
Wyłączone dźwięki w teatrze American Airlines. ( Zdjęcie: Joanna Marcus )
Dla niewtajemniczonych „odgłosy wyłączone” to termin teatralny oznaczający rozpraszające dźwięki w przedstawieniu scenicznym, które nie powinny się tam pojawić, takie jak zamieszanie na skrzydłach, głośne rozmowy za kulisami lub rekwizyty upadające na podłogę. W zabawnym nowym broadwayowskim odrodzeniu showbiznesowej farsy Michaela Frayna Wyłączone dźwięki w teatrze American Airlines wszędzie panuje hałas – właściwie tak duży, że czasami grozi to przytłoczeniem przedstawienia.
Z możliwym wyjątkiem Andrei Martin, która gra kropkowaną aktorkę z szynką o imieniu Dotty Otley, która gra rolę nieudolnej gospodyni domowej o imieniu pani Clackett, nikt w tej produkcji Roundabout w reżyserii Jeremy’ego Herrina nie należy do tej samej ligi co Dorothy Loudon i Brian Bedford, dzięki którym oryginalna produkcja z 1983 roku na Broadwayu stała się czymś, co zapadnie w pamięć na zawsze. (Kolejna produkcja z Patti Lupone w ogóle nie jest warta zapamiętania.) Ale Wyłączone dźwięki to wciąż jedna z najzabawniejszych sztuk wszechczasów i nie wyjdziesz z tej ponownej wizyty z grymasem.
W tej błyskotliwej farsie o dysfunkcyjnej stajni podatnych na wypadki amatorów przedzierających się przez angielskie prowincje w katastrofalnej trasie po głupiej komedii erotycznej pt. Nic włączonego , wszystko idzie nie tak na scenie i poza nią, co tylko może. Linie opadają, spodnie odpadają, drzwi się zacinają, rekwizyty się mieszają, a aktorzy padają po obu stronach kurtyny, mieszając wskazówki, w wyniku czego talerz sardynek pojawia się wielokrotnie w niewłaściwych miejscach.
Akt pierwszy to żałośnie przećwiczona próba generalna na kilka godzin przed premierą, która przybliża sfrustrowanego reżysera (Campbell Scott, przystojny nawet w czasie katastrofy) do przedwczesnej emerytury. Drugi (i najlepszy) akt to poranek widziany z perspektywy obsady za kulisami, pełen zakulisowych żartów, diabolicznych waśni i wrzasku walącego do drzwi tak głośnego i chaotycznego, że nawet kierownik sceny popłakał się. Chaos z pierwszego aktu trwa, ale tym razem reakcje na niego widać z punktu widzenia wszystkich innych osób, w tym zespołu technicznego po drugiej stronie kurtyny. Akt trzeci poświęcony jest inscenizacji sztuki tak upiornej, że klamki od drzwi odpadają, aktorzy w środku sceny zamieniają się nawzajem i wszystko się wali, łącznie z scenografią.
Zodiak 17 kwietnia
Zamierzone elementy farsowe są tematem powtarzających się teatralnych koszmarów. (Wersja filmowa z Carol Burnett i Michaelem Caine’em, wyreżyserowana przez Petera Bogdanovicha, popełniła fatalny błąd, przenosząc perwersyjną zabawę z brytyjskiej wycieczki do Des Moines w stanie Iowa.) Ale tandeta znów jest na swoim miejscu, a choreografia została dostosowana do czasu wystarczającą precyzją, aby być hołdem dla fars Georgesa Feydeau.
Wśród barwnych członków obsady, którzy to czynią, jest Megan Hilty w roli piszczącej, trzepoczącej oczami pomysłodawczyni, która zawsze gubi soczewki kontaktowe i ogłupia z głupoty; Daniel Davis w roli głuchego i pijanego staruszka, który chowa po całym planie butelki whisky i gra włamywacza, który nie pamięta, co powinien ukraść; a zwłaszcza pani Martin, która robi dziwne, hałaśliwe rzeczy z rozpadającymi się słuchawkami telefonicznymi, złożonymi gazetami, które nie chcą się złożyć i niekończącymi się talerzami tych śmierdzących sardynek, które nigdy nie są tam, gdzie powinny. Aby zagrać farsę, która miała jakikolwiek realny wpływ, aktor musi insynuować i zestawiać w równym stopniu elementy komedii i tragedii. Czasami wydaje się, że aktorzy w tym przedstawieniu grają jedynie powierzchownymi emocjami, a okres oczekiwania pomiędzy śmiechami wydaje się nie mieć końca.
Nieważne. Wyłączone dźwięki wciąż jest niezwykły w swojej niegodziwej manipulacji ludzką śmieszną kością. Nawet jeśli wydaje się to trudne, śmiech jest niezawodny. Czasami najgłośniejszy hałas w Wyłączone dźwięki to dźwięk dobrze bawiącej się publiczności.