
Wspomnienia Alice Carrière „Wszystko/Nic/Ktoś” są już dostępne.Sebastiana Pirasa
Wspomnienia Alice Carrière Wszystko/Nic/Ktoś są jak pierwotny krzyk. Jedynym sposobem na pozbycie się bólu jest ból i Carrière jest na to gotowy. Nic dziwnego, że uznana pisarka Dani Shapiro nazwała swój debiut mistrzowską lekcją pamiętników, a Sarah Jessica Parker nazwała go niezwykłym.
jaki jest znak zodiaku na 22 lipca
Z zewnątrz świat Carrière’a olśniewał. Jest córką artystki Jennifer Bartlett (szerzej znanej ze swojego imponującego obrazu o wysokości 53 stóp, Rapsodia , w stałej kolekcji MOMA) oraz znany niemiecki aktor Mathieu Carrière. Bartlett był stałym elementem kręgu gwiazd Nowego Jorku. W świecie Carrière Anna Wintour podrzuciła ubrania do kamienicy Bartletta o powierzchni 17 000 stóp kwadratowych w West Village, Steven Martin żartował przy stole, a Joan Didion popijała wódkę na kamieniach w ogrodzie Bartletta.
ZOBACZ TAKŻE: Sharon Stone egzorcyzmuje ból poprzez malowanie
Ale urok był fasadą, którą Carrière odważnie zaciera, opowiadając swoją historię. Jej utalentowana matka była dla niej samotną wyspą, jej ojciec był niedojrzały i rzucał Carrière nieodpowiednie pod względem seksualnym uwagi, a małżeństwo jej rodziców rozpadło się w gorzkim rozwodzie. Za kulisami Carrière dokonała samookaleczenia, zapadła na zaburzenie dysocjacyjne, nadużywała narkotyków i alkoholu oraz przeżyła najgorszy okres amerykańskiego kompleksu psychiatrycznego. A jednak to, co zaczyna się jako wspomnienia o cierpieniu i oderwaniu, ostatecznie kończy się przebaczeniem i wdzięcznością.
Alicja Carriere.Sebastiana Pirasa
Przeprowadziłem wywiad z Alice Carrière w Soho Diner przy gorącej czekoladzie i cieście orzechowym i byłem zachwycony.
Jesteś tak szczery w swoich wspomnieniach, że były momenty, w których czułem się nieswojo, ale to także sprawiło, że było tak dobrze.
Kiedy to pisałam, nie przyszło mi do głowy, że mogę powiedzieć wszystko, ale nie wszystko. Myślę, że ta szczerość – żeby nie patologizować – może być wynikiem dysocjacji, ponieważ czuję, że nie jestem prawdziwy, dopóki nie ujawnię wszystkim wszystkiego o sobie. A mając strukturę tego pisma, jest to jak uścisk. To jest jak ten stały kontakt, którego pragnęłam przez całe życie.
Był czas, kiedy nie można było rozpoznać siebie w lustrze. Czy możesz opowiedzieć mi o swoich doświadczeniach z dysocjacją?
Kiedy z tobą rozmawiam, mówię słowa, które moim zdaniem mają sens. Jest wrażenie spójności i spójności, ale w środku jest ta rozmowa, która toczy się równolegle do naszego zaangażowania, i która może naprawdę rozpraszać… Jest też poziom niezróżnicowania. W oddzielonej tożsamości nie ma krawędzi. Ale oto jesteśmy. Jestem rzekomo sobą, a ty jesteś sobą.
Przypomina mi to duchowe przebudzenie Eckharta Tolle’a. Miał myśli samobójcze i pomyślał: „Nie mogę już ze sobą żyć”, a potem zapytał: „Kto to jest”. I ? Stał się świadkiem tego głosu.
Zabawne, że o tym wspominasz, ponieważ mam drogiego przyjaciela, który jest mistrzem buddyjskim i mówił mi, że to, co opisuję, bardzo przypomina stan aspiracji dla wielu praktykujących duchowość – tę jedność ze światem. A potem żartuję z nim, że każdego dnia mam wybór: czy to błąd, czy transcendencja?
Twoja matka była nie tylko wielką artystką, ale także ikoną otoczoną ikonami. Skąd poznała tak wielu wpływowych ludzi?
