, że zawsze rozwijacie się z albumu na album. Myślę, że już na początku, kiedy zacząłeś pracować ze słynnym producentem Rickiem Rubinem, był to ogromny krok naprzód. Kontynuując współpracę z Rickiem, zawsze mam poczucie rozwoju. Czy taki był cel, czy po prostu naturalna ewolucja?

Na pewno naturalna ewolucja. To samo stało się z naszym życiem koncertowym. Kiedy zaczynaliśmy, nie mieliśmy wielkiego celu. Kiedy [basista] Bob Crawford zarezerwował z nami naszą pierwszą trasę, tak naprawdę nie spodziewaliśmy się, że kiedykolwiek odbędzie się druga trasa. Zrobiliśmy to, myśląc, że to będzie następny krok.

Z procesem nagrywania było tak samo: wracałeś z tym, co zebrałeś z poprzedniego albumu i sprawiałeś, że następny będzie najlepszy. Najlepiej w nasz oczy. Nie mówię, że to najbardziej udany lub najlepiej sprzedający się produkt, ale spraw, aby następny był najlepszy, w którym zajdziemy najdalej, jak się da. Więc masz rację, to była instynktowna ewolucja.

Myślę, że zgodnie z prawem muszę cię zapytać, jak to jest pracować z Rickiem Rubinem, ponieważ jestem pewien, że wszyscy zawsze cię o to pytają. Zamiast tego zastanawiam się, co odróżnia Ricka od wszystkich innych? Dla ciebie, dlaczego cieszy się takim szacunkiem.

[śmiech] Cóż, mogę oczywiście mówić tylko o jego relacjach z nami. Nie mieliśmy zbyt dużego doświadczenia z innymi producentami, tylko z kilkoma tu i tam – z kilkoma niesamowitymi producentami.

14 września znak astrologii

Rozmowa z nami i Rickiem ma nigdy skupialiśmy się na tym, co zrobi dla nas rzecz, którą tworzymy [w kontekście kariery zawodowej]. Tak naprawdę, kiedy robiliśmy piosenkę, która brzmiała popowo lub jakby mogła puszczać w radiu, mógł usłyszeć komentarz w stylu: „To byłby niezły singiel, gdybyś chciał pójść tą drogą”. Tuż poza mankietem. Dla niego wszystko skupia się na tym, żeby zrobić wszystko, co w naszej mocy. Nie chodzi tu o termin czy budżet, bo to nie ma nic wspólnego z zapewnieniem czemuś czasu i przestrzeni potrzebnej do rozwoju.

Nie mówisz drzewu, które zasadziłeś. OK, masz czas do września 2030 r., żeby urosło duże i pełne, bo jest tuż przed Bożym Narodzeniem. Tak się dzieje w świecie muzycznym, ale nie w naszym obozie.

Razem z Rickiem skupiamy się na jednoczącej filozofii, aby wszystko było jak najlepsze, a to zajmuje dużo czasu. Ta filozofia była dla nas bardzo zdrowa. Między innymi dlatego nieco zwolniliśmy, ponieważ sobie na to pozwoliliśmy.

Bracia Avett.

Bracia Avett.

Jak bardzo masz dość ludzi pytających lub błędnie wymawiających, czy to Av-Vett, czy A-vett. Czy pomyślałeś kiedyś: nazwijmy się po prostu braćmi Smith i skończmy z tym.

[śmiech] Cóż, to ja w tej grupie mogę powiedzieć: „No cóż, jeśli ktoś mówi Av-Vett, kim jestem, żeby twierdzić, że należy to wymawiać w ten czy inny sposób”. Powiedz to jednak. Nie jestem zwolenniczką poprawiania kogoś innego. Każdy powinien mówić tak, jak chce, mi to odpowiada.

Porozmawiajmy o tytule tego albumu: Prawdziwy smutek . Ojej. Samo to zdanie, prawdziwy smutek, brzmi jak smutek. Nie sądzę jednak, że album jest porażką. Wiem, że to tytuł utworu na albumie, ale po co tak nazywać całość?

Cóż, koncepcyjnie rozmawialiśmy o tym, co reprezentują te piosenki. Nigdy nie nadajemy tytułu płycie, zanim nie wiemy, co mówimy. Od czasu naszego ostatniego procesu nagrywania życie nas wszystkich drastycznie się zmieniło. drastycznie . W naszym życiu jest jeszcze kilkoro dzieci, wydarzyło się kilka tragicznych zmian w życiu. Poza tymi zmianami w życiu doszliśmy do wniosku, że nie moglibyśmy tak naprawdę celebrować radości życia, nie znając prawdziwych smutków i tragedii.

