Istnieje powód, dla którego niektóre słowa lub wyrażenia po prostu nie są akceptowane w uprzejmym towarzystwie. Są obraźliwi, cuchną uprzedzeniami i nienawiścią i po prostu nie są mądrzy ani dowcipni.
Weźmy na przykład słowo nieśmiały. Według Oxford English Dictionary słowo to ma niejasne pochodzenie, ale jego znaczenie nie jest wcale niejasne. Zakorzenione w niemieckim skatologicznym określeniu scheisser, jest to godne ubolewania i poniżające słowo, tradycyjnie przepełnione antysemityzmem. Można by pomyśleć, że redaktorzy „National Review” zastanowiliby się dwa razy, zanim użyli tego słowa w nagłówku. Najwyraźniej nie: w numerze magazynu z 21 kwietnia recenzja książki Waltera K. Olsona The Rule of Lawyers nosiła tytuł Shyster Heaven. Bez wątpienia redaktorzy uznali to za sprytne i zabawne. To nie było nic takiego – było to albo nieczułe przeoczenie, albo antysemicka aluzja.
Z pewnością pracownicy National Review zdawali sobie sprawę z bigoteryjnych skojarzeń tego słowa. Niektórzy etymolodzy uważają, że shyster jest pochodną postaci Szekspira Shylocka z Kupca weneckiego i jest używany do opisania przebiegłej, intrygującej osoby pochodzenia żydowskiego, która spróbuje dowolnego oszustwa opisanego w książce, aby zarobić pieniądze. W 1895 r. w Funk’s Standard Dictionary zdefiniowano nieśmiałego jako prawnika, który wykonuje praktykę w sposób nieprofesjonalny lub podstępny; zwłaszcza ten, który nawiedza więzienia i sądy niższej instancji, aby polować na drobnych przestępców. W sztuce Szekspira inni bohaterowie nazywają Shylocka kurdyjskim Żydem, którego pragnienia są wilcze, krwawe, głodne i wygłodniałe; oskarża się go o bycie diabłem… na podobieństwo Żyda.
Bez względu na formalną etymologię tego obraźliwego słowa, ignoranci, którzy go używają, nie mają na myśli siwowłosych patrycjuszy z kancelarii prawnych białych butów. Kiedy mamroczą słowo shyster, mają na myśli żydowskich prawników, którzy w ich mniemaniu nie różnią się od przebiegłego, przebiegłego Shylocka.
Założyciel i były redaktor naczelny „National Review”, William F. Buckley Jr., z pewnością zrozumiałby wulgarność tego słowa i brzydotę uczuć. Niestety, jego następcy najwyraźniej nie mają ani jego rozsądku, ani dowcipu.
EI FUK U
To nie jest literówka – to nazwa funduszu hedgingowego z siedzibą w Tokio, Eifuku Master Trust, którego założyciel, John Koonmen, niedawno w ciągu kilku tygodni stracił prawie wszystkie pieniądze swoich inwestorów. Chociaż znaczenie eifuku oznacza dobrobyt lub szczęście, nie można powstrzymać się od zastanawiania się, czy urodzony w Ameryce pan Koonmen wybrał tę nazwę, aby wskazać, co stanie się z inwestorami, którzy przekażą mu swoje pieniądze.
dom Edwarda Nortona
A niektórzy z tych inwestorów nie byli zbyt nędzni. Jak podają Henny Sender i Jason Singer z The Wall Street Journal, wśród inwestorów Eifuku umieścili George Soros, zamożne rodziny z Kuwejtu oraz dyrektorzy banków inwestycyjnych z Tokio, takich jak Goldman Sachs i Deutsche Bank. Wydaje się jednak, że nikt z nich nie zadał sobie trudu, aby przyjrzeć się panu Koonmenowi, dlatego nigdy nie dowiedzieli się, że poproszono go o opuszczenie pracy handlowej w Lehman Brothers po szczególnie złym roku 1998. Jak podaje The Journal donosi, że pan Koonmen stracił tak dużo pieniędzy, że wpłynęło to na premie dla całego tokijskiego oddziału Lehmana zajmującego się akcjami. Oprócz utraty pieniędzy pan Koonmen wykazał się zdolnością do ich wydawania: mieszkał w eleganckim mieszkaniu w Tokio, jeździł astonem martinem i dumnie udekorował swoje biuro stołem bilardowym, który wcześniej należał do Long-Term Capital Management, która zbankrutował w 1998 roku.
