
Towarzysz podróży autora pozuje z fantazyjnym samochodem. (Zdjęcia: Rafi Kohan)
PIĄTEK NOCNE MIEJSCA
Problemem miała być pogoda. Zaczęło lać wkrótce po tym, jak wyjechaliśmy z Manhattanu, i pogorszyło się, gdy zjechaliśmy z Bronx River Parkway. Moja towarzyszka podróży (TC), a czasami nawigatorka, stukała w swojego iPhone'a, próbując skierować nas w stronę centrum Bronxville, gdzie w weekendy wskakiwaliśmy na Route 22, najdłuższą autostradę Nowego Jorku z północy na południe i naszą główną arterię na weekend.
Dla nas to była terra incognita. I chociaż powiedziano nam, że czeka nas nie lada gratka – że Route 22 to duży odcinek drogi, rozciągający się od górnej części Nowego Jorku aż do Kanady, wijący się przez przedmieścia, małe wioski, a nawet pola uprawne, na których wypasane są krowy — najpierw musieliśmy przetrwać noc, nie wpadając do jeziora.
Na szczęście dobrzy ludzie z BMW (BMWYY) dali się nabrać i powierzyli nam jeden z fantazyjnych samochodów ze swojej floty. Konkretnie, jechaliśmy na północ sedanem 535d. W porównaniu do 15-letniego Volvo, które właśnie zezłomowaliśmy, po tym jak jego silnik zgasł po raz drugi, Bimmer nie wydawał się tyle samochodem, co futurystycznym, obszytym skórą kapsułą podróżną. Podczas mojego krótkiego samouczka dotyczącego pojazdu niewiele się dowiedziałem o wszystkich dostępnych przyciskach — tak wielu, że bałem się poruszyć w obawie, że przypadkowo uderzę w któryś i wyrzucę lub zostanę wyrzucony w tył — ale dowiedziałem się o czterech różne tryby jazdy: Eco (oszczędzanie paliwa), Comfort (do jazdy), Sport (dla nieskrępowanego przyspieszania) i Sport Plus (jeszcze bardziej agresywnie). Mrugając okiem, upewniłem się, że samochód ma pełny moment obrotowy. Niestety, podczas naszej pierwszej deszczowej nocy podczas jazdy byliśmy niechętni, gdy przejeżdżaliśmy przez ogrodzone płotami serca Eastchester, Scarsdale i White Plains.
Zanim dotarliśmy do jeziora Kensico, miasto już dawno się cofnęło, a trasa 22 pogrążyła się w lśniącej ciemności,deszcz znów się wzmógł, przechodząc w prawdziwą ulewę. W połowie szeptem, pół modlitwą TC zastanawiał się nad specyfikacjami bezpieczeństwa samochodu – czy powiedziano mi coś na ten temat? Wskazałem jej arkusz statystyk, który otrzymaliśmy. Och, spójrz, powiedziała, nie do końca uspokojona. Pięć gwiazdek za najazdy.
Jakieś 20 przerażających mil później zatrzymaliśmy się w prostym motelu w Brewster – żywi, ale głodni – a następnie udaliśmy się do nocnej lokalnej ulubionej restauracji Red Rooster Drive-In, która nie jest powiązana z placówką Marcusa Samuelssona na Lenox Avenue i zawiera satysfakcjonujące burgery z bombą tłuszczową. Chociaż po 23:00 w Hub of the Harlem Valley nie ma wiele więcej do zrobienia, w końcu znaleźliśmy drogę do Bull & Barrel, wodopoju w stylu zachodnim, w którym warzy się własne piwo. Tam zamówiliśmy piwa, świętując nasze mokre przetrwanie, i czekaliśmy, aż ktoś upije się na tyle, by ujechać mechanicznego byka.
znak słońca skorpiona

Jeśli chcesz zjeść w Red Rooster, nie idź do Harlemu. Udaj się do Doliny Harlemu.