Nie mówię, że nie możesz być szczęśliwy, dopóki nie poczujesz silnego bólu, z pewnością możesz być, jestem tego żywym dowodem. Ale potem rozumiesz wdzięczność, która wykracza poza bolesne wydarzenia zmieniające życie. Widziałem wokół siebie ludzi, którzy to wykorzystali. Widzę, jak cieszą się życiem i korzystają z niego w znacznie bardziej szczery sposób. Biorąc to pod uwagę, prawdziwy smutek jest prawdopodobnie paliwem wdzięczności za życie, która jest częścią radości.

Z drugiej strony istnieje tu dychotomia, w której prawdziwy smutek można postrzegać jako naprawdę żałosny i nieco żałosny. Zdjęcia na okładce są tego koncepcyjnym przykładem; źle wyposażone, bezbronne istoty w świecie, który ostatecznie je przeżuje i pożre.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=n-lBmpz8Iso&w=560&h=315]

To interesujące, ponieważ kiedy doświadczasz napadów silnego bólu lub prawdziwego smutku z powodu traumatycznych wydarzeń życiowych, to, co dzieje się później, może rzucić cię na kolana lub możesz się z tego czegoś nauczyć. Interesujące jest także to, jak w tym momencie możesz pomyśleć: Dlaczego tak się dzieje? Ale z biegiem czasu wszystko odsuwasz od tego. Przynajmniej dla ciebie bycie autorem piosenek musi być błogosławieństwem, móc wziąć te uczucia i spisać je. Niewiele osób będzie to robić lub wie, jak to zrobić. Czy pisanie muzyki jest dla ciebie oczyszczające?

To jest. Nie chcę mówić o tym banalnie, ale z pewnością tak jest. Sięgam do niej w poszczególnych, mrocznych momentach mojego życia. O normalnej depresji życiowej nie mówi się wystarczająco dużo, ponieważ jest to po prostu normalna część życia. Wiem, że w chwilach rozpaczy, depresji i beznadziejnych myśli zwrócenie się ku muzyce nigdy mnie nie zawiodło.

Często dopilnowanie tego oznacza występ dla kogoś. Ale nie zawsze. Dlatego też zostajemy z naprawdę dużą nadwyżką piosenek, które nigdy nie ujrzą światła dziennego, bo rzeczywiście tak na to patrzymy i jest to dla nas trochę terapii.

Porozmawiajmy trochę o Waszym procesie pisania piosenek, ponieważ inne wrażenie, jakie mam na Wasz temat, jest takie, że Wasze teksty są zawsze niezwykle głębokie, bogate, wielowarstwowe, a przede wszystkim poetyckie. Ciekawa jestem, czy Wy macie swój proces, czy też zawsze się zmienia. Na przykład, czy wyciągasz notatnik i piszesz długopisem teksty, a potem idziesz do studia, czy też wyciągasz gitarę, uderzasz kilka akordów i się bawisz? Jak to działa?

[śmiech]

Nie jest to podkładka prawna?

Słyszałem, że zadawane były podobne pytania, a niektórzy artyści odpowiadali na nie dokładnie w mój sposób. Pamiętam, że słyszałem o procesie Bruce’a Springsteena, podczas którego miał stosy notatników i było to jak wysypisko pomysłów. Korzystanie z pracy nad Prawdziwy smutek na przykład, kiedy jechaliśmy do Malibu, aby nagrywać, miałem skrzynkę po mleku wypełnioną po brzegi dziennikami, urządzeniem nagrywającym, notatnikami, serwetkami, kartkami papieru i notatnikami hotelowymi, wszystko to zbierane przez czas.

Jedną z kluczowych kwestii jest to, że nigdy nie przestaję pisać. To coś stałego, jak życie i oddychanie. Następnie, podczas procesu montażu ze mną i Sethem, rozłożymy to na części i zobaczymy, co jest poetyckie, a co nie. Myślę, że każdy może mieć taką relację ze słowami; to coś, co narasta z biegiem czasu. Melodie w dowolnym momencie wprowadzą mnie w teksty, które nie mają w ogóle żadnej podstawy koncepcyjnej, a czasami niesamowite jest to, jaki kamień odkrywasz.

