Po pierwsze, Dom na końcu świata słynął z nagiej sceny Colina Farrella z przodu. Potem zostało to notorycznie nagłośnione, ponieważ nie pokazało nagiej sceny Colina Farrella z przodu. Podnoszący butelki, podburzający motłoch i nigdy się nie gojący irlandzki renegat, który jawi się jako przedstawiciel New Age, Robert Blake, poruszając tę kwestię w telewizji, żartuje: Bez tej sceny film byłby o trzy cale krótszy. Nie warto się tym przejmować, mówię. Jeśli brakuje tylko trzech cali, to sedno jest wiotkie, jeśli wiesz, co mam na myśli. Wśród bardziej idiotycznych powodów, dla których kiedykolwiek słyszałem o ponownym montażu ostatecznej wersji, jeden z producentów filmu powiedział mi, że kontrowersyjna scena została usunięta po tym, jak nadmiernie pobudzone nastolatki z widowni przedpremierowej spojrzały na imponujące wyposażenie pana Farrella i zaczęły krzyczeć i zemdleć z podniecenia. Ponieważ Dom na końcu świata to poważny film dla dorosłych o złożonych wartościach emocjonalnych, których nastolatki raczej nie zrozumieją, całość brzmi jak dzieło nadgorliwych publicystów szukających nowych sposobów na poruszenie opinii pantoflowej za film, którego nie można sprzedać w zwykłych 20-sekundowych urywkach dźwiękowych. Na szczęście jest tak delikatny, bolesny i pięknie wykonany, że triumfuje sam w sobie. Dlatego nie trzymaj się z daleka ze strachu, że coś przegapisz. To jest show-biznes; Johnson pana Farrella niewątpliwie pojawi się gdzie indziej.
Tymczasem przygotuj się na niezwykle wzruszające przeżycie. Na podstawie powieści Michaela (Godziny) Cunninghama (który był także autorem scenariusza) z 1990 roku i będący ekranowym debiutem reżyserskim reżysera teatralnego Michaela Mayera, „A Home at the End of the World” został nakręcony w 34 dni i obejmuje prawie tyle samo lata w czasie. To opowieść o dorastaniu o dwójce przyjaciół z dzieciństwa z przedmieść Cleveland w stanie Ohio, których łączy więź wykraczająca poza zwykłe okresy młodości, odpowiedzialności, przyjaźni, miłości i śmierci. W latach sześćdziesiątych, gdy Bobby Morrow miał zaledwie 9 lat, został już wprowadzony do niekonwencjonalnego stylu życia przez starszego brata, który uczy go zasad seksu i narkotyków, zanim popełni samobójstwo, rzucając się przez szklane okno pod wpływem kwasu. Bobby nie ma z kim porozmawiać, nie ma nadzoru ze strony rodziny, nie ma zasad ani poczucia przynależności do nikogo ani niczego, dopóki w szkole średniej nie poznaje Jonathana Glovera, nowego najlepszego kumpla z fajną mamą (Sissy Spacek) i zaprzyjaźnia się z nim. stabilne życie rodzinne. Johnny jest za młody, aby wiedzieć, czym jest miłość, ale jasne jest, że lekkomyślność, impulsywność Bobby’ego natychmiast i głęboko pociąga go lekkomyślność, impulsywność, podczas gdy Bobby’ego pociąga wrażliwość, niepewność i niezdarność Johnny’ego, a zwłaszcza jego matka Alice, która reprezentuje ten rodzaj miłości. jedności i bezwarunkowego współczucia, jakiego nigdy nie zaznał w domu. Wszyscy zakochują się w Bobbym. Jest mrocznie przystojny i światowy ponad swój wiek i emanuje tym rodzajem samotności, która woła o uścisk. Wkrótce chłopcy nauczyli Alice palić jointy i czerpać z uduchowionych niepokojów płyt Laury Nyro. Niestety, Alice przyłapuje ich także na wspólnych pocałunkach w Volkswagenie Bobby’ego. To ja jestem tu dorosła – mówi spokojnie i nie wiem, co powiedzieć żadnemu z was. Robi więc to, co potrafi najlepiej: uczy Bobby’ego, jak zrobić idealne ciasto. Kiedy Johnny wyjeżdża na studia, Bobby zostaje w domu z Alice jako jego zastępcza matka.