Była genialną artystką, żarłoczną czytelniczką i naprawdę zabawną. Miała niesamowity styl i świetne imprezy. Kto nie chciałby spędzić czasu z Jennifer Bartlett przy basenie [na Charlton Street] i otworzyć trzy butelki wina? Miała wszechstronne zainteresowania. Czytała wszystko o wszystkim. Uwielbiała ogrodnictwo. Kochała teatr. Uwielbiała tańczyć. Kochała muzykę. A wszyscy wokół niej byli mądrzy i interesujący.
I przyjaźniła się z Joan Didion?
Bardzo dobrzy przyjaciele. To zabawne, bo pamiętam, kiedy uświadomiłam sobie, kim naprawdę jest Joan Didion. Dorastałem z nią i pomyślałem: „Och, to po prostu ta ptasia dama, która pije wódkę z lodem w naszym ogrodzie”. Potem zacząłem ją czytać i poczułem się przy niej bardzo dziwnie. Potem zabrała mnie na lunch po przeczytaniu tej okropnej powieści, którą napisałem w wieku dziewiętnastu lat. Później napisała mi tę niesamowitą notatkę, w której brzmiała: „Nie ma wątpliwości, że będziesz wiódł życie oparte na słowach”. Dziękuję za podzielenie się tym niesamowitym początkiem, genialnym pod wieloma względami.
A ty napisałbyś świetne wspomnienia! Czy Twojej mamie udało się ją przeczytać przed śmiercią latem 2022 r.?
Dałem jej wczesną wersję, a ona przeczytała ją w ciągu kilku godzin. Siedziałem na zewnątrz w salonie i usłyszałem, jak powiedziała: „Och, niesamowite”. Nie powiedziała tego nikomu na głos, tylko sobie. A potem przeczytałem jej pierwsze trzydzieści stron ostatecznej wersji, zanim umarła. Dostałem kontrakt wydawniczy i musiałem jej też pokazać okładkę książki.
A potem przeczytała niektóre z bardziej krytycznych fragmentów na jej temat?
Zrobiła to. Nie uważam tego za oskarżenie jej rodzicielstwa. Jestem jej bardzo wdzięczny za wszystko, co zrobiła. Mam dla niej mnóstwo empatii. Lubiła otaczać się rosnącymi rzeczami, zawsze miała wrażenie, że coś zabija, a gdy czegoś dotknie, to umrze. I zdałem sobie sprawę, że jej oddalenie było aktem ogromnej miłości.
Alice Carrière z matką Jennifer Bartlett.Jamiego Diamonda
Próbowała chronić cię przed sobą.
Absolutnie. Nie ma drobnej urazy. Była jedną z pierwszych artystek, która utrzymywała się ze swojej twórczości w niesamowity sposób. Nigdy nie spotkałam kogoś bardziej pełnego pasji, zdeterminowanego i bardziej ambitnego – na skalę jej wyobraźni! Widziałem Rapsodia podczas gdy ostatnio było to w MoMA. Poszedłem, żeby się z tym porozumieć, i bardzo mnie to uderzyło. To ten fragment budzi we mnie niepewność. Podważa mechanizmy, dzięki którym postrzegam świat. Ma też takie poczucie humoru.
Dla celów badawczych wysłuchałem wywiadu z nią, w którym opisuje Rapsodia. Mówiła, że chce stworzyć dzieło, które nie będzie miało krawędzi, a głównym aktorem będzie przestrzeń między płytami. Uświadomiło mi to, że mieliśmy bardzo podobne zainteresowania i przypomniało mi moje własne oddzielone życie, w którym nie ma krawędzi i gdzie luki w jaźni są tak samo znaczące, jak bardziej istotne części ja.
Twoja matka prawdopodobnie stała się ofiarą szatańskiej paniki, która rozprzestrzeniła się w latach 80. i 90. Wraz ze swoją terapeutką odkopała wspomnienia rytualnego wykorzystywania seksualnego i morderstwa, które zamieniła w sztukę. Chociaż uważasz, że te wspomnienia były prawdopodobnie fałszywe, czy uważasz, że doświadczyła napaści na tle seksualnym?