***
ZNOWU W DRODZE
Kiedy nadszedł ranek, niebo się przejaśniło i obudziliśmy się i odkryliśmy: Brewster jest naprawdę całkiem ładny! Nie trawieni już strachem przed powodzią na poboczach, mogliśmy wreszcie docenić maleńką zalesioną wioskę za wszystko, co miała do zaoferowania: stajnie dla koni, jabłonie i piękne, stare kolonialne domy. Przez cały rok możesz udać się do Salinger's Orchard po świeże pączki i inne wypieki lub cofnąć się kilka kilometrów, aby zjeść obiad w nienagannej Purdy's Farmer & the Fish, ekskluzywnej wiejskiej budce z owocami morza, której produkty pochodzą z przydomowego ogrodu.
Nie zatrzymaliśmy się na pełny posiłek, dopóki nie trafiliśmy do McKinney & Doyle, najwyższej klasy kawiarni, baru i piekarni w centrum Pawling. Menu śniadaniowe jest tam wyśmienite, od naleśników z serkiem śmietankowym i truskawkami, przez duże omlety ze szparagami, po cappuccino podawane z miseczkami cynamonu, wiórkami białej czekolady i ziarnami espresso w czekoladzie.

Cappuccino porno w McKinney & Doyle.
Po spożyciu wystarczającej ilości masła i cukru, aby skarmelizować nasze jelita, wróciliśmy na drogę, mijając facetów na Johnie Deeresie. Pomiędzy miastami, pośród wijących się zakrętów trasy 22 i gęstego zielonego kudłatego dywanu, który czasami zrównał się z pastwiskami dla koni, zaczął panować pewien spokój. Mimo to pedał gazu był pożądliwą uwodzicielką, a ja nalegałam, aby wyprzedzić każdą mamę z hrabstwa Dutchess, która schodziła z linii startu na czerwonym świetle, ku dezaprobacie TC.
Kolejne 30 mil dalej zaparkowaliśmy na ulicy w Millerton i zbadaliśmy haczyk na guziki głównej ulicy, mijając dobrze ocenianą restaurację tapas (52 Main), małe kino (The Moviehouse) i Railroad Plaza, gdzie odbywa się targ rolniczy. odbywa się w każdą sobotę w okresie letnim. Firma herbaciana Harney & Sons, która ma lokalizację w Soho, również ma swoją siedzibę w Millerton. Pracując kiedyś w kawiarni i herbacie, nie mogłem wyjechać z miasta, zanim nie wsadziłem nosa w kilkadziesiąt puszek sypkiej herbaty i nie kupiłem dwóch uncji dojrzałego Pu-erh.
Jednak jedzenie i wąchanie zaczęło robić swoje. Gdy płynęliśmy dalej drogą 22, powieki TC były opuszczone do połowy. Sennie wskazała wszystkie zagrody rozsiane po drodze, po czym przysypiała. I właśnie wtedy postanowiłem przekonać się, co potrafi ten futurystyczny sedan. Przełączając tryby Sport i Sport Plus, testowałem stan opon, nie tyle ściskając zakręty, co niechlujnie je molestując, skręcając przez pasiastą linię środkową dwupasmowej drogi, mijając Subarusa i pick-upy z naklejkami na zderzakach mówił takie rzeczy jak Mój pies to mensch i Nie ufam liberalnym mediom, aż w końcu wpadliśmy w poślizg i zatrzymaliśmy się, prawie 250 mil później, po skierowaniu się na zachód w kierunku Lake George.
***
USA! USA!
Otwarty po raz pierwszy w 1883 roku hotel i ośrodek Sagamore położony jest na prywatnej wyspie na zachodnim brzegu jeziora George, w Bolton Landing. Po spędzeniu większej części ostatnich 24 godzin w metalowej maszynie byliśmy gotowi zbadać teren. TC przeglądał broszurę i zastanawiał się, co powinniśmy zrobić w pierwszej kolejności.
Masaże? NIE!
Podkowy? NIE!
Pływacki! Tak, zdecydowanie pływanie.
Z tą decyzją wybraliśmy się na spacer ścieżką dydaktyczną, krótką, wypielęgnowaną ścieżką biegnącą brzegiem jeziora, pod baldachimem sosen.Płynąc w naszych osobistych trybach Comfort, wkrótce odkryliśmy szereg zajęć na świeżym powietrzu, w tym trwające ognisko, różne boiska (do koszykówki, siatkówki i tenisa) oraz siłownię w dżungli, gdzie zatrzymaliśmy się, aby usiąść na huśtawkach. Kiedy zwróciłem uwagę, że mój swing jest coraz wyższy, mając nadzieję pobudzić małą konkurencję, TC powiedział mi szczerze, że nie chcę, żeby sprawy wymknęły się spod kontroli.