W latach 80. rodzice Johnny'ego przenieśli się do Arizony ze względu na stan zdrowia jego ojca. Bobby został piekarzem. Bez korzeni i przyszłości, rozpaczliwie tęskniąc za swoim najlepszym przyjacielem, adoptowanym bratem i zmysłową bratnią duszą, Bobby (który wyrósł na Colina Farrella) jedzie do Nowego Jorku i wprowadza się do Johnny'ego (aktor teatralny Dallas Roberts, kręci swój film fabularny debiutancki), który obecnie jest gejem i mieszka ze starzejącą się hipiską o imieniu Clare (Robin Wright Penn). Clare ma szczególny status w ich niekonwencjonalnym świecie, bo faktycznie była na Woodstock! Konstruują więc własną, niepowtarzalną rodzinę nuklearną, trójkątną jak kawałek ciasta. Bobby, Johnny i Clare są w sobie zakochani. Bobby zakochuje się w Clare, ale nadal kocha się z Johnnym. Każdy kąt ma wpływ na emocjonalną geometrię związku. Kupują prosty dom na wsi, który zamieniają w dom, którego nigdy razem nie mieli, i otwierają restaurację, w której gotuje Bobby. Tymczasem Clare rodzi dziecko, a ponieważ żaden z chłopaków nie wie, który z nich jest ojcem, dzielą się obowiązkami. Wszystko przestaje działać, jeśli brakuje choćby jednego boku trójkąta. Ale wieczna młodość i optymizm Bobby'ego, niewypowiedziana wściekłość ukrytej urazy Johnny'ego i nowe, przerażające uczucie zazdrości Clare sygnalizują chmury burzowe. Może nie są tak niekonwencjonalni, jak im się wydawało. To wszystko, co powiem o fabule. Wreszcie rytm życia zmusza Bobby’ego do zmierzenia się z jedną rzeczą, na którą nie liczył: ludzie się zmieniają i nic nie jest wieczne. To najokrutniejsza lekcja życia, a pan Cunningham sprawia, że troszczysz się o tych ludzi, gdy się tego uczą. Delikatnie wyważone niuanse wyrafinowania narracji i ironiczne ujęcie namiętności moralnej i emocjonalnej pozostawiły mnie zdruzgotanego.
Bogatsza i lepiej skonstruowana niż Godziny, to najlepsze dzieło Michaela Cunninghama. Liryczny, uroczy, wzruszający, seksowny i bardzo zabawny „Dom na końcu świata” jest także pięknie prezentowany przez wzorową obsadę. Ekstrawagancka Robin Wright Penn, z płomiennie pomarańczowymi włosami i niedorzecznym złym gustem, jest wysublimowana jako dziecko kwiatów ze wzgórza. Prywatna, pełna smutku mądrość Sissy Spacek tworzy pastelowymi pociągnięciami pędzla portret marzycielskiego macierzyńskiego hartu ducha. Dallas Roberts wnosi odpowiedni element udręczonej godności do roli całkowicie amerykańskiego młodzieńca, który oszalał. A Colin Farrell to rewelacja. Bez cienia arogancji pokazuje piękno godnego pozazdroszczenia chłopca, który nigdy nie nauczy się patrzeć w lustro i widzieć to, co widzą wszyscy inni. Ból i zamęt w jego oczach, gdy desperacko szuka schronienia w domu i ognisku domowym, gdzie może znaleźć spokój, za którym tęsknił przez całe życie, wymaga więcej umiejętności i rzemiosła, niż kiedykolwiek był zmuszony pokazać w swoich zwykłych filmach opartych na stereotypach. Hollywoodzkie klisze. Nie tylko odgrywa słowa; gra swoimi uczuciami. Nieważne, że brakuje tej sceny nagości. Tym razem wspaniale jest patrzeć, jak odkrywa inny talent, większy i lepszy niż wszystko, co ukrywa w spodniach.
Przegrany Bourne'a
Supremacja Bourne’a, hałaśliwa kontynuacja Tożsamości Bourne’a, to kolejny z tych niespójnych thrillerów szpiegowskich Roberta Ludluma, w których jest więcej logistyki niż logiki, a Matt Damon powraca jako chłopięcy tajny agent cierpiący na amnezję. Wszyscy myśleli, że nie żyje, ale w ciągu dwóch lat, odkąd pierwszy film wygasł wraz z bzdurną sceną miłosną w greckiej tawernie, przechadza się anonimowo z kontynentu na kontynent z różnymi paszportami, nawiedzany przez tajemniczą przeszłość, dręczony koszmarami i przytulany przez swoją niemiecką dziewczynę Marie (Franka Potente, z Run, Lola, Run). Kontynuacja rozpoczyna się, gdy gołąbki zostają wyrwane ze swojego gniazda w Goa w Indiach i uwięzione pod wodą w wyniku katastrofy, w wyniku której Marie ginie, a Bourne ponownie rzuca się na kolana. Ponieważ na całym świecie tajni agenci umierają, C.I.A. myśli, że jest zabójcą. Joan Allen, znów zmarnowana w kolejnej ponurej roli, która nie zadaje sobie trudu wykorzystania swoich talentów ani podważenia ich, jest twardą superoperatorką CIA. z siedzibą w Langley w stanie Wirginia, wysłaną na linię frontu, aby wydobyć Bourne'a z cienia intryg politycznych. Julia Stiles powraca jako sympatyczna agentka terenowa, która jako ostatnia widziała Bourne'a żywego. Brian Cox jest szefem CIA złoczyńca, który zaplanował spisek mający na celu wrobienie go z nieznanych wcześniej powodów. Teraz już wiemy: ma to coś wspólnego z dzierżawą ropy naftowej opłacaną ze skradzionych dokumentów CIA. pieniądze, a Bourne był ostatnią osobą, która o tym wiedziała. Zabij go, zanim odzyska pamięć, a będziesz rządził światem!
