
Batman v Superman: Świt sprawiedliwości Zdjęcia Warner Bros
Pięć lat temu przesadnie utytułowany Batman v Superman: Świt sprawiedliwości wleczyli się na ekrany kin, aby obejrzeć ponad 150 godzin ciemno oświetlonych scen walki, ciężkiej, ryczącej muzyki, zaciśniętych szczęk i maniakalnego przeżuwania przez Jessego Eisenberga możliwie największej scenerii. W 2016 roku, gdy kampania Trumpa nabrała tempa, film odczytano jako szczerą, ale nieudolną deklarację proimigrancką, w której Superman Henry’ego Cavilla wcielił się w obcego outsidera, który poświęca się dla prawdziwych amerykańskich wartości. Nic lepiej nie podsumowało tego serdecznego niezdarności niż zbliżenie poobijanego Supermana dławiącego słabego, ale pełnego pasji słowa: Pozwalasz mu zabić Martę!
Jak fani filmu wiedzą, w filmie występuje nie tylko jedna Marta, ale dwie. Reżyser Zack Snyder, ze swoją typowo ponurą, przesłodzoną fanatyzmem, oparł swój film na fakcie, że mama Supermana i mama Batmana w materiałach źródłowych komiksu miały to samo pospolite i zwyczajne imię. Snyder wydaje się oczywiście niezwykle dumny z siebie, że dostrzegł jednocześnie Martę i Martę, i zamienia ten zbieg okoliczności w rzekomo podnoszącą na duchu, a w istocie przygnębiającą przypowieść o asymilacji i granicach solidarności.
Batman kontra Superman ma nieuchronnie mnóstwo fabuły. Podsumowując, zły miliarder Lex Luthor (czyli Eisenberg) zmanipulował media i opinię publiczną, aby nie ufały Supermanowi. Luthor przekonuje w szczególności Batmana (Ben Affleck), że ogromna moc i obcość Supermana czynią go zagrożeniem dla ludzkości. Batman, znany również jako Bruce Wayne, nazywa Supermana dziwakiem, kpi z jego kostiumu (wywodzącego się z jego etnicznego kryptońskiego dziedzictwa) i szydzi z niego za to, że jest outsiderem. Nigdy nie byłeś bogiem, pluje. Nigdy nie byłeś nawet mężczyzną. Świadomie czy nie, w gniewie Batmana odbijają się echem antyimigranckie uprzedzenia skierowane przeciwko tak zwanym mniejszościom modelowym, takim jak Żydzi i Azjaci, które są postrzegane zarówno jako nieludzkie, jak i sfeminizowane słabeusze.
Przypowieść Zacka Snydera o akceptacji i bohaterskiej odwadze jest szczególnie nieśmiała pod wieloma względami.
Luthor pozwala Batmanowi zdobyć kryptonit, który może osłabić Supermana. Następnie porywa matkę Supermana, Martę Kent, i żąda, aby Superman zabił Batmana. Zatem Batman i Superman przez chwilę tłuką się po ekranie, aż do momentu, w którym kryptonit Batmana pozwoli mu wygrać. Z ręką na gardle Supermana przygotowuje się do zamachu stanu za pomocą kryptonitowej włóczni, ale zatrzymuje się, gdy Superman sapie: „Pozwalasz mu zabić Martę!”
Batman zamarza. Następnie pojawia się Lois Lane (Amy Adams) i wyjaśnia, że Superman, znany również jako Clark Kent, mówi o swojej mamie. W filmie pojawiają się retrospekcje matki Batmana, również imieniem Marta, która została zamordowana w napadzie z bronią w ręku w alejce, gdy Bruce był dzieckiem. Ukarany i nagle rozpoznający swoją irracjonalną bigoterię Batman oświadcza: Złożę ci obietnicę. Marta nie umrze tej nocy.
Scena ma pokazać Supermana, czyli człowieczeństwo Clarka – a co więcej, jego normalność. Clark Kent mógł urodzić się na Kryptonie, daleko od Stanów Zjednoczonych. Ale nie różni się zbytnio od krzepkiego, czerwonokrwistego Amerykanina Bruce’a Wayne’a. Imigranci: nadal kochają swoje mamy.
Jednak proimigrancki przekaz opiera się tutaj na podobieństwie i asymilacji. Gdyby mama Supermana nazywała się Mxyzptlk, a nie Martha, prawdopodobne jest, że Bruce Wayne nie rozpoznałby nagle, że łączy ich wspólne człowieczeństwo. Statek kosmiczny Supermana wylądował na polu kukurydzy w Kansas; został adoptowany przez drobnych rodzinnych rolników Johna i Martę Kent. Choć jego korzenie sięgają gwiazd, jego wartości, rodzina i światopoglądy znajdują się w samym sercu Ameryki.
