„Mac Beth” to Szekspir przerobiony przez dziewczyny z prywatnej szkoły

Teatr Red Bull MacBeth .Karola Rosegga

Kiedy czekasz na Red Bull Theatre MacBeth aby rozpocząć w teatrze Lucille Lortel, nie czytajcie – powtarzam, nie – czytajcie swojego programu. Zeskanuj listę obsady i biografię lub dwie, ale zostaw notatki dramaturgiczne na podróż metrem do domu. Chyba, że ​​chcesz zepsuć zarozumiałość tej produkcji i jej szokujące zakończenie – a to są główne powody, dla których warto ją zobaczyć. Anarchofeministyczna glosa reżyserki-adaptatora Erici Schmidt na temat szkockiej sztuki może nie pochwalić się olbrzymią scenografią w stylu Stonehenge i latającymi czarownicami (jak wersja XXL Kennetha Branagha w Park Avenue Armory) ani szkockim wirtuozem radzącym sobie ze wszystkimi rolami (Alan Cumming w Broadway), ale ma w sobie niesamowitą, leśną żywotność.

Wiccańskie podejście Schmidta nadaje silny klimat St. Trinian: siedem kobiet z zespołu ubranych jest w mundurki szkoły prywatnej i odgrywa rolę uczniów, którzy zebrali się, aby odegrać Makbet dla jakiegoś tajnego rytuału. Lokacja to odosobniona polana w lesie z opuszczoną, przewróconą kanapą, stawem i zdezelowaną wanną. Dzięki tym nagim elementom scenicznym i rekwizytom, które dziewczyny wyrywają z plecaków, historia królewskiego tana i jego natarczywej żony rozgrywa się w 90 minut zapierających dech w piersiach.

Zawrotne, lekceważące tempo i zredagowany tekst pomagają zrównoważyć nieunikniony kompromis stylistyczny: nie wszyscy aktorzy grają przez wieki Banka, Macduffa czy króla Dunkana (cokolwiek to może być). Każda młoda performerka musi zachować zarówno swoją podstawową rolę – nastolatkę z konkretnymi problemami i pąkami w grupie – jak i wiele ról w tragedii. Czarownice numer jeden, dwa i trzy (Izabel Mar, Sophie Kelly-Hedrick i Sharlene Cruz) żonglują Fléance, mordercami, lekarzami, Porterem i dziesiątkami innych – i nie są cenne w żadnej z nich. Szczególnie podobał mi się Duncan grany przez Cruza, który sprawia wrażenie nieco głupkowatego kolesia, a kiedy piskliwy Malcolm Kelly-Hedricka mówi Macduffowi, że szkockie kobiety nie są w stanie napełnić cysterny mojego pożądania, ona przeciąga cysterna z zaskakującą radością.

Gra głównych ról jest ogólnie atrakcyjna, choć nierówna. Makbet Isabelle Fuhrman, najcięższy ciężar, to odważna próba roli, która jest trudna, bez względu na wiek i płeć. Fuhrman potrafi pozwolić sobie na przymrużenie oka, spłaszcza ton, nie tracąc przy tym zbyt wiele ze znaczenia wersetu, a w miarę trwania przedstawienia staje się ponura jak tyran. Ismenia Mendes w roli Lady Makbet pozostaje w obrębie podziałów płciowych, a jej kwestia pozbawiona seksu mnie tutaj rezonuje z menstruacyjną wściekłością, gdy grzebie w plecaku i rzuca garść tamponów na trawę. Pod względem lirycznej zwinności i bogactwa charakteru Mendes jest najsilniejszą postacią na scenie; Bardzo chciałbym kiedyś zobaczyć jej Lady M. w mniej ograniczonej produkcji. Jako Macduff wysoka i dostojna Lily Santiago wygląda na odpowiednio prawą. A Banko Ayany Workman ma odświeżająco humorystyczny charakter, ładnie kontrastujący z jej manifestacją po morderstwie jako pająkowaty duch, co sugeruje, że dziewczyny oglądały horrory J.

Siedem dziewcząt ze szkoły prywatnej wciela się w liczne postacie Szekspira Makbet. Karola Rosegga

Niezależnie od tego, czy jesteś tradycjonalistą Szekspira, czy nie, możesz się zastanawiać: czy dowiemy się czegoś nowego z Uczennicy Makbet? Z pewnością ekonomia płci w tekście może wymagać wstrząsu – być może rzymskie sztuki mają taką samą obsesję na punkcie męskich zachowań – ale widząc Makbet w ten sposób zdajesz sobie sprawę: och, te postacie wydają się naprawdę niepewne swoich penisów. Obserwowanie młodych kobiet przejmujących dziwną energię spektaklu i wykorzystujących ją do wyrażania swoich hormonalnych, płynnych pod względem płci celów – to bardziej wciągające niż kolejna obowiązkowa włóczęga po parku lub nijakie kompetencje Royal Shakespeare Company.

Inspirowana Schmidtem koncepcja kadrowania upada jednak po stronie innej niż Szekspir. Zastanawiałam się, kim były te dziewczyny i jakie były napięcia w grupie. Czy coś spoza ich kręgu – rodzice, nauczyciele, aktywność w Internecie – doprowadziło ich do tego miejsca w lesie, aby mieszać w kotłach, dźgać królów i oszaleć? Być może cały ten podtekst został wypracowany na próbach, ale nie wybrzmiał on z wystarczającą siłą i przejrzystością. Chciałem więcej Makbet na podłodze montażowni, więcej materiału o życiu studentów, mniej wierności jakobiańskiemu źródłu. Myślę, że eseje programu, napisane przez uczonego i menedżera literackiego, wypełniają pewne luki, ale żaden spektakl nie powinien ich potrzebować do uzupełnienia doświadczenia.