
Tancerka w „Czarnobyldorfie”.Artem Galkin
Czarnobyldorf: Opera Archeologiczna w siedmiu powieściach to postapokaliptyczna opera, w której ostatni żyjący na Ziemi ludzie odtwarzają naszą zaginioną cywilizację poprzez rytualne przedstawienia. W postindustrialnych ruinach performerzy odtwarzają i błędnie interpretują symbole i historie ludzkiej cywilizacji, stopniowo wymazując wszelkie znaczenie, aż wszystko rozpłynie się w białym szumie natury.
Spektakl zawiera materiał filmowy nakręcony przez współtwórców spektaklu, Illię Razumeiko i Romana Grygorowa, przedstawiający miejsce katastrofy nuklearnej w Czarnobylu, a także ukraiński śpiew ludowy, muzykę klasyczną, taniec i teatr awangardowy. Choć pierwotnie pomyślany został w 2020 roku i osadzony setki lat w przyszłości, Razumeiko i Grygoriv uznali, że materiał filmowy przedstawiający rosyjską inwazję na Ukrainę przypomina sceny z opery. Razumeiko – powiedział agencji prasowej AP w Kijowie że teraz misją dyplomatyczną opery jest pokazanie, że Ukraina, jej język, kultura i historia – odmienna od rosyjskiej – nadal istnieją.
Niemniej jednak, Czarnobyldorf trudno określić ilościowo, gdyż wywodzi się z niewytłumaczalnej szkoły awangardy, której nie widujemy już zbyt często w Nowym Jorku. Wizualnie jest to bujna, pełna klejnotów, mięsista uczta ostrych kątów i schizofrenicznych efektów stroboskopowych, a kontekst polityczny dostarczony przez współkompozytorów nie pomaga nam zbytnio zrozumieć dzieła. Podczas wieczoru otwarcia w Nowym Jorku na widowni był ambasador Ukrainy przy ONZ i zastanawiałem się, co sądzi o nagich tancerzach wijących się w światłach stroboskopowych odbijających się na kuli dyskotekowej w kształcie głowy Lenina. Czy wyszedł równie obłąkany i wytrącony z równowagi, jak ja?
ZOBACZ TAKŻE: „Kurs wymiany kulturowej” Tani El Khoury opowiada żywą opowieść o wygnaniu i migracji
To nie jest poniżanie. Pochwalam każdą operę, w której orkiestra wstaje, zdejmuje ubranie i przyłącza się do poradzieckiego rave'u. Miłą nowością było także wręczenie przez woźnego zatyczek do uszu zamiast programu. Dlaczego nie wzmocnić operę? Dlaczego nie napisać opery, w której ostatni żyjący mieszkańcy Ziemi wyglądają, jakby żyli w uniwersum Mad Maxa, ale imprezowali w Domu Tak?
Wykonawcy owijający się ukraińskimi flagami pod kurtyną wywoławczą bezpośrednio po najdzikszej i najbardziej nagiej operze, jaką kiedykolwiek widziałem, była tak emocjonalnie niezgodna, że naprawdę poczułem się przeniesiony na koniec człowieczeństwa. Jestem wrażliwy na wszelkie formy nacjonalizmu, ale przecież nie żyję w oblężonym kraju i, co zrozumiałe, artyści chcą w tym czasie połączyć się ze swoim narodem. Ta operowa mieszanina symboli może być wyjątkowo dziwna, ale zapadająca w pamięć: nagi performer, ubrany jedynie w złoty brokat, pocący się obok czerwono-czarnej flagi Ukraińskiej Powstańczej Armii.
Recenzja: „Czarnobyldorf” Romana Grygoriva i Illii Razumeiko płonie jasno na festiwalu PrototypeRecenzja: „Czarnobyldorf” Romana Grygoriva i Illii Razumeiko na Festiwalu Prototypów
Ponownie, Czarnobyldorf wymyka się analizie. Siedem powieści tej produkcji jest niemal całkowicie nieprzeniknionych i dlatego można je interpretować w nieskończoność. Niektóre sceny sprawiły, że zacząłem się zastanawiać, czy nie są one metaforami politycznego pożogi protestów na Euromajdanie w 2013 roku. Ale przede wszystkim byłem tak zdumiony, że powstrzymałem się od narracji, ale w końcu zostałem oczarowany staroświecką modernistyczną alienacją. Wzbudziło we mnie nostalgię za czasami, kiedy seriale były równie trudne koncepcyjnie jak Czarnobyldorf były wszędzie na dolnym Manhattanie. Poruszył mnie całkowity brak zainteresowania Razumeiko i Grygorowa kontaktem ze mną i moimi małymi ludzkimi uczuciami – nie sądziłem, że kompozytorom zależało już na tyle, by chcieć zapewnić nam alienację.
Sami wykonawcy byli znakomici, wręcz nadzwyczajni. Magiczne występy dały zwłaszcza wokalistki ludowe i tancerki prezentujące. Tradycyjny śpiew chóralny został bardzo dobrze wykonany, a wzmocnienie naśladowało wydźwięk tworzony przez słowiańskie chóry ludowe żeńskie. A tancerze, którzy spędzili prawie cały występ nago, przynajmniej od pasa w górę, wykazali się imponującą umiejętnością ekspresji dzięki pięknie synchronicznym, robotycznym ruchom w drżącym balecie science fiction, który skradł całe show. W mojej pamięci wciąż utkwiła jedna tancerka, która schodziła w dół sceny, niosąc złote talerze, podczas gdy śpiewak gardłowy sprawił, że ściany La MaMa zagrzmiały chtonicznymi jękami.
Czarnobyldorf nie jest „łatwą” operą, ale wykonawcy tak bardzo zaangażowali się w ten kawałek – rzucając się jak radosna trupa cyrkowa w maniakalną potrawkę dzikości – że urzekła mnie ich siła i wigor.
Wykonawcy przed kulą dyskotekową Lenin.Recenzja: „Czarnobyldorf” Romana Grygoriva i Illii Razumeiko na Festiwalu Prototype
Nazwa firmy Illii Razumeiko i Romana Grygorowa Opera Aperta wzięła się od terminu wymyślonego przez Umberto Eco w 1962 roku, oznaczającego pracę ażurową. Koncepcja postmodernistyczna odnosi się do tego, że w każdym dziele sztuki istnieje wiele znaczeń, kształtowanych przez pochodzenie odbiorców, a nie pojedyncze znaczenie zdefiniowane przez artystę. W roku 2024 jest to stosunkowo staromodny pomysł w zastosowaniu do teatru, nawet biorąc pod uwagę mój powyższy entuzjazm.
Zakończmy więc na Czarnobyldorf muzyczne bogactwo, a nie wyrafinowana inscenizacja. Opera ma wiele elementów, które zainteresują miłośników muzyki współczesnej: instrumenty mikrotonowe, instrumenty wymyślone, elektronikę ciała, fortepian algorytmiczny zwany Rhea-playerem i ukraiński śpiew polifoniczny. Wrażenia dźwiękowe, przypominające połączenie opery i noise'u, w przeciwieństwie do wytartych awangardowych przedstawień teatralnych, były ekscytujące i nowe. To, co robiła The Wooster Group czterdzieści lat temu, zostało przekształcone w dźwiękową podróż: dźwiękową przygodę, która wyryje się w Twojej pamięci z palącą trwałością.
Performer w „Czarnobyldorfie”.Artem Galkin