Nie zdziwiłbym się. Nie sądzę, że została wykorzystana w sekcie seksu lub była świadkiem morderstwa młodego chłopca, a następnie zmuszono ją do zakopania ciała na plaży. Uważam, że była kobietą na świecie i to jest dla mnie wystarczający dowód, że została zraniona. Nie wiem, kto był sprawcą. Tak właśnie jest z tego rodzaju traumą – może to być nagromadzenie drobnych naruszeń lub może to być jedno wydarzenie. Ale doszło do uszkodzeń. Kiedy dostała się do Yale, konstruowała ogromne płótna, które przeszkadzały wszystkim wokół niej, ponieważ tak bardzo denerwowała się, że jest tam kobietą. Myślę, że te fałszywe wspomnienia (oburzające i o mitycznych proporcjach – to znaczy, kto może przezwyciężyć satanistyczne rytuały?) sprawiły, że jej niezdolność do przezwyciężenia ran wydała się bardziej rozsądna. W pewnym sensie odrywało to ją od rzeczywistości i myślę, że mogła czuć się mniej winna, że nie jest partnerem ani matką, jaką chciała być.
Zacząłeś samookaleczać się w wieku siedmiu lat. Jak wygląda teraz Twoja relacja ze swoim ciałem?
To naprawdę interesujące, ponieważ mam młodszą siostrę, która jest modelką i boi się starzenia, a teraz wkroczyłam w tę fazę mojego życia pełna ciekawości, która wyparła większość mojego strachu. Załóżmy na przykład, że moje włosy siwieją. Zastanawiam się: Co teraz zrobi moje ciało? Jak to jest przemieszczać się w czasie? Istniałam także jako rozmiar podwójne zero i rozmiar 16 ze względu na leki. To jak eksperyment. Dlatego jestem głęboko zainteresowany obserwowaniem interakcji mojego ciała z czasem. To coś w rodzaju cięcia. Skaleczyłabym się, a potem patrzyłabym, jak się goi.
Czy współczujesz teraz swoim bliznom?
Ja robię. Wyglądają jak kronika lub archiwum, które noszę. To jest jak warstwa w pniu drzewa. Jedna z terapeutek namówiła mnie na konsultację z chirurgiem plastycznym, aby sprawdzić, czy mogę je usunąć, ale nie chciałam tego, ponieważ wydawało mi się to połączeniem z małą Alice. Tylko w ten sposób umiała mówić. A teraz patrzę na swoje blizny i myślę: „Och, to właśnie chciałeś powiedzieć”. Ale nie użyłem odpowiedniego języka.
Nie cięłam się od piętnastu lat. Nie mam zbyt dużej ochoty na narkotyki czy alkohol, ale bardzo rzadko mam ochotę się ciąć. Zdarzało mi się to, gdy byłem zły, ponieważ nie byłem dobry w kierowaniu złości na zewnątrz.
Henryk Kravis
Ja też nie. Kobiety są wychowywane tak, aby kierować swój gniew do wewnątrz. Czy jesteś zły na lekarzy, którzy nieodpowiedzialnie przedawkowali Ci leki?
Nie czuję złości do nikogo poza tymi lekarzami. Ponieważ pokładasz w nich zaufanie, nadzieję i pragnienie uzdrowienia, a w odpowiedzi faktycznie cię ranią. Chcę jednak wyrazić się bardzo jasno. Uważam, że odpowiedzialne leczenie ratuje życie, a dobra terapia zawsze się przyda.
Istnieje potężna historia miłosna, która rozgrywa się z Twoim mężem Gregorym. Kiedy się zmagałeś, wydawało się, że widział w tobie coś, czego ty nie mogłeś w sobie zobaczyć.
Był łącznikiem pomiędzy mną a tym, co wyższe. Nie narzucał mi niczego. Nawet nie powiedział: „Powinieneś być trzeźwy”, mimo że taki był oczywisty wniosek. Ale był to ten stały kontakt, w którym on po prostu był, modelując życie pełne autentyczności, uczciwości, współczucia i służby.
Jak udało Ci się wytrzeźwieć?
