RIP John Berry, oryginalny Beastie Boy

Bestia Chłopcy.

Oryginalny skład Beastie Boys z Johnem Berrym (z prawej).

John Berry dał Beastie Boys rodowód.

Przynajmniej tak myślałem w 1981 roku. W październiku tego roku dwóch wyjątkowo młodych, uprzejmych i nieco zdenerwowanych młodych mężczyzn odwiedziło mnie w moim pokoju w skrzydle B akademika Uniwersytetu Nowojorskiego, Weinstein Center For Student Living. Adam Yauch i Mike Diamond, kościste i krótkowłose widma, które siedziały na moim łóżku, mieli zaledwie 17 lat i chcieli rady na temat swojego nowego zespołu.

Ich gitarzystą był John Berry, którego znałem jako wokalistę i frontmana Jeszcze gorzej , sympatyczny lokalny zespół pop-punkowy. John aktywnie uczestniczył także w pochyłych i zadymionych barach, łuszczących się i przypominających jaskinie klubach oraz popękanych chodnikach skupionych wokół Tompkins Square Park. Tutaj, około 1980/81, obskurni i ekstatyczni nastolatkowie gromadzili się, aby stworzyć scenę artystyczną i punkową, którą mogli nazwać własną.

Wiele z tych dzieciaków grało w zespołach, a muzyka, którą grali, nie była jeszcze w pełni hardcorowa (z pewnością brakowało jej matowego połysku brutalności, który później przejął reputację hardkoru); raczej to, co tworzyli, sprawiało raczej wrażenie części bardzo pomniejszonej sceny artystycznej, pełnej bardzo młodych artystów, których ledwo było stać na paczkę papierosów, a tym bardziej na pędzle. To było tak, jakby te blade i popielate dzieci żyły wyłącznie chrząstkami ducha, niektóre tak chude, że zdawały się podtrzymywać je wyłącznie drzwi, brud i ciasno zasznurowane buty.

Słuchaj, byli właścicielami Avenue A i powinieneś to zobaczyć. Było pięknie, wszystkie wyblakłe pastele, wysokie włosy w muszli, szczuropodobni mężczyźni o wielkich artystycznych sercach i inteligentne dziewczyny od dzieł sztuki w długich białych koszulach narzuconych na kabaretki, wszyscy trzymali piwo w workach i palili, zawsze palili.

W ten weekend kilka nagłówków gazet informowało, że zmarł członek założyciel tej słynnej grupy hiphopowej lub coś podobnego, i tak, John był założycielem Beastie Boys; ale Beastie Boys, które założył, zespół, w którym był starszym mężem stanu i zdecydowanie fajnym kotem, był zwariowanym, zwariowanym, klasycznym punkiem (w pewnym sensie) hardcorowym (w pewnym sensie) swobodnie myślącym, histerycznym kolektywem muzycznym, który brzmiał jak Minutemen naśladujący Buzzcocks imitując wersję Minor Threat na Playskool.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=bGrQg96mdcE&w=560&h=315]

Cholera, John wypadł z zespołu na długo przed napisaniem litery H w hip-hopie w historii Beastie Boys, więc wrzucenie Johna Berry'ego i jego osiągnięć do hip-hopowego Beastie Boys (tak samo genialnego i nieśmiertelnego jak ten zespół był ) ma na celu umniejszanie społecznej i twórczej radości sceny, której częścią byli John Berry, Mike Diamond, Adam Yauch i Kate Shellenbach.

W wolnomyślicielskim świecie Avenue A ’80/’81 zebrałeś wszystkie te niesamowite doświadczenia; znalazłeś je, zgromadziłeś i podzieliłeś się nimi, jak karaluchy pełzające po kuchni rozpadającego się mieszkania na Eldridge Street, wyciągając okruszki chleba i sól. Te doświadczenia w jakiś sposób miały ci pomóc w opowiedzeniu wspaniałej historii, nagraniu świetnej płyty, świetnego obrazu lub świetnej plamy logo na plecach wysuszonej skórzanej kurtki.

Wszystko było możliwe, a strzałka każdej możliwości wskazywała na sztukę. Twoje życie i walka o przetrwanie (lub, w niektórych przypadkach, walka o oderwanie się od przeszłości na przedmieściach) okazały się sztuką. To właśnie terrarium wolnych umysłów umożliwiło dwa lub trzy lata później Bestiom bez Jagód odtworzenie się jako hiphopowi bohaterowie, którzy poślubili głęboko pozbawione praw wyborczych dźwięki Avenue A i Flatbush Avenue, ucząc w ten sposób amerykańskich College Football HamHeads więcej mówi o stosunkach rasowych niż 10 000 godzin zajęć o Lincolnie.

Oryginalny skład Beastie Boys.

Oryginalny skład Beastie Boys.

Nazwijcie więc Johna Berry'ego tym, kim był: punkrockowcem, który założył zespół, którego fundamenty opierały się zarówno na wolności, jak i śmieszności, ponieważ to jest to, co najlepsze z trądzikowych emigrantów z przedmieść, miejskich slumsów i poppersów, których można znaleźć walących się w Olde English z papierowych toreb na Avenue A pod cholerną 19 oznaczało 80, kolego (przeliteruj Ha Ha Ha ze znakami anarchii dla liter A, a zrozumiesz, o co chodzi).

Być może nigdy nie marzył o tym, czym staną się Bestie, nie gdyby przypisał sen każdej szczelinie na każdym chodniku otaczającym Tompkins Square, ale zbudował maszynę, aby się rozwijać i odkrywać wszystko, co wywoływało uśmiech i śmiech jej twórców.

Aha, i jakiej rady udzieliłem tym dwóm nastolatkom z zamszowymi głowami, z kolanami i łokciami, którzy siedzieli w moim pokoju w akademiku?

Najważniejsze , powiedziałem, zagrać cholerny koncert w prawdziwym klubie (do tego czasu zespół grał jedynie na imprezach i otwartych próbach). Wyjaśniłem, że jeśli zobaczysz swoje imię w reklamie, wiesz, że musisz wziąć się w garść i się pokazać; sprawi to, że ta sprawa będzie dla ciebie POWAŻNA w sposób, w jaki te imprezowe koncerty nie będą mogły.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=y43EHVl-MbU&w=420&h=315]

Zgłosiłem się na ochotnika, żeby zadzwonić do klubu. Na południowo-wschodnim rogu Szóstej Alei i 9. Ulicy znajdowała się dziwna mała knajpka zwana „Playroom”. Było to małe, ale wysokie pomieszczenie z kilkoma masywnymi i niestety umieszczonymi filarami zasłaniającymi widoczność niemal pod każdym kątem.

Wynegocjowałem występ dla zespołu, zajmując trzecie miejsce na liście za Bad Brains i Reagan Youth. Tak więc kilka tygodni później Adam, Mike, Kate i John Berry weszli na scenę – była to niezwykle wysoka scena – a Mike Diamond podszedł do mikrofonu i oznajmił: „We are the Beastie Boys”, a Timmy Sommer nie wierzy, że istniejemy .

John Berry był księciem punków, królem Avenue A, lordem Shire Tompkins, miał szeroko otwarte oczy, charyzmatyczny i wierzył w piękną, absurdalną sztukę, wydał głośny dźwięk i zmienił świat w tak bardzo , bardzo niewielu mogłoby kiedykolwiek mieć nadzieję, że im dorówna.

Bezpiecznych podróży, Johnie Berry.