Nie powiem jednak, że melodia nie jest najważniejsza. Ważne jest, aby uświadomić sobie, za czym warto podążać i do czego dążyć oraz uwierzyć w siebie, że to uczucie jest uniwersalne. Wiemy, że wiele z tego, w co mówimy, w co wierzymy lub na co się natkniemy, zostało powiedziane, w co wierzyliśmy lub na co natknęliśmy się już wcześniej. Chcę tylko powiedzieć, że musi to dotyczyć czegoś więcej niż tylko nas, więc staramy się to podążać.

Scotta Avetta.

Scotta Avetta.

Pomijając całą muzykę, wiem, że jesteś niesamowitym malarzem. Nr 1, jak to się stało, że zająłeś się malarstwem i nr 2, jak znajdujesz czas na malowanie?

Cóż, nie zajmowałbym się muzyką, gdyby nie malowanie. Jestem artystą, ale prawdopodobnie przede wszystkim artystą wizualnym. I-

Naprawdę? Uważasz się przede wszystkim za artystę wizualnego, a dopiero potem muzycznego?

dziewczyna Ricky'ego Gervaisa

Tak. [Śmiech] Ponieważ robię to dłużej. Cóż, nie powinienem tego mówić. Zawsze robiłam je razem. Chyba zawsze myślę w kategoriach wizualnych. Nawet kiedy piszę, myślę wizualnie i mam wrażenie, że wszystko z tego spływa. Teraz nie maluję tak dużo, jak piszę teksty lub gram na instrumencie. Teraz traktuję muzykę jako priorytet, ale muszę pracować, aby uczynić ją priorytetem.

W dowolnym momencie roku decyduję, że skupię się na muzyce lub tekstach i to robię. Ale nigdy nie mam kontroli nad tym, jak skupię się na malowaniu i kiedy to nastąpi. Powiedziałam sobie wcześniej, że zamknę pracownię malarską, bo to mnie rozprasza, albo mi to nie służy, i po dwóch miesiącach wracam do niej, bo nie mogę się oderwać. Nigdy w życiu nie zrobiłem sobie przerwy w malowaniu na dłużej niż 10 miesięcy, odkąd zacząłem malować na studiach w wieku 18, 19 lat. To dla mnie bardzo ważne.

Muszę poświęcać więcej czasu muzyce, ponieważ nie mam naturalnego talentu muzycznego. Staram się po prostu podążać za tym, co ktoś woła i mówić do mnie najgłośniej. Chcę, żeby sumienie kierowało moimi oskarżeniami i im jestem starsza, tym bardziej czuję się wobec tego lojalna. Biorąc to pod uwagę, w tym momencie ta pora roku jest bardzo skupiona na muzyce i tekstach oraz tym, co one dla mnie znaczą.

Bracia Avett.

Bracia Avett.

Jedno wrażenie, jakie zawsze miałem o was, to to, że macie wyjątkowo bezlitosny harmonogram tras koncertowych. Jeżdżąc zygzakiem po całym kraju, występując na festiwalach, w trasie i nagrywając tak wiele z tak niesamowitym dorobkiem. Jak masz czas na normalne życie, nie zatracając się i nie tracąc kontaktu z rzeczywistością, a nie pisząc piosenki wyłącznie o trasach koncertowych lub życiu w trasie.

Cóż, na pewno nie przepadam za trasami koncertowymi. Oznacza to, że kieruję umysłem i sercem do ludzi, których kocham, i staram się mieć pewność, że robię to, co robię, w ich imieniu i na ich cześć. Na przykład będę utrzymywać kontakt z rodziną i życiem rodzinnym, odwiedzając dom przy każdej możliwej okazji. Jeśli będę miał wolny weekend, to wracam do domu. Muszę to zrobić, żeby pozostać w kontakcie osobistym.

Psychicznie i emocjonalnie wiem, że jeśli wykonam swoją pracę na ich cześć pod ich nieobecność, nie będę tylko rozpamiętywać tęsknoty za nimi ani zastępować normalnego życia oddawaniem czci temu sposobowi życia.

Mój partner w domu ma ze mną umowę i wychodzę, aby wykonać swoją część, a on zajmuje się swoją częścią, dzięki czemu pozostajemy w kontakcie i zestrojeni. Wiem, że to brzmi trochę pragmatycznie, ale te proste rzeczy sprawiają, że życie jest bardzo normalne.