Widok na jezioro George i dwa hotelowe baseny z balkonu na trzecim piętrze hotelu Sagamore.
Jeśli chodzi o sam hotel, przeszedł on poważny remont, który ukończono dopiero wiosną ubiegłego roku. Wcześniej było to dziwne, podsłuchałem, jak jeden z gości mówił swojemu przyjacielowi. Teraz lobby i jego okolice, o dużym natężeniu ruchu w Ameryce, bardziej niż cokolwiek innego sprawiają wrażenie letniego domku zimowego – co jest właściwe, ponieważ obiekt pozostaje otwarty przez cały rok.
Na kolację zjedliśmy w Club Grill Steakhouse, zlokalizowanym przy pierwszym tee pola golfowego resortu. Główne dania posiłku zaczerpnięto prosto z jakiegoś patriotycznego podręcznika i obejmowały tostowany krążek hokejowy z koziego sera podany z sałatką z buraków (coś w rodzaju dorosłego paluszka mozzarelli), grillowane duże białe krewetki (mięsiste jak homar), wołowinę polędwica, a na deser domowe lody karmelowe, od których chciało mi się skandować: U-S-A! USA!
A jednak prawdziwą atrakcją było jezioro.
Wcześniej tego dnia, gdy siedzieliśmy w wannie z hydromasażem, patrzyłem na jezioro George i otaczające je góry niczym miejsca w amfiteatrze. Woda zawsze hipnotyzuje, niezależnie od tego, czy jest to powtarzająca się medytacja fal oceanu liżących brzeg, czy cisza, która towarzyszy całkowitemu spokojowi jeziora, z wyjątkiem okazjonalnego kajaka lub motorówki. Mając w dłoni taksówkę z hrabstwa Sonoma, pomyślałem o tym, jak podróż samochodem daje poczucie zarówno ciągłego ruchu, jak i ciągłego zastoju: tak naprawdę nigdy się nie poruszasz, ale zawsze jesteś w nowym miejscu. I w pewnym sensie jest to odwrotność życia w mieście, gdzie ciągle się przemieszczasz, ale nigdy tak naprawdę nie jesteś w nowym miejscu. Tam, w tej wannie z hydromasażem, w końcu byliśmy – idealnie – nieruchomi.

Jadalnia w Inn at Hudson. (Zdjęcie: Peter Aaron)
***
SKAŁA, SKAŁA, SKAŁA ' N'ROLL HUDSON
Idąc Warren Street, główną ulicą handlową Hudson, można wybaczyć, jeśli nie pomylimy szeregu designerskich sklepów, galerii sztuki, restauracji serwujących smakołyki i bazarów w stylu vintage (na których można kupić wszystko, od aksamitnych foteli po lampy w kształcie koni naturalnej wielkości) z Punkowy występ z lat 70. w CBGB – a jednak to małe miasteczko położone dwie godziny na północ od Nowego Jorku napędza tę samą mentalność „zrób to sam”.
symbol zodiaku 12 lutego
Być może dlatego tak wielu byłych rockmanów czuje się tu jak w domu, w tej dawnej wiosce wielorybniczej, która ulegała powolnemu rozkładowi przemysłowemu, zanim zasiała ziarno odrodzenia jako miejsca staroci. Do sąsiadów Hudsona zaliczają się Tommy Stinson z Guns N' Roses, Melora Creager z Rasputiny i Melissa Auf der Maur, która grała na basie w zespołach Hole i Smashing Pumpkins, a obecnie jest właścicielką i operatorką Bazyliki Hudson, przestrzeni do wydarzeń i występów w dawnej fabryce kleju . Nawet nasi gospodarze niedzielnego wieczoru, Dini Lamont i Windle Davis, byli byłymi członkami rockowego zespołu Human Sexual Response.

To jest lampa dla konia.