To był totalny wypadek. Odstawiałem Klonopin, ostatni lek, który miał notoryczne trudności z odstawieniem. Wszystko poszło na marne. Trzęsły mi się ręce, nie panowałam nad myślami, miałam problemy żołądkowo-jelitowe i czułam, że dusi mnie niewidzialna ręka. Nie chciałam wkładać do ciała niczego, co mogłoby zmienić moją świadomość, więc upicie się brzmiało bardzo przerażająco, mimo że często to robiłam.
Wytrzeźwiałem, bo chciałem mieć kontrolę nad swoim ciałem, a niepicie było sposobem na uzyskanie tej kontroli. Dopiero potem zdałem sobie sprawę, że mam problem z piciem. Potem wszystko się poprawiło. W ciągu roku naprawiłem większość moich związków, ukończyłem pamiętnik i podpisałem kontrakt z agentem.
Twoje wspomnienia podważają pogląd, że szczęście można kupić za pieniądze. Czy uważasz, że Twój przywilej opóźnił Twój powrót do zdrowia lub pomógł w jego powrocie do zdrowia?
Gdybym musiał martwić się o pilne potrzeby, albo stałbym na wysokości zadania i wcześniej zabrał się za porządki, albo byłbym martwy lub bezdomny. Nie da się tego stwierdzić. To mogło pójść w obie strony. Ale to znaczy, że ten przywilej pozwolił mi przeżyć i napisać tę książkę.
Częścią twojego uzdrowienia była konfrontacja z ojcem i odkrycie, że mogły wystąpić błędne interpretacje. Jak potrafisz utrzymać napięcie pomiędzy tym, jak cię skrzywdził, a twoją miłością do niego?
Ta książka opowiada o tym, jak wiele rzeczy może być prawdą jednocześnie. Mój ojciec zachował się w sposób, którego nie można wybaczyć i który nie znika tylko dlatego, że się z nim pogodziłem. Rzucenie światła na nieporozumienia potwierdziło moje życiowe doświadczenie, a wiedza o tym, co nie jest prawdą, wzmocniła mój związek z tym, co było. Słuchanie i legitymizacja jego doświadczenie wzmocniło moją relację z Mój doświadczenie, które sprawiło, że lepiej uwierzyłam w siebie i w siebie.
Poza tym okazywanie mu empatii nie umniejsza empatii, którą czuję do siebie. Dzięki temu procesowi nauczyłam się, że to ja decyduję, w co wierzę, co czuję i co chcę zrobić z tymi przekonaniami i uczuciami. Ten wybór wzmacnia i utrzymuje napięcie, które przyczynia się do wzmocnienia mojej miłości do niego i mojej miłości do siebie.
Kiedy Twoja mama zachorowała, przejąłeś rolę opiekunki. Wygląda na to, że był to dla ciebie punkt zwrotny.
To prawda. To była rzeczywistość, a nie mój umysł, który zwrócił się przeciwko mnie. Było to bardzo realne zagrożenie ze strony czasu i żadne magiczne myślenie nie mogło tego zmienić. To było jak przyspieszony kurs bycia człowiekiem.
W książce jest wzruszający moment, kiedy przytrzymujesz matkę, aby pielęgniarka mogła usunąć wpływ na jej okrężnicę, i zdajesz sobie sprawę, że w końcu znalazłeś się w ramionach swojej matki.
To było niechlujne, zabawne, intymne i oburzające – wszystko, czym mogliśmy i mogliśmy być dla siebie nawzajem, gdy wszystko, czego żądaliśmy i wszystko, co czuliśmy, że straciliśmy, nie przeszkadzało.
Zakończenie jest oszałamiające. Nie psując tego, powiem tylko, że z miłością akceptujesz skłonność swojej matki do samotności, a ona wręcza ci klejnot metafory.
To było jak kosmiczny prezent. To był niezwykle bolesny i przerażający moment dla nas obojga. Po jej śmierci i zacząłem o tym pisać, zakończenie okazało się czymś w rodzaju transcendentnej współpracy, jak gdybyśmy uczestniczyli w czymś świętym i istotnym i wymieniali się nim. To był dar nie tylko doskonałego zakończenia, ale pozwolił mi zrozumieć nasz związek dokładnie w taki sposób, w jaki oboje interpretujemy świat – w metaforach i symbolach. Lubię myśleć, że pośród smutku, śmierci i rozłąki był to akt miłości, stworzenia i połączenia.