Magiczne słowo Marta tak naprawdę nie uświadamia Batmanowi, że osoby z zewnątrz mają matki. Zamiast tego uświadamia mu, że on i Superman mają kogoś, kto mógłby nim być ta sama matka . Być może film chce potępić bigoterię. Zamiast tego potwierdza to, sugerując, że kosmici są w porządku tylko wtedy, gdy są dokładnie tacy jak my. Batman nie myli się, jeśli nienawidzi ludzi, którzy są inni. Myli się, nie zdając sobie sprawy, że Superman – ze względu na dziedzictwo i wybór – nie jest jedną z tych różnych osób.
Podejmując asymilację, Snyder i Batman prawdopodobnie wpisują się jedynie w tradycję komiksową. Wiele mówi się obecnie o żydowskich korzeniach Supermana. Niektórzy krytycy twierdzą, że korzenie Supermana jako sieroty wywodzą się z historii Mojżesza; że zniszczenie planety Krypton opiera się na doświadczeniu Holokaustu; że siła Supermana opiera się na legendach o żydowskich golemach.
Uczony Martin Lund dokładnie to zrobił obalony te argumenty. Twórcy Supermana, Jerry Siegel i Joe Shuster, nie byli religijni ani nie interesowali się historią żydowską. Źródłem informacji o Supermanie były narracje science-fiction i przygodowe, a nie Biblia czy folklor Europy Wschodniej.
W każdym razie żydowskość Supermana nie wynika z symboli etnicznych ani fabuł, ale z samego braku tych znaczników. Dwoje żydowskich dzieciaków z Cleveland wyobrażało sobie, że Clark Kent – pod wieloma względami stereotypowy żydowski stereotyp – był w rzeczywistości najpotężniejszą ikoną amerykańskości i męskiej władzy na ziemi. Wczesne historie ledwo wspominały o kryptońskim dziedzictwie Supermana. Zamiast tego Superman, podobnie jak wielu żydowskich Amerykanów, przyjął progresywizm Nowego Ładu, uderzając w skorumpowanych właścicieli kopalń i kapitalistów w imię czerwonokrwistej, wieloetnicznej białej klasy robotniczej.
Chociaż jest to mniej omawiane, twórcy Batmana, Bob Kane (urodzony jako Robert Kahn) i Bill Finger (urodzony jako Milton Finger), również byli Żydami. Podobnie jak Superman, Batman porzuciłby swoją zabarwioną żydowskimi stereotypami wizerunkę głupkowatego miliardera i stał się męskim niszczycielem prawa i porządku walczącym o sprawiedliwość. Zarówno Batman, jak i Superman mają matki o imieniu Marta, ponieważ Marta jest typowym, a nawet łagodnym, amerykańskim imieniem, bez szczególnych konotacji etnicznych. Podkreśla normalność bohatera.
Jest to jednak zdecydowanie dziwna normalność, która ubiera się w kolorowe rajstopy i nosi uszy nietoperza. Kiedy Batman ratuje Marthę Kent (Diane Lane), mówi jej, że jest przyjacielem jej syna. Pomyślałem – odpowiada radośnie. Przylądek. Batman i Superman są podobni nie tylko dlatego, że mają matki o tym samym, niczym niezwykłym imieniu. Są podobni, bo ubierają się w zdecydowanie niezwykły sposób.
Clark Kent i Bruce Wayne nie są oczywiście w filmie Żydami. Nie są też imigrantami ani osobami kolorowymi. Główni nie-Amerykanie w filmie są przedstawiani jako terroryści i bandyci. Przypowieść Snydera o akceptacji i heroicznej odwadze jest szczególnie nieśmiała pod wieloma względami. Film może przedstawiać łagodne stanowisko wobec ksenofobii. Robi to jednak w sposób obliczony, aby nie wywołać gniewu rzeczywistych ksenofobów. Superman leci do Meksyku, aby uratować dziewczynę z pożaru. Ale Snyder nigdy nie pozwolił mu na atak, by chronić przed policją osobę nieposiadającą dokumentów w USA. Nikt tak naprawdę nie porównuje traktowania Supermana do traktowania imigrantów. Najwyraźniej Snyder i garnitury z Warner Brothers nie chcieli, aby metafora była zbyt wyraźna.
Mimo to, biorąc pod uwagę pochodzenie tej postaci, w filmie jest trochę miejsca na wyobrażenie sobie, że kiedy Batman zda sobie sprawę, że jest taki sam jak Superman, nie będzie postrzegał Supermana tylko jako normalnego Amerykanina. Być może postrzega siebie także jako obcego. Podobnie jak amerykańscy Żydzi, którzy to zrobili zorganizowany protestując przeciwko ICE, solidarność można budować na marginalizacji, a nie na asymilacji. Nawet w Batman kontra Superman sprawiedliwość niekoniecznie musi być zarezerwowana dla tych, których mama ma na imię Marta.
Batman v Superman: Świt sprawiedliwości można oglądać w HBO Max.
Znak zodiaku 1 listopada