„To zawsze była najlepsza przecznica w Hudson”, powiedział pan Davis, oprowadzając TC i mnie po Inn at Hudson, ich nietypowym pensjonacie typu bed and breakfast w stuletniej rezydencji przy Allen Street. Rezydencja, w której dawniej mieścił się dom opieki dla osób starszych, wymagała poważnego remontu, kiedy mężczyźni wprowadzili się do niej po raz pierwszy, prawie dziesięć lat temu. Obecnie często pojawia się w książkach o projektowaniu i magazynach architektonicznych. I nie bez powodu: miejsce to przekształciło się w dziwaczny zbiór ciekawostek, fabrykę przeciwdziałającą serwetkom. Grzebiąc po pokojach, których całodobowo pilnuje irokez border terrier, zmuszeni jesteśmy podnosić każde tchotchke i czytać każdy tytuł książki na bibliotecznych półkach, począwszy od Botanika marihuany Do Carrie do Pismo Święte .
Po powrocie na Warren Street było więcej do odkrycia po tym, jak usiedliśmy w Swoon Kitchenbar na południową przekąskę w postaci chrupiących karczochów, co skłoniło mnie do ponownego rozważenia, czy kiedykolwiek chcę wrócić do Nowego Jorku. Miłośnicy dobrego jedzenia uwielbiają także Dabę, Helsinki Hudson (restaurację i salę muzyczną) oraz P.M. Winiarnia. Mając do zabicia godziny, poszliśmy do Hudson Wine Merchants, którego współwłaścicielem jest Michael Albin – którego stary zespół Beme Seed koncertował z Butthole Surfers i Sonic Youth – i rozmawialiśmy z pomocnymi maniakami wina ze sklepu, którzy zamienili nas w superziemisty syrah od Hervé Souhaut. W The Half Moon, barze nurkowym nad rzeką, nakręciliśmy kilka partii bilarda. A potem: czas na obiad.
Od otwarcia w maju ubiegłego roku oda Zaka Pelaccio do wszystkiego, co lokalne, Fish & Game, jest prawie niemożliwą rezerwacją w Hudson. Gdy czekaliśmy na nasz stolik, barmanka Kat Dunn przygotowała dla TC martini Blue Gin, a ja wypiłem daiquiri z białym i ciemnym rumem. Gdy już zajęliśmy miejsca, nie było już żadnych decyzji, ponieważ wszyscy klienci musieli mieć menu degustacyjne – tego wieczoru siedem dań i opcjonalnie ósmy: ser.
Pomimo plotek, że pan Pelaccio zrezygnował z tłustych potraw na rzecz lżejszych dań, jedzenie było obfite, co nie oznacza, że nie było w nich wyróżniających się dań, jak np. szparagi z kaczym jajkiem, brązowym masłem i kimchi z rabarbarem oraz wilcza ryba, podawana z wędzonym congee i kimchi z jarmużu. (Co? Koleś uwielbia swoje kimchi.) Jednak taki posiłek nie jest przeznaczony do spożycia na noc. Nie jest to też rozwiązanie dla osób o słabym sercu. Albo portfel: menu degustacyjne kosztuje 75 dolarów za osobę plus napoje.
Dla nas było to jednak wyjątkowe wydarzenie. TC i ja nie tylko spędziliśmy weekend poza domem, ale następnego dnia przypadała nasza dwuletnia rocznica ślubu. W jadalni otoczonej taksydermią i oświetlonej migoczącym blaskiem świec ulegliśmy atmosferze, którą TC określił jako nowoczesny domek i wygodny szyk, pozwalający zapanować nostalgii.
Na przykład podczas ostatniego deseru TC podzieliła się historią z dnia naszego ślubu, w której jej mama udzieliła w ostatniej chwili rad miłosnych, udając sprawdzenie wnętrzności. Ta rada: NW powinna spojrzeć na swojego potencjalnego partnera (na mnie) i zaakceptować to, kim byłem tamtego dnia. Jasne, mogę się zmieniać i ewoluować, ale ona nie mogła spełniać żadnych oczekiwań. Powiedziała mi, że nie jest jeszcze za późno na wycofanie się.
Na szczęście nie wycofała się. Ale pomyślałem o tej historii, gdy następnego ranka ruszyliśmy w drogę. Z tyłu widać było Hudson, stale rozwijające się miasto. Przed nami otwarta droga. Wciąż trawiąc różne formy kimchi, całą drogę do domu przejechałem w trybie Sport.