Tymczasem podziemny szpieg nadal nie wie, kim jest, jak się tam dostał ani dokąd w ogóle zmierzał, ale jak na kogoś, kto nie zna nawet własnego kodu pocztowego, Bourne wciąż pamięta wszystko o tym, jak wspinaj się po ścianach, uciekaj przed armią policjantów metrem i torami kolejowymi w Berlinie, łamaj wszystkie międzynarodowe kody bezpieczeństwa, mów płynnie wieloma językami, przechwytuj tajne transmisje telefonów komórkowych, ładuj i strzelaj z najnowocześniejszej broni automatycznej oraz unikaj setek samochodów jadących w przeciwnym kierunku w pościgu przez korki Moskwy jadąc taksówką. To znaczy, huh. Czy masz pojęcie, ile czasu zajmuje nauka obsługi automatów telefonicznych w Rosji? I robi to wszystko wyglądając jak członek licealnej drużyny zapaśniczej. Najwyraźniej jest to praca dla 007, a nie dla jego wnuka. Ale co ja wiem? To tak bezmyślne, drogie, bezsensowne i absurdalne, że prawdopodobnie pobije rekordy.
Zasada robotów
Z półki pełnej opowieści o robotach Isaaca Asimova przedstawiam Ja, Robot z Willem Smithem ścigającym zabójcze roboty w cyberprzestrzeni Alphaville Jeana-Luca Godarda. Udaje głupio, ale wygląda świetnie. Czy Chicago w 2035 roku mogłoby mieć takie skarpetkowe wizualizacje? Will Smith wcieli się w przygnębionego detektywa z wydziału zabójstw, żywiącego urazę do robotów, które stały się najnowszym, niezbędnym przedmiotem w każdym gospodarstwie domowym. Wędrując po swoim mieszkaniu nagi i udręczony w początkowej scenie, pan Smith przypomniał mi Mela Gibsona z czasów, gdy był bohaterem „Zabójczej broni” jako ofiara, zanim odkrył większego męczennika z Galilei niż on sam. Ale na szczęście brakuje mu tej świętoszkowatej powagi, która uczyniła pana Gibsona takim utrapieniem. Zostaje wysłany do konglomeratu U.S. Robotics, gdzie szef (James Cromwell) zostaje zamordowany przez jednego ze swoich robotów. To łamie najwyższe prawo tych domowych otwieraczy do puszek: roboty nigdy nie zabijają ludzi. Należy zwrócić uwagę! Trzeba znaleźć maszynę z luźną nakrętką, zanim amerykańskie gospodynie domowe wpadną w szał ze swoimi własnymi odkurzaczami! Mechanika fabuły jest zarówno głupia (U.S Robotics to oczywiście jeden z tych wielomiliardowych konglomeratów, których nie stać na bezpieczeństwo, ponieważ pan Smith wślizguje się z łatwością jak Siegfried i Roy), jak i alegoryczna (roboty to Civil War kosmicznych kadetów, a głównym robotem jest Mojżesz ratujący ich z niewoli).
Ale pomimo wszystkich swoich wad, widok na mnie, Robot, jest porywający. Został nakręcony prawie w całości w świetle światłocieniowym, w odcieniach błyszczącego srebra i lodowego błękitu, z plamami czerwieni wozu strażackiego płonącymi tam, gdzie powinny znajdować się serca robotów. Wygenerowane komputerowo stworzenia mają prędkość chodzących ptaków i ludzkie twarze z ziemistymi policzkami, wysokimi czołami i dziwnym, melancholijnym wyrazem twarzy. Kamera unosi się nad nieskazitelną i rozległą panoramą Chicago, gdzie U.S.R. Budynek mieszczący fabrykę robotów zastąpił Sears Tower, a następnie wije się pod podwyższonymi torami kolejowymi, gdzie brzęczące zabawki Tinker Toys mieszają się z ludźmi w ruchliwym ruchu pieszym. Dla fanów science fiction „I, Robot” w reżyserii Alexa Proyasa może rozpraszać uwagę, ale choć wesoły i bezczelny jak Will Smith, jest bezlitośnie przyćmiony przez roboty. Mogą być groźni, niewinni, przerażający, prostolinijni, bez wyrazu i przerażający, a wszystko to jednocześnie – jak posiedzenie gabinetu w Crawford w Teksasie.