Mało prawdopodobne było też, aby inwestorzy Eifuku wiedzieli, że pan Koonmen, który dorastał na Long Island i ukończył Massachusetts Institute of Technology, był hazardzistą, który zasłynął w nowojorskich klubach backgammon. Rzeczywiście, korzenie Eifuku powstały, gdy pan Koonmen, po wypchnięciu z Lehman, dołączył do starego kumpla z backgammona, Johna Bendera, który prowadził fundusz Amber Arbitrage Fund. Kiedy jednak pan Bender doznał udaru i zdecydował się zamknąć swój fundusz, pan Koonmen przekonał kilku inwestorów Amber do przejścia na jego nowo utworzone Eifuku.
W ciągu roku fundusz Eifuku został wyceniony na 300 milionów dolarów. I mimo że pan Koonmen pobierał wynagrodzenie za wyniki w wysokości 25 procent zysków, czyli o 25 procent więcej niż większość zarządzających funduszami hedgingowymi, większość inwestorów nigdy nie zadała sobie trudu, aby się z nim spotkać. Do stycznia 2003 r. powinni byli zachować szczególną ostrożność: pan Koonmen zbudował kilka ogromnych stanowisk. Jak donosi „The Journal”, miał co najmniej 1,4 miliarda dolarów na zaledwie kilku pozycjach w czasie, gdy kapitał jego funduszu spadł do 155 milionów dolarów. Kurczaki szybko wróciły do domu na grzędę: w ciągu pierwszych dwóch tygodni stycznia Eifuku straciło 98 procent swojej wartości.
Obecnie inwestorzy mają nadzieję odrobić część strat po zakończeniu audytu funduszu przez Pricewaterhouse Coopers. Ale sami są sobie winni: kto przy zdrowych zmysłach dałby ani grosza funduszowi o nazwie Eifuku?
Leon Levy: Mózg, hojność i przyzwoitość
Kiedy w tym miesiącu w wieku 77 lat zmarł Leon Levy, Nowy Jork pożegnał jednego z najbardziej szanowanych i hojnych filantropów w mieście, człowieka o ogromnym talencie i godnej uwagi skromności, który włożył tyle samo kreatywności i energii w rozdawanie swoich milionów, co on w ich zrobienie.
Nauczył się wcześnie: jego ojciec był nowojorskim handlarzem artykułami suchymi i inwestorem, któremu udało się przewidzieć krach roku 2029. Leon ukończył City College na kierunku psychologia i szybko rozpoczął oszałamiającą karierę w finansach. Pomógł założyć firmę Oppenheimer & Company, gdzie był pionierem w zakresie wykorzystania funduszy hedgingowych, a następnie został partnerem zarządzającym. Na początku lat 80. wraz z przyjacielem Jackiem Nashem założyli Odyssey Partners, fundusz hedgingowy o wartości 3 miliardów dolarów, który zapewniał inwestorom średni roczny zwrot na poziomie 22 procent. Pan Levy mądrze nie ufał bańce giełdowej z lat 90., przyjmując stanowisko, że wartości te nie mają nic wspólnego z rzeczywistością fiskalną.
Kolejną jego pasją była filantropia: przekazał 20 milionów dolarów Metropolitan Museum of Art i ponad 100 milionów dolarów Bard College, a także znaczne darowizny uniwersytetom Harvarda, Princeton i Rockefellera. Szczególnym zainteresowaniem cieszyła się archeologia: był jednym z najhojniejszych dobroczyńców badań archeologicznych na świecie i sfinansował wykopaliska w Izraelu, w wyniku których odnaleziono złotego cielca typu wspomnianego w Biblii.
Jego ulubionym esejem był Jeż i lis Isaiaha Berlina, w którym Berlin opisał świat jako podzielony na lisy (ludzi, którzy wiedzą wiele rzeczy) i jeże (ludzi, którzy wiedzą jedną wielką rzecz). Pan Levy był najwyraźniej lisem, który – w przeciwieństwie do większości lisów, które chcą być jeżami – był szczęśliwy w lisiej skórze.
25 kwietnia znak zodiaku
Startracker składa kondolencje żonie pana Levy’ego, Shelby White, jego córce Tracy White i reszcie